Żal po Austro-Węgrzech

Żal po Austro-Węgrzech

Korzenie dzisiejszych problemów Europy Środkowej tkwią w traktacie sprzed 90 lat
Listopadowy Wiedeń przypomina miasto sprzed dziewięćdziesięciu lat. Dzisiejsza stolica Austrii patronowała monarchii austro-węgierskiej. Na ulicach język czeski, słowacki, polski i chorwacki słychać niemal tak często jak niemiecki. Mieszkańcy krajów niegdysiejszej monarchii coraz chętniej odwiedzają to miasto – ostatnio z powodu wystawy Van Gogha w galerii Albertina. – Wiedeń to taka przyjemniejsza Praga. Ze wszystkich miast, w których byłam, tu czuję się najlepiej – mówi stojąca w kolejce przed Albertiną Czeszka Andrea Hrdoušková.
Z byłych ziem Austro-Węgier do Wiednia jest blisko. Zbudowana w czasach monarchii sieć kolejowa wyróżnia tę część Europy od Europy Wschodniej – łączy wszystkie regiony Austro-Węgier. Z dworca Südbahnhof do oddalonej o 60 km Bratysławy i na Węgry co pół godziny wyjeżdża kolej podmiejska, która w większości krajów łączy duże miasta z przedmieściami.Złota monarchia
W październiku i listopadzie kilka środkowoeuropejskich państw obchodzi święta narodowe i ważne rocznice. W tym czasie, 90 lat temu, rozpadły się Austro-Węgry, jedno z trzech najważniejszych europejskich mocarstw, państwo z ponad 50 mln mieszkańców, dorównujące rangą Francji, Wielkiej Brytanii czy Niemcom.
Od 1867 r. Austro-Węgry tworzyły jedyną w swoim rodzaju federację Przedlitawii (ze stolicą w Wiedniu) i Zalitawii, czyli Węgier, których główną metropolią był Budapeszt. Obie części monarchii łączyły wspólne finanse, obrona, polityka zagraniczna, a przede wszystkim osoba władcy. Pod innymi względami regiony te bardzo się różniły. Przedlitawia (w której skład wchodziła także większość polskiego Królestwa Galicji) służyła za przykład państwa demokratycznego. Od przełomu XIX i XX wieku obowiązywało w nim równe i powszechne prawo wyborcze, a narody miały niemal pełnię kulturalno-administracyjnej autonomii. W Zalitawii było z tym znacznie gorzej. Węgrzy, naród dominujący w tej części monarchii, nowo zdobytą pozycję wykorzystali do objęcia zwierzchnictwa nad Słowakami i Rumunami, prowadząc intensywną politykę madziaryzacji.
Monarchia austro-węgierska nawet w czasie największego rozkwitu, tuż przed I wojną światową, zmagała się z ogromnymi problemami. Na niejednolitych narodowościowo ziemiach czeskich nie umiano rozwiązać napięć między Czechami a Niemcami, problemy stwarzały relacje Polaków i Ukraińców. Narastały tendencje separatystyczne wśród Serbów. Złożone były kluczowe dla całej sytuacji stosunki między Wiedniem a Budapesztem. Mimo to kilkadziesiąt ostatnich lat monarchii okazało się pod względem ekonomicznym i kulturalnym złotym okresem nie tylko dla austriackich Niemców, ale także dla galicyjskich Polaków, Czechów i Chorwatów.
Rozpad Austro-Węgier nie był usankcjonowanym i jednoznacznym aktem, który musiał nastąpić w 1918 r. – państwa ententy sprzeciwiały się tej idei. Austriacy do dziś twierdzą, że upadek monarchii zapoczątkowali Czesi pod przywództwem Tomáša Garrigue’a Masaryka. W rzeczywistości największą rolę odegrali jednak austriaccy Niemcy. Pierwsi odrzucili manifest cesarza Karola, który chciał ocalić Austro-Węgry przez federalizację państwa na podstawach narodowościowych.
Czesi bardzo szybko poszli w ślady Niemców. Emigracyjni politycy wsparli starania o samodzielne państwo czeskie utworzeniem czechosłowackich legionów we Francji, Włoszech i Rosji. Jak jednak przyznają bezstronni historycy, większość czeskich żołnierzy do końca wojny walczyła po stronie Austro-Węgier, prawie wszyscy czescy politycy jeszcze w drugiej połowie 1918 r. deklarowali wierność monarchii.
O wiele bardziej złożona była sytuacja żyjących w monarchii Polaków. Doceniali uzyskaną w zaborze austriackim autonomię i wiele swobód – polska elita galicyjska mogła w pewien sposób uczestniczyć w sprawowaniu władzy w ramach monarchii. Zrządzeniem losu w październiku 1918 r. doszło do nieoczekiwanych przez Polaków wydarzeń – klęskę poniosły zarówno państwa centralne: Niemcy i Austro-Węgry, jak i carska Rosja. Polscy politycy niemal do końca wojny nie mogli przewidzieć i nie liczyli się z tym, że 11 listopada będzie możliwe proklamowanie ponownego zjednoczenia trzech zaborów. Symbolicznie, jeszcze zanim Józef Piłsudski po powrocie z internowania ogłosił odrodzenie Polski, Ukraińcy proklamowali we Lwowie Republikę Zakarpacką, z którą Warszawa znalazła się od razu w stanie wojny.

Mapa niesprawiedliwości
Czesi dwa lata bili się z Węgrami o częściowo zmadziaryzowaną Słowację, pacyfikowali opór trzech milionów czeskich Niemców, walczyli z Polakami o ważne pod względem strategiczno-gospodarczym okolice Cieszyna. Dla Polski Piłsudskiego walki z Ukraińcami, Sowietami, Niemcami i Czechami skończyły się w większości wypadków korzystnie, stworzyły zarazem niemożliwy do rozwiązania problem w relacjach z sąsiadami II Rzeczypospolitej. Przeszkoda ta po 20 latach międzywojnia doprowadziła państwo polskie do zguby. Podobne słowa można odnieść do Czechosłowacji pod rządami Masaryka, która oprócz Słowacji zdobyła „kolonię" na Ukrainie Zakarpackiej, oraz międzywojennej Jugosławii. Pozostałe państwa byłej monarchii – Austria i Węgry (które formalnie pozostały królestwem) tak jak Niemcy nigdy nie pogodziły się z nowym kształtem Europy Środkowej, wyrysowanym przez układ wersalski. Miał on zgodnie z projektem Woodrowa Wilsona sprawiedliwiej uporządkować Europę Środkową – stworzyć państwa narodowe i zapewnić narodom prawo do samookreślania się. Było to jednak fikcją – niezbyt sprawiedliwe granice Austro-Węgier zastąpiły granice nowe, niesprawiedliwe z narodowościowego punktu widzenia i w wielu wypadkach sztuczne.
Po niecałych dwudziestu latach Anglia i Francja za cichą zgodą Austrii podpisały we wrześniu 1938 r. traktat monachijski, przekazując rządy nad Europą Środkową nazistowskim Niemcom. Układ z Monachium i następujące po nim dwa arbitraże wiedeńskie były początkowo próbą nadania systemowi wersalskiemu rzeczywistych „narodowych" granic. Starania te zablokowali jednak naziści – 14 marca 1939 r. III Rzesza zajęła Czechy, a Węgry pozwoliły na okupację okrojonej Ukrainy Zakarpackiej.
Po II wojnie światowej w Europie Środkowej praktycznie przywrócono „wersalskie" granice. Nie dotyczyło to Polski, którą Stalin przesunął na zachód, i Czechosłowacji, która straciła Ukrainę Zakarpacką. Po wysiedleniu niemal 10 mln Niemców Polska i Czechosłowacja stały się państwami prawie jednorodnymi etnicznie, mimo że w pierwszym pozostały setki tysięcy Ukraińców galicyjskich, a na Słowacji setki tysięcy Węgrów. Czechosłowacja w efekcie zaistnienia podczas wojny państwa słowackiego stanęła przed problemem uznania Słowaków jako równoprawnego narodu, co w 1968 r. doprowadziło do federalizacji, a w 1992 r. – do podziału Czechosłowacji.
Austriakom, których po II wojnie światowej zamiast za współwinowajców III Rzeszy uznano za „pierwszy okupowany naród", trudno było pogodzić się z faktem, że nie są Niemcami. Jeszcze pod koniec lat 60. XX wieku większość z nich czuła się częścią narodu niemieckiego. Niezależność zaakceptowali dopiero wraz z sukcesami gospodarczymi w latach 70. i 80.
Węgrzy nigdy nie pogodzili się z uszczupleniem swego państwa, za którego granicami pozostała jedna trzecia etnicznego narodu. O katastrofalnym finale, do którego w latach 90. doprowadziły sztucznie tłumione przez dyktaturę Tity napięcia narodowe w Jugosławii, nie trzeba przypominać.

W pułapce Wersalu
Choć nie do końca jesteśmy tego świadomi, Europa Środkowa żyje w ramach stworzonego 90 lat temu systemu wersalskiego. Wiele z problemów, które stale trapią Europę Środkową, to następstwo traktatu z Wersalu. Wciąż dalekie od rozwiązania napięcia polsko-ukraińskie, zawierające się w hasłach „akcja Wisła", „Wołyń", „orlęta lwowskie”, mają swój początek właśnie około 1918 r. To samo dotyczy nieskrywanej niechęci Austriaków do Czechów, którzy w daleko większym stopniu niż Niemcy nie potrafią zapomnieć wypędzenia po II wojnie światowej 3 mln czeskich, czy jak kto woli – sudeckich (a dla Austriaków – „ich”) Niemców.
Z rokiem 1918 wiąże się również fenomen Jörga Haidera, który swą popularność zdobył nie tylko na antyczeskich, ale także na antysłoweńskich hasłach (austriacki region Karyntia, częściowo zamieszkiwany przez Słoweńców, został podzielony w wyniku referendum po 1918 r.). W wydarzeniach sprzed 90 lat tkwią też korzenie współczesnej wojny dyplomatycznej między Słowacją a Węgrami o to, czy w słowackich podręcznikach dla mniejszości węgierskiej mają się znajdować madziarskie nazwy słowackich miast i gór. Dostrzegalnemu wzrostowi poparcia dla węgierskich nacjonalistów i ultraprawicy, której symbolem są paramilitarne jednostki gwardii narodowej, towarzyszy duch odbudowy Wielkich Węgier, czyli państwa węgierskiego sprzed 1918 r. Słowacja (w mniejszym stopniu także Rumunia) obawia się, że po zniknięciu granic międzypaństwowych i stworzeniu Europy regionów mogłoby dojść do faktycznego przywrócenia dominujących wpływów Budapesztu nad rozległymi terytoriami zamieszkiwanymi przez mniejszość węgierską.
Wyludnione tereny i spalone wioski w chorwackich regionach Baranje i Kraina to świadectwo wojny etnicznej, podczas której Chorwaci w latach 90. XX wieku zabezpieczyli granice swego państwa narodowego. Niepewna przyszłość Bośni i Hercegowiny, autonomia serbskiej Wojwodiny (do 1918 r. części Austro-Węgier) to wszystko problemy, które powstały bezpośrednio lub pośrednio w związku z rozpadem dawnej monarchii i stworzeniem systemu wersalskiego. Próba zastąpienia tego ostatniego przez grupę wyszehradzką (Polskę, Węgry, Słowację i Czechy) czy też partnerstwo strategiczne (do którego pod kierownictwem Austrii dołączono jeszcze Słowenię) okazała się przede wszystkim projektem wąskich elit politycznych. Do rozkładu i paraliżu grupy wyszehradzkiej przyczyniają się nie tylko narodowe egoizmy poszczególnych członków, ale przede wszystkim wciąż aktualne napięcia słowacko-węgierskie. Rozwój partnerstwa strategicznego blokuje z kolei zarówno brak zaufania między Czechami i Austriakami, jak i lekceważąca postawa Austrii wobec krajów dawnej monarchii, nad którymi dziś gospodarczo dominuje.
„Niedojrzałe" środkowoeuropejskie państwa narodowe są największym hamulcowym europejskiej integracji. Większość Austriaków chciałaby, aby ich państwo wystąpiło z UE, do tych głosów zaczęły się przychylać tradycyjnie proeuropejskie elity polityczne, wywodzące się z dużych demokratycznych partii. W Czechach i Polsce część polityków, na czele z prezydentami Václavem Klausem i Lechem Kaczyńskim, zaczęła kształtować swój wizerunek na sprzeciwie lub przynajmniej zastrzeżeniach wobec UE. Na Węgrzech i Słowacji widać wyraźną nacjonalizację polityki. Budapeszt i Bratysława wykorzystują unię (tak jak podczas II wojny światowej nazistowskie Niemcy) jako pole do toczenia bojów międzypaństwowych i narodowościowych.
Dziewięćdziesiąt lat po rozpadzie Austro-Węgier i powstaniu nowych państw środkowoeuropejskich trzeba oddać hołd dawnej monarchii. Z pokorą i wiarą, że Unii Europejskiej uda się z czasem rozwiązać problemy, które po dziewięciu dekadach nadal drzemią gdzieś w ruinach dawnego imperium. Rzecz jasna, o ile UE nie skończy tak jak Austro-Węgry, zniszczone przez niechęć swych narodów do życia na równych prawach w jednym państwie oraz wspólnego przeżywania jego zwycięstw i porażek.
Okładka tygodnika WPROST: 46/2008
Więcej możesz przeczytać w 46/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 1
  • bobi_g IP
    Mam wątpliwości co do podstawowej tezy artykułu. Ja akurat cieszę się z faktu, że \"karzeł\" czyli Austria nie rządzi wieloma może tempymi, infantylnymi politycznie czy po prostu niedojrzałymi narodami. Wszystkie te narodziki pracują jednak na swoje konto i urządzają swoje DOMY po swojemu, a jak znów przechlapią niepodległość to na własną odpowiedzialność.Powiem za klasykim: \"pieniądze to nie wszystko\" i dalej \"kto ma uszy niechaj słucha...\"

    Czytaj także