Synowie pułku

Synowie pułku

Po Smoleńsku politycy i generałowie zaczęli nas traktować jak samobójców. Donald Tusk już rok temu przestraszył się i przesiadł się na embraera. A Waldemar Pawlak raz prawie uciekł nam z samolotu – opowiada pilot specpułku. Czy powinniśmy się dziwić, że po raporcie komisji Millera 36. pułk w końcu został rozwiązany?
Moje morale? – żołnierz 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego ze złością powtarza zadane pytanie. O tym, że jego jednostka ma być zlikwidowana, dowie się dopiero za kilkadziesiąt godzin. Będzie siedział w pułkowej palarni, włączy telewizor i zobaczy, jak premier, stojąc na zielonej trawce, tłumaczy, że on i jego koledzy nie nadają się do wożenia VIP-ów. Poczuje tylko delikatne ukłucie, bo w sens służby już dawno przestał wierzyć. – Niech pan weźmie szpadel i zacznie kopać. Może pan znajdzie moje morale. Jest gdzieś tam, głęboko pod ziemią.Wracamy do jego pierwszych lat w pułku. – Wchodzę na płytę, spoglądam na swojego jaczka (jak-40) i od razu japa śmieje mi się od ucha do ucha. Jestem napaleńcem, kocham latać. Jak już wyląduję, to powiem załodze: „Panowie, lot wyszedł wyśmienicie, praca z wami to czysta przyjemność". Jestem podekscytowany, w środku cały się trzęsę. No, mniej więcej tak to kiedyś wyglądało – zamyśla się. – Dziś, jak patrzę na te samoloty, to chce mi się rzygać.

Inny żołnierz specpułku: – Jestem zdemoralizowany, przyznaję. Zabito we mnie miłość do lotnictwa i munduru. Nie szanuję już nawet oficerów wyższych stopniem.

Zróbmy sobie drugi Smoleńsk

Październik 2010 r., generałowie z Dowództwa Sił Powietrznych siedzą w jaku-40 już drugą godzinę. Mają lecieć na ćwiczenia do Krzesin, ale jest problem z pogodą. Co kilkanaście minut wołają do siebie pilota i każą mu sprawdzać prognozę. Żołnierz za każdym razem wraca z tą samą informacją: warunki w Krzesinach są poniżej minimum, musimy czekać. Za którymś razem jeden z generałów mu odpowiada: – No leć, zrobimy drugi Smoleńsk.

Po pół roku sytuacja się powtarza. Szef MSZ Radosław Sikorski chce lecieć do Lwowa, ale na tamtejszym lotnisku jest mokry pas i wieje silny boczny wiatr, bardzo niebezpieczny dla lekkiego jaka-40. Pilot wreszcie decyduje: możemy lecieć tylko do Rzeszowa, tam delegacja przesiada się w samochody i dalej jedzie na kołach. Po kilku godzinach pilot dostaje telefon od jednego ze współpracowników Sikorskiego. Słyszy, że we Lwowie wyszło słońce i ma lecieć po ministra. Odmawia, bo z prognoz wynika, że za chwilę ma się zerwać burza. Po chwili dzwoni do niego dowódca jednostki płk Mirosław Jemielniak, mówi, że ma naciski z otoczenia ministra. Pilot odpowiada, że prognozy są złe, więc nigdzie nie leci. – Bardzo dobrze, to chciałem usłyszeć – chwali go dowódca.

Biorą nas za samobójców

Obie historie są znane w całym pułku. – Czy Smoleńsk coś zmienił? Tak, bo do tej pory traktowano nas jak głupich i nieudolnych chłopców na posyłki. Teraz dodatkowo traktuje się nas jak samobójców – mówi żołnierz, ten sam, który nazywa siebie zdemoralizowanym. – Wie pan, że po katastrofie premier w ogóle przestał z nami latać? Po prostu przesiadł się na embraery. Sikorski i Borusewicz to samo, wieźliśmy ich może parę razy. Raz mieliśmy też lecieć z Pawlakiem, ale pojawiła się mała niesprawność, jakiś drobiazg do naprawienia w pół godziny. Wicepremier, gdy mu o tym powiedzieliśmy, odetchnął z ulgą i uciekł z samolotu. Wyglądało, jakby tylko czekał na odpowiedni pretekst. Dlaczego? To proste, z samobójcami nikt nie chce latać.

Strach przed pilotami specpułku to jedyne racjonalne wytłumaczenie przesiadki polityków na embraera, który pod względem wygody nie dorasta do pięt nie tylko tupolewowi, ale nawet jakowi. Lotnicy nazywają embraery autosanami. Podróże w nich w praktyce wyglądają tak, że gdy któryś z ministrów chce porozmawiać z Bronisławem Komorowskim, to musi kucać przy nim w przejściu. A jeśli sprawa wymaga dłuższej narady, jedynym wyjściem jest przesadzenie prezydentowej do innego rzędu.

Kopiuj-wklej: żołnierz lubiany i szanowany

Na filmach wojskowy pilot zawsze jest młody i wysportowany, obowiązkowo nosi nieśmiertelnik i skórzaną kurtkę. Wygląda jak Tom Cruise w „Top Gun", Ben Affleck w „Pearl Harbor" czy Paweł Małaszyński w „Katyniu". Lotnicy z 36. SPLT, mówiąc delikatnie, temu stereotypowi się wymykają. Wielu ma nadwagę, niektórzy łysieją, a zamiast skórzanych pilotek noszą stalowe koszule z krótkimi rękawem i mało modne marynarki olimpijki. Przeglądam akta pilotów specpułku – opinie służbowe, przebieg karier, rubryczki z ocenami, informacje o zarobkach (średnio 4-5 tys. zł netto), karalności (kilku ma na koncie wyroki za fałszowanie faktur za hotele i wyłudzanie delegacji; w ten proceder wciągali ich starzy oficerowie, w tym sami dowódcy), a nawet pochodzeniu (najczęściej powtarza się „robotnicze").

Dokumentacja wygląda, jakby wyszła spod jednej sztancy. W dziale „opinie służbowe" powtarzają się identyczne sformułowania, zdania, a nawet akapity, na kartach ze stopniami są same piątki. To dziwne, bo kartoteki dotyczą różnych żołnierzy, noszą różne daty i pisali je różni dowódcy. „Znać aktualny poziom wyszkolenia załóg – bardzo dobry". „Przeciwdziałać powstaniu zagrożeń bezpieczeństwa lotów – bardzo dobry". „Dbać o należyty stan psychofizyczny personelu latającego – bardzo dobry”. „Wykonywanie lotów zgodnie z rocznym planem szkolenia – bardzo dobry”. Pierwszą czwórkę odszukuję dopiero w szóstym dossier, trójek czy dwójek nie znajduję wcale.

„Przykładnie zdyscyplinowany, pracowity, systematyczny. Odznacza się odpowiedzialnością i wysokimi walorami etyczno- -moralnymi. Dał się poznać jako bardzo dobry technik, szanowany przez przełożonych i podwładnych" – czytam w opinii jednego z chorążych. Biorę drugą: „Jest żołnierzem o dużym poczuciu odpowiedzialności, wysokich walorach etyczno-moralnych. Cechuje go dokładność i odpowiedzialność". Typowe kopiuj-wklej.

Technik naziemny: – To dupokryjki. Gdyby dowódca wystawił złą opinię, to musiałby się tłumaczyć swojemu przełożonemu, dlaczego nie umie zapanować nad niesubordynowanym żołnierzem. Poza tym ten żołnierz najczęściej jest jego kolegą, a kolegi nie wypada przecież źle ocenić.

Improwizacja, czyli wszystko zgodnie z prawem

Jednak nawet w tych kartotekach natykam się na zastanawiające szczegóły. W kilku opiniach odnajduję takie zdanie: „Poszukuje nowatorskich, nierutynowych i nieschematycznych rozwiązań". – Co takiego? – dziwi się jeden z wojskowych ekspertów. – Pilot, zamiast szukać niestandardowych rozwiązań, ma się trzymać procedur. To elementarz. Jak ze statystyk wynika, że poniżej 100 metrów dramatycznie wzrasta śmiertelność, to znaczy, że nie wolno tam schodzić. Koniec, kropka.

Ekspert teoretycznie ma rację, ale specpułk do tej teorii pasuje jak pięść do nosa. „Regulamin lotów lotnictwa Sił Zbrojnych RP", który obowiązywał pilotów lecących do Smoleńska, całkowicie pomija na przykład loty wykonywane przez załogi wieloosobowe. Jest skrojony pod samoloty bojowe pilotowane przez jednego żołnierza. Dla trzy- i czteroosobowych załóg, a takie latają w jakach i tupolewach, to dokument praktycznie bezużyteczny, choć teoretycznie wiążący. Ani w tym regulaminie, ani w żadnym innym dokumencie obowiązującym specpułk nie ma też ani słowa o specjalnym nawigatorze, czyli tzw. liderze, którego obecności w kokpicie wymagają rosyjskie przepisy wojskowe. – Polskie prawo w ogóle nie mówi o tym, czym miałby się zajmować taki człowiek – mówi „Wprost" mjr Paweł Odo, który podpisał się pod rezygnacją z liderów na loty 7 i 10 kwietnia. Potwierdza to raport Millera.

Co więcej, jak twierdzi były dowódca specpułku płk Tomasz Pietrzak, z polskich regulaminów można wręcz wyprowadzić wniosek, że zaproszenie do kokpitu rządowego samolotu rosyjskiego oficera byłoby nielegalne, bo złamałoby zasadę hermetyczności kabiny. Zresztą do kokpitu jaka-40, w którym ledwo mieszczą się trzy osoby, taki lider nawet by się nie wcisnął. Nic więc dziwnego, że w ciągu dziesięciu lat poprzedzających smoleńską katastrofę rosyjski nawigator gościł w samolotach pułku tylko czterokrotnie. Według raportu Millera – o 21 razy za mało. Z punktu widzenia bezpieczeństwa to karygodne, ale o żadnej odpowiedzialności karnej nie ma mowy.

Teoria wyraźnie rozmija się z praktyką także w takiej kwestii jak korzystanie przez załogi tupolewa z radiowysokościomierza. Komisja Millera twierdzi, że była to jedna z przyczyn katastrofy. I ma absolutną rację, tyle że w bibliotece pułku cały czas dostępna jest stara instrukcja Tu-154, w której jak byk stoi, że poniżej 150 m posługiwanie się radiowysokościomierzem jest obowiązkowe. Nie dopuszczalne, lecz obowiązkowe! Jedyna zaktualizowana wersja – już bez tego fragmentu – znajdowała się w samolocie, który się roztrzaskał.

Wobec tych rozbieżności trudno się dziwić, że dowódcy chwalili swoich lotników za „poszukiwanie nowatorskich rozwiązań", a raport Millera przypisał kpt. Protasiukowi „dużą skłonność do improwizacji". W 36. SPLT na procedurach polegać się nie dało. Tam procedur po prostu nie było. Czyja to wina? Na pewno nie pilotów – za regulaminy lotów odpowiadają generałowie z tzw. siłowni, czyli Dowództwa Sił Powietrznych, Sztabu Generalnego i MON.

– Najłatwiej powiedzieć, że wszystkiemu winni są piloci, ale to nieuczciwe. Winy należy szukać po stronie systemu, który nie zapewnił im wystarczającego przeszkolenia – mówi „Wprost" płk Edmund Klich, szef Komisji Badania Wypadków Lotniczych. I ma rację. Kiedy w 2010 r. w MON pojawił się pomysł leasingu embraerów, sześć pełnych załóg z pułku pojechało na szkolenia do Szwajcarii. Ich średnia na egzaminach wyniosła powyżej 90 proc. Z leasingu ostatecznie jednak nic nie wyszło, bo resort zdecydował się na czarter. Obsługę maszyn przejęli cywile.

Debeściaki na Machu Picchu

Większość lotników z 36. SPLT jest po szkole oficerskiej w Dęblinie. Młodzi piloci szkolą się tam głównie z elementów lotnictwa bojowego: walki powietrznej, zrzucania bomb, latania w szyku, w parze, strzelania z działka. Uczą się też działania w stresie i oswajają się z myślą o śmierci – dowiadują się na przykład, że podczas wojny pilot przeżywa średnio półtora lotu i że w związku z tym jedyną szansą na przeżycie jest podejmowanie ryzyka. Wielu w ten sposób uzależnia się od adrenaliny. – W pułku część pilotów łatwo przestawiła się na bezpieczne i dość nudne lotnictwo pasażerskie, ale część cały czas szukała ryzyka. Znam takich, którzy porzucili pułk i poszli fikać na iskrach czy innych samolotach bojowych. Najgorsi są jednak ci, którzy szukali adrenaliny na maszynach transportowych. Ta skłonność przez wiele lat była szczególnie widoczna w załogach tupolewów – opowiada jeden z żołnierzy.

Lotnicy z uprawnieniami na Tu-154 od zawsze stanowili pułkową elitę, także w tym złym znaczeniu. Kolegów z jaka traktowali z góry, przechwalali się, że latają na supertechnice, tworzyli atmosferę toksycznej rywalizacji. Rywalizacji, w której zawsze górą byli oni, „debeściaki". To także oni zapoczątkowali w jednostce proceder fałszowania faktur. Jednostkę traktowali jak udzielne księstwo – organizowali huczne biesiady, potrafili zwozić sobie orkiestry ze Śląska, a nawet latać po beczki z piwem do Gdańska! Jedną z ostatnich akcji tego typu był wylot do Peru z Donaldem Tuskiem w 2008 r. Gdy premier poleciał na Machu Picchu, piloci, zamiast czekać na niego w Limie, urządzili sobie identyczną wycieczkę: pojechali koleją Malinowskiego, zwiedzili miasto Inków. Raz niewiele brakowało, by na tej eskapadzie nakryło ich otoczenie szefa rządu.

W wojsku spada się tylko w górę

Pułk dogorywał od kilku lat. Z każdym rokiem kurczył się budżet jednostki, co chwila odchodzili też kolejni ludzie. Wiedzieli o tym zarówno generałowie, jak i cywile w MON, ale zawsze były ważniejsze problemy. „Dowódcy pułku nie mieli wystarczającego wsparcia DSP (…). Sytuacja, w której dowódca meldował przełożonym o problemach, interpretowana była jako brak umiejętności dowodzenia" – napisała w swoim raporcie komisja Millera.

Zazwyczaj wyglądało to tak: były dowódca 36. SPLT płk Ryszard Raczyński prosił o zwiększenie liczby etatów w jednostce, generałowie zasłaniali się oszczędnościami i oskarżali go o wygórowane wymagania. Kiedy alarmował, że odchodzą kolejni piloci, słyszał, że musi sobie radzić z tymi, którzy zostali. Wznowienie szkoleń na symulatorach? „Przekazywano nam, że te szkolenia są zbędne, że to ekstrawagancja i że chcemy dłużej pobyć w Moskwie" – zeznał w śledztwie smoleńskim Wiesław F., były pilot. Raczyński wielokrotnie mówił generałom, że albo trzeba w pułk zainwestować, albo go rozformować. Kończyło się jednak na słowach. Odwagi, by rzucić papierami albo chociaż odmówić wykonania zadania, mu zabrakło.

Po katastrofie smoleńskiej te problemy tylko się pogłębiły. W ciągu kilkunastu miesięcy z pułku odeszło kolejnych dziesięciu pilotów i ponad dwudziestu członków obsługi naziemnej. Przestraszyli się, że MON chce im wydłużyć wiek emerytalny. Obawy były absurdalne, bo rząd, nawet gdyby chciał, przecież nie mógł odebrać im nabytych wiele lat wcześniej uprawnień. W Dowództwie Sił Powietrznych zabrakło jednak kogoś, kto zapanowałby nad paniką i zatrzymał pilotów. W efekcie w jednostce zostało dwóch żołnierzy z uprawnieniami na tupolewa i garstka oficerów latających na jakach-40. – Mimo że liczba zamówień na nasze maszyny drastycznie spadła, to i tak sobie nie radziliśmy. Kilka razy musieliśmy się zasłaniać niesprawnością maszyny, gdy tak naprawdę w jednostce brakowało technika, który mógłby przygotować samolot do lotu – opowiada jeden z chorążych.

Pytam go, co zamierza zrobić po rozformowaniu pułku. Mówi, że zna się tylko na obsłudze jaków, a te w ciągu dwóch lat wyjdą z użytku. Nie wyklucza więc, że wyląduje na bezrobociu.

Wygląda na to, że na zmianach po katastrofie smoleńskiej najlepiej wyjdzie dwóch starszych oficerów z pułku: ppłk Bartosz Stroiński i ppłk Przemysław Stężalski. Pierwszy był szefem eskadry samolotowej: to on w rzeczywistości podjął decyzję o rezygnacji z liderów, to również on w ostatniej chwili skompletował załogę lecącą do Smoleńska. Drugi – odpowiadał za szkolenie pilotów w jednostce. Obaj kilka miesięcy temu ulotnili się z pułku i przeszli do Dowództwa Sił Powietrznych. Ci, którzy zostali, mówią: – W wojsku od pewnego poziomu spaść można już tylko w górę.

Okładka tygodnika WPROST: 32/2011
Więcej możesz przeczytać w 32/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 4
  • Wojtek IP
    Protasiuk laduje na autopilocie!!!!!!!!! Latam bardzo duzo roznymi liniami cywilnymi i zawsze przed ladowaniem KAPITAN prosi o zapiecie pasow bo przechodzi do ladowania i przechodzi z automatu na reczne sterowanie. A w Smolensku odrotnie. TYLKO LOT doobslugi VIP i normalnych osob.
    • latam na drzwiach IP
      Durnie! Powinni TERAZ powiedzieć wszystko. Całą prawdę z detalami. Czy prawdą jest, że idioci w głębokiej depresji, bez znajomości języków i podstawowych funkcji samolotu, którym latali - zostali pilotami ,,specpułku\"?
      • general aviation pilot IP
        No cóż po przeczytaniu tego tekstu można tylko krótko skomentować jak to uczyniono już szereg miesięcy wcześniej na jednym z rosyjskich internetowych portali lotniczych \"Lotcziki iz 36 awiapołka eto otliczniki szkoły pilotow kamikadze\" czyli w przekładzie na polski \"lotnicy z 36 pułku lotniczego to prymusi szkoły pilotów kamikadze\"

        Spis treści tygodnika Wprost nr 32/2011 (1487)

        • Nieoczywista oczywistość 7 sie 2011, 12:00 Czy Polacy musieli stracić stolicę i najlepszych ludzi, żeby przenieść nadzieję na wolność? A z żywymi w żywym mieście nie byłoby ciut łatwiej? 4
        • Na skróty 7 sie 2011, 12:00 Wielki Rów Grecki Sposób na nielegalnych imigrantów? Wykopanie głębokiego rowu na granicy. Tak przynajmniej uważają władze Grecji. Opłacona przez nie armia robotników – jak podał ateński dziennik „To Wima" –... 6
        • Buczący bez głowy 7 sie 2011, 12:00 W zeszłym tygodniu byłem na meczu pucharowym Legii Warszawa. Nie widziałem tam mojego naczelnego, znanego kibica, poruszałem się więc śmiało po różnych obszarach stadionu. Na stadionie jest światowo, czyli tak, jak powinno być, to... 9
        • Ulotki hipermarketów i horoskopy 7 sie 2011, 12:00 W przeciwieństwie do Gienka Loski Marek Dyjak nie potrzebował „X Factora", aby pokazać Polsce swoją muzykę i swój głos, które są gorzkie, ciężkie i prawdziwe jak seta taniej wódy. W październiku nowa płyta artysty,... 10
        • Agonia 7 sie 2011, 12:00 Wokół Andrzeja Leppera przez długie lata było głośno. Potem, cztery lata temu, nastał czas tylko niekiedy przerywanej ciszy. Lepper powoli gasł. 12
        • Z PGR na salony 7 sie 2011, 12:00 Od zapoconego buntownika w podkoszulce po wicepremiera w butach robionych na miarę. Od awanturującego się posła po gabinet marszałka Sejmu. Tak wyglądała pierwsza część kariery Andrzeja Leppera. 16
        • Powalony 7 sie 2011, 12:00 Wiele razy mówił ze łzami w oczach, że nie wie, jak spojrzy w oczy żonie i dzieciom. Jak się z tej seksafery wytłumaczy, co powie sąsiadom – wspomina Artur Balazs. 20
        • Polskie tabu, czyli o czym się nie rozmawia 7 sie 2011, 12:00 Szacunek dla prawdy jest w Polsce mniej ważny niż szacunek dla tabu. To w PRL naruszano różne tabu i dlatego sam PRL stał się tabu. 23
        • Nie ulec szantażowi 7 sie 2011, 12:00 Powstanie pokazuje nam, do czego doprowadza patriotyzm nieprzefiltrowany przez głowę – mówi minister Radosław Sikorski. 28
        • Zawsze wierny 7 sie 2011, 12:00 Ludzie mają prawo dyskutować o powstaniu warszawskim. Tylko nie nad grobami w dzień święta. Minister Sikorski jest młody, z Bydgoszczy i w swoim kręgu kulturowym ma prawo mieć poglądy, jakie ma – mówi prof. Władysław Bartoszewski. 30
        • Nic, tylko honor i honor 7 sie 2011, 12:00 – Często słyszę, że walki i tak musiały wybuchnąć. Nieprawda. Armia Krajowa nie była cywilbandą. Działała na rozkaz – mówi Wiesław Chrzanowski. 32
        • Synowie pułku 7 sie 2011, 12:00 Po Smoleńsku politycy i generałowie zaczęli nas traktować jak samobójców. Donald Tusk już rok temu przestraszył się i przesiadł się na embraera. A Waldemar Pawlak raz prawie uciekł nam z samolotu – opowiada pilot specpułku. Czy powinniśmy się dziwić, że po raporcie... 34
        • Jakiś numer jeszcze wywinę 7 sie 2011, 12:00 Tyle razy co on nie upadał w polskiej polityce żaden polityk. Stracił stanowiska premiera, marszałka Sejmu, szefa partii. Prawie zawsze się podnosił. Jak będzie teraz? 38
        • Nie-odpowiedzialność polityczna 7 sie 2011, 12:00 Jakkolwiek paskudny byłby Zbigniew Ziobro, i tak nie ponosi odpowiedzialności politycznej, jeśli jedynie wywierał naciski. 42
        • Czas wirtualnych płatności 7 sie 2011, 12:00 Handel w sieci kwitnie. Płacąc za towary i usługi, klienci coraz częściej i chętniej korzystają z różnych możliwości bezgotówkowego regulowania należności. Firmy oferujące takie usługi zapewniają: robimy to szybko i bezpiecznie. 44
        • Nowe asy w talii 7 sie 2011, 12:00 Mija właśnie 20 lat, od kiedy na polskim rynku pojawiła się pierwsza karta płatnicza. Te dzisiejsze są już zupełnie inne – lepsze, bezpieczniejsze i nowocześniejsze. 46
        • Trzeba pozbyć się gotówki 7 sie 2011, 12:00 O perspektywach obrotu bezgotówkowego, o tym, kto lubi gotówkę, a kto widzi korzyści z jej wyeliminowania, mówi prof. Remigiusz Kaszubski, dyrektor w Związku Banków Polskich. 48
        • Taniec z gwiazdami i kaczkami 7 sie 2011, 12:00 Twórca nieśmiertelnego „Metra” między dojeniem kóz a łowieniem ryb zastąpi nieśmiertelnego Zbigniewa Wodeckiego w jury show TVN. Janusz Józefowicz przyznaje, że robota będzie łatwa, przyjemna i dobrze płatna. 50
        • Całą dobę 7 sie 2011, 12:00 Z przybudówki „Faktów”, dziennika puszczanego na okrągło, TVN 24 wyrosła na stację demiurga. 54
        • Ciąża po polsku: opowieści grozy 7 sie 2011, 12:00 W telewizji i kolorowych pismach ciąża wygląda wspaniale. Celebrytki głaszczą się po krągłych brzuchach, przekonując o blaskach macierzyństwa. Dla przeciętnej Polki dziecko nie jest jednak tylko pasmem rodzicielskich uniesień. 59
        • Jesteśmy na wczasach... 7 sie 2011, 12:00 To nieprawda, że wakacje w zalanym deszczem polskim uzdrowisku muszą się zakończyć klapą. Wystarczy dzieciom odpalić laptopa, teściową wysłać do fryzjera, a samemu wybrać się do biblioteki. A potem łapczywie czytać: romansidła Danielle Steel albo kryminały. 61
        • Tylko jeden kupiony mecz 7 sie 2011, 12:00 Łukasz Piszczek, filar obrony piłkarskiej reprezentacji polski, został ukarany przez PZPN sześciomiesięczną dyskwalifikacją za ustawienie meczu w 2006 r. Czy powinien aż tak surowo płacić za jeden grzech młodości? 64
        • Diabelska kanapka Obamy 7 sie 2011, 12:00 Barack Obama przegrał negocjacje w sprawie cięć budżetowych i limitu zadłużenia usa. Czy na tej „polukrowanej diabelskiej kanapce” – jak określił układ z republikanami kongresman Emanuel Cleaver – prezydent nie połamie sobie zębów? 66
        • Podwójny blamaż USA 7 sie 2011, 12:00 Amerykanie awansowali do czołówki nacji o zapędach samobójczych: rutynową procedurę zamienili w przewlekły dreszczowiec, groźny dla nich i dla reszty świata. Epilog zaserwowali za pięć dwunasta: nie strzelili sobie w skroń, ale tylko w stopę. 69
        • Strzał w plecy 7 sie 2011, 12:00 Adrian Pracon był 22 lipca na wyspie UtØya. Cudem uratował się z krwawej rzezi urządzonej przez Andersa Breivika. 72
        • Jak pan antyrak mierzył się z rakiem 7 sie 2011, 12:00 Człowiek, który udowadniał, że z rakiem można wygrać, umarł z powodu choroby nowotworowej. przegrał czy może wygrał? Lekarze dawali mu tylko sześć lat życia, a dr David Servan-Schreiber przetrwał aż dwie dekady. 74
        • Filozof spekulacji 7 sie 2011, 12:00 Choć światowe media obwieściły, że George Soros, król globalnej spekulacji, odchodzi na emeryturę, to tropiciele spisków, którzy ochrzcili go mianem „wroga ludzkości”, nie stracą pożywki dla swych fantazji. 78
        • Szatan przed emeryturą 7 sie 2011, 12:00 Kiedyś uchodził za największego skandalistę rocka, dziś – za nieco zdziwaczałego staruszka. Ozzy Osbourne 9 sierpnia wystąpi w Ergo Arena w Sopocie. 82
        • Nowy król komedii 7 sie 2011, 12:00 Chłopaki płaczą, dziewczyny piją, wszyscy bez końca gadają o seksie. Tu każdy skrycie marzy o ślubie, lecz wymiotuje na myśl o dorosłym życiu. Witajcie w Apatown, świecie dla ludzi o mocnych… żołądkach. Traficie do niego, oglądając film „Druhny”. 82
        • PolskiObama.pl 7 sie 2011, 12:00 Polscy politycy, którzy zamierzają skopiować internetową kampanię Baracka Obamy sprzed czterech lat, muszą spełnić jeden warunek: cofnąć czas o kilka lat. Wtedy być może im się uda. Tego dnia siedzieliśmy w kawiarni Szparka z panem... 94
        • My, włoska brygada! 7 sie 2011, 12:00 w czasie wędrówek po ojczyźnie uderzyło mnie, że prapolskie krasnale ogrodowe doczekały się godnego rywala. Kraj podbijają dinozaury. A konkretnie parki tematyczne poświęcone tymże. Jedzie człowiek przez Wielkopolskę czy Pomorze, a tu... 95
        • Szanowny Panie Prezydencie 7 sie 2011, 12:00 opowiem panu pewną historię. niedawno przeprowadzałam kolejną rewolucję, tym razem w okolicach mojego ukochanego Nałęczowa. Bajeczna okolica. Wyjątkowa rzeźba terenu połączona z bliskością Wisły wyzwala tęsknotę za nieskażoną... 96
        • Fizyka Nova* 7 sie 2011, 12:00 PRZYZNAJĘ, NIGDY NIE BYŁEM DOBRY Z FIZYKI. Mogę się, owszem, zasłaniać stresem, bo mój nauczyciel nie budował – mówiąc najogólniej – sprzyjających warunków do przyswajania wiedzy. Rzut gąbką o odpowiedniej wilgotności,... 97
        • Warszawskie dzieci idziemy w buu 7 sie 2011, 12:00 WARSZAWIAKU WARSZAWIANKO Jeżeli nie wziąłeś udziału w wojnie polsko-bolszewickiej, powstaniu warszawskim, wojnie obronnej w 1939 r. czy chociażby w strajkach w 1980 r. etc., ale chciałbyś się odznaczyć podczas obchodów polskich rocznic,... 97
        • Pod prysznicem 7 sie 2011, 12:00 Nieodżałowany Zygmunt Kałużyński, zakała polskiego światka filmowego, pogromca nabzdyczonych reżyserów, wiecznie drapiący się po głowie krytyk, złośliwy prowokator i intelektualny muszkieter, cykl swoich felietonów zatytułował... 98

        ZKDP - Nakład kontrolowany