Co-media - Za ojczyznę!

Co-media - Za ojczyznę!

Nie tak dawno istniało w Polsce Towarzystwo Trzeźwości Transportowców, poważna instytucja zrzeszająca tych kierowców, motorniczych, pilotów (może i woźniców), którzy prowadzili pojazdy na trzeźwo.
Charakterystyczne znaczki "ttt" sygnalizowały użytkownikowi komunikacji, że ten kierowca nie pije w pracy, a może nawet i przed pracą. Dla niektórych to pomysł ze skeczów Monty Pythona, ale kto znał kraj w tamtych latach, wiedział, że transportowcy dzielili się na pijanych, których można było rozpoznać po zachowaniu, i trzeźwych, których trzeba było rozpoznać po znaczku. Sprawa ta przypomniała mi się, gdy zostałem zaproszony do publicznej dyskusji w radiu na temat: "Czy politycy powinni pić w pracy?". Rzeczowość tego kompletnie absurdalnego pytania wynika z dwóch przesłanek: politycy traktowani są zwykle jak ludzie stojący ponad prawem, a i oni sami swoim zachowaniem dają do zrozumienia, że nieustannie znajdują się pod wpływem alkoholu, więc jest im chyba niezbędny. I nie chodzi mi o tych pojedynczych pechowców, którzy na bani spowodują wypadek lub zwyczajnie złapie ich policja. Właściwie współczuję takiemu, gdy wije się w wymówkach, że tylko pił płyn do spryskiwania szyb, dlatego mu tak jedzie z paszczy. Tu też pojawia się nowy wątek: dlaczego polityk woli przyznać, że jest głupi, niż że pił? A to dlatego, że niektóre czynności wykonywane po pijanemu są karalne, a żadna czynność wykonana w stanie skrajnej głupoty nie podlega u nas karze.
Normalny, trzeźwy obywatel (czyli przed godziną 19.00) oglądający wystąpienia naszych polityków nie zadaje sobie pytania, czy tamten na pewno jest trzeźwy, tylko zastanawia się, ile ten gość wypił. Oczywiście zdarzają się wyjątki, gdy widz ma wątpliwości, czy dany polityk pił, czy może dał sobie w żyłę albo wąchał (poseł Janowski, przewodniczący Lepper).
Oczywiście alkoholizm ma wiele twarzy. Osobnym typem jest zaleczony alkoholik, czyli przymusowy abstynent. Taki ma zero promila na wydechu, ponurą minę, ale fantazję siedmiopromilowca i absolutny brak kontaktu z rzeczywistością. Takie wrażenie sprawia na przykład Marek Pol (winiety, prawa jazdy), z uwagi na odkrywcze pomysły zwany przez nałogowców Marco Polo.
W broszurach o pijaństwie, rozrzucanych w setkach tysięcy po przychodniach i zakładach pracy, czytamy, że człowiek zamroczony alkoholem przechodzi kilka etapów: którymś z kolei - bodajże piątym - jest ten, gdy delikwent nie jest w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa ani też wykonać najprostszej czynności, na przykład wstać z fotela. I tu widzę szansę dla naszych najgłupszych parlamentarzystów: trzeba ich od razu z rana upić do piątego etapu, żeby nie mogli wstać i zabrać głosu. Dla dobra Rzeczypospolitej.
Okładka tygodnika WPROST: 29/2003
Więcej możesz przeczytać w 29/2003 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 29/2003 (1077)


ZKDP - Nakład kontrolowany