Autorytety w błocie

Autorytety w błocie

Chcesz pokonać wroga, to zniszcz jego autorytety. Ale pamiętaj, że on też będzie próbował zniszczyć twoje.
Fruwające w przestrzeni publicznej epitety robią coraz mniejsze wrażenie. Takie już bagienne standardy naszej debaty. Ale niedawne wystąpienie na KUL reżysera Grzegorza Brauna, który abp. Józefa Życińskiego określił jako „kłamcę" i „łajdaka”, mimo wszystko szokuje. Z wielu powodów.

Zdarzenie miało miejsce ledwie trzy miesiące po śmierci arcybiskupa. I to w murach katolickiej uczelni, której zmarły był kanclerzem. Splugawiono metropolitę, co w kulturze pielęgnującej majestat hierarchów kościelnych nadal jest wydarzeniem niemal bezprecedensowym.

Braun najwyraźniej czuł, że pewnych rzeczy nie wypada robić. Objaśnił więc, że Józef Życiński tylko „podawał się za biskupa". A więc w gruncie rzeczy nigdy nim nie był. A że „łajdaka” obdarował sakrą Watykan, i to w osobie Jana Pawła II? Bez stempla Brauna taka konsekracja widać nieważna. Może więc sobie katolik swobodnie popluć na biskupa uzurpatora i za grzechy nie żałować, bo to żaden grzech.

Tak nie traktował biskupów nawet Janusz Palikot.

Najbardziej szokuje jednak to, że występek Brauna spotkał się z akceptacją ludzi podzielających jego wizję świata. Wyraźną, wyrażoną oklaskami przez uczestników spotkania. I nieco zakamuflowaną, ubraną w szaty obrony wolności słowa, na łamach „Rzeczpospolitej" i innych mediów określających się jako konserwatywne bądź chrześcijańskie.

Rzecz oczywiście nie w tym, aby od kogokolwiek wymagać uznania autorytetu abp. Życińskiego. Jednak od odmowy autorytetu do zmieszania z błotem droga jeszcze daleka.

Czas drogowskazów moralnych

 W PRL, która konsekwentnie rozbijała więzy wspólnotowe, ludzie określani jako autorytety brali na swoje barki zadanie ich sklejania. Wchodzili w rolę drogowskazów moralnych dla zatomizowanych mas, zastępując w ten sposób nieobecne instytucje demokratyczne.

Społecznym prestiżem cieszyły się znakomitości wywodzące się z rozmaitych tradycji. Z jednej strony wielcy przywódcy Kościoła katolickiego – prymas Stefan Wyszyński i krakowski metropolita Karol Wojtyła. Z drugiej – świeckie, przeważnie o lewicowych korzeniach elity, powołujące się na tradycyjne powinności polskiej inteligencji. Pisarze, filmowcy i intelektualiści, którzy dostarczali Polakom kolejnych świadectw, nie tylko krzepiąc ducha narodowego wytworami swego talentu, ale i postawami otwarcie kontestującymi PRL. Z początku główną formą tego typu deklaracji były listy otwarte (począwszy od Listu 34 z 1964 r.), w latach 70. nadszedł czas organizowania się w niezależnych instytucjach. Gdyby nie czynne zaangażowanie osobistości obdarzonych autorytetem, zapewne mało kto zwróciłby uwagę na garstkę zapaleńców, którzy w 1976 r. rozkręcili Komitet Obrony Robotników.

Tacy ludzie, jak Jerzy Andrzejewski, Paweł Jasienica, Stefan Kisielewski, Antoni Słonimski, Jan Strzelecki, Jerzy Turowicz czy Maria i Stanisław Ossowscy, byli przez kilka dekad przewodnikami polskiej inteligencji. Bez ich duchowego patronatu żadne formy oporu, łącznie z wielką „Solidarnością", zapewne by się nie pojawiły.

Punktem kulminacyjnym był oczywiście rok 1980. Oto kilka dni po wybuchu strajku w Stoczni Gdańskiej ruszają na Wybrzeże wspomóc robotników profesor historii z przeszłością w PZPR Bronisław Geremek i naczelny katolickiej „Więzi" Tadeusz Mazowiecki. Ten symboliczny splot tradycji lewicowej z katolicką oraz w szerszym planie inteligencji z robotnikami stanie się zaczynem wielkiej „Solidarności”. W rewolucyjnym ruchu elity wreszcie spotkały się z ludem, tworząc na kilkanaście miesięcy utopię społecznej jedności.

Już nie chcą moralistów? Rok 1989. Jeszcze nie wiemy, co dopiero nadejdzie. Nie do końca potrafimy wyobrazić sobie skutki już uruchomionej wielkiej zmiany. Punktów zaczepienia w pogmatwanej rzeczywistości ktoś musi nam zatem dostarczyć. Kto, jak nie sprawdzone już autorytety?

Pod tym względem byliśmy w czepku urodzeni. Mieliśmy dwóch bohaterów współczesności, i to w skali globalnej – Jana Pawła II i Lecha Wałęsę. Oraz cały legion osobistości już nie tak wpływowych, choć nieustępujących duchem ani intelektem owej reprezentacyjnej dwójce.

Powróciły do zbiorowej świadomości wielkie figury emigracji z Jerzym Giedroyciem, Janem Nowakiem-Jeziorańskim i Gustawem Herlingiem-Grudzińskim na czele. Wraz z upadkiem cenzury nadrabialiśmy literackie zaległości i oglądaliśmy filmowe półkowniki.

W przecieraniu szlaków wolności autorytety odegrały doniosłą rolę. Któż miał podsunąć nam recepty, jak nie ci ludzie? Po latach oskarżani będą o sprzeniewierzenie się narodowym ideałom, ale racjonalny, liberalno-demokratyczny model państwa polskiego to w dużej mierze ich zasługa.

Z czasem reguły gry zaczynały się jednak zmieniać. Ukształtowała się nowa klasa polityczna. I okazało się, że o polityce atrakcyjniej potrafią mówić nie moraliści, lecz zawodowi politycy. Sprzyjał im rosnący wpływ mediów elektronicznych, które najchętniej premiują racje jednoznaczne i ostro formułowane.

Stare autorytety, o ile nie chciały się dać sformatować, zredukowane zostały do roli adresatów rutynowych hołdów, składanych przy okazji rozmaitych jubileuszy. Miejsc, gdzie można było sobie swobodnie pouprawiać dzielenie włosa na czworo, stopniowo ubywało.

Inną koleją potoczyły się natomiast losy tych osobistości, które postanowiły wykorzystać swój autorytet do czynnego kształtowania polskiej rzeczywistości.

Kto sieje wiatr, zbiera huragan

Nie jest pewnie przypadkiem, że erozji aż tak nie ulegały autorytety emigracyjne. Jerzy Giedroyc polską politykę komentował nad wyraz wstrzemięźliwie. Bardziej sugerował krytyczny osąd, niż piętnował. Dzięki temu zachował autorytet nawet w oczach środowisk odległych od „Kultury". Podobnie rzecz się miała z Leszkiem Kołakowskim, który poprzestawał na wskazaniach moralnych, formułowanych zresztą w tonie niezbyt kategorycznym, unikając deklaracji czysto politycznych (pod koniec życia oświadczył, że oddałby głos na PSL, ale i to wyglądało raczej na ironiczne zdystansowanie się od politycznych namiętności). Dziś mało kto wywleka wielkiemu filozofowi dawne „heglowskie ukąszenie”.

Co nie jest wcale takie oczywiste, zważywszy na los Wisławy Szymborskiej, której dorobek w oczach sporej części prawicy sprowadza się do wierszyka na cześć Stalina napisanego w młodości. Dlaczego? Bo noblistka nie odmawia zaproszeń na imprezy polityczne.

Na drugim biegunie mamy grupę ludzi, którzy mieli udział w odzyskaniu przez Polskę niepodległości, a po 1989 r. zaangażowali się w życie polityczne. Jej zbiorową emanacją była Unia Demokratyczna, która politykę najchętniej pojmowała w kategoriach moralnych. Ceną za konsekwentne wskazywanie przez nią celów wspólnotowych było jednak zacieranie różnic ideologicznych i politycznych. Pozbawiona wyraźnego oblicza partia coraz bardziej irytowała mentorstwem i przekonaniem o własnej nieomylności. A człowiekiem, który posłał stare autorytety na oślą łączkę, był Donald Tusk – który pierwszy zrozumiał, że wyborcom należy schlebiać, a nie ich pouczać.

Przypadek osobny to Adam Michnik. Naczelny „Wyborczej" zgodnie z własnym temperamentem postanowił wykorzystać autorytet do forsowania własnej wizji Polski. Popełnił, niestety, grzech pychy. Zdobywając przemożny wpływ na myślenie elit, wziął na siebie ogromną odpowiedzialność. Gdy podziały zaznaczone w pierwszej „wojnie na górze” już okrzepły, Michnik miał możliwość szerszego otwarcia się na racje swych oponentów i podjęcia z nimi dialogu. Ale poszedł drogą triumfalistycznego utwardzania dominującej pozycji, lansując tezy i opinie niekiedy prowokacyjne i trudne do przyjęcia nawet dla wielu zwolenników ( jak obrona generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego).

Można oczywiście rzec – kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. W latach 90. po prawej stronie pielęgnowano urazy na tle silnie odczuwanego wykluczenia z głównego nurtu debaty. Gdy pojawiła się możliwość odwetu, ochoczo z niej skorzystano. Tyle że Adama Michnika spotkała nie burza, ale huragan.

IV RP autorytarna

W maju 2004 r. Polska staje się członkiem Unii Europejskiej. To symboliczny koniec polskiej transformacji i zwieńczenie zbiorowego wysiłku większości polskich elit. Trzy miesiące później umiera Czesław Miłosz. Gorszące awantury o miejsce pochówku poety są przedsmakiem wydarzeń, które dopiero mają nadejść. W kwietniu 2005 r. umiera z kolei Jan Paweł II – autorytet do końca wyjątkowy, powszechny, nigdy niezbrukany. A już pół roku później PiS wygrywa podwójne wybory.

Przywódca zwycięskiego obozu zapowiada IV RP – nowe państwo zbudowane na zupełnie nowym porządku aksjologicznym. Ów nowy porządek wymaga nowych autorytetów.

Zanim jednak nastąpi ich proklamacja, trzeba jeszcze obalić te dotychczasowe. Tuż przed końcem 2005 r. na czele IPN staje zwolennik lustracji totalnej Janusz Kurtyka. IV Rzeczpospolita dostaje instytucję taran do obalania „fałszywych autorytetów". Werbalnej agresji Jarosława Kaczyńskiego gromiącego „łże-elity” towarzyszyły więc wszechobecne teczki z IPN. A do tego demaskatorska twórczość uprawiana w „odzyskanych” mediach publicznych, eksplozja niczym nieskrępowanej oszczerczej twórczości anonimowych autorów internetowych, publicystyka na każdym kroku wbijająca do głowy, że jedyne prawdziwe elity zostały wymordowane w Katyniu, a te, które buntowały się w PRL, to elity fałszywe, naznaczone komunizmem, splamione kolaboracją. Inny popularny zabieg to odzyskiwanie nieżyjących już autorytetów. Rafał Ziemkiewicz odbierał „michnikowszczyźnie” Kisiela i Giedroycia, tak jakby ktokolwiek rościł sobie prawo do wyłączności na nieżyjących wielkich Polaków. Jeśli już, to sam Ziemkiewicz, choć argumenty na ich powinowactwo z IV RP podsuwał nader wybiórczo, a jakiekolwiek jego powinowactwo z wyżej wspomnianymi było nad wyraz dyskusyjne.

Lista postaci zasłużonych, które IV RP wzięła na celownik, była imponująca. By wymienić najważniejszych: Lecha Wałęsę, Adama Michnika, Jacka Kuronia, Bronisława Geremka, Czesława Miłosza. Poza ostrzałem długo pozostawał Władysław Bartoszewski, sam wszakże wstrzemięźliwy w ocenach IV RP. Gdy stracił cierpliwość (a stało się to po insynuacji Antoniego Macierewicza, jakoby większość ministrów spraw zagranicznych była agentami sowieckich służb), skończyła się taryfa ulgowa także wobec niego.

Miejsca opuszczone przez autorytety fałszywe próbowano wypełnić nowymi bohaterami. Symbolem oporu robotniczego zamiast Wałęsy stała się Anna Walentynowicz. Pierwszym niekomunistycznym premierem obwołano już nie Mazowieckiego, ale Jana Olszewskiego. Wielkim poetą został nie podejrzany Litwin Czesław Miłosz, tylko pospiesznie pasowany na prawicowego wieszcza Zbigniew Herbert.

Po katastrofie smoleńskiej pojawił się jeszcze jeden autorytet, nadrzędny i przyćmiewający wszystkie inne – bohaterski prezydent Lech Kaczyński. Za życia nawet zwolennicy PiS postrzegali go jako kiepską kopię genialnego brata. Po śmierci stał się bohaterem niezliczonych historycznych analogii – spadkobierca tradycji jagiellońskiej, sukcesor Józefa Piłsudskiego, jedyna prawdziwa ikona „Solidarności".

Publika wie swoje

Mleko się rozlało. Mamy dziś dwie zwalczające się Polski, każda z własnym zestawem autorytetów. A dokonywany przez pisowską prawicę metodyczny mord na autorytetach drugiej strony także po tej drugiej stronie wywołuje skrajną wrogość – ten, którego wy stawiacie na piedestale, u nas chodzi na papierach niebezpiecznego szaleńca. Gdyby dziś żyli prymas Wyszyński i kardynał Wojtyła, pierwszego pasowano by na przywódcę „kościoła toruńskiego", a drugiego – na szefa „kościoła łagiewnickiego”. Oni sami nie mieliby tu zresztą wiele do gadania.

I dlatego Grzegorz Braun potrafi nazwać szanowanego przez Polskę liberalną abp. Życińskiego łajdakiem, nie przejmując się nawet, że żałoba po metropolicie jeszcze trwa. I nie widzą w tym niczego złego ci, którzy sami nie chcą wygaszać żałoby po katastrofie smoleńskiej, niemal każdą krytykę pod adresem prezydenta Kaczyńskiego traktując jak ciężki występek przeciwko moralności.

Po drugiej stronie barykady nastroje są zbliżone. Ubiegłoroczna kampania prezydencka Bronisława Komorowskiego pokazała, że odwołanie się do autorytetów już się w polityce nie sprawdza. Zahaczające o histerię wystąpienia Andrzeja Wajdy i swawolne dygresje prof. Bartoszewskiego raczej Komorowskiemu zaszkodziły, niż pomogły. Dziś liberalna elita, bez reszty pochłonięta wojną z PiS, w imię zagrożenia skłonna jest akceptować coraz bardziej problematyczne dokonania rządzącej PO. Debatę zastępuje gombrowiczowski pojedynek na miny.

A publiczność obserwująca te przepychanki i tak wie swoje. Gdy ankieter spyta o autorytety, odpowie, że szanuje. Po czym oddali się w świat kolorowej rozrywki, wypełnionej migocząmi kolorowymi bohaterami. Oto nowe autorytety na nowe czasy. W odróżnieniu od tych starych, można je sobie nawet demokratycznie wybrać. Wystarczy wysłać SMS.

Okładka tygodnika WPROST: 21/2011
Więcej możesz przeczytać w 21/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 21/2011 (1476)

  • 22 maj 2011, 12:00 Wizyta prezydenta Obamy nie przyniesie żadnego przełomu w polsko-amerykańskich stosunkach. Ten przełom jednak krok po kroku się dokonuje. Nie na niebie, gdzie latają F-16, ale pod polską ziemią, gdzie trwają poszukiwania gazu łupkowego. 4
  • 22 maj 2011, 12:00 Ziobro na kampanię Jarosław Kaczyński chce, żeby Zbigniew Ziobro był jedną z twarzy zbliżającej się kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości – wynika z ustaleń „Wprost". Nieoficjalnie wiadomo, że były minister... 6
  • 22 maj 2011, 12:00 Mój bardzo dobry znajomy, znany między innymi z tego, że śmieszy go to, co mnie śmieszy, opowiedział mi żart językowy, który zgodnie z tym, co napisałem przed chwilą, mnie rozśmieszył. Ostatnio dowiedziałem się, kto jest moim... 9
  • 22 maj 2011, 12:00 Piotr Matwiejczyk wie, jak się zakręcić, żeby i kaskę zarobić, i żeby Torbicka pochwaliła. Wystarczy wynająć mieszkanie na Kabatach, wsadzić tam kilku aktorów, kazać im robić miny ą la cierpiący osioł, a w tle puszczać radiowe... 10
  • 22 maj 2011, 12:00 To największy paradoks III RP. Unia Wolności, nazywana często partią nieudaczników, właściwie nie istnieje. A jednocześnie wywodzący się z niej politycy mają dziś w Polsce cała władze. 12
  • 22 maj 2011, 12:00 Pod Pałacem Prezydenckim stoją już drugi miesiąc. O sobie mówią: ostatni przyczółek wolnego słowa. Przyczółek się broni, ale i atakuje. Propisowscy profesorowie wykładają na przyczółku o nadchodzącej karze i o rozliczeniach. 17
  • 22 maj 2011, 12:00 Zagłosuję na Platformę z konieczności. To budzi moją złość, bo wiem, że znowu przez cztery lata będę niezadowolony – mówi Andrzej Olechowski, jeden z założycieli PO, były minister spraw zagranicznych i finansów. 20
  • 22 maj 2011, 12:00 Chcesz pokonać wroga, to zniszcz jego autorytety. Ale pamiętaj, że on też będzie próbował zniszczyć twoje. 24
  • 22 maj 2011, 12:00 Telefon Grzegorza Schetyny jest, jak mówią w klubie parlamentarnym PO, rozgrzany do czerwoności. Platforma zaczęła wielkie łowy na lewicy. Kto następny? 28
  • 22 maj 2011, 12:00 W swojej zaciemnionej pracowni rysownik Marek Raczkowski przeraża się światem, odnajduje Kaczyńskiego w sobie i wyzywa dziennikarzy telewizyjnych od idiotów. Zanim to narysuje. 32
  • 22 maj 2011, 12:00 Bogowie w demokracji dziś molestować nie można. ależ skąd! Nie wolno dać się złapać, jak się należy do bogów tego świata. 38
  • 22 maj 2011, 12:00 Większość ludzi chce seksu dla seksu. Jak potępiani homoseksualiści. 40
  • 22 maj 2011, 12:00 Wizjoner, który 20 lat temu stworzył radio RMF, właśnie podbija hollywood. Stanisław Tyczyński wciąż słynie z ekscentryzmu i nadal jak w pionierskich czasach rozgłośni przychodzi do pracy w tenisówkach. 42
  • 22 maj 2011, 12:00 Przemoc jest w szkole na porządku dziennym – twierdzą uczniowie. Owszem, zdarza się, jednak rzadko – bagatelizują sprawę nauczyciele. Z najnowszych badań wynika, że pedagodzy problemu nie widzą. I nie mają pojęcia, jak sobie z nim radzić. 46
  • 22 maj 2011, 12:00 Kiedy pojawił się w „X factor”, publiczność w studiu natychmiast zgotowała mu owację. Ludzie pokochali ulicznego barda za jego styl i niezależność. Dziś długowłosy bluesman Gienek Loska wychodzi na scenę w garniturze od Armaniego. 48
  • 22 maj 2011, 12:00 Barack Obama jest na fali. Po zabiciu Osamy bin Ladena wskaźniki popularności prezydenta skoczyły z 44 do prawie 60 procent. Raz na zawsze obalił mit, że jest przywódcą miękkim i niezdecydowanym. 50
  • 22 maj 2011, 12:00 O seksualnych ekscesach Dominique’a Straussa-Kahna, niebezpiecznie bliskich czynów karalnych, wiedział tzw. cały Paryż. On sam przepowiadał niedawno, że ktoś, kto chciałby mu zaszkodzić, na pewno uderzy w jego żydowskie pochodzenie, znaczny pociąg do pieniędzy i jeszcze... 56
  • 22 maj 2011, 12:00 Czy przed wyborami czeka nas licytacja w tym, które z ugrupowań lepiej dba o los polskiej mniejszości w Niemczech? I czy jeden człowiek, który kieruje prawie zapomnianą organizacją, może zepsuć całą zabawę? 60
  • 22 maj 2011, 12:00 Ten mecz będzie miał co najmniej dwóch wyjątkowych bohaterów. Ryan Giggs jest wierny Manchesterowi United od zawsze, ma 37 lat, a wciąż gra jak młodzieniaszek. 32-letni Éric Abidal z Barcelony wygrał z rakiem wątroby i odmieniony wraca na boisko. W sobotę – na Wembley.... 62
  • 22 maj 2011, 12:00 Chińczykom nie udało się ich podrobić. W czasach wojny handlowej z Rosją polskie truskawki docierały do Moskwy okrężnymi drogami, przemycane przez mołdawską mafię. Nawet Niemcy, którzy ponoć są zakupowymi patriotami, skuszą się czasem na nasze – najsłodsze, najlepsze pod... 64
  • 22 maj 2011, 12:00 Na razie europejscy politycy nawet nie rozmawiają o wyjściu Grecji ze strefy euro. Nikt nie wie, jakie skutki mogłaby mieć taka podróż w nieznane. Jeśli okazałoby się, że strefę euro można bezpiecznie opuścić, to drogą tą mogą pójść inni. Co wtedy będzie z Unią? 68
  • 22 maj 2011, 12:00 Coraz trudniej znaleźć chętnych do szkolenia za pieniądze z UE. Organizatorzy kuszą uczestników luksusowymi hotelami, cateringiem, a nawet laptopami. Efekty dla gospodarki – mizerne. Rafał Pisera Dobre szkolenie powinno się odbywać... 70
  • 22 maj 2011, 12:00 Jak mawiają piwowarzy, piwo najlepiej sprzedaje się tam, skąd widać komin browaru. Chyba wracamy do tej zasady, bo browary lokalne rosną w siłę. Wraca moda na piwa o specyficznych smakach i warzone w tradycyjny sposób. 72
  • 22 maj 2011, 12:00 „Melancholia” to film, którym von Trier chciał się pożegnać z depresją. Wpadł jednak w jeszcze większe tarapaty. „Lars von Trier jest swoim największym wrogiem” – napisał jeden z krytyków po skandalu wywołanym przez Duńczyka na festiwalu w Cannes. 76
  • 22 maj 2011, 12:00 Mają po 30 lat, są wykształceni, pracują. Wychowali się na grach komputerowych. I wciąż grają. Bo wirtualna rozrywka jest nie tylko dla dzieci. 79
  • 22 maj 2011, 12:00 Wielka aktorka zagubiona w świecie komedii wraca do wielkich ról. Będzie Marią Skłodowską-Curie, a potem Margaret Thatcher. 82
  • 22 maj 2011, 12:00 Jeszcze rektor filmówki w Łodzi, a już kandydat na dyrektora stołecznego Teatru Powszechnego. Do tego reżyser filmowy z licznymi nagrodami na koncie. Człowiek do wynajęcia czy po prostu twórca wszechstronnie uzdolniony? Do kin właśnie wchodzi nowy film Roberta Glińskiego... 84
  • 22 maj 2011, 12:00 Dowcipny ulubieniec artystycznej bohemy czy raczej zagubiony wrażliwiec ze skłonnością do alkoholu? 23 lata po śmierci Jonasz Kofta pozostaje enigmą. Właśnie ukazało się pełne wydanie twórczości artysty – „Co to jest miłość”. 86
  • 22 maj 2011, 12:00 Dzisiaj to zrozumiałem. Bronisław Komorowski jest największym polskim mężem stanu od czasów Piłsudskiego. A może od Jagiełły. Zaraz to sobie wyjaśnię, tylko zajrzę do Wikipedii i sprawdzę, czy starszy Litwin był wystarczająco... 90
  • 22 maj 2011, 12:00 Kilka dni temu byłem uczestnikiem niezwykłej sceny. Moja 83-letnia matka, która kilka tygodni temu przeszła operację wymiany soczewki w oku, zapytała mnie, czy oglądałem Nergala w programie Lisa. Odpowiedziałem, że tak. „Ciekawy... 91
  • 22 maj 2011, 12:00 Sezon szparagowy w pełni. Jędrne i dumne szparagi wołają do nas ze stoisk na targowiskach, obiecując smakowe uniesienia. Nic, tylko korzystać, bo za chwilę znowu nagle znikną na cały długi rok. Nadal jednak większość Polaków za... 92
  • 22 maj 2011, 12:00 Rozmowa ze Stanisławem Kluzą, przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). 94
  • 22 maj 2011, 12:00 Kredyty gotówkowe są łatwo dostępne – to zaleta. Niestety, przez swoje dwucyfrowe oprocentowanie potrafią poczynić w domowym budżecie prawdziwe spustoszenie. 96
  • 22 maj 2011, 12:00 Kiedyś pieniądze na start musieli pożyczać od rodziny lub znajomych. Teraz początkujący biznesmeni mogą przebierać w ofertach kredytów, którymi kuszą niemal wszystkie banki. 98
  • 22 maj 2011, 12:00 Kredyty konsumpcyjne i pożyczki gotówkowe, karty i limity kredytowe w koncie. Debety do zrobienia na rachunku. Jeśli z nich korzystać, to tak, by nie narazić na szwank domowego budżetu. 100
  • 22 maj 2011, 12:00 Darmowa pożyczka na dwa miesiące, wygoda, bezpieczeństwo – to tylko niektóre plusy karty kredytowej. 101
  • 22 maj 2011, 12:00 OPIS: Miś Uszatek siedzi w swoim ogródku i trąca nóżką styropianowy krzak róży. Jest słonecznie i ciepło i Miś Uszatek czuje, że powoli opuszcza go depresja. 104
  • 22 maj 2011, 12:00 NIEDAWNO PREMIER RZECZYPOSPOLITEJ RZUCIŁ RĘKAWICĘ JEDNEMU Z LIDERÓW OPOZYCJI:- PRZEBIEGNIJMY SIĘ NA 10 KILOMETRÓW, ZOBACZYMY KTO BĘDZIE LEPSZY. PROPOZYCJA NIEZOSTAŁA PRZYJĘTA (OJ TEN BRZUSZEK PANIE GRZEGORZU!). ALE NIE ZOSTAŁA TEŻ WYŚMIANA.OJ… 104
  • 22 maj 2011, 12:00 Krasnoludek to bajkowy skrzat przyjazny światu i ludziom. Wielu Polaków wierzy w krasnoludki, ale są też tacy, którzy kwestionują istnienie tej tajemniczej nacji. Wielu teoretyków literatury głosi, że krasnoludki pojawiły się za sprawą... 106

ZKDP - Nakład kontrolowany