Ruch pod żyrandolem

Ruch pod żyrandolem

Prezydent Komorowski zarzucił sieć i cierpliwie czeka. Kłopoty i pech innych rybaków dają nadzieję na niezły połów.
Dwie dekady temu Lech Wałęsa musiał zostać prezydentem, bo taki to był czas. Ale do żadnych wzorców ten niekonwencjonalny polityk nigdy nie  przystawał, więc z jego doświadczeń pożytek niewielki. Aleksander Kwaśniewski prezydentem pewnie już zostać nie musiał – ale został, bo  był politykiem świeżym i rzutkim, a nade wszystko potrafił stworzyć miraż porozumienia między Polakami. Z kolei Lech Kaczyński został prezydentem jako alter ego swego brata – konsekwentnego tropiciela postkomunistycznej deprawacji w Polsce.Na ich tle Bronisław Komorowski prezentuje się bardziej niż skromnie. Do Pałacu Prezydenckiego został wyniesiony jako nominat Platformy Obywatelskiej. I to nominat zastępczy, któremu przypadł wakat po rezygnującym z „żyrandola" Donaldzie Tusku. Wskazany głównie dlatego, że jawił się jako polityk bierny, przewidywalny, przywiązany bardziej do ceremoniału niż podkreślający własną autonomię.

Pierwsze miesiące prezydentury potwierdzały te  intuicje. Teraz coś się jednak zmienia.

Co chciał powiedzieć prezydent?

A wszystko dlatego, że autorytet Donalda Tuska – w Platformie, ale i  wśród wyborców – nieco się nadkruszył. Popularność premiera słabnie, a  partia rządząca nie może już być pewna wysokiego zwycięstwa w jesiennych wyborach. I nawet jeśli ostatnio nastąpiło pewne uspokojenie, nie należy mieć złudzeń: przy okazji tworzenia list wyborczych napięcia powrócą ze  zdwojoną siłą.

Kryzys w obozie władzy wpływa na pozycję prezydenta Komorowskiego. Im słabszy Tusk, tym mocniejszy Komorowski, im bardziej chybotliwa rządowa łódź, tym bardziej potrzebna prezydencka kotwica. Ale  czy prezydentowi starczy politycznych talentów, by wykorzystać dobrą koniunkturę?

Głośny wywiad, jakiego Bronisław Komorowski udzielił „Newsweekowi", nie daje, niestety, odpowiedzi. Powszechnie został odebrany jako deklaracja suwerenności polityka, który nie godzi się na  rolę ustrojowego mebla. A nawet więcej – jako zapowiedź przejęcia inicjatywy po jesiennych wyborach przez ośrodek prezydencki. Komorowski jasno bowiem dał do zrozumienia, że misję tworzenia rządu powierzy temu, komu będzie chciał. Może niezupełnie dowolnie, ale nie podda się uzusowi wskazania z automatu przywódcy zwycięskiej partii.

„Zawsze lider zwycięskiej partii na największe szanse, ale nie ma gwarancji. (…) Najważniejsza kwestia to szansa na zbudowanie koalicji, która będzie miała większość w parlamencie. I zapał do reform" – oświadczył Komorowski. Ile zdań, tyle sygnałów politycznych. Do kogo pił prezydent? Do Kaczyńskiego, że nie będzie tworzył rządu, nawet jeśli PiS wygra? Do  Tuska, że i on nie ma żadnej gwarancji drugiej kadencji, nawet jeśli PO wygra? Bo jest przecież Buzek, jest Schetyna.

Wszyscy zgadują, co miał na myśli Komorowski. Punkt dla niego. Uczestnicy gry są w niepewności. I  znak – mam władzę, a nie tylko żyrandol. A jeśli wszystkie te  interpretacje nie mają żadnego sensu? Może znanemu z popełniania gaf prezydentowi tak się po prostu powiedziało, a jego doradcy „puścili" autoryzację tekstu? I takiej możliwości nie można przecież wykluczyć.

Dobry rząd to rząd bez PiS?

Tomasz Nałęcz, choć uchodzi za najważniejszego z prezydenckich doradców, zapewnia, że prezydent nie uzgadniał z nim swych wypowiedzi. A  poproszony o ich analizę z wdziękiem kluczy i zwodzi.

– Wcale nie jest tradycją, że przywódca zwycięskiej partii tworzy rząd. Na 13 premierów tylko Miller, Jarosław Kaczyński i Tusk spełniali ten warunek –  przypomina Nałęcz. I dodaje: – A to dlatego, że wszyscy trzej oprócz sprawowania formalnego przywództwa mieli też zdolność zbudowania większości koalicyjnej. Powierzenie misji tworzenia rządu partii bez takiej zdolności to  fundowanie krajowi chaosu. A zatem – dowodzi Tomasz Nałęcz – prezydent powiedział tylko tyle: „Wybieram lojalność wobec parlamentu i będę się kierował jego wolą". Prezydencki doradca popada jednak w sprzeczności. Raz twierdzi, że „prezydent jedynie zapowiada skorzystanie ze swych konstytucyjnych uprawnień". Innym razem – że sygnalizuje „rezygnację z  konstytucyjnego prawa wykonania pierwszego kroku” przy tworzeniu rządu. A to dlatego, że choć konstytucja powierza głowie państwa prawo wskazania kandydata na premiera, to jeśli nie zostanie on zaakceptowany przez Sejm, w drugim kroku szefa rządu wskazuje parlament. Według Nałęcza Komorowski zapowiada więc połączenie obu tych kroków w jeden poprzez wskazanie kandydata, który od razu będzie miał za sobą parlamentarną większość.

Przypomnijmy jednak słowa Komorowskiego: „Mam suwerenne prawo wybrać kandydata, który moim zdaniem będzie dawał największe gwarancje utworzenia dobrego rządu". Uderzające jest owo „moim zdaniem" – zakłada bowiem arbitralną decyzję, a nie abdykację z  czegokolwiek. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Można się spodziewać, że każda z koalicji zbudowanych wokół PO (z udziałem SLD i  PSL bądź w korzystniejszym wariancie – tylko z ludowcami) zdobędzie poklask prezydenta. Cóż jednak począć z trudnym do wyobrażenia, niemniej analizowanym jako realny, układem PiS-SLD? Czy zbudowany przez te partie większościowy rząd byłby w prezydenckich oczach „dobrym rządem”? – Nie  wyobrażam sobie takiej koalicji – ucina spekulacje Nałęcz.

Na wszelki wypadek woli jednak miarkować opinie o Grzegorzu Napieralskim. Twierdzi wręcz, że jest w stałym kontakcie z szefem SLD i ich relacje są poprawne. A jeszcze rok temu wieszał psy na Napieralskim, mówiąc, że  jest żądnym władzy, cynicznym i zepsutym aparatczykiem.

Tomasz Nałęcz ucina również spekulacje, jakoby prezydent dał sygnał Tuskowi, że po  wyborach może postawić na polityka Platformy bardziej skorego do reform. Bo „głowa państwa nie powinna gmerać w poszczególnych partiach".

Rozważni i romantyczni

W tłumaczeniach prof. Nałęcza sporo jednak ekwilibrystyki, co wywołuje wrażenie improwizacji. W profesjonalnie zorganizowanej kancelarii to nie powinno mieć miejsca. To przecież ważny ośrodek polityczny. Zbudowany został głównie na bazie ludzi wywodzących się z Unii Wolności –  sprawdzonych w dawnej opozycji demokratycznej oraz w wielkich reformach lat 90. Doradcy: Tadeusz Mazowiecki, Jan Lityński, Henryk Wujec, Irena Wóycicka czy Jerzy Osiatyński: to ludzie dla Polski zasłużeni. Tylko czy  rozumiejący mechanizmy współczesnej polityki? Zwłaszcza że firmowali „romantyczne reformy" z pierwszej dekady III RP, od których gabinet Tuska tak zdecydowanie się dziś odcina.

Wujec z Lityńskim urzędują przy ulicy Wiejskiej, nieopodal Sejmu, w sąsiadujących gabinetach. Mają tę  samą sekretarkę. Wizyta w tym miejscu to jak powrót do starych czasów Unii Demokratycznej, gdy najchętniej rozmawiano o wartościach i  inteligenckich powinnościach, uciekając od doraźnej polityki jako zajęcia nieco wstydliwego.

„Współpraca", „kooperacja", „rozwiązywanie konfliktów”, „angażowanie obywateli w proces demokratyczny” – to  pojęcia, które padają najczęściej w rozmowach z obydwoma doradcami. Obaj przywołują też Jacka Kuronia i jego utopijną wizję współpracujących z  sobą ruchów społecznych, tworzących harmonijny ład publiczny. W tej opowieści konflikt będący kołem napędowym współczesnej polityki jest czymś niepożądanym, wręcz szkodliwym. Jest zresztą ironią losu, że zamykanie oczu na wewnętrzne konflikty targające przez lata Unią Wolności doprowadziły do rozpadu i zniknięcia tej formacji. A przyczynił się do tego w największym stopniu Donald Tusk.

Henryk Wujec zapomniał jednak o urazach: – Dziś trudniej jest uprawiać politykę. Z podziwem więc patrzę na Tuska. On wykazuje talenty, których kiedyś u niego nie było widać. Bo Mazowiecki, Kuroń i  Balcerowicz już przeszli do historii. A Tusk wyciągnął wnioski z ich doświadczeń i obrał spokojniejszy kierunek rządzenia. – Czy czuje się pan członkiem szeroko pojętego obozu politycznego zbudowanego wokół PO? – Tak. Inaczej byłbym outsiderem. Ale nie ze wszystkim muszę się zgadzać. Początkowo miałem zresztą wątpliwości co do zmian w OFE. Dziś przyjmuję argumenty rządu. Ale już Jan Lityński na to samo pytanie odpowiada zdecydowanie inaczej: – Prezydent jest suwerenny w swych decyzjach. To wynika z konstytucji – zaznacza twardo.

Lityński nie ma  przy tym wątpliwości, że krytyka, która w ostatnich tygodniach spadła na  Tuska, jest „nietrafiona, a nawet absurdalna". Zwłaszcza w sprawie OFE, o której Lityński mówi językiem ministra finansów Jana Rostowskiego. I  tu się różni od swego pryncypała. Bo prezydent Komorowski, choć nie  podważył decyzji rządu, zaznaczał swe wątpliwości. – Nie wiem, o co chodzi Leszkowi – twierdzi Lityński, gdy rozmowa schodzi na  Balcerowicza, niegdyś szefa UW. Na koniec tłumaczy: – Rząd Tuska nie  zrobił wszystkiego, co mógł zrobić. Ale działał w bardzo trudnych warunkach.

Wspominającym z rozrzewnieniem dawny etos UW kancelaria prezydencka wydać się może miejscem całkiem sympatycznym. Jednak wejrzenie za kulisy pokazuje raczej chaos i sprzeczności. Współpracują tu osoby wywodzące się z różnych tradycji i pokoleń, o odmiennych temperamentach. Tu – dawni unici, którzy zawiesili polityczne emerytury; tam – ciągle młody, chwilowo odsunięty na boczny tor, ale niezwykle ambitny Sławomir Nowak. A ponad nimi szef kancelarii Jacek Michałowski, typowy urzędnik.

Opowiada jeden z doradców: – Z ludźmi wywodzącymi się z  Unii Wolności trudno się współpracuje. Są z innej epoki, lubią długie i  bezproduktywne dyskusje. Nowak uważa, że „nie mają jaj". Ale on sam jest na uboczu i raczej myśli o powrocie do Sejmu. Z kolei Michałowski nie  może znieść, że w kancelarii jest polityk. Sam jest urzędnikiem, ale  niezbyt sprawnym. Traci godziny na niepotrzebne sprawy, a potem się chwali, że pracował do pierwszej w nocy.

Prezydencka sieć

na razie bierze Kancelaria jest otwarta dla wielu polityków. Co poniedziałek w  Belwederze spotkania prezydenta z Tuskiem bądź Schetyną. Marszałek Sejmu jest ponoć gościem częściej widzianym. Raz w tygodniu „obiady czwartkowe" organizowane przez Annę Komorowską. To wydarzenia kulturalne, ale i tu bywają czasem politycy. Choćby z  „antynapieralskiej" lewicy – jak Marek Borowski czy Ryszard Kalisz.

Ale najważniejsze są oczywiście kontakty z politykami PO. – Spotkania z  posłami pomagają Komorowskiemu w budowaniu zaplecza w Platformie. Mają zwykle podobny przebieg. Prezydent dziękuje za wsparcie w wyborach, a  następnie przekonuje o potrzebie reform jeszcze przed wyborami do  parlamentu – słyszymy od jednego z posłów. – Efekt? Coraz więcej polityków PO mówi o sobie „jestem człowiekiem Komorowskiego". To  nowość, bo on nigdy nie miał swoich ludzi.

Wedle starej anegdoty opisującej charakter Komorowskiego jest on rybakiem, którzy zarzuca sieć i cierpliwie czeka, aż wpadną w nią ryby. Jako główny lokator Pałacu Prezydenckiego najwyraźniej nie zamierza niczego zmieniać. Z dystansu przygląda się wydarzeniom i wysyła niejednoznaczne sygnały, powstrzymując się od głębszych ingerencji. Niby oczekuje od premiera większego wysiłku reformatorskiego. Niby sprawia wrażenie, jakby bardziej sprzyjał rywalowi Tuska w PO Grzegorzowi Schetynie. Ale już otwartej krytyki rządu, a już zwłaszcza prezydenckich wet, spodziewać się nie należy. Bo oznaczałoby to bezpośrednią ingerencję w politykę, a  to nie leży w naturze Bronisława Komorowskiego.

Wydaje się przy tym, że  rozbieranie na części prezydenckich wypowiedzi to czynność jałowa. Zakładałaby ona bowiem istnienie dalekosiężnej wizji tej prezydentury. A  dziś jej nie ma. Jest jedynie pomysł, by uważnie się przyglądać sytuacji,korzystać z nadarzających się okazji i wchodzić w pojawiające się luki. Strategia to to nie jest, ale taktyka jak najbardziej. Taktyka, trzeba przyznać, niezła. Ogólnie stabilizująca, unikająca wprowadzania chaosu, podporządkowana jednemu ogólnemu celowi pojmowanemu w kategoriach racji stanu: nie dopuścić PiS do władzy. Sprzyja jej zresztą sam Jarosław Kaczyński, konsekwentnie odmawiający Komorowskiemu legitymacji.

Pytanie, czy taka prezydentura sprawdziłaby się, gdyby doszło do głębokiej destabilizacji sceny politycznej. Załamanie się poparcia dla PO windujące do władzy owładniętego żądzą zemsty Kaczyńskiego postawiłoby prezydenta w zupełnie nowej roli, jako ostatnią zaporę chroniącą państwo przed zalewem politycznego szaleństwa. A to wymagałoby od niego twardości i zdecydowania. Czy potrafiłby je w sobie znaleźć?

Dla samotnego rybaka w łódce, doglądającego na środku jeziora zarzuconych sieci, nadciągający sztorm to przecież ogromne zagrożenie.

Okładka tygodnika WPROST: 11/2011
Więcej możesz przeczytać w 11/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 11/2011 (1466)

  • Dwie opozycje, jednak debata 13 mar 2011, 12:00 W decydującą fazę wchodzi debata na temat OFE, najważniejsza w Polsce debata ostatniej dekady. Najważniejsza, bo chodzi w niej nie tylko i nie przede wszystkim o OFE, lecz o zdolność naszej klasy politycznej do zajęcia się Polską na serio. 4
  • Na skróty 13 mar 2011, 12:00 Sondaże? Łgarze! Skandal we Francji. Instytuty badania opinii płacą ankietowanym za to, że potwierdzą jakąś tezę. Niedawny sondaż Instytutu Harrisa na zamówienie dziennika „Le Parisien" wykazał, że gdyby wybory prezydenckie... 6
  • Internet w pudełeczku 13 mar 2011, 12:00 „Panie premierze, za idiotę robię tu ja" – wypalił do rozpoczynającego swoje wystąpienie premiera Tuska Krzysztof Globisz. Chwilę wcześniej znany aktor w bardzo osobliwy sposób powitał gości na uroczystym otwarciu... 10
  • Zabić, zginąć, czy zaginąć 13 mar 2011, 12:00 Bartek Obuchowicz, aktor polski i specjalista od ról wyluzowanych, młodych ludzi, zawsze chciał być raperem, a marzenia, niestety, czasami się spełniają. Obuchowicz zagra w serialu „Prosto w serce" niejakiego MC Jagódkę.... 12
  • Bezpieczny kraj 13 mar 2011, 12:00 Katastrofalne trzęsienie ziemi nie rzuci Japonii na kolana. Jeśli jest jakiś naród przygotowany, by stawić czoła największym katastrofom, to są to właśnie Japończycy. 17
  • Skąd się bierze tsunami? 13 mar 2011, 12:00 Mieszkać na japońskich wyspach to mniej więcej tak, jak zbudować państwo na krze. Trudno sobie wyobrazić mniej spokojne geologicznie miejsce. 22
  • Zięć marnotrawny 13 mar 2011, 12:00 Były wczasy z prezydentem w Juracie i regularne wizyty w pałacu. Były obiady z Jarosławem Kaczyńskim i plan, by zostać premierem. Marcin Dubieniecki szybował wysoko. Teraz błyskawicznie spada. 26
  • Minimalna cena życia 13 mar 2011, 12:00 Dla wielu Polaków korzyści natury gospodarczej były wystarczającym argumentem, by zarąbać żydowską rodzinę siekierą albo wydać Niemcom ukrywającego się Żyda na pewną śmierć za kilogram cukru – mówi prof. Jan Tomasz Gross, współautor wydanej właśnie książki „Złote... 30
  • Światło z ciemności 13 mar 2011, 12:00 CZTERNAŚCIE MIESIĘCY ŻYCIA W KANAŁACH LWOWA. Wśród wszy, szczurów, w smrodzie i wilgoci. Przeżyła, tak jak jej cała rodzina, wyłącznie dzięki Polakowi, który choć był wcześniej zwykłym złodziejem, okazał się nieustraszonym wybawicielem. 35
  • Ruch pod żyrandolem 13 mar 2011, 12:00 Prezydent Komorowski zarzucił sieć i cierpliwie czeka. Kłopoty i pech innych rybaków dają nadzieję na niezły połów. 41
  • Panika we mgle 13 mar 2011, 12:00 Kto po katastrofie chciał uciekać z Rosji? Czy kapitan Protasiuk wiedział, że w Smoleńsku będzie mgła? Dlaczego politycy PiS sądzili, że rząd chce ich internować? Przedstawiamy nieznane fakty związane z katastrofą smoleńską. 44
  • Tusk jak Grobelny 13 mar 2011, 12:00 Tworzymy z ZUS coś na kształt bezpiecznej kasy oszczędności Lecha Grobelnego. To taka piramida finansowa, za którą zapłacimy wielką cenę – mówi prof. Krzysztof Rybiński, ekonomista, były wiceprezes NBP, jeden z głównych krytyków rządu. 50
  • Feministki, beneficjentki i śpioszki 13 mar 2011, 12:00 Z radością trzeba zwrócić uwagę na fakt, że tradycyjne święto kobiet nie ograniczyło się do kwiatka na 8 marca, ale rozlało się po Polsce i mediach, trwając dłużej niż tydzień. 56
  • Bezradność czy zmierzch Zachodu 13 mar 2011, 12:00 Sprawa Libii pokazuje, że zachód sam rezygnuje z przywództwa. Ale w jego miejsce pojawią się inni. Już czeka Iran, już czekają Chiny, już czeka Rosja. 58
  • Między księdzem a aktorem 13 mar 2011, 12:00 Kiedy przed tygodniem rekordowe 8,5 mln widzów zasiadło przed telewizorami, żeby obejrzeć serial o fikcyjnej wsi Wilkowyje, prawdziwa wieś Jeruzal puchła z dumy. Przecież „Ranczo” jest jakby o nich. 60
  • Wychowani na Facebooku 13 mar 2011, 12:00 Rodzice z niepokojem obserwują, jak ich dzieci, zamiast odrabiać lekcje i czytać, spędzają długie godziny na Facebooku. Ostatnio przybył im nowy powód do niepokoju – z filmu „Sala samobójców” dowiedzieli się, że internet to dla ich dzieci śmiertelne... 64
  • Polska Partia Myśliwych 13 mar 2011, 12:00 Poluje cała lewica, PSL poluje wręcz namiętnie, z PO – m.in. Radosław Sikorski i Elżbieta Radziszewska. Wygląda na to, że strzelanie do zwierząt to jedna z ulubionych rozrywek naszych polityków. 68
  • Pretendenci 13 mar 2011, 12:00 Półtora roku przed wyborami prezydenckimi w Ameryce startuje kampania. Republikanie ruszają do boju. Wszyscy oprócz Sarah Palin, według ostatniego sondażu jednej z najbardziej nielubianych postaci amerykańskiej polityki. 70
  • Tygrys pod półksiężycem 13 mar 2011, 12:00 Wielka rewolta w krajach arabskich sprawiła, że świat z jeszcze większą uwagą patrzy na Turcję. Ona daje odpowiedź na kluczowe pytanie – czy islam da się pożenić z modernizacją? 72
  • Europa jak muzeum 13 mar 2011, 12:00 Czym będzie za pół wieku Europa? Mocarstwem czy muzeum? Gdy Azja gna do przodu, a Europa przypatruje się bezradnie tsunami na Bliskim Wschodzie, coraz częściej odpowiedź brzmi: muzeum. 74
  • Samochód wyjechał z kryzysu 13 mar 2011, 12:00 Auta zużywają coraz mniej paliwa, ale na szczęście nie zaczęły przypominać rowerów. Są jeszcze szybsze i jeszcze ładniejsze. To było widać na targach w Genewie. 77
  • Zabierz babci waloryzację 13 mar 2011, 12:00 Elementarna sprawiedliwość wymaga, by także dzisiejszych emerytów obciążyć skutkami kryzysu w systemie emerytalnym. Bo to, że świadczenia przyszłych emerytów będą dużo niższe, już wiadomo. Ten problem też powinien się pojawić w debacie Balcerowicza i Rostowskiego o OFE i... 80
  • Profesor cyborg 13 mar 2011, 12:00 Przekonuje, że przyszłość należy do cyborgów – ludzi udoskonalanych za sprawą technologii. Zamiast zaczytywać się powieściami SF, równie dobrze można porozmawiać z profesorem Kevinem Warwickiem, światowej sławy cybernetykiem z brytyjskiego University of Reading. 82
  • Uciekinier z Hollywood 13 mar 2011, 12:00 Na świecie jest gwiazdą. W Polsce uważa się go za ekscentryka balansującego na krawędzi kiczu. Do kin wchodzi właśnie najnowszy film Lecha Majewskiego „Młyn i krzyż”, a pod koniec marca Muzeum Narodowe w Krakowie zaprezentuje retrospektywę jego twórczości. 84
  • Czarnoksiężnik z Lipska 13 mar 2011, 12:00 Wielkie przemysłowe przestrzenie, wycieczki w świat wyobraźni, dużo poenerdowskiej melancholii – tak wygląda malarstwo Neo Raucha. Świetne i bardzo drogie. Właśnie pokazuje je warszawska Zachęta. 88
  • Zapomniani buntownicy 13 mar 2011, 12:00 Bawili się świetnie, w latach 80. zmienili polską popkulturę, dziś niemal nikt o nich nie pamięta. Twórcy Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej. 90
  • Powieść z dymkiem 13 mar 2011, 12:00 Czytasz komiksy? Polski stereotyp podpowiada, że w takim razie jesteś dzieckiem albo jesteś zdziecinniałym facetem koło trzydziestki. Tymczasem na świecie tzw. powieść graficzna została uznana za pełnoprawny gatunek literacki. 92
  • Ropa spekulantów 13 mar 2011, 12:00 Dziś ropa drożeje w szaleńczym tempie, a już jutro jej cena może spaść na łeb na szyję. Wszystko zależy od nerwów spekulantów, bo według ekonomistów to oni rządzą cenami „czarnego złota” i odpowiadają za drożyznę na naszych stacjach. 97
  • Wątpliwy plan Orbana 13 mar 2011, 12:00 Węgierski Fidesz doszedł do władzy, opowiadając się przeciw zaciskaniu pasa. Czy centroprawicowej partii starczy woli politycznej, by wdrożyć proponowane przez siebie działania? 100
  • Przez politykę do fortun 13 mar 2011, 12:00 Nowe rządy na Bliskim Wschodzie będą musiały ocenić, czy za korupcję na szczytach władzy odpowiada sam model gospodarczego liberalizmu, czy też sposób jego wdrażania. 102
  • Hodowanie głodu 13 mar 2011, 12:00 Weszliśmy w okres postu. Okres pożądany, zdrowy i jak najbardziej zgodny z naszym naturalnym rytmem. 104
  • Jak dobry Chuck niedobrego Dubienieckiego nie pokona 13 mar 2011, 12:00 Opis: Na tyłach Krakowskiego Przedmieścia, na ulicy Karowej skrada się dwóch mężczyzn. Ponieważ każdy z nich cofa się ostrożnie, nie patrząc, co za plecami, wpadają na siebie. W momencie zderzenia każdy wykrzykuje bardzo brzydkie... 105
  • O pedOFEilii i politykofobii. Na marginesie debaty 13 mar 2011, 12:00 Dzień bez pochwalenia premiera uważam, przeciwnie do tylu tak zwanych celebrytów, za dzień stracony. Szukam, za co by tak, pochwalić, szukam… szukam… szukam… O! Znalazłem. Ale przygadał temu Rybińskiemu! 105
  • Wielkie chcenie i niechcenie 13 mar 2011, 12:00 Demokracja jest tak urządzona, że obywatele stale czegoś żądają od władzy, a władza od obywateli, i w związku z tym rośnie poziom niepożądania jednych przez drugich. 106

ZKDP - Nakład kontrolowany