Powalony

Powalony

Wiele razy mówił ze łzami w oczach, że nie wie, jak spojrzy w oczy żonie i dzieciom. Jak się z tej seksafery wytłumaczy, co powie sąsiadom – wspomina Artur Balazs.
Renata Kim: Zaskoczyła pana informacja o samobójczej śmierci Andrzeja Leppera?

Ar tur Balazs: Bardzo mnie zaskoczyła. Znałem Andrzeja Leppera i samobójstwo to była ostatnia rzecz, której mógłbym się po nim spodziewać.

Dlaczego?

Bo on był silnym człowiekiem, dawał sobie radę z różnymi problemami i przeciwnościami. Chociaż miał prawo czuć się osaczony.

Co ma pan na myśli, mówiąc o osaczeniu?

Po pierwsze, aferę gruntową. To był praktycznie koniec jego kariery politycznej, bo po takich poważnych oskarżeniach trudno jest się podnieść, zwłaszcza że w tle była jeszcze seksafera. Samoobrona, dziecko polityczne Andrzeja, które stworzył i któremu przewodził, nie odnosiła ostatnio sukcesów. Wręcz przeciwnie, przegrywała kolejne wybory. I wreszcie w ostatnim czasie jego syna dotknęła bardzo poważna choroba wątroby, przez dziesięć dni był w śpiączce. Andrzej siebie obwiniał o tę chorobę. Mówił, że zaniedbał dom i wszystkie obowiązki spadły na syna. Obawiał się, że syn może umrzeć, ale udało się wybudzić go ze śpiączki i żyje. Niemniej jednak ten natłok wielu nieszczęść mógł powalić tytana. Być może w ostatnich dniach stało się coś, co Andrzeja ostatecznie przytłoczyło. Ale tego już nie wiem.

Wśród rzeczy, które gnębiły Andrzeja Leppera, wymienił pan upadek Samoobrony. Myśli pan, że to miało dla niego aż tak wielkie znaczenie?

Myślę, że tak. Często mówił, że nie zamierza rezygnować z polityki, że będzie walczył. Uważał, że jeśli się oczyści ze wszystkich zarzutów, również dla Samoobrony będzie to szansa na powrót na scenę polityczną. Myślę, że Andrzej miał autentyczną nadzieję, iż dla Samoobrony nadejdą jeszcze dobre czasy.

Pamięta pan wasze pierwsze spotkanie?

My się znaliśmy długo, prawie od początku jego kariery, a więc gdzieś od początku lat 90. Ja byłem członkiem Rady Ministrów w rządzie Jana Olszewskiego i zaprosiłem Leppera na spotkanie jako szefa związku zawodowego Samoobrona. Potem odwiedzał mnie, gdy byłem ministrem do spraw warunków życia na wsi. Rozmawialiśmy przede wszystkim o rolnictwie, o swoich gospodarstwach, bo obaj byliśmy rolnikami. To był początek długiej i naprawdę dobrej znajomości, choć wśród elit politycznych moja zażyłość z Lepperem była uważana za coś w rodzaju herezji. Śmierć Andrzeja to chyba dobry moment, by powiedzieć, że ja tej znajomości absolutnie nie żałuję. Pamiętam też rok 1998, kiedy w całym kraju wybuchły rolnicze strajki. Zaczęto o mnie wtedy mówić jako o kandydacie na ministra rolnictwa. I Andrzej zadzwonił do mnie, mówiąc: „Nie chciałbym, żebyś został ministrem. Bo wtedy będziemy po dwóch stronach barykady i będę musiał ciebie atakować". Jak zostałem ministrem, zaprosiłem go na rozmowę. Powiedziałem mu: „Słuchaj, Andrzej, obaj mamy taki sam interes, chcemy bronić rolników”. Przekonywałem go, że wejście do Unii to dla polskiego rolnictwa szansa, mówiłem: „Zróbmy coś razem. Skończmy z bitwami na drogach, dogadajmy się”. W tamtym czasie do protestów przyłączyły się wszystkie związki rolnicze i ze wszystkimi prowadziłem negocjacje. W końcu się dogadaliśmy. I pamiętam, że pozostałe związki zachowywały się wtedy różnie, a on trzymał klasę. Miałem wrażenie, że to poważny partner. Potem, gdy Andrzej Lepper znalazł się w parlamencie i padła propozycja, by został wicemarszałkiem, miałem poczucie, że jeśli chcę być wobec niego w porządku, powinienem na niego zagłosować. Duże pretensje miał potem o to do mnie Donald Tusk.

To dlaczego pan to zrobił?

Bo miałem poczucie, że partia, która otrzymuje tak duże poparcie jak Samoobrona, ma prawo być reprezentowana w Prezydium Sejmu. Że lepiej, jak będzie elementem procesu transformacji, niż jak będzie siedziała na barykadach i robiła awantury. Taki jest wymóg demokracji.

Powiedział pan kiedyś o Lepperze: On mi zaufał.

Był z natury nieufny, ale mi zaufał. To jego zaufanie do mnie wynikało z tego jednego faktu, że wtedy na niego zagłosowałem. Potem zawsze miałem wrażenie, że on mi mówił prawie wszystko, był ze mną szczery i dotrzymywał słowa.

A tak po ludzku lubił pan Andrzeja Leppera?

Tak. Choć nie mogę powiedzieć, że to była jakaś wyjątkowa przyjaźń. Natomiast lubiłem go jako człowieka i jako polityka. Wiele razy zwracał się do mnie w różnych sprawach o pomoc i jak tylko mogłem, to mu pomagałem. Z takim poczuciem, że jest człowiekiem osaczonym przez te wszystkie zarzuty, poddanym ostracyzmowi politycznemu, przez część mediów traktowanym z góry i z lekceważeniem.

A za co go pan lubił?

Za naturalność, za normalność. Pamiętam, kiedyś zaprosiłem go na kolację do domu mojej córki pod Warszawą. Chcieliśmy razem z paroma innymi osobami omówić dyskretnie różne ważne sprawy. Był tam też mój wnuk, wtedy chłopiec siedmio- czy ośmioletni. Andrzej ściągnął marynarkę i zaczął z nim grać w piłkę. Pograli, pogadali, a na koniec Andrzej dał mu w prezencie krawat i koszulkę Samoobrony. Był takim zwykłym facetem. Oczywiście był rubaszny, czasem wręcz prostacki, ale miał też wielki zmysł polityczny. Wiedział, jaki będzie zewnętrzny odbiór jego działań. Doskonale wiedział, jak trafić do swojego środowiska. Widziałem go na barykadach, patrzyłem, jak rozmawiał z ludźmi. Cieszył się autentycznym autorytetem. Bo on autentycznie wierzył, że ma misję obrony interesów rolników. On to robił najlepiej, jak umiał. Był samorodnym talentem politycznym, a na dodatek stale się uczył. Po pewnym czasie doskonale rozumiał procesy polityczne.

Co oprócz polityki go interesowało?

Myślę, że trochę sport. Ale tak naprawdę rozmawialiśmy głównie o polityce. O Unii Europejskiej, o negocjowaniu lepszych warunków dla polskich rolników, o pełnych dopłatach dla polskiego rolnictwa. W tamtych czasach wszyscy straszyli, że jak Lepper pojedzie do Brukseli, to zaraz narobi bałaganu i przyniesie nam wstyd, a on tam cieszył się autorytetem. Był traktowany jak człowiek, który mówi w imieniu polskich rolników. I nie zrobił żadnego bałaganu, wręcz przeciwnie, budził sympatię i szacunek. Często też rozmawialiśmy o życiu codziennym na wsi.

A kiedy w 2006 r. rozpętała się seksafera, poruszaliście ten temat?

Tak. Pamiętam nasze spotkanie, zaraz po pierwszych artykułach w prasie na ten temat. Brał w nim udział również Jarosław Kaczyński. I wtedy Andrzej Lepper powiedział nam, że wszystkie te zarzuty są nieprawdziwe. Mówił, że się obroni, bo jest niewinny. Twierdził, że nigdy nie zrobił niczego, co by mu uwłaczało jako mężczyźnie. Sprawiał wrażenie bardzo przejętego całą sprawą.

Czy martwił się, jak ta sprawa wpłynie na jego rodzinę?

Bardzo. Wiele razy, gdy z nim rozmawiałem, mówił ze łzami w oczach, że nie wie, jak spojrzy w oczy żonie i dzieciom. Jak się z tego wytłumaczy, co powie sąsiadom i dalszej rodzinie. To było dla niego bardzo ważne. Wiele razy powtarzał, że seksafera wycisnęła straszne piętno na życiu jego rodziny.

Czy często opowiadał o rodzinie?

Tak. Był bardzo dumny ze swojej córki prawniczki, chwalił się, że jest niezwykle zdolna. Często też opowiadał o synu Tomku, pokładał w nim wielkie nadzieje, licząc na to, że poprowadzi rodzinne gospodarstwo. Myślę, że oprócz polityki rodzina była dla niego najważniejsza. Bardzo bolał nad tym, że te liczne zarzuty, które przeciwko niemu kierowano, mocno uderzają również w jego bliskich.

Czy Andrzej Lepper to tragiczna postać?

Puenta jego życia jest rzeczywiście bardzo smutna, ale życie wcale takie nie było. Przecież on pokazał Polakom, że przeciętny, zwykły człowiek może stać się bardzo ważnym politykiem i odgrywać bardzo istotną rolę w państwie. Myślę, że dla wielu ludzi był symbolem niewyobrażalnego sukcesu. Ale oprócz tej puenty nigdy nie wydawał mi się człowiekiem tragicznym.

A jaki był?

Na pewno koleżeński. Dla swojego otoczenia był kimś w rodzaju ojca, do którego można się z wszystkim zwrócić. Mam wrażenie, że jego współpracownicy darzyli go autentycznym szacunkiem i zaufaniem. Ale ja go nie widywałem w takich okolicznościach, tak naprawdę mówić o nim mogę tylko w jednym kontekście – jako o sprytnym, obdarzonym dużą intuicją polityku. Może nieco nieobytym na salonach, może niewykształconym, ale z wielkim politycznym talentem. Tego talentu nie można nabyć – albo się go ma, albo nie. On go miał, przy wszystkich innych brakach.

Kogo pan w nim stracił?

Ja myślę, że polska polityka już nie będzie nigdy taka jak wtedy, gdy on w niej był. Reprezentował tę część obywateli, która nie znalazła swojego miejsca w transformacji ustrojowej, emanacją ich nastrojów była właśnie Samoobrona. Taki etap już się nigdy nie powtórzy.

Mówi pan jak polityk, a ja pytam człowieka. Kogo pan stracił?

Straciłem dobrego kolegę, na którego można było liczyć w trudnych sytuacjach. Kolegę rolnika, którego znałem od 20 lat. Ciągle nie mogę uwierzyć, że Andrzej Lepper nie wytrzymał tego osaczenia i zdecydował się na tak desperacki krok.

Okładka tygodnika WPROST: 32/2011
Więcej możesz przeczytać w 32/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 32/2011 (1487)

  • Nieoczywista oczywistość 7 sie 2011, 12:00 Czy Polacy musieli stracić stolicę i najlepszych ludzi, żeby przenieść nadzieję na wolność? A z żywymi w żywym mieście nie byłoby ciut łatwiej? 4
  • Na skróty 7 sie 2011, 12:00 Wielki Rów Grecki Sposób na nielegalnych imigrantów? Wykopanie głębokiego rowu na granicy. Tak przynajmniej uważają władze Grecji. Opłacona przez nie armia robotników – jak podał ateński dziennik „To Wima" –... 6
  • Buczący bez głowy 7 sie 2011, 12:00 W zeszłym tygodniu byłem na meczu pucharowym Legii Warszawa. Nie widziałem tam mojego naczelnego, znanego kibica, poruszałem się więc śmiało po różnych obszarach stadionu. Na stadionie jest światowo, czyli tak, jak powinno być, to... 9
  • Ulotki hipermarketów i horoskopy 7 sie 2011, 12:00 W przeciwieństwie do Gienka Loski Marek Dyjak nie potrzebował „X Factora", aby pokazać Polsce swoją muzykę i swój głos, które są gorzkie, ciężkie i prawdziwe jak seta taniej wódy. W październiku nowa płyta artysty,... 10
  • Agonia 7 sie 2011, 12:00 Wokół Andrzeja Leppera przez długie lata było głośno. Potem, cztery lata temu, nastał czas tylko niekiedy przerywanej ciszy. Lepper powoli gasł. 12
  • Z PGR na salony 7 sie 2011, 12:00 Od zapoconego buntownika w podkoszulce po wicepremiera w butach robionych na miarę. Od awanturującego się posła po gabinet marszałka Sejmu. Tak wyglądała pierwsza część kariery Andrzeja Leppera. 16
  • Powalony 7 sie 2011, 12:00 Wiele razy mówił ze łzami w oczach, że nie wie, jak spojrzy w oczy żonie i dzieciom. Jak się z tej seksafery wytłumaczy, co powie sąsiadom – wspomina Artur Balazs. 20
  • Polskie tabu, czyli o czym się nie rozmawia 7 sie 2011, 12:00 Szacunek dla prawdy jest w Polsce mniej ważny niż szacunek dla tabu. To w PRL naruszano różne tabu i dlatego sam PRL stał się tabu. 23
  • Nie ulec szantażowi 7 sie 2011, 12:00 Powstanie pokazuje nam, do czego doprowadza patriotyzm nieprzefiltrowany przez głowę – mówi minister Radosław Sikorski. 28
  • Zawsze wierny 7 sie 2011, 12:00 Ludzie mają prawo dyskutować o powstaniu warszawskim. Tylko nie nad grobami w dzień święta. Minister Sikorski jest młody, z Bydgoszczy i w swoim kręgu kulturowym ma prawo mieć poglądy, jakie ma – mówi prof. Władysław Bartoszewski. 30
  • Nic, tylko honor i honor 7 sie 2011, 12:00 – Często słyszę, że walki i tak musiały wybuchnąć. Nieprawda. Armia Krajowa nie była cywilbandą. Działała na rozkaz – mówi Wiesław Chrzanowski. 32
  • Synowie pułku 7 sie 2011, 12:00 Po Smoleńsku politycy i generałowie zaczęli nas traktować jak samobójców. Donald Tusk już rok temu przestraszył się i przesiadł się na embraera. A Waldemar Pawlak raz prawie uciekł nam z samolotu – opowiada pilot specpułku. Czy powinniśmy się dziwić, że po raporcie... 34
  • Jakiś numer jeszcze wywinę 7 sie 2011, 12:00 Tyle razy co on nie upadał w polskiej polityce żaden polityk. Stracił stanowiska premiera, marszałka Sejmu, szefa partii. Prawie zawsze się podnosił. Jak będzie teraz? 38
  • Nie-odpowiedzialność polityczna 7 sie 2011, 12:00 Jakkolwiek paskudny byłby Zbigniew Ziobro, i tak nie ponosi odpowiedzialności politycznej, jeśli jedynie wywierał naciski. 42
  • Czas wirtualnych płatności 7 sie 2011, 12:00 Handel w sieci kwitnie. Płacąc za towary i usługi, klienci coraz częściej i chętniej korzystają z różnych możliwości bezgotówkowego regulowania należności. Firmy oferujące takie usługi zapewniają: robimy to szybko i bezpiecznie. 44
  • Nowe asy w talii 7 sie 2011, 12:00 Mija właśnie 20 lat, od kiedy na polskim rynku pojawiła się pierwsza karta płatnicza. Te dzisiejsze są już zupełnie inne – lepsze, bezpieczniejsze i nowocześniejsze. 46
  • Trzeba pozbyć się gotówki 7 sie 2011, 12:00 O perspektywach obrotu bezgotówkowego, o tym, kto lubi gotówkę, a kto widzi korzyści z jej wyeliminowania, mówi prof. Remigiusz Kaszubski, dyrektor w Związku Banków Polskich. 48
  • Taniec z gwiazdami i kaczkami 7 sie 2011, 12:00 Twórca nieśmiertelnego „Metra” między dojeniem kóz a łowieniem ryb zastąpi nieśmiertelnego Zbigniewa Wodeckiego w jury show TVN. Janusz Józefowicz przyznaje, że robota będzie łatwa, przyjemna i dobrze płatna. 50
  • Całą dobę 7 sie 2011, 12:00 Z przybudówki „Faktów”, dziennika puszczanego na okrągło, TVN 24 wyrosła na stację demiurga. 54
  • Ciąża po polsku: opowieści grozy 7 sie 2011, 12:00 W telewizji i kolorowych pismach ciąża wygląda wspaniale. Celebrytki głaszczą się po krągłych brzuchach, przekonując o blaskach macierzyństwa. Dla przeciętnej Polki dziecko nie jest jednak tylko pasmem rodzicielskich uniesień. 59
  • Jesteśmy na wczasach... 7 sie 2011, 12:00 To nieprawda, że wakacje w zalanym deszczem polskim uzdrowisku muszą się zakończyć klapą. Wystarczy dzieciom odpalić laptopa, teściową wysłać do fryzjera, a samemu wybrać się do biblioteki. A potem łapczywie czytać: romansidła Danielle Steel albo kryminały. 61
  • Tylko jeden kupiony mecz 7 sie 2011, 12:00 Łukasz Piszczek, filar obrony piłkarskiej reprezentacji polski, został ukarany przez PZPN sześciomiesięczną dyskwalifikacją za ustawienie meczu w 2006 r. Czy powinien aż tak surowo płacić za jeden grzech młodości? 64
  • Diabelska kanapka Obamy 7 sie 2011, 12:00 Barack Obama przegrał negocjacje w sprawie cięć budżetowych i limitu zadłużenia usa. Czy na tej „polukrowanej diabelskiej kanapce” – jak określił układ z republikanami kongresman Emanuel Cleaver – prezydent nie połamie sobie zębów? 66
  • Podwójny blamaż USA 7 sie 2011, 12:00 Amerykanie awansowali do czołówki nacji o zapędach samobójczych: rutynową procedurę zamienili w przewlekły dreszczowiec, groźny dla nich i dla reszty świata. Epilog zaserwowali za pięć dwunasta: nie strzelili sobie w skroń, ale tylko w stopę. 69
  • Strzał w plecy 7 sie 2011, 12:00 Adrian Pracon był 22 lipca na wyspie UtØya. Cudem uratował się z krwawej rzezi urządzonej przez Andersa Breivika. 72
  • Jak pan antyrak mierzył się z rakiem 7 sie 2011, 12:00 Człowiek, który udowadniał, że z rakiem można wygrać, umarł z powodu choroby nowotworowej. przegrał czy może wygrał? Lekarze dawali mu tylko sześć lat życia, a dr David Servan-Schreiber przetrwał aż dwie dekady. 74
  • Filozof spekulacji 7 sie 2011, 12:00 Choć światowe media obwieściły, że George Soros, król globalnej spekulacji, odchodzi na emeryturę, to tropiciele spisków, którzy ochrzcili go mianem „wroga ludzkości”, nie stracą pożywki dla swych fantazji. 78
  • Szatan przed emeryturą 7 sie 2011, 12:00 Kiedyś uchodził za największego skandalistę rocka, dziś – za nieco zdziwaczałego staruszka. Ozzy Osbourne 9 sierpnia wystąpi w Ergo Arena w Sopocie. 82
  • Nowy król komedii 7 sie 2011, 12:00 Chłopaki płaczą, dziewczyny piją, wszyscy bez końca gadają o seksie. Tu każdy skrycie marzy o ślubie, lecz wymiotuje na myśl o dorosłym życiu. Witajcie w Apatown, świecie dla ludzi o mocnych… żołądkach. Traficie do niego, oglądając film „Druhny”. 82
  • PolskiObama.pl 7 sie 2011, 12:00 Polscy politycy, którzy zamierzają skopiować internetową kampanię Baracka Obamy sprzed czterech lat, muszą spełnić jeden warunek: cofnąć czas o kilka lat. Wtedy być może im się uda. Tego dnia siedzieliśmy w kawiarni Szparka z panem... 94
  • My, włoska brygada! 7 sie 2011, 12:00 w czasie wędrówek po ojczyźnie uderzyło mnie, że prapolskie krasnale ogrodowe doczekały się godnego rywala. Kraj podbijają dinozaury. A konkretnie parki tematyczne poświęcone tymże. Jedzie człowiek przez Wielkopolskę czy Pomorze, a tu... 95
  • Szanowny Panie Prezydencie 7 sie 2011, 12:00 opowiem panu pewną historię. niedawno przeprowadzałam kolejną rewolucję, tym razem w okolicach mojego ukochanego Nałęczowa. Bajeczna okolica. Wyjątkowa rzeźba terenu połączona z bliskością Wisły wyzwala tęsknotę za nieskażoną... 96
  • Fizyka Nova* 7 sie 2011, 12:00 PRZYZNAJĘ, NIGDY NIE BYŁEM DOBRY Z FIZYKI. Mogę się, owszem, zasłaniać stresem, bo mój nauczyciel nie budował – mówiąc najogólniej – sprzyjających warunków do przyswajania wiedzy. Rzut gąbką o odpowiedniej wilgotności,... 97
  • Warszawskie dzieci idziemy w buu 7 sie 2011, 12:00 WARSZAWIAKU WARSZAWIANKO Jeżeli nie wziąłeś udziału w wojnie polsko-bolszewickiej, powstaniu warszawskim, wojnie obronnej w 1939 r. czy chociażby w strajkach w 1980 r. etc., ale chciałbyś się odznaczyć podczas obchodów polskich rocznic,... 97
  • Pod prysznicem 7 sie 2011, 12:00 Nieodżałowany Zygmunt Kałużyński, zakała polskiego światka filmowego, pogromca nabzdyczonych reżyserów, wiecznie drapiący się po głowie krytyk, złośliwy prowokator i intelektualny muszkieter, cykl swoich felietonów zatytułował... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany