Szczęście już mieliśmy

Szczęście już mieliśmy

Właśnie odchodzi w przeszłość pewna epoka w polskiej polityce. Epoka niewiarygodnego wręcz fartu. Zła wiadomość jest taka, że ten fart się kończy.
Sobotniego poranka 10 kwietnia 2010 r. rozegrał się kolejny akt polskiej mitologii narodowej. Gdy na ekranach telewizorów mgła spowijała rozbity kadłub samolotu z biało-czerwoną szachownicą, byliśmy w stanie głębokiego szoku.

Smoleńsk mocno zapadł w naszą zbiorową świadomość, nie spełnił jednak żadnych funkcji terapeutycznych. Niestety, rację mieli ci, którzy już w dniach żałoby przewidywali, że „teraz się naprawdę zacznie polskie piekło". Nakarmiona nowym mitem romantyczna dusza Polaka przypięła etykietkę „Solidarnego 2010" i wyruszyła raz jeszcze na krucjatę przeciw zdradzie i narodowemu zaprzaństwu. Nigdy dotąd w czasach nam współczesnych nie przychodziło tak łatwo rzucanie oskarżeń o kolaborację z wrogami.

Nie wywołał Smoleńsk trwałej refleksji nad stanem państwa. Po wyborach prezydenckich władza powróciła do codziennej krzątaniny, pozbawionej wyraźnych celów. Płyniemy w przyszłość tą samą łajbą co do tej pory, zakładając, że wody nadal będą spokojne.

Miller imperialny

Przyznać trzeba, że mamy fart. Bo jak inaczej wyjaśnić przyczyny sukcesu ostatniej dekady? Jak to się stało, że mimo klęsk kolejnych projektów politycznych modernizacja konsekwentnie się dokonywała, nasze bogactwo rosło, a cywilizacyjnie awansowaliśmy?

W polityce był to czas kształtowania się stabilnej sceny partyjnej. Złe doświadczenia z lat 90., budżetowe finansowanie partii oraz rosnąca rola mediów elektronicznych rodziły popyt na silnych liderów, trzymających w garści coraz bardziej scentralizowane aparaty partyjne. Wyborcy ulegali złudzeniu, że zdolności przywódcze, jakie pokazali w opozycji, w prosty sposób przełożą się na zdolność kierowania kluczowymi obszarami państwa. Każdorazowa zmiana władzy skutkowała jednak tym samym: po zakończeniu „miesiąca miodowego" do liderów rządzącej ekipy docierało, że wcześniejsze plany są funta kłaków warte. Bo decyzje polityczne podejmowane w gabinecie szefa rządu muszą ścierać się z decyzjami innych ośrodków władzy, poddawane są krytycznemu osądowi mediów, napotykają na opór biurokracji, związków zawodowych, wielkiego biznesu, lobbystów.

Pierwszym silnym przywódcą, który u progu dekady wspiął się na szczyt, był Leszek Miller. Trochę dziś niedoceniony starszy pan, który nie chce pojąć, że jego polityczny czas minął. Ale dziesięć lat temu przywódca SLD rozdawał karty. Kończyły się niezbyt udane rządy AWS, które przyniosły wielkie reformy wieńczące transformację ustrojową lat 90., ale też gorszyły Polaków nieudolnością.

Miller poległ równie spektakularnie jak Buzek. Dał utopić swą formację w skandalach korupcyjnych, nie zdołał też zbudować narzędzi wpływu na państwo. Lubił, gdy nazywano go „kanclerzem", ale kanclerstwo Millera wyczerpało się na dobrych chęciach. Zamiast znaleźć model współpracy z pozostałymi ośrodkami władzy, poszedł na konfrontację z prezesem NBP Leszkiem Balcerowiczem, wolnymi mediami oraz z prezydentem Kwaśniewskim. Wszystkie swoje wojny przegrał, aż osłabiony stracił zdolność do odpierania ataków rosnącej w siłę opozycji. Stracił też kontrolę nad własną formacją, która przestała maskować swoje niezaspokojone apetyty na publiczne dobra. A państwo pod rządami SLD słabło, co widać było u ich schyłku, gdy kilkutysięczna grupa górników demolujących stolicę wymusiła na Sejmie ustawę o branżowych emeryturach. Dziś wyraźnie widać fatalne konsekwencje tej kapitulacji.

Upadł również pakiet reform stworzony przez najwybitniejszego polityka tamtej ekipy Jerzego Hausnera. Ani rozpisana na wiele ustaw reforma finansów publicznych (nazywana „planem Hausnera"), ani Narodowy Plan Rozwoju mający zapewnić optymalne wykorzystanie miliardów euro z funduszy unijnych nie weszły w życie. Zasadne pytania o przyszłość zostały zamiecione pod dywan, a filozofia „jakoś to będzie" triumfowała. I o ile istotnie „jakoś to było", o tyle warto pomyśleć, gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdybyśmy mieli w miarę zdrowe finanse, a strumień pieniędzy poakcesyjnych był wykorzystywany w sposób skoordynowany, wedle precyzyjnego planu?

Miller do końca wspierał ambitne zamierzenia swego ministra, choć z zaproponowanej przez Hausnera filozofii sprawowania władzy skorzystać nie chciał. Bo Hausner wybrał drogę szukania konsensusu – inaczej niż premier idący na czołowe zderzenie z ośrodkami ograniczającymi jego wpływy. Zachował dla siebie rolę regulatora oraz gwaranta porozumienia, jakie miał wypracować dialog związków zawodowych i pracodawców. I choć nie udało mu się doprowadzić do zawarcia paktu społecznego, był akuszerem istotnych porozumień, np. w sprawie liberalizacji kodeksu pracy i podatku liniowego dla przedsiębiorców. Gdyby Miller poszedł za tym przykładem, porzucając imperialne zakusy, być może Rywin nie miałby po co odwiedzać Michnika, a rządy SLD nie zakończyłyby się katastrofą.

Leszek Miller przegrał swe premierostwo, ale nie poniósł klęski. To pod jego kierownictwem Polska weszła do Unii Europejskiej – i to na niezłych warunkach. Gdy przywołamy nastroje z tamtych lat, widać, że nie było to wcale takie oczywiste. Społeczne lęki przed integracją były silne, a obawa elit przed przegranym referendum wcale nie była oznaką przewrażliwienia. Rozważna polityka Millera, zwłaszcza na grząskim gruncie relacji państwa z Kościołem, pomogła te lęki opanować. 1 maja 2004 r. Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. W samą porę.

Kaczyński rewolucyjny

IV Rzeczpospolita wyrosła na gruncie spychanych przez lata na margines transformacyjnych lęków, socjalnych nierówności, ponowoczesnego zamętu etycznego oraz romantycznego polskiego ducha. W tej plątaninie tkwiły jednak elementy racjonalności. Korupcja naprawdę była problemem państwa. Stare układy utrudniały rozwój wolnorynkowej gospodarki. Kwestia pamięci i rozliczenia przeszłości – bez względu na nasz stosunek do IPN i lustracji – naprawdę wymagała nowego uregulowania. Wreszcie kategoria gry interesów w Unii Europejskiej naprawdę wymagała zastosowania w polskiej dyplomacji.

Cząstkowe diagnozy Kaczyńskiego doprowadziły go do przekonania, że polskie państwo jest słabe i niewydolne, co akurat odpowiadało masowemu doświadczeniu. Do podobnych wniosków, choć przy zastosowaniu innego języka analizy, dochodzili przecież konserwatysta Jan Rokita i liberał Paweł Śpiewak.

Z tych elementów można było ulepić całkiem racjonalny projekt polityczny. Tym miał być właśnie POPiS – porozumienie dwóch sił, podzielających ogólną diagnozę stanu państwa, choć inaczej rozkładających akcenty i różniących się politycznym temperamentem. Domeną PiS był wymiar sprawiedliwości, Platformy – gospodarka. Partia Kaczyńskich miała odegrać rolę tarana wymuszającego zmiany, ugrupowaniu Tuska i Rokity pozostawiając zadanie zasiania wykarczowanego pola.

Jednak POPiS nie powstał, a niejasne kulisy jego rozpadu uruchomiły dodatkowe pokłady emocji. Tak wybuchła kilkuletnia wojna, która dopala się na naszych oczach. Kaczyński uwierzył, że mając za partnerów jedynie pogardzanych populistów, a przeciw sobie niemal całą elitę kraju oraz przywódców europejskich, jest w stanie obalić dotychczasowe reguły i wprowadzić własne. Jakkolwiek groźnie to wyglądało, dziś te zamiary wydają się żałosne. Otwarcie wszystkich możliwych frontów musiało się skończyć katastrofą.

Kaczyńskiemu, podobnie jak wcześniej Millerowi, zamarzyła się realna władza nad państwem. Poszedł zresztą dalej niż jego poprzednik. Po doświadczeniu IV RP nie ma już mowy ani o nieupartyjnionym Trybunale Konstytucyjnym, ani o mediach prawdziwie publicznych, ani o Służbie Cywilnej. Większość instytucji została zaprzęgnięta w służbę polityki i nic nie wskazuje, by w najbliższych latach miało się to zmienić. Kaptując nowych sojuszników, Jarosław Kaczyński nie zawahał się też otworzyć puszki Pandory nacjonalizmu i ksenofobii. Postendeckie upiory zostały wywołane na światło dzienne i wchłonięte przez główny nurt, zatruwając na lata język dyskursu politycznego.

Szczęście, że przeszliśmy tę gorączkę w idealnym okresie. Jeśli populistyczna rewolucja była nieuchronnym etapem na polskiej drodze ku nowoczesności (a doświadczenia regionu zdają się to potwierdzać), to cieszmy się, że zdołała się wypalić w przededniu globalnego kryzysu. Węgrzy, którzy oddali władzę w ręce Victora Orbána, przeżywają dzisiaj mniej więcej to samo, co my w latach 2005-2007, ale koszty poniosą znacznie większe.

Tusk abdykujący

Donald Tusk wyciągnął wnioski z lekcji poprzedników. Jeśli się chce efektywnie sprawować władzę, nie wolno iść na frontalne zderzenie z siłami ją ograniczającymi. W 2007 r. to był racjonalny punkt wyjścia do sformułowania nowego projektu politycznego. A treść? Zręby programu liberalnej modernizacji były opisane po wielokroć. Rząd Tuska miał niemal wszystko: przetarte szlaki programowe, sprzyjające otoczenie międzynarodowe, poparcie społeczne, uległego koalicjanta, wreszcie pieniądze z Unii.

Fakt, że zabrakło Tuskowi szczęścia. Gdy wzrost gospodarczy dopisywał, to jego władzę ograniczał prezydent Lech Kaczyński. A jak już Platforma zdobyła pełnię władzy, to tym ograniczeniem stał się narastający dramatycznie dług publiczny. Jednak główny problem tej ekipy tkwi w niej samej, a jest nim brak politycznej woli dokonywania zmian. Gdyby było inaczej, premier próbowałby jakoś połączyć przymus oszczędzania z koniecznością zreformowania finansów państwa. Takie reformy najlepiej wychodzą, gdy się ma nóż na gardle. Niestety, Tusk wybrał drogę kreatywnej księgowości oraz polityczny koniunkturalizm. Nie powtórzył błędów Millera ani Kaczyńskiego, pewnie wygra następne wybory, ale skutki dla państwa mogą być opłakane.

Na razie, jak zawsze, mamy fart. W zeszłym roku byliśmy „zieloną wyspą" na mapie Europy, choć już w tym roku nasz wzrost jest podobny jak w Niemczech, a Szwecja i Słowacja nas wyprzedzają. Czy to dzięki sprawności rządu suchą stopą przebyliśmy kryzys? Jeśli tak, to musielibyśmy stwierdzić, że polityka gospodarcza Millera i Kaczyńskiego była skuteczniejsza – wszak wzrost PKB był wyższy. Ale to przecież myślenie prymitywne, nieuwzględniające tego, co dzieje się wokół nas.

Premier Tusk stawia w centrum debaty politycznej kwestię napięcia między tym, co władza zrobić powinna, a tym, co w praktyce uczynić może. Przemawiają za nim negatywne doświadczenia Buzka, Millera i Kaczyńskiego. Czy reformy przeprowadza się dla samych reform i dla przyszłych pokoleń, czy dla obywateli – tych z krwi i kości? Co nam po reformach, w których ogniu władza się spala, oddając pole opozycji i tracąc zdolność utrzymania reformatorskiego kursu? W polskiej sytuacji politycznej, gdy opozycja nie wydaje się zdolna do objęcia sterów państwa, nie są to pytania wydumane. Ale pozostaje pytanie fundamentalne: po co uprawia się politykę? Co jest celem władzy?

Tusk zdaje się mówić, że jego filozofia rządów jest najbliższa pojęciu demokracji jako władzy ludu. Dogląda przecież jego interesów, zapewniając spokój społeczny i stabilność. W takim rozumowaniu tkwi jednak głęboki fałsz. Jeśli bowiem władza podąża za głosem ludu, licząc na nagrodę w postaci zachowania politycznych wpływów, to – bez względu na motywację – kłóci się to z zakodowaną we współczesnej demokracji obietnicą rządów merytokratycznych, zdolnych trafnie zdefiniować nadrzędny interes społeczny i go realizować. Krytycy PO często mówią o postpolityce, choć to określenie dezorientujące, ukrywające prawdziwe znaczenie. Trafniej byłoby nazwać to „niby-polityką" – pozorowaniem decyzji, uchylaniem się od decyzji fundamentalnych i pielęgnowaniem spektakularnych detali.

Koniec epoki i co dalej?

Polski sukces mijającej dekady dokonał się bez większego udziału polityków, którym powierzaliśmy władzę. Bo wolnorynkowa globalna gospodarka rozwijała się szybko, mimo krótkotrwałych kryzysów. Bo panował doskonały klimat inwestycyjny, a Polska wygrywała niższymi kosztami. Bo nasze wejście do Unii skutkowało legislacyjną rewolucją. Bo otrzymaliśmy z Brukseli dziesiątki miliardów euro na kluczowe projekty. Na tym opierał się polski fart ostatniej dekady. Nastawiliśmy żagle i płynęliśmy z prądem.

Dziś trudno o optymizm. Długi Zachodu hamują światowy wzrost gospodarczy. Wzbogacona już Polska traci atrakcyjność inwestycyjną, a niepewność o losy euro ogranicza rozwój w ramach UE. Geopolityczna stabilność staje pod znakiem zapytania. Nie wiadomo, które ścieżki rozwoju będą najpewniejsze w nadchodzącej epoce. Widać, że dalece niewystarczająco wykorzystaliśmy okres wieloletniej prosperity. Z utrzymującym się niedowładem usług publicznych, nadal kulejącą infrastrukturą, chronicznym brakiem bezpieczeństwa energetycznego nie jesteśmy przygotowani na prawdziwy kryzys.

Katastrofa smoleńska zakończyła ważny etap w polskiej polityce. W spór polityczny PiS i PO (liberalizm versus solidaryzm, odmienne koncepcje polityki zagranicznej) wtłoczyła potężną dawkę mitologii, która wypłukała zeń ostatnie treści polityczne, pogrążając go w jałowej sferze symbolicznej.

Życie publiczne nie znosi próżni i z pewnością pojawią się w końcu polityczne kwestie, które na nowo pobudzą Polaków. Dziś nie widać sił, które mogłyby to zrobić, ale one nadejdą. Nie za rok, to za dwa lub trzy. I dręczy tylko pytanie, czy mamy aż tyle czasu.

Okładka tygodnika WPROST: 52/2010
Więcej możesz przeczytać w 52/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 6
  • alka   IP
    plotkują-jasno widac czy to sie komus podoba czy nie, że rząd PO-PSL
    zamiast przez 3 lata zająć się reformami, zajmuje się jedynie
    PR-owskimi sztuczkami, kreatywną księgowością i polityczną walką
    z PIS-em, a nie realizacją swoich obietnic wyborczych...
    Hasło z kampanii wyborczej 2007r. ( i wczesniejszych w tym
    samym tonie )\" Oby żyło się lepiej...\" pozostało jedynie pustym,
    szyderczym sloganem dla Wyborcow PO i rzeszy klakierow tz \"
    autorytetów moralnych\"...
    1 maja mlodzi pokaza im \" fakuska\" jadac do D i A..i jak zwykle
    zostana najlepsi ktorzy maja juz dosyc tego szamba
    • politykamator   IP
      Tam gdzie jest bieda, niepewność jutra, brak autorytetów moralnych, tam posłuch znajdują \"demony\" destrukcji takie jak Rydzyk, J.Kaczyński, Macierewicz i im pokrewni.
      • adam   IP
        mrzonki odrzucić teraz ;pora na budowę i poprawę bytu ludzi
        • Ceres   IP
          Widzę to inaczej.
          Teraz mamy szansę stworzyć pasmo szczęścia. Sypacze piasku zostali unicestwieni.Fałszerze co tragedię umieścili w miejscu Mocy skompromitowali samych siebie.
          Potężny jest Duch tego Narodu!
          Tu się zaczął złoty wiek dla świata. Widzisz?!
          • taki sobie...   IP
            Ma byc : nie czysu a \"czasu\" >>> przepraszam!!!!

            Spis treści tygodnika Wprost nr 52/2010 (1455)

            • Między Smoleńskiem a Big Brotherem 19 gru 2010, 12:00 Co w mijającym roku zrobiło największe wrażenie na zmysłach? Wzrok? Pewnie obraz wraku ze Smoleńska. Dźwięk – chyba wuwuzele w RPA. Dotyk – iPad. Węch – zapach ropy z wycieku BP w Zatoce Meksykańskiej. Smak? Pewnie smak najpopularniejszej u nas potrawy... 6
            • Łamanie opłatkiem i łamanie kołem 19 gru 2010, 12:00 Joachim Brudziński, jeden z frontmanów pis, ogłosił, że Donald Tusk „jest dziadowskim premierem i dlatego dzisiaj państwo polskie jest zarządzane po dziadowsku". Skąd u Brudzińskiego ta fascynacja „Dziadami"?... 10
            • Małaszyński, Rewiński i „brokeback mountain” 19 gru 2010, 12:00 Wszyscy wytykają Paulinie Papierskiej, zwyciężczyni „Tap Madl", że nie zna angielskiego. Chęć zorganizowania superintensywnego kursu dla laureatki wyraził producent Rinke Rooyens. Oj tam, oj tam – dziewczyna ma po prostu... 12
            • Tajemnice betlejemskiej nocy 19 gru 2010, 12:00 Czy Maria rzeczywiście była dziewicą? Czy Gwiazda Betlejemska to była kometa? Czego przestraszył się Herod? Ilu było mędrców – trzech, a może sześciu? I kiedy przyszli do Betlejem? 16
            • Moje najdziwniejsze święta 19 gru 2010, 12:00 Moje najdziwniejsze święta Manuela Gretkowska, Beata Pawlikowska, Artur Barciś, Władysław Bartoszewski, Paweł Althamer, Michał Ogórek, Krzysztof Krawczyk, Andrzej Żuławski, Stefan Chwin i Jan Nowicki opowiadają o swoich strasznych, dziwnych, egzotycznych, zabawnych, pamiętnych... 20
            • Szczęście już mieliśmy 19 gru 2010, 12:00 Właśnie odchodzi w przeszłość pewna epoka w polskiej polityce. Epoka niewiarygodnego wręcz fartu. Zła wiadomość jest taka, że ten fart się kończy. 26
            • Oświadczenie 19 gru 2010, 12:00 Agencja Wydawniczo-Reklamowa „Wprost" Spółka z o.o. w Warszawie, wydawca tygodnika „Wprost", oświadcza, że opublikowane w tygodniku „Wprost" w grudniu 2007 r. nr 51/52 w artykule „Taśmy Krauzego"... 33
            • Dobroczyńcy i złoczyńcy 19 gru 2010, 12:00 Jak zabijać na scenie, rozpaść się w życiu, posklejać się na podłodze i po 55 latach zobaczyć hipopotama na wolności – opowiada Anna Dymna. 34
            • Dom drży 19 gru 2010, 12:00 Wigilia u Henryki Krzywonos to małe wesele. Gdy zbiorą się wszystkie dzieci, ich żony i mężowie, wnuki, to do stołu zasiada 31 osób. A i dodatkowe miejsce jest zajęte przez niespodziewanego przybysza. 40
            • Byłeś wspaniały 19 gru 2010, 12:00 Staram się być dzielna, ale czasem się tej swojej dzielności dziwię. I zaczynam się wtedy zastanawiać, dlaczego nie płaczę od rana do wieczora. Może ze mną coś jest nie tak? Z Ewą Komorowską, wdową po wiceministrze obrony Stanisławie Komorowskim, który zginął w katastrofie... 44
            • Nowy alfabet Kisiela 19 gru 2010, 12:00 Kisiel. Czyli Tomasz Staliński. Czyli Jerzy Mrugacz. Czyli Julia Hołyńska. Kompozytor, prozaik, a przede wszystkim felietonista. Takim go znaliśmy. A jaki był prywatnie Stefan Kisielewski? Specjalnie dla Wprost „alfabet o Kisielu” przygotował jego syn Jerzy. 50
            • Przez śmierć do życia 19 gru 2010, 12:00 Popchnąć Kościół w przepaść, w którą sam zmierza. Paradoksalnie to dla niego jedyny ratunek – ocenia Tadeusz Bartoś. Bo polski Kościół zasługuje na jeszcze poważniejszą krytykę niż niedawny głośny list ojca Ludwika Wiśniewskiego. 56
            • Dusza jest w mózgu 19 gru 2010, 12:00 Lekarzowi nigdy nie wolno zwątpić. Wybitny neurochirurg Tomasz Trojanowski wie o tym dobrze, bo leczył pacjentów, którym nikt inny nie dawał już szans. 64
            • ABC książąt Podhala 19 gru 2010, 12:00 Komu nazwisko Bachleda-Curuś kojarzy się tylko z piękną Alicją, powinien odwiedzić Zakopane. Tam każdy mu powie, że klan Curusiów liczy ponad sto osób. Jest tak bogaty i potężny, że trzęsie całym Podhalem. 68
            • Justyna z Kasiny 19 gru 2010, 12:00 W zimie życie w Kasinie Wielkiej zamiera. Gdy Justyna Kowalczyk startuje w zawodach, przed telewizorami zasiadają całe rodziny. Nawet wiekowe staruszki, które nigdy sportem się nie interesowały, są teraz specjalistkami od narciarstwa biegowego. 74
            • Maratończyk 19 gru 2010, 12:00 Ta myśl pojawia się zawsze. Czasem na 20., czasem na 30., czasem na 37. kilometrze. Jakim idiotą trzeba być, żeby miesiącami skazywać się na wyrzeczenia i cierpienia tylko po to, żeby teraz móc pocierpieć jeszcze bardziej, tak do absolutnego kresu wytrzymałości. 80
            • Rodzina albo ucieczka 19 gru 2010, 12:00 Udręka, koszmar, nuda – narzeka większość polskich singli i opracowuje wymyślne strategie ucieczki od rodzinnej wigilii. Takich, którzy wigilijne spotkania lubią, jest wśród nich zaledwie garstka. Ale na koniec i jedni, i drudzy grzecznie zasiadają przy suto zastawionym... 86
            • Raz do roku w Ciechocinku 19 gru 2010, 12:00 Sylwester w Ciechocinku to dansingowe klimaty, wódeczka pod bryzola, dewolaj z zestawem surówek. Gusta muzyczne są konserwatywne, więc rock’n’roll nie cieszy się popularnością. 92
            • Straszne święta 19 gru 2010, 12:00 Czas świąt jest czasem okropnym. Zwłaszcza pod względem estetycznym i etycznym. Mówi się, że to czas rodzinny, duchowy, religijny i wspólnotowy. A to przecież czas kiczu i hipokryzji. I trudno powiedzieć – co gorsze? 96
            • Prawica czy bagno 19 gru 2010, 12:00 Nasze dwie główne partie nie są ani na prawicy, ani na centroprawicy. Obie zasiadają w bagnie. 98
            • Era możliwości 19 gru 2010, 12:00 Na naszych oczach rodzi się nowy porządek świata, ale wciąż jeszcze jest czas, by uniknąć gwałtownych wstrząsów, które zwykle towarzyszą podobnym przemianom. 100
            • Pięciu najdziwniejszych 19 gru 2010, 12:00 Może w szaleństwie jest metoda. Kaddafi, Berlusconi czy Zuma to przywódcy malowniczy do przesady. Ale wciąż są przy władzy. Czy ich ekscentryczność tylko przykrywa poważniejsze cele? 106
            • Wojna futbolowa po hiszpańsku 19 gru 2010, 12:00 Miliard ludzi na świecie obejrzał niedawne starcie Barcelony z Realem Madryt na Camp Nou. To potwierdzenie kilku tez. To nie jest wyłącznie mecz. To nie są tylko derby Europy. Tu idzie o piłkę w jej najlepszym i najbardziej globalnym wydaniu. 110
            • Gdy masz na imię Oprah 19 gru 2010, 12:00 Przez lata prowadziła najpopularniejszy program telewizyjny świata, kreowała mody, gusty, książki i gwiazdy. W Nowy Rok zainauguruje własną telewizję – Oprah Winfrey Network. Ma wszystko, chce jeszcze więcej. 114
            • To nie będzie koniec świata 19 gru 2010, 12:00 Ani rozpad strefy euro, ani hiperinflacja w Ameryce nie spowodują katastrofy w światowej gospodarce. No, może upadek Unii Europejskiej – ale ten przecież szalenie trudno sobie wyobrazić. Co nam grozi w przyszłym roku w ekonomii – opowiada prof. Witold Orłowski. 118
            • Złota wojna 19 gru 2010, 12:00 Wiele je łączy: dwie firmy z Poznania, dwie największe sieci jubilerskie w kraju. A jednak W.Kruk i Apart toczą z sobą zażartą walkę. Z wielkimi pieniędzmi w tle. 122
            • Świat w 10 osobach 19 gru 2010, 12:00 Oto subiektywny ranking 10 postaci, które były ważne dla światowej gospodarki w mijającym roku. Jedni byli po jasnej, inni po ciemnej stronie mocy. A kto gdzie był, niech czytelnik sam osądzi. 126
            • Wschód 19 gru 2010, 12:00 Nowa książka Andrzeja Stasiuka 132
            • Roman widmo 19 gru 2010, 12:00 Prawie cały rok spędził w areszcie, a jednocześnie święcił triumfy: na festiwalu w Berlinie, podczas gali Europejskich Nagród Filmowych. Roman Polański nie zostawia wątpliwości: co go nie zabije, to go wzmocni. 136
            • Hity na jeden dzień w roku 19 gru 2010, 12:00 Chwytliwa piosenka świąteczna to dla artysty interes życia, a często przepustka na wcześniejszą emeryturę. 140
            • Kultura 2010 19 gru 2010, 12:00 „Kapuściński non-fiction”, „The social network”, nowa płyta Kanye Westa. Jeśli tego nie czytaliście, nie widzieliście, nie słyszeliście, musicie szybko nadrobić zaległości. Bo zdaniem naszych recenzentów w kulturze w mijającym roku nie zdarzyło się nic... 144
            • Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Artystom 19 gru 2010, 12:00 Po moim pierwszym od lat koncercie rozbrzęczały się brzęczyki mojej komórki, przypomnieli sobie o mnie różni ludzie, posypały się gratulacje. Pojawiły się też zachęty, bym zagrał koncerty w całej Polsce. Pierwsze konkretne oferty zasmuciły mnie jednak bardzo. 148
            • Luksus. Ten prawdziwy 19 gru 2010, 12:00 Ubrań i butów z najwyższej półki nie zobaczymy w kolorowych magazynach ani na pokazach mody w Paryżu czy Mediolanie. aby je kupić, trzeba się zapisać na specjalne listy oczekujących, a na wykonanie czekać nawet kilka miesięcy. 150
            • W poszukiwaniu luksusu 19 gru 2010, 12:00 Rynek nieruchomości z segmentu premium jest w Polsce wciąż bardzo mały i poza kilkoma dużymi miastami właściwie nie istnieje. 156
            • Auto do podziwiania 19 gru 2010, 12:00 Do czego służy samochód luksusowy? Przede wszystkim ma dostarczać przyjemności z jazdy, ale także podkreślać prestiż społeczny właściciela. do prozaicznego przemieszczania się z punktu A do punktu B są przeznaczone zwykłe auta. 158
            • Sześć gwiazdek za sześć zer 19 gru 2010, 12:00 Najbardziej kosmiczną propozycję urlopu dla bogaczy przygotowała firma Space Adventures, która organizuje komercyjne loty poza ziemską atmosferę (www.spaceadventures.com). Podróż trwa od siedmiu do kilkunastu dni i jest poprzedzona... 160
            • Tiffany. I wszystko jasne 19 gru 2010, 12:00 Jest symbolem luksusu i elegancji. jego wyroby noszą najsłynniejsze gwiazdy, a przyszłe panny młode marzą o pierścionku zaręczynowym ukrytym w charakterystycznym niebieskim pudełeczku. Od ponad 150 lat firma Tiffany & Co. urzeka jubilerskim kunsztem, przyciągając klientów o... 164
            • Sekundy, godziny, miliony 19 gru 2010, 12:00 Zawieszamy na nich wzrok kilkadziesiąt razy dziennie, tak często, że staje się to odruchem. Dla wielu noszony na reku zegarek jest niczym wierny kompan, który zawsze służy pomocą. zdarza się, że z ulubionym zegarkiem nie rozstajemy się latami, by potem go przekazać następnemu... 168
            • Szampan na Nowy Rok 19 gru 2010, 12:00 Dobrze schłodzony kieliszek szampana potrafi dokonać cudów. Wraz z cudowną lekkością bytu zyskujemy przekonanie, że coś wygraliśmy, że właśnie naprawdę zostaliśmy królami życia. 172
            • Wigilijna historya chwalebna o Bronisławie, co naród w przyszłość prowadził 19 gru 2010, 12:00 Rok miał się już ku końcowi i – jak to zwykle bywa – nadeszła zima. Lecz ta, co przyszła, była inna niż zwykle. Tak zajadła i straszliwa, że wszelkie ptactwo – w tej liczbie i gołębie, i sikory – na kość... 174
            • Są granice, których nie przekroczy"oj tam, oj tam" 19 gru 2010, 12:00 Znajomy profesor opowiadał scenkę wczasową. wyjeżdżą człowiek, nie bardzo wie, kim są sąsiedzi w pokojach, ale proszę, znak za znakiem coś się klaruje. Widzi u sąsiada „tygodnik powszechny", aha… potem niewinny żart... 176
            • Jak bałwan z bałwanem 19 gru 2010, 12:00 Relacja z pierwszego kongresu bałwanów polskich. 178

            ZKDP - Nakład kontrolowany