Diabelska kanapka Obamy

Diabelska kanapka Obamy

Barack Obama przegrał negocjacje w sprawie cięć budżetowych i limitu zadłużenia usa. Czy na tej „polukrowanej diabelskiej kanapce” – jak określił układ z republikanami kongresman Emanuel Cleaver – prezydent nie połamie sobie zębów?
Plan przewidujący zmniejszenie wydatków budżetu uderzy w ubogich i średniozamożnych Amerykanów, a także osoby korzystające z państwowych programów opieki lekarskiej. Innymi słowy: w wyborczą bazę Obamy i jego partii. Biały Dom argumentuje, że prezydent był głosem rozsądku. Republikanie w imię ideologii byli gotowi doprowadzić do finansowej katastrofy państwa – Obama nie. Jest w tym trochę racji, ale młody człowiek, który nie dostanie stypendium i będzie musiał zrezygnować ze studiów, czy matka dzieciaka, którego w ramach oszczędności historii zacznie uczyć pan od angielskiego, nie myślą w kategoriach makroekonomicznych. Na ustawie przyjętej przez Kongres skorzysta za to elektorat republikanów. Teoretycznie międzypartyjna „superkomisja" może jeszcze zaproponować likwidację ulg podatkowych, ale szef izby niższej John Boehner zapowiedział, że tylko po jego trupie. Republikanin słowa zapewne dotrzyma, bo wie, do czego jest zdolna młoda, radykalna prawica. Kongresowe targi odbywają się na zasadzie coś za coś: ty poprzesz mnie, ja poprę ciebie... Tymczasem pierwszoroczniacy wyniesieni na Kapitol impetem ruchu herbacianego niczego od starszyzny nie chcą i nic jej nie zawdzięczają. Wiedzą, że zostali posłani do Waszyngtonu, by ciąć deficyt i dług publiczny, a jeśli nie obetną, to po jednej kadencji wrócą do domu. Luk, którymi obrosło prawo podatkowe od czasu reformy Clintona, nie pozwolą załatać. Obama ma jeszcze nadzieję, że w 2013 r. zdoła doprowadzić do wygaśnięcia rabatów podatkowych wprowadzonych przez Busha dla ożywienia gospodarki. Niby jest szansa, tylko najpierw musi wygrać wybory w 2012.

Nie będzie łatwo, nawet jeśli odium winy za zgniły kompromis uda się przerzucić na prawicowych radykałów i lewicowy elektorat wybaczy Obamie redukcję nakładów na opiekę społeczną. Pozostanie problem o wiele poważniejszy – bezrobocie przekraczające 9 proc. A ograniczenie wydatków budżetowych przedłuży recesję. Dlatego republikanie nie mogą przegrać, bo społeczeństwo za stan gospodarki wini Biały Dom, a nie Kongres. A negocjacyjny sukces prawicy zmobilizuje wyborców konserwatywnych i przysporzy klienteli Partii Herbacianej.

Obama twierdzi, że dzięki pakietowi stymulacyjnemu uchwalonemu z jego inicjatywy bezrobotnych jest o 2 mln mniej. Nie pozwala też Amerykanom zapomnieć, że do kryzysu doprowadził George W. Bush. Tyle że Bush odszedł dwa i pół roku temu, a zdaniem republikanów pakiet nie miał wpływu na rynek pracy. Poza tym nikogo nie obchodzi, co by było, gdyby... Elektorat chce sukcesów tu i teraz, a przynajmniej jasnej wizji, jak je osiągnąć.

You may say I’m a dreamer

Clinton, który stoczył z republikanami podobną batalię o budżet, był politykiem elastycznym, ale skutecznym. Umiał manewrować, a jednocześnie z uporem bronić swego. Obama to intelektualista niepotrafiący pokonać obrzydzenia do bajora, w którym przyszło mu pływać, do oślizgłych wrogów i niewiele mniej oślizgłych sojuszników, do uproszczeń i „jedynie słusznych" prawd. Ten John Lennon amerykańskiej polityki żyje nadzieją, że inni zaakceptują wizję, którą roztacza, bo jest piękna, mądra i dobra. Niestety – wyborców nietrudno skusić idealizmem, trudniej ich tym idealizmem wyżywić. Żeby zrealizować szlachetne marzenia, trzeba czasem postępować nieszlachetnie, a tego Obama nie umie albo nie chce. Kiedy coś nie idzie po jego myśli, rzuca karty i z uśmiechem wyższości odchodzi od stołu – róbcie, co chcecie, ja ostrzegałem. Jak na polityka za dużo w nim wątpliwości, skrupułów i niechęci do walki.

Nawet najbardziej zagorzali zwolennicy prezydenta nie kryją rozczarowania. Dlaczego, zamiast obnażać ideologiczne zacietrzewienie republikanów choćby kosztem konfrontacji, wolał szukać porozumienia za każdą cenę? Kto mu bronił skorzystać z 14. poprawki do konstytucji: „Nie wolno podawać w wątpliwość ważności długu Stanów Zjednoczonych, powstałego zgodnie z prawem"? Dałoby się ją wykorzystać jako atut propagandowy, a nawet argument w otwartym sporze z Kongresem. Republikanie postawili sobie jasne cele i się ich trzymali. Nie wiadomo, czy gdyby Obama poszedł w ślady przeciwnika, osiągnąłby lepsze rezultaty, ale na pewno zrobiłby lepsze wrażenie.

Zdaje się, że prezydent źle pojął lekcję Clintona, który po wyborach środka kadencji przesunął się w stronę centrum. Nie wystarczy grać jedynego przytomnego wśród narwańców. Polityka polega na konsekwentnym powtarzaniu paru prostych haseł, które potrafi zapamiętać wyborca, i takim postępowaniu, by elektorat wierzył, że za te hasła gotowiśmy zginąć. Clinton przyciągnął wyborców środka nie tylko zdrowym rozsądkiem, ale również zapałem, entuzjazmem, wiarą w przyszłość. Obama, zamiast wojować o pryncypia, wybrał wizerunek obrońcy zdrowego rozsądku, który stoi z boku i mądrze kiwa głową.

Najważniejszym potencjałem polityka jest ideologiczna baza. Ją właśnie trzeba mobilizować do udziału w wyborach, przekonywać, że warto, bo „jesteśmy jednej krwi". Centrysta Clinton stał w rozkroku, ale ciężar opierał na lewej nodze. Obama przestępuje z jednej na drugą. Ulegając republikanom, nie tylko okazał słabość, lecz również zdyskredytował kongresowych demokratów. A takie postępowanie graniczy z podcinaniem gałęzi, na której się siedzi. Być może naprawdę sądził, że zbilansowanie budżetu nie jest możliwe bez obcięcia świadczeń socjalnych, i chciał w sposób cywilizowany dogadać się z przeciwnikami. Tylko że takie podejście świadczyłoby o naiwności niedopuszczalnej u prezydenta USA. A poza tym: dlaczego czekał na ostatnią chwilę, zamiast budować społeczne poparcie dla „zrównoważonego podejścia" od chwili, gdy republikanie przejęli kontrolę nad izbą niższą? Wolał słuchać, jak komentatorzy krytykują go za bierność?

Nie wszystko stracone

Obama nigdy nie był postrzegany jako twardziel. Amerykanie wybrali go, bo stanowił przeciwieństwo Busha. Spodziewali się jednak, że bez zgrywania kowboja będzie perswadował, póki się da, lecz kiedy się nie da, to z kurtuazją i erudycją przywali w mordę. Okazało się, że największa nawet charyzma nie jest tym samym, co zdolności przywódcze. Ludzie uważają, że prezydent po prostu nie potrafi rządzić. Debata zadłużeniowa umocniła przekonanie, że woli siedzieć na ławce rezerwowych i obserwować grę, rzucając dobre rady. Amerykanie woleliby, żeby wszedł na boisko i przejął piłkę. Ludzie prezydenta przekonują, że aktywnie uczestniczył w negocjacjach, ale nadgorliwość tych zapewnień budzi podejrzenia.

Obama ma jeszcze szanse, by zmienić publiczny odbiór swej osoby. Powinien zaangażować się w prace międzypartyjnej komisji, która ma przygotować program cięć i forsować własne koncepcje. Jeśli coś utarguje, będzie mógł powiedzieć, że od początku przyświecała mu myśl, by najpierw obronić kraj przed bankructwem, a potem wywalczyć ograniczenie cięć socjalnych i podwyżkę podatków. Prawdopodobnie to ostatnia szansa. Jeśli jej nie wykorzysta, przeciwnicy wyciągną mu również bierność podczas debaty na temat pakietu stymulującego gospodarkę, kiedy to ciężar negocjacji spadł na ówczesną szefową Izby Reprezentantów Nancy Pelosi.

Diabelska kanapka jest trudna do przełknięcia, bo jeśli komisja nie ustali przed Świętem Dziękczynienia, jakie wydatki ciąć, albo Kongres odrzuci jej propozycje przed Bożym Narodzeniem, to automatycznie wejdzie w życie układ, na mocy którego nakłady na obronę, edukację i fundusz Medicare zostaną ścięte o 1,2 biliona dolarów. Dobrze wróży Obamie strategia potencjalnych przeciwników w wyborach prezydenckich. Nie wnieśli do dyskusji nic konstruktywnego. Jak jeden mąż zabiegali o głosy Partii Herbacianej i szermowali retoryką zbyt radykalną dla reszty społeczeństwa. Mitt Romney przez kilka tygodni nie chciał zająć zdecydowanego stanowiska. Dopiero przyparty do muru oświadczył, że nie popiera układu wynegocjowanego tylko po to, by uniknąć niewypłacalności skarbu państwa. Jeśli stanie naprzeciw Obamy, prezydent będzie mógł mu przypomnieć beztroskie szastanie ratingiem kredytowym USA.

Temperatura sporu między lewicą a prawicą zdaje się wskazywać, że dzisiejsza Ameryka jest krajem pękniętym na pół. To nieprawda. Spory polityków nie odzwierciedlają postaw obywateli, podobnie jak hollywoodzki western nie odzwierciedla realiów Dzikiego Zachodu. Większość wyborców jest w stanie zaakceptować prezydenta, z którym się nie zgadza. Nie zaakceptuje natomiast człowieka, który każdego dnia ma inne zdanie na ten sam temat. Muszą być przekonani, że wierzy w jakieś wartości i będzie walczył o to, co uważa za najlepsze dla kraju. Jeśli mu zaufają, „nie zmienią koni pośrodku rzeki", nawet wiedząc, że na rezultaty przyjdzie poczekać. Reagan też cieszył się ledwie czterdziestoprocentowym poparciem, gdy wybierali go na drugą kadencję. Obama ma 15 miesięcy, by udowodnić, że wie, dokąd chce iść, i będzie tam szedł, choćby cały świat rzucał mu kłody pod nogi.

Okładka tygodnika WPROST: 32/2011
Więcej możesz przeczytać w 32/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 32/2011 (1487)

  • Nieoczywista oczywistość 7 sie 2011, 12:00 Czy Polacy musieli stracić stolicę i najlepszych ludzi, żeby przenieść nadzieję na wolność? A z żywymi w żywym mieście nie byłoby ciut łatwiej? 4
  • Na skróty 7 sie 2011, 12:00 Wielki Rów Grecki Sposób na nielegalnych imigrantów? Wykopanie głębokiego rowu na granicy. Tak przynajmniej uważają władze Grecji. Opłacona przez nie armia robotników – jak podał ateński dziennik „To Wima" –... 6
  • Buczący bez głowy 7 sie 2011, 12:00 W zeszłym tygodniu byłem na meczu pucharowym Legii Warszawa. Nie widziałem tam mojego naczelnego, znanego kibica, poruszałem się więc śmiało po różnych obszarach stadionu. Na stadionie jest światowo, czyli tak, jak powinno być, to... 9
  • Ulotki hipermarketów i horoskopy 7 sie 2011, 12:00 W przeciwieństwie do Gienka Loski Marek Dyjak nie potrzebował „X Factora", aby pokazać Polsce swoją muzykę i swój głos, które są gorzkie, ciężkie i prawdziwe jak seta taniej wódy. W październiku nowa płyta artysty,... 10
  • Agonia 7 sie 2011, 12:00 Wokół Andrzeja Leppera przez długie lata było głośno. Potem, cztery lata temu, nastał czas tylko niekiedy przerywanej ciszy. Lepper powoli gasł. 12
  • Z PGR na salony 7 sie 2011, 12:00 Od zapoconego buntownika w podkoszulce po wicepremiera w butach robionych na miarę. Od awanturującego się posła po gabinet marszałka Sejmu. Tak wyglądała pierwsza część kariery Andrzeja Leppera. 16
  • Powalony 7 sie 2011, 12:00 Wiele razy mówił ze łzami w oczach, że nie wie, jak spojrzy w oczy żonie i dzieciom. Jak się z tej seksafery wytłumaczy, co powie sąsiadom – wspomina Artur Balazs. 20
  • Polskie tabu, czyli o czym się nie rozmawia 7 sie 2011, 12:00 Szacunek dla prawdy jest w Polsce mniej ważny niż szacunek dla tabu. To w PRL naruszano różne tabu i dlatego sam PRL stał się tabu. 23
  • Nie ulec szantażowi 7 sie 2011, 12:00 Powstanie pokazuje nam, do czego doprowadza patriotyzm nieprzefiltrowany przez głowę – mówi minister Radosław Sikorski. 28
  • Zawsze wierny 7 sie 2011, 12:00 Ludzie mają prawo dyskutować o powstaniu warszawskim. Tylko nie nad grobami w dzień święta. Minister Sikorski jest młody, z Bydgoszczy i w swoim kręgu kulturowym ma prawo mieć poglądy, jakie ma – mówi prof. Władysław Bartoszewski. 30
  • Nic, tylko honor i honor 7 sie 2011, 12:00 – Często słyszę, że walki i tak musiały wybuchnąć. Nieprawda. Armia Krajowa nie była cywilbandą. Działała na rozkaz – mówi Wiesław Chrzanowski. 32
  • Synowie pułku 7 sie 2011, 12:00 Po Smoleńsku politycy i generałowie zaczęli nas traktować jak samobójców. Donald Tusk już rok temu przestraszył się i przesiadł się na embraera. A Waldemar Pawlak raz prawie uciekł nam z samolotu – opowiada pilot specpułku. Czy powinniśmy się dziwić, że po raporcie... 34
  • Jakiś numer jeszcze wywinę 7 sie 2011, 12:00 Tyle razy co on nie upadał w polskiej polityce żaden polityk. Stracił stanowiska premiera, marszałka Sejmu, szefa partii. Prawie zawsze się podnosił. Jak będzie teraz? 38
  • Nie-odpowiedzialność polityczna 7 sie 2011, 12:00 Jakkolwiek paskudny byłby Zbigniew Ziobro, i tak nie ponosi odpowiedzialności politycznej, jeśli jedynie wywierał naciski. 42
  • Czas wirtualnych płatności 7 sie 2011, 12:00 Handel w sieci kwitnie. Płacąc za towary i usługi, klienci coraz częściej i chętniej korzystają z różnych możliwości bezgotówkowego regulowania należności. Firmy oferujące takie usługi zapewniają: robimy to szybko i bezpiecznie. 44
  • Nowe asy w talii 7 sie 2011, 12:00 Mija właśnie 20 lat, od kiedy na polskim rynku pojawiła się pierwsza karta płatnicza. Te dzisiejsze są już zupełnie inne – lepsze, bezpieczniejsze i nowocześniejsze. 46
  • Trzeba pozbyć się gotówki 7 sie 2011, 12:00 O perspektywach obrotu bezgotówkowego, o tym, kto lubi gotówkę, a kto widzi korzyści z jej wyeliminowania, mówi prof. Remigiusz Kaszubski, dyrektor w Związku Banków Polskich. 48
  • Taniec z gwiazdami i kaczkami 7 sie 2011, 12:00 Twórca nieśmiertelnego „Metra” między dojeniem kóz a łowieniem ryb zastąpi nieśmiertelnego Zbigniewa Wodeckiego w jury show TVN. Janusz Józefowicz przyznaje, że robota będzie łatwa, przyjemna i dobrze płatna. 50
  • Całą dobę 7 sie 2011, 12:00 Z przybudówki „Faktów”, dziennika puszczanego na okrągło, TVN 24 wyrosła na stację demiurga. 54
  • Ciąża po polsku: opowieści grozy 7 sie 2011, 12:00 W telewizji i kolorowych pismach ciąża wygląda wspaniale. Celebrytki głaszczą się po krągłych brzuchach, przekonując o blaskach macierzyństwa. Dla przeciętnej Polki dziecko nie jest jednak tylko pasmem rodzicielskich uniesień. 59
  • Jesteśmy na wczasach... 7 sie 2011, 12:00 To nieprawda, że wakacje w zalanym deszczem polskim uzdrowisku muszą się zakończyć klapą. Wystarczy dzieciom odpalić laptopa, teściową wysłać do fryzjera, a samemu wybrać się do biblioteki. A potem łapczywie czytać: romansidła Danielle Steel albo kryminały. 61
  • Tylko jeden kupiony mecz 7 sie 2011, 12:00 Łukasz Piszczek, filar obrony piłkarskiej reprezentacji polski, został ukarany przez PZPN sześciomiesięczną dyskwalifikacją za ustawienie meczu w 2006 r. Czy powinien aż tak surowo płacić za jeden grzech młodości? 64
  • Diabelska kanapka Obamy 7 sie 2011, 12:00 Barack Obama przegrał negocjacje w sprawie cięć budżetowych i limitu zadłużenia usa. Czy na tej „polukrowanej diabelskiej kanapce” – jak określił układ z republikanami kongresman Emanuel Cleaver – prezydent nie połamie sobie zębów? 66
  • Podwójny blamaż USA 7 sie 2011, 12:00 Amerykanie awansowali do czołówki nacji o zapędach samobójczych: rutynową procedurę zamienili w przewlekły dreszczowiec, groźny dla nich i dla reszty świata. Epilog zaserwowali za pięć dwunasta: nie strzelili sobie w skroń, ale tylko w stopę. 69
  • Strzał w plecy 7 sie 2011, 12:00 Adrian Pracon był 22 lipca na wyspie UtØya. Cudem uratował się z krwawej rzezi urządzonej przez Andersa Breivika. 72
  • Jak pan antyrak mierzył się z rakiem 7 sie 2011, 12:00 Człowiek, który udowadniał, że z rakiem można wygrać, umarł z powodu choroby nowotworowej. przegrał czy może wygrał? Lekarze dawali mu tylko sześć lat życia, a dr David Servan-Schreiber przetrwał aż dwie dekady. 74
  • Filozof spekulacji 7 sie 2011, 12:00 Choć światowe media obwieściły, że George Soros, król globalnej spekulacji, odchodzi na emeryturę, to tropiciele spisków, którzy ochrzcili go mianem „wroga ludzkości”, nie stracą pożywki dla swych fantazji. 78
  • Szatan przed emeryturą 7 sie 2011, 12:00 Kiedyś uchodził za największego skandalistę rocka, dziś – za nieco zdziwaczałego staruszka. Ozzy Osbourne 9 sierpnia wystąpi w Ergo Arena w Sopocie. 82
  • Nowy król komedii 7 sie 2011, 12:00 Chłopaki płaczą, dziewczyny piją, wszyscy bez końca gadają o seksie. Tu każdy skrycie marzy o ślubie, lecz wymiotuje na myśl o dorosłym życiu. Witajcie w Apatown, świecie dla ludzi o mocnych… żołądkach. Traficie do niego, oglądając film „Druhny”. 82
  • PolskiObama.pl 7 sie 2011, 12:00 Polscy politycy, którzy zamierzają skopiować internetową kampanię Baracka Obamy sprzed czterech lat, muszą spełnić jeden warunek: cofnąć czas o kilka lat. Wtedy być może im się uda. Tego dnia siedzieliśmy w kawiarni Szparka z panem... 94
  • My, włoska brygada! 7 sie 2011, 12:00 w czasie wędrówek po ojczyźnie uderzyło mnie, że prapolskie krasnale ogrodowe doczekały się godnego rywala. Kraj podbijają dinozaury. A konkretnie parki tematyczne poświęcone tymże. Jedzie człowiek przez Wielkopolskę czy Pomorze, a tu... 95
  • Szanowny Panie Prezydencie 7 sie 2011, 12:00 opowiem panu pewną historię. niedawno przeprowadzałam kolejną rewolucję, tym razem w okolicach mojego ukochanego Nałęczowa. Bajeczna okolica. Wyjątkowa rzeźba terenu połączona z bliskością Wisły wyzwala tęsknotę za nieskażoną... 96
  • Fizyka Nova* 7 sie 2011, 12:00 PRZYZNAJĘ, NIGDY NIE BYŁEM DOBRY Z FIZYKI. Mogę się, owszem, zasłaniać stresem, bo mój nauczyciel nie budował – mówiąc najogólniej – sprzyjających warunków do przyswajania wiedzy. Rzut gąbką o odpowiedniej wilgotności,... 97
  • Warszawskie dzieci idziemy w buu 7 sie 2011, 12:00 WARSZAWIAKU WARSZAWIANKO Jeżeli nie wziąłeś udziału w wojnie polsko-bolszewickiej, powstaniu warszawskim, wojnie obronnej w 1939 r. czy chociażby w strajkach w 1980 r. etc., ale chciałbyś się odznaczyć podczas obchodów polskich rocznic,... 97
  • Pod prysznicem 7 sie 2011, 12:00 Nieodżałowany Zygmunt Kałużyński, zakała polskiego światka filmowego, pogromca nabzdyczonych reżyserów, wiecznie drapiący się po głowie krytyk, złośliwy prowokator i intelektualny muszkieter, cykl swoich felietonów zatytułował... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany