Davos rządzi

Davos rządzi

Na czarodziejskiej górze Tomasza Manna w Davos można było prowadzić dysputy, flirtować, ewentualnie umrzeć na zapalenie płuc. Co ma z tamtym wspólnego Davos, w którym odbywa się Światowe Forum Gospodarcze? Nic – poza czarodziejską mocą.
W sali konferencyjnej siedzi kilkadziesiąt osób – głównie mężczyzn w garniturach i drogich krawatach, ale też parę pań w eleganckich garsonkach. To prezesi wielkich korporacji. Łączne obroty ich firm są porównywalne z wielkością polskiego dochodu narodowego. Zebrali się tutaj, by wysłuchać kilku czarnoskórych kobiet, które opowiadają, jak w swym afrykańskim kraju zmusiły do pogodzenia się dwa walczące ugrupowania i  ten sposób uchroniły kraj przed wojną domową.

W sąsiedniej sali minister jednego z europejskich państw wygłasza wykład o tym, do czego może doprowadzić rywalizacja w tym, kto prędzej zdewaluuje swój pieniądz. Rozmowa obok dotyczy możliwych konsekwencji wzrostu cen paliw. – Jeśli cena baryłki ropy przekroczy 500 dol. –mówi laureat Nagrody Nobla sprzed kilku lat – to zmieni się gospodarcza mapa świata, bo ryż taniej będzie uprawiać w Europie, niż sprowadzać z Azji, a nieopłacalny stanie się import samochodów z Japonii.

Za oknem wirujące płatki śniegu i pokryte bielą stoki Alp. W szwajcarskim Davos, jak co roku w ostatnim tygodniu stycznia, trwa Światowe Forum Gospodarcze.

Spotkanie wielkich tego świata

Każdy w miarę rozgarnięty student, zapytany o listę najbardziej wpływowych organizacji międzynarodowych, wymieni ONZ, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Światową Organizację Zdrowia i Światową Organizację Handlu. Może dorzuci jeszcze G7 (grupę najwyżej uprzemysłowionych państw świata) i szykującą się do jej zastąpienia grupę G20, czyli kraje wysoko rozwinięte i pretendentów z Trzeciego Świata. A czy ktoś zająknie się o Światowym Forum Gospodarczym?

Za Forum nie stoją żadne rządy, to jedynie fundacja założona 40 lat temu przez liczącego dziś sobie 71 lat Klausa Schwaba, notowanego pod numerem 66 na liście najbardziej wpływowych ludzi świata miesięcznika „Forbes". 40 lat temu ten młody szwajcarski profesor biznesu zaprosił na konferencję 400 gospodarczych liderów.

Kilka dekad później Forum stało się miejscem, gdzie ścierają się poglądy wielkich tego świata na tematy tak różne jak przyszłość energetyczna ziemi, bezpieczeństwo w sieci, groźba przeistoczenia się kryzysu gospodarczego w kryzys społeczny czy globalne ocieplenie.

W tym roku spotkanie zainauguruje przemówieniem prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, a przy innych okazjach głos zabiorą m.in. były prezydent USA Bill Clinton i kanclerz Niemiec Angela Merkel. Prezydent Bronisław Komorowski ma mówić o europejskiej przyszłości energetycznej, a Nicolas Sarkozy – o wizji dla grupy G20.

Kim są uczestnicy Forum? To przede wszystkim szefowie około tysiąca największych firm z całego globu, prezydenci i premierzy z krajów G20, a także szefowie największych banków centralnych i najważniejszych organizacji międzynarodowych, ekonomiści, przedstawiciele największych światowych organizacji pozarządowych i tzw. liderzy opinii, czyli ludzie, których słowa znaczą dla innych bardzo wiele.

Uczestnictwa w Forum nie można sobie kupić, choć trzeba za nie zapłacić. Organizatorzy zastrzegają sobie prawo weryfikacji uczestników nawet w przypadku głów państw i szefów rządów. Zaproszone firmy zobowiązują się, że nie będą informowały mediów o warunkach swego członkostwa w Światowym Forum Gospodarczym, wiadomo jednak, że roczna składka wynosi – w zależności od wielkości firmy – od kilkunastu do kilkuset tysięcy franków szwajcarskich. Nawet największe polskie kolosy, jak PZU czy PKN Orlen, to w Davos maluchy – uiszczają więc najniższe składki. Za samo uczestnictwo w dorocznym spotkaniu Forum prezesi już nic nie płacą, kolejne kilka tysięcy franków trzeba jedynie wyłożyć na ich przelot i pobyt w hotelu.

Polacy jeżdżą do Davos od czasów narodzin III RP. Pierwszy pojawił się tam już w 1990 r. ówczesny prezydent Wojciech Jaruzelski. Potem bywali tu Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński, Jan Krzysztof Bielecki, Donald Tusk, Leszek Balcerowicz, Jan Rostowski i Radosław Sikorski. Niemal wszyscy wspominają te wizyty z entuzjazmem. Może poza Sikorskim, który na stoku w Davos złamał nogę. Poza politykami, jako się rzekło, przyjeżdżają do Davos prezesi największych polskich firm, m.in. Tomasz Zadroga (PGE), Jacek Krawiec (PKN Orlen; wcześniej jeździli tam jego poprzednicy Igor Chalupec i Zbigniew Wróbel), Andrzej Klesyk (PZU) czy Jacek Szwajcowski (PGF).

Ładowanie akumulatorów

Prezesi Jacek Szwajcowski z PGF (w tym roku wybiera się do Davos po raz dziesiąty) czy Andrzej Klesyk z PZU (trzeci rok w Davos) mówią, że to miejsce, w którym ładuje się intelektualne akumulatory. No bo gdzie jeszcze na świecie można z wykładu byłego prezydenta USA Billa Clintona czy premiera Rosji Władimira Putina przejść na panel z udziałem laureata Pokojowej Nagrody Nobla Muhammada Yunusa, założyciela Grameen Banku udzielającego biedakom z subkontynentu indyjskiego mikropożyczek na rozkręcenie własnych przedsiębiorstw? Albo wziąć udział w kilkugodzinnych warsztatach z udziałem czołowych naukowców z bostońskiego MIT, a wieczorem uczestniczyć w zamkniętej kolacji, podczas której (jak to było w zeszłym roku) kilkudziesięciu przedstawicieli wielkich światowych instytucji finansowych spotyka się z francuską minister finansów Christine Lagarde czy z ówczesnym premierem Wielkiej Brytanii Gordonem Brownem.

Przy czym ranga takich spotkań ma ciężar gatunkowy znacznie większy niż spotkań z udziałem szerokiej publiczności. Politycy wiedzą, do kogo mówią, i zdają sobie sprawę z tego, że biznesmeni z ekonomiczną wiedzą i doświadczeniem nie przyjmą kitu, jaki często adresowany jest do przeciętnego wyborcy. Nic dziwnego, że – jak wspomina prezes Klesyk – zanim Christine Lagarde wzeszłym roku zaczęła mówić, najpierw trzy razy upewniała się, czy na sali na pewno nie ma dziennikarzy.

– Te spotkania uzmysłowiły mi – mówi prezes PZU – jakim wyzwaniem dla polityka czy biznesmena jest zmierzenie się z kryzysem; jakie politycy mają możliwości, ale też jakie mają ograniczenia w podejmowaniu decyzji.

Przyjeżdża do Davos każdy, kto chce wiedzieć, w którą stronę wieje wiatr historii, dlaczego wieje z tej, a nie z innej strony.

– Przysłuchuję się temu, co mówią w Davos szefowie wielkich światowych instytucji finansowych – mówi  Andrzej Klesyk – bo niezależnie od tego, jak bym się nadymał, to wiem, że moja instytucja nie jest  gigantem. Natomiast wiedza o tym, w jakim kierunku idą proponowane rozwiązania, i o tym, co to oznacza dla całego otoczenia biznesowego, pozwala mi przewidywać posunięcia moich potencjalnych konkurentów w Polsce i Europie, a więc także planować moje własne działania.

Jacek Szwajcowski, prezes Polskiej Grupy Farmaceutycznej, podkreśla, że o wpisanej wstatut Światowego Forum Gospodarczego misji – sprawie poprawy świata – naprawdę rozmawia się w Davos na serio. Bo w końcu rozmowy toczą ci, od których zależy, jak świat będzie wyglądał. Owszem – mówi Szwajcowski – niby można by to wszystko przeczytać czy obejrzeć w internecie, ale nic nie zastąpi możliwości  obserwowania na żywo, jak noblista Joseph Stiglitz odpowiada na pytania zadawane przez szefów największych światowych korporacji i przywódców mocarstw.

Czy wiedza o światowych trendach procentuje w zarządzaniu firmą farmaceutyczną? Szwajcowski nie ma wątpliwości, że tak. Podkreśla, że zdobyta na Forum wiedza kazała mu się obawiać kryzysu światowego
już na początku 2008 r. i pod tym kątem zmienił strategię swojej firmy.

Sami swoi

Przede wszystkim jednak dla biznesu Światowe Forum Gospodarcze to miejsce spotkań. W trakcie  czterech dni Forum można ich odbyć dziesiątki.

– Gdybym na przykład, będąc w Warszawie, chciał spotkać się z szefem dużego koncernu ubezpieczeniowego z innego kraju – tłumaczy Klesyk – i gdybym taką decyzję podjął dziś, to mniej więcej za trzy tygodnie może udałoby nam się znaleźć czas na spotkanie
wWarszawie, Londynie czy Nowym Jorku. A tam, w Davos, są wszyscy, zatem nie jest problemem złapanie kogoś na 15 minut i zapytanie, czy może jest zainteresowany sprzedażą takiej a takiej firmy. Nie? To nie.
Tak? To porozmawiajmy o warunkach.

– Przy czym – podkreśla prezes PZU – nie ma w tym żadnego zadęcia. Żadnych sztywnych ispiętych gości wkrawatach. Nietrudno przełamać lody w zwykłej rozmowie przy kawie, bez gabinetów, bez tłumu doradców i asystentek.

Takie rozmowy zazwyczaj odbywają się w kafeterii Forum, gdzie co chwila przechodzi ktoś znany z pierwszych stron gazet. W takim miejscu pogawędka dwóch prezesów giełdowych spółek nie budzi niczyjego zainteresowania. Ogólny gwar i zamieszanie sprzyjają potrzebnej biznesowi dyskrecji.

Być może wzrost znaczenia Forum jest znakiem czasu – im bardziej nieszczelne stają się kanały przekazu  elektronicznego, im więcej otwartości domagają się media bezlitośnie dopytujące polityków o efekty
każdego spotkania na szczycie, tym częściej decydenci będą uciekali do miejsc, wktórych bezpieczni przed podglądem i podsłuchem będą mogli we własnym gronie szczerze rozmawiać o biznesie i polityce.

Czy to niedemokratyczne? Być może, ale za to skuteczne. Właśnie wDavos – podczas spotkania najpierw przy kawie w kongresowej kafeterii, a potem w trakcie obiadu na mieście – Andrzej Klesyk zaczął rozmowy
z Bertem Heemskerkiem, ówczesnym prezesem Rabobanku, mniejszościowego akcjonariusza Eureko, wówczas udziałowca PZU. Efekt? Rozbrojenie miny, jaką były żądania Eureko domagającego się 35 mld zł
odszkodowania od polskiego państwa. Udało się. Dlaczego? Czarodziejska góra.
Okładka tygodnika WPROST: 4/2011
Więcej możesz przeczytać w 4/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także