Byłeś wspaniały

Byłeś wspaniały

Staram się być dzielna, ale czasem się tej swojej dzielności dziwię. I zaczynam się wtedy zastanawiać, dlaczego nie płaczę od rana do wieczora. Może ze mną coś jest nie tak? Z Ewą Komorowską, wdową po wiceministrze obrony Stanisławie Komorowskim, który zginął w katastrofie smoleńskiej, rozmawia Renata Kim.
Renata Kim: Kupiła już pani świąteczne prezenty?

Ewa Komorowska: Nie. Tegoroczne święta napawają mnie lękiem, ja się ich boję. To jest dziwna mieszanina uczuć: raz myślę, że chciałabym uciec gdzieś daleko, ale potem czuję, że chciałabym być z bliskimi, z dziećmi. I jeszcze mam ogromną potrzebę spędzenia tych świąt tak, jakbyśmy je spędzali, gdyby Staszek żył.

Jak wyglądały wasze wspólne święta?

Myśmy byli zawsze bardzo rodzinni, Wigilię spędzaliśmy razem z dziećmi, moimi i Staszka. Nie z całą piątką, bo dwaj najstarsi synowie Staszka mają już swoje rodziny, więc trudno jest zebrać wszystkich razem. Zawsze była też z nami Staszka mama. Już przed świętami pieczołowicie przygotowywaliśmy dom na przyjęcie gości. W piwnicy są pudła z ogromną ilością świątecznych lampek powiązanych w supły nie do rozplątania, tylko Staszek umiał sobie z nimi poradzić. Rozwieszał je na drzewach w naszym ogrodzie. Mamy tu koło domu wysoką sosnę, wchodził na nią, okręcając aż do czubka długim wężem lampek. Na samym szczycie wieszał gwiazdę. Było ją widać z odległości kilometra. Wieszał też lampki na choince stojącej najbliżej bramy, żeby lśniła w śniegu i rozświetlała zimowe ciemności. I jeszcze na zabytkowych kratach okalających okna, więc w domu był cudowny nastrój. Co roku organizowaliśmy też kolędowanie. Zapraszaliśmy rodzinę i przyjaciół i śpiewaliśmy.

Mąż też śpiewał?

Śpiewanie nie było najmocniejszą stroną Staszka, powiem szczerze, czasem wychodziło mu hm… fałszywie (śmiech). Ale pracowaliśmy nad tym. Kiedy byliśmy razem w górach, on uczył mnie jeździć na nartach, a podczas jazdy wyciągiem do góry ja dawałam mu „lekcje śpiewu". Kiedyś przez cały dzień ćwiczyliśmy mu to już bardzo ładnie. Więc tak, Staś razem z nami kolędował. Mamy nawet rodzinny śpiewnik z kolędami, przygotował go mój brat. Zaraz go poszukam… O, jest! Proszę zobaczyć, co napisaliśmy na ostatniej stronie: „Kochana rodzino, najmilsi przyjaciele. Dziękujemy wam bardzo, że zechcieliście przyjechać do Dziewanny, żeby razem z nami świętować i śpiewać kolędy. Życzymy wam wszelkiego dobra, szczęścia i powodzenia. Pamiętajcie, że za rok będziemy tu na was czekać jak zawsze. Ewa i Staś" (długa cisza). No i nie będziemy czekać w tym roku.

Będzie pani sama czekać na gości?

Nie wiem, bardzo mi ciężko podjąć tę decyzję, więc na razie ją odsuwam. Przepraszam, że się rozkleiłam, ale tak to już jest. Przez wiele dni człowiek jest silny, a potem nagle znajduje własną książeczkę ze zdaniem: „będziemy tu na was czekać jak zawsze" i w jednej chwili się rozsypuje… Byliśmy głęboko przekonani, że wszystko będzie zawsze.

Dużo Pani płacze?

Nie, jestem raczej dzielna. Nie załamałam się po tej tragedii, zdarzało się, że potrafiłam nawet się uśmiechać. Pamiętam, kilka dni po katastrofie pod Smoleńskiem rozmawiałam z Jackiem Santorskim, właściwie to była wymiana SMS-ów. Jacek napisał mi, że w takich momentach rozumie ludzi, którzy wahają się, czy włożyć całe serce w związek. Bo po prostu boją się, że w razie jakiegoś nieszczęścia nie będą w stanie znieść cierpienia. I ja mu wtedy odpisałam, że wręcz przeciwnie, trzeba kochać ile sił. Dziś po tej tragedii doskonale rozumiem, że tylko dzięki temu, że się naprawdę kochało, można przetrwać te najgorsze momenty, zaraz po śmierci bliskiego człowieka. Pomaga świadomość, że odszedł kochany. I że jeśli miał czas o czymkolwiek pomyśleć, to na pewno myślał o bliskich. Więc staram się być dzielna, ale muszę pani powiedzieć, że się czasem tej swojej dzielności dziwię. I zaczynam się wtedy zastanawiać, dlaczego nie płaczę od rana do wieczora. Może ze mną coś jest nie tak? Może jestem człowiekiem bez uczuć?

I jak brzmi odpowiedź?

Odpowiedzi przychodzą same. Jechałam ostatnio pociągiem podmiejskim, a naprzeciwko mnie siedział młody człowiek, spał. Miał profil podobny do mojego męża, co nie zdarza się często, bo Staszek miał profil wybitnej urody. Ale w każdym razie w twarzy tego mężczyzny było coś, co go przypominało. Staszek też potrafił tak odchylić głowę do tyłu i na kilka minut zasnąć. Nie mogłam oderwać oczu od tego człowieka, a w pewnym momencie zaczęłam płakać. Wiedziałam, że wokół mnie siedzą ludzie, ale nie byłam w stanie powstrzymać łez. Czułam dojmujący żal za utraconym człowiekiem, a trzeba dodać, że mój mąż był pięknym człowiekiem. Był taki pełen życia, wierzył, że będzie żył 120 lat. Więc patrzyłam na tego śpiącego młodzieńca, myśląc, że coś pięknego istniało i już nie będzie istnieć.

Od katastrofy minęło osiem miesięcy. Co było w tym czasie najtrudniejsze?

Bardzo dojmującym doświadczeniem był dla mnie pewien letni dzień, gdy źle się poczułam. Na tyle źle, że poszłam do lekarza, a on poradził, żebym zgłosiła się do szpitala. I to był pierwszy raz w moim życiu, gdy pojechałam sama do szpitala, zaparkowałam samochód na parkingu i oddałam się w ręce lekarzy. Nie było przy mnie bliskiego człowieka, który wziąłby moje ubranie, gdy już przebiorę się w piżamę, a potem pojechał do domu i przywiózł mi najpotrzebniejsze kosmetyki. Ale jakoś to wszystko dzielnie znosiłam do momentu, gdy pielęgniarka zaczęła wypisywać ankietę i zapytała, kogo należy zawiadomić na wypadek komplikacji. Wtedy poczułam się straszliwie zagubiona. To były akurat wakacje, dwójka moich dzieci była za granicą, więc nie można ich było zawiadomić, gdyby coś się stało. Pomyślałam, że już nie ma tej osoby, która zawsze się mną opiekowała. W końcu podałam pielęgniarce telefon do syna Staszka, bo wiedziałam, że mogę na niego liczyć.

I wtedy pani zrozumiała, że została sama?

To był jeden z tych momentów. Drugi wydarzył się niedawno: miałam stłuczkę na drodze w Pruszkowie, nie z mojej winy. Potem czekałam ponad godzinę na policję i cały czas myślałam, że za chwilę pojadę rozbitym samochodem do pustego domu, że Staszka tam nie będzie, i że sama muszę sobie powiedzieć, że „przecież nie się nie stało…". Rozpłakałam się jednak dopiero wtedy, gdy powiedziano mi, że stłuczka to była moja wina. Miałam poczucie, że spotkała mnie ogromna niesprawiedliwość. Wtedy płakałam chyba ze dwie godziny, bez przerwy.

Chyba nie tylko nad tą stłuczką.

Nad całokształtem (śmiech). Na przykład odśnieżanie. Kiedy spadł pierwszy śnieg, z przerażeniem pomyślałam: co ja teraz zrobię? Przecież to Staszek zawsze odśnieżał drogę. Ale chwilę później sama sobie odpowiedziałam: no jak to, co? Weźmiesz łopatę i będziesz odgarniać śnieg. A po wszystkim pomyślałam: hm, ale fajnie się odśnieżało. Po dwóch godzinach pracy miałam policzki zaróżowione od wysiłku, a wyjazd był czysty. I nagle okazało się, że to wcale nie było ani trudne, ani tym bardziej straszne. Najgorszy w życiu jest strach, że nie dam rady, że jestem za słaba. Walczę z tym strachem codziennie i na razie udaje mi się go pokonać.

Ostatnio mąż wrócił w nieoczekiwany sposób za sprawą portalu WikiLeaks, który ujawnił tajną depeszę amerykańskiego ambasadora w Warszawie. Pada w niej nazwisko wiceministra obrony Stanisława Komorowskiego.

I cytat, że jeśli Amerykanie mają nam dostarczyć nieuzbrojone rakiety Patriot, to równie dobrze mogliby dostarczyć Polsce „rośliny doniczkowe". Tak, doskonale pamiętam to określenie. Kiedy Staszek się dowiedział, że dostaniemy od Amerykanów nieuzbrojone patrioty, był bardzo wzburzony. I rzeczywiście mówił, że Polsce nie są potrzebne rośliny doniczkowe. To ujawnienie depeszy mnie zaskoczyło. Kiedy przy cytacie pojawiła się fotografia Staszka, a na końcu pokazano materiał filmowy z podpisania umowy o stacjonowaniu patriotów w Polsce, przyznaję, że się wzruszyłam. A ten cytat to po prostu cały on. 

Jak pani buduje życie bez niego? Organizuje sobie pani mnóstwo zajęć, które zajmują panią przez cały dzień?

Nie. Bo to, o czym pani mówi, to szukanie sposobu, żeby zapomnieć. Zająć myśli, zająć ręce, by nie pamiętać. A ja nie chcę zapomnieć. I mam wrażenie, że gdyby on mógł na mnie spojrzeć, powiedziałby: zrób ze swoim życiem najlepsze, co możesz. Idź do przodu i nie zapominaj o mnie. Więc ja nie chcę stanąć w miejscu, bo dla mnie świat się nie zatrzymał. Można oczywiście płakać, że już zawsze będzie źle, że mam zmarnowane życie, a było kiedyś tak pięknie. Można płakać, że już zawsze będę samotna, ale nie ma sensu wmawiać sobie takich rzeczy. Nie mogę płakać nad sobą, choć czasem pozwalam sobie zapłakać z tęsknoty. Wolno mi tęsknić za mężem, który dał mi dziesięć lat wspaniałego życia i nigdy ich nie zapomnę. Jestem dumna, kiedy słyszę, że chcemy dostać rakiety, a nie rośliny doniczkowe. Uśmiecham się wtedy i myślę: byłeś wspaniały.

Wkłada już pani jasne stroje?

Jeszcze nie. Ta czerń jakoś się tak ze mną zrosła. Ale nie dlatego, że zdecydowałam, iż przez rok będę chodzić w czerni. To decyzja, którą podejmuję każdego ranka i automatycznie moja ręka sięga po ciemne rzeczy. I pewnie nadejdzie taki dzień, może na wiosnę, kiedy w słońcu ta czerń wyda mi się absurdalna i przestanie być częścią codzienności.

W salonie ustawiła pani duże zdjęcie męża przepasane czarną żałobną wstążką. Czy patrzenie na nie boli?

To się zmienia w czasie. To zdjęcie stoi tu już osiem miesięcy, postawiłam je zaraz po katastrofie. Kiedyś bezustannie paliła się przed nim świeczka, teraz już nie. Bo w pewnym momencie trzeba sobie zdać sprawę, że nie można zrobić z domu kaplicy, że tu się dalej toczy życie. A jego miejsce jest w niebie. I jeżeli mamy w sobie wiarę, to wiemy, że on wrócił do domu, a my nadal jesteśmy w podróży.

Jak wygląda ta podróż bez niego?

Chwilami bywam samotna, ale muszę powiedzieć coś ważnego. Nie zdawałam sobie sprawy, jak wielu jest dobrych ludzi, którzy chcą mi pomóc. Dzięki przyjaciołom przeżywam całkiem nowe, nieznane mi wcześniej sytuacje. Gdy zapraszają mnie do swoich domów, biorą z sobą na wakacje, to niesłychanie rozprasza samotność. Kilka dni temu miałam małe święto i różni ludzie składali mi życzenia. Pewna bardzo bliska mi osoba zadzwoniła i powiedziała: „Tak ci się dobrze ostatnio powodzi, że nie wiem, czego ci życzyć. No, na pewno mogę ci życzyć zdrowia i dalszej opieki boskiej". Ja powiedziałam: „Super, świetne życzenia. Bardzo dziękuję". I kiedy odłożyłam słuchawkę, przez chwilę nie wiedziałam, co myśleć. Bo mówienie osobie, która tak niedawno straciła męża, że jej się dobrze powodzi, jest dość niezwykłym pomysłem.

Ja bym powiedziała, że dość okrutnym.

Można spróbować spojrzeć na to inaczej. Owszem, przez chwilę czułam ukłucie w sercu, ale potem pomyślałam, że ta osoba złożyła mi takie życzenia, bo wie, że jestem otoczona przyjaciółmi. Bo na przykład dwa tygodnie temu przyjaciółka zaprosiła mnie na cztery dni do Mediolanu. Wróciłam stamtąd odświeżona, z poczuciem, że przeżyłam coś niezwykłego. A dwa miesiące wcześniej poprowadziłam ludzi z pielgrzymką do Smoleńska i było to niezwykle ważne wydarzenie. Bo mogliśmy się spotkać, my, rodziny smoleńskie, bo pojechała z nami pani prezydentowa i żona prezydenta Rosji, i pojawiła się szansa na lepszą komunikację między Polską a Rosją. W związku z pielgrzymką często byłam w mediach. Więc osoba stojąca z boku rzeczywiście może to, co się dzieje w moim życiu, postrzegać w sposób ujęty słowami: „Tak ci się dobrze powodzi, że nie wiem, czego ci życzyć". Mogłam się poczuć dotknięta, ale z drugiej strony mogłam przyznać, że w tych słowach jest wiele prawdy. W moim życiu dzieje się dużo dobrych rzeczy.

Zaraz po pielgrzymce mówiła pani, że bardzo was ta wyprawa do siebie zbliżyła. Kim są teraz dla pani rodziny ofiar smoleńskich?

Pierwsze słowo, jakie przychodzi mi do głowy, to „rodzina". Bardzo wiele nas łączy i tak jak w rodzinie bywa, mamy, co wyraźnie widać w ostatnich dniach, bardzo różne racje. Część rodzin smoleńskich uważa, że trzeba naciskać na szybsze śledztwo i okazywać prokuratorom brak zaufania. Inni z kolei twierdzą, że tak poważna sprawa wymaga czasu i należy śledczym ten czas dać. Należy przeczytać ustalenia i wnioski końcowe, a dopiero potem się do nich ustosunkować. I jeśli to okaże się konieczne, protestować. Ale w czasie przygotowywania pielgrzymki smoleńskiej nie było dla mnie podziału na my i oni. Było tylko 96 rodzin, które połączyła tragedia. A potem 56 rodzin, które razem pojechały. Z nimi czuję głęboką więź.

Czuje pani taką więź z Zuzanną Kurtyką, wdową po szefie IPN, która przy każdej okazji oskarża rząd, że nie chce wyjaśnienia przyczyny katastrofy?

Widzę, że jej sposób przeżywania żałoby jest zupełnie inny niż mój i to czyni taką więź trudną. Ale nie mogę wykluczyć, że ona mogłaby istnieć. Myślę, że gdybym usiadła z nią przy jednym stole i gdybyśmy odrzuciły sprawy związane z polityką, wówczas fakt, że ja straciłam męża i ona straciła męża w tej samej katastrofie lotniczej, mógłby choć przez chwilę nas połączyć. Zuzanna Kurtyka, Małgorzata Wassermann czy Ewa Kochanowska wzajemnie się wspierają. Bo czują podobnie. Ja czuję inaczej. Ale pamiętam, że spotkałam w jednym z programów panią Magdalenę Mertę i czekając na wspólne wystąpienie – które było rodzajem polemiki – bardzo ciepło rozmawiałyśmy. Wsiadłyśmy potem do jednej taksówki, a rozstając się, uściskałyśmy się serdecznie.

Nie chciała pani razem z tą częścią rodzin smoleńskich polecieć do Brukseli na wysłuchanie w Parlamencie Europejskim?

Zastanawia mnie, dlaczego wszystkie te osoby pojechały do Brukseli na krótko przed ogłoszeniem raportu o wynikach śledztwa. Już niedługo będziemy wiedzieli znacznie więcej. Ja sama chciałabym powiedzieć całemu światu: jeżeli macie jakąkolwiek wiedzę, by pomóc nam wyjaśnić tę katastrofę, proszę, pomóżcie. Natomiast nie rozumiem, dlaczego nie miałoby się to dziać we współpracy z MAK i z polskimi prokuratorami. I druga uwaga: pan Antoni Macierewicz powiedział w Brukseli, że sejmowa komisja powołana do zbadania katastrofy smoleńskiej potrzebuje mniej więcej roku, by dokonać jakichś ustaleń. Więc pytam, jak to jest: można krytykować prokuraturę za to, że przez osiem miesięcy nie wyjaśniła przyczyn katastrofy, że śledztwo się ślimaczy, a potem tłumaczyć, że na to potrzeba co najmniej roku?

Poszła pani na spotkanie z rosyjskim prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem, kiedy był w Polsce. Co mu pani powiedziała?

To było jego życzenie, żeby się spotkać z przedstawicielami rodzin smoleńskich. Rozmawiając z nim, miałam wrażenie, że jest głęboko poruszony tą tragedią i chce mi rzeczywiście wyrazić współczucie. I chce mnie przekonać, że Rosjanie mają dobrą wolę, by wyjaśnić, co się pod Smoleńskiem stało. Podziękowałam mu za obecność jego żony podczas naszej pielgrzymki. Miałam wrażenie, że okazując mu zaufanie, bardziej go zobowiążę do dotrzymania obietnicy, niż gdybym stawiała jakieś żądania. Byłam tym spotkaniem jakoś podbudowana.

I wie pani co? Teraz, kiedy tak z panią rozmawiam, duch mi rośnie. I myślę sobie: idę po te pudła do piwnicy. I będą światełka, i będą święta, i będziemy śpiewać kolędy. Będziemy pamiętać o Staszku i o tym, jak wspaniale było, kiedy z nami był. A jednocześnie będziemy rozumieć, że ze śmiercią trzeba się pogodzić.

Okładka tygodnika WPROST: 52/2010
Więcej możesz przeczytać w 52/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 3
  • Alicja   IP
    Każdy śmierć bliskiej osoby przeżywa inaczej. Ja kiedy umarła moja Mama przestałam być dzieckiem i czuję się opuszczona, i Swięta to dla mnie wielka trauma. Wszystko jest już inne i nie tak radosne i beztroskie jak kiedyś. Byłam niestety jedynaczką i w Polsce nie mam rodziny a moje dzieci są oschłe, syn nawet potrafi nie złożyć życzeń , nie mówiąc już o tym , żeby zaprosił do obejrzenia choinki, czy na Wigilię.
    Mama była osobą pogodną, kreatywną i umiała celebrować Swięta i tamta atmosfera zostanie na zawsze.
    • bolo   IP
      Na plecach nieżyjącego męża pani Komorowska promuje się za wszelką cenę. Ludzie, którzy naprawdę przeżywają śmierć swoich bliskich, nie wywalają publicznie swoich bebechów. Jej żal i ból jest tak szczery, jak szczere są zapewnienia rządu Tuska, że te wszystkie podwyżki od 2011 roku, to wyłącznie dla naszego dobra. A przecież każdy wie, że na siłę szukają pieniędzy, aby zatkać ogromne dziury w budżecie, który wali się na łeb na szyję. Aby tylko do nowych wyborów, zeby je znowu wygrać i grabić przez następne 4 lata.
      • krystyna   IP
        wspolczuje pani bardzo, tez stracilam meza w 2009 roku umarl na swinska grype h1n1 bardzo tesknie za nim i swieta juz nigdy nie beda takie same jak kiedys.Co dzen placze ze nie usiadzemy razem do stolu bylismy malzenstwem przez 30 lat. Ciezko jest ciagle wracam do chwil kiedy byl ze mna,pozdrawiam.

        Spis treści tygodnika Wprost nr 52/2010 (1455)

        • Między Smoleńskiem a Big Brotherem 19 gru 2010, 12:00 Co w mijającym roku zrobiło największe wrażenie na zmysłach? Wzrok? Pewnie obraz wraku ze Smoleńska. Dźwięk – chyba wuwuzele w RPA. Dotyk – iPad. Węch – zapach ropy z wycieku BP w Zatoce Meksykańskiej. Smak? Pewnie smak najpopularniejszej u nas potrawy... 6
        • Łamanie opłatkiem i łamanie kołem 19 gru 2010, 12:00 Joachim Brudziński, jeden z frontmanów pis, ogłosił, że Donald Tusk „jest dziadowskim premierem i dlatego dzisiaj państwo polskie jest zarządzane po dziadowsku". Skąd u Brudzińskiego ta fascynacja „Dziadami"?... 10
        • Małaszyński, Rewiński i „brokeback mountain” 19 gru 2010, 12:00 Wszyscy wytykają Paulinie Papierskiej, zwyciężczyni „Tap Madl", że nie zna angielskiego. Chęć zorganizowania superintensywnego kursu dla laureatki wyraził producent Rinke Rooyens. Oj tam, oj tam – dziewczyna ma po prostu... 12
        • Tajemnice betlejemskiej nocy 19 gru 2010, 12:00 Czy Maria rzeczywiście była dziewicą? Czy Gwiazda Betlejemska to była kometa? Czego przestraszył się Herod? Ilu było mędrców – trzech, a może sześciu? I kiedy przyszli do Betlejem? 16
        • Moje najdziwniejsze święta 19 gru 2010, 12:00 Moje najdziwniejsze święta Manuela Gretkowska, Beata Pawlikowska, Artur Barciś, Władysław Bartoszewski, Paweł Althamer, Michał Ogórek, Krzysztof Krawczyk, Andrzej Żuławski, Stefan Chwin i Jan Nowicki opowiadają o swoich strasznych, dziwnych, egzotycznych, zabawnych, pamiętnych... 20
        • Szczęście już mieliśmy 19 gru 2010, 12:00 Właśnie odchodzi w przeszłość pewna epoka w polskiej polityce. Epoka niewiarygodnego wręcz fartu. Zła wiadomość jest taka, że ten fart się kończy. 26
        • Oświadczenie 19 gru 2010, 12:00 Agencja Wydawniczo-Reklamowa „Wprost" Spółka z o.o. w Warszawie, wydawca tygodnika „Wprost", oświadcza, że opublikowane w tygodniku „Wprost" w grudniu 2007 r. nr 51/52 w artykule „Taśmy Krauzego"... 33
        • Dobroczyńcy i złoczyńcy 19 gru 2010, 12:00 Jak zabijać na scenie, rozpaść się w życiu, posklejać się na podłodze i po 55 latach zobaczyć hipopotama na wolności – opowiada Anna Dymna. 34
        • Dom drży 19 gru 2010, 12:00 Wigilia u Henryki Krzywonos to małe wesele. Gdy zbiorą się wszystkie dzieci, ich żony i mężowie, wnuki, to do stołu zasiada 31 osób. A i dodatkowe miejsce jest zajęte przez niespodziewanego przybysza. 40
        • Byłeś wspaniały 19 gru 2010, 12:00 Staram się być dzielna, ale czasem się tej swojej dzielności dziwię. I zaczynam się wtedy zastanawiać, dlaczego nie płaczę od rana do wieczora. Może ze mną coś jest nie tak? Z Ewą Komorowską, wdową po wiceministrze obrony Stanisławie Komorowskim, który zginął w katastrofie... 44
        • Nowy alfabet Kisiela 19 gru 2010, 12:00 Kisiel. Czyli Tomasz Staliński. Czyli Jerzy Mrugacz. Czyli Julia Hołyńska. Kompozytor, prozaik, a przede wszystkim felietonista. Takim go znaliśmy. A jaki był prywatnie Stefan Kisielewski? Specjalnie dla Wprost „alfabet o Kisielu” przygotował jego syn Jerzy. 50
        • Przez śmierć do życia 19 gru 2010, 12:00 Popchnąć Kościół w przepaść, w którą sam zmierza. Paradoksalnie to dla niego jedyny ratunek – ocenia Tadeusz Bartoś. Bo polski Kościół zasługuje na jeszcze poważniejszą krytykę niż niedawny głośny list ojca Ludwika Wiśniewskiego. 56
        • Dusza jest w mózgu 19 gru 2010, 12:00 Lekarzowi nigdy nie wolno zwątpić. Wybitny neurochirurg Tomasz Trojanowski wie o tym dobrze, bo leczył pacjentów, którym nikt inny nie dawał już szans. 64
        • ABC książąt Podhala 19 gru 2010, 12:00 Komu nazwisko Bachleda-Curuś kojarzy się tylko z piękną Alicją, powinien odwiedzić Zakopane. Tam każdy mu powie, że klan Curusiów liczy ponad sto osób. Jest tak bogaty i potężny, że trzęsie całym Podhalem. 68
        • Justyna z Kasiny 19 gru 2010, 12:00 W zimie życie w Kasinie Wielkiej zamiera. Gdy Justyna Kowalczyk startuje w zawodach, przed telewizorami zasiadają całe rodziny. Nawet wiekowe staruszki, które nigdy sportem się nie interesowały, są teraz specjalistkami od narciarstwa biegowego. 74
        • Maratończyk 19 gru 2010, 12:00 Ta myśl pojawia się zawsze. Czasem na 20., czasem na 30., czasem na 37. kilometrze. Jakim idiotą trzeba być, żeby miesiącami skazywać się na wyrzeczenia i cierpienia tylko po to, żeby teraz móc pocierpieć jeszcze bardziej, tak do absolutnego kresu wytrzymałości. 80
        • Rodzina albo ucieczka 19 gru 2010, 12:00 Udręka, koszmar, nuda – narzeka większość polskich singli i opracowuje wymyślne strategie ucieczki od rodzinnej wigilii. Takich, którzy wigilijne spotkania lubią, jest wśród nich zaledwie garstka. Ale na koniec i jedni, i drudzy grzecznie zasiadają przy suto zastawionym... 86
        • Raz do roku w Ciechocinku 19 gru 2010, 12:00 Sylwester w Ciechocinku to dansingowe klimaty, wódeczka pod bryzola, dewolaj z zestawem surówek. Gusta muzyczne są konserwatywne, więc rock’n’roll nie cieszy się popularnością. 92
        • Straszne święta 19 gru 2010, 12:00 Czas świąt jest czasem okropnym. Zwłaszcza pod względem estetycznym i etycznym. Mówi się, że to czas rodzinny, duchowy, religijny i wspólnotowy. A to przecież czas kiczu i hipokryzji. I trudno powiedzieć – co gorsze? 96
        • Prawica czy bagno 19 gru 2010, 12:00 Nasze dwie główne partie nie są ani na prawicy, ani na centroprawicy. Obie zasiadają w bagnie. 98
        • Era możliwości 19 gru 2010, 12:00 Na naszych oczach rodzi się nowy porządek świata, ale wciąż jeszcze jest czas, by uniknąć gwałtownych wstrząsów, które zwykle towarzyszą podobnym przemianom. 100
        • Pięciu najdziwniejszych 19 gru 2010, 12:00 Może w szaleństwie jest metoda. Kaddafi, Berlusconi czy Zuma to przywódcy malowniczy do przesady. Ale wciąż są przy władzy. Czy ich ekscentryczność tylko przykrywa poważniejsze cele? 106
        • Wojna futbolowa po hiszpańsku 19 gru 2010, 12:00 Miliard ludzi na świecie obejrzał niedawne starcie Barcelony z Realem Madryt na Camp Nou. To potwierdzenie kilku tez. To nie jest wyłącznie mecz. To nie są tylko derby Europy. Tu idzie o piłkę w jej najlepszym i najbardziej globalnym wydaniu. 110
        • Gdy masz na imię Oprah 19 gru 2010, 12:00 Przez lata prowadziła najpopularniejszy program telewizyjny świata, kreowała mody, gusty, książki i gwiazdy. W Nowy Rok zainauguruje własną telewizję – Oprah Winfrey Network. Ma wszystko, chce jeszcze więcej. 114
        • To nie będzie koniec świata 19 gru 2010, 12:00 Ani rozpad strefy euro, ani hiperinflacja w Ameryce nie spowodują katastrofy w światowej gospodarce. No, może upadek Unii Europejskiej – ale ten przecież szalenie trudno sobie wyobrazić. Co nam grozi w przyszłym roku w ekonomii – opowiada prof. Witold Orłowski. 118
        • Złota wojna 19 gru 2010, 12:00 Wiele je łączy: dwie firmy z Poznania, dwie największe sieci jubilerskie w kraju. A jednak W.Kruk i Apart toczą z sobą zażartą walkę. Z wielkimi pieniędzmi w tle. 122
        • Świat w 10 osobach 19 gru 2010, 12:00 Oto subiektywny ranking 10 postaci, które były ważne dla światowej gospodarki w mijającym roku. Jedni byli po jasnej, inni po ciemnej stronie mocy. A kto gdzie był, niech czytelnik sam osądzi. 126
        • Wschód 19 gru 2010, 12:00 Nowa książka Andrzeja Stasiuka 132
        • Roman widmo 19 gru 2010, 12:00 Prawie cały rok spędził w areszcie, a jednocześnie święcił triumfy: na festiwalu w Berlinie, podczas gali Europejskich Nagród Filmowych. Roman Polański nie zostawia wątpliwości: co go nie zabije, to go wzmocni. 136
        • Hity na jeden dzień w roku 19 gru 2010, 12:00 Chwytliwa piosenka świąteczna to dla artysty interes życia, a często przepustka na wcześniejszą emeryturę. 140
        • Kultura 2010 19 gru 2010, 12:00 „Kapuściński non-fiction”, „The social network”, nowa płyta Kanye Westa. Jeśli tego nie czytaliście, nie widzieliście, nie słyszeliście, musicie szybko nadrobić zaległości. Bo zdaniem naszych recenzentów w kulturze w mijającym roku nie zdarzyło się nic... 144
        • Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Artystom 19 gru 2010, 12:00 Po moim pierwszym od lat koncercie rozbrzęczały się brzęczyki mojej komórki, przypomnieli sobie o mnie różni ludzie, posypały się gratulacje. Pojawiły się też zachęty, bym zagrał koncerty w całej Polsce. Pierwsze konkretne oferty zasmuciły mnie jednak bardzo. 148
        • Luksus. Ten prawdziwy 19 gru 2010, 12:00 Ubrań i butów z najwyższej półki nie zobaczymy w kolorowych magazynach ani na pokazach mody w Paryżu czy Mediolanie. aby je kupić, trzeba się zapisać na specjalne listy oczekujących, a na wykonanie czekać nawet kilka miesięcy. 150
        • W poszukiwaniu luksusu 19 gru 2010, 12:00 Rynek nieruchomości z segmentu premium jest w Polsce wciąż bardzo mały i poza kilkoma dużymi miastami właściwie nie istnieje. 156
        • Auto do podziwiania 19 gru 2010, 12:00 Do czego służy samochód luksusowy? Przede wszystkim ma dostarczać przyjemności z jazdy, ale także podkreślać prestiż społeczny właściciela. do prozaicznego przemieszczania się z punktu A do punktu B są przeznaczone zwykłe auta. 158
        • Sześć gwiazdek za sześć zer 19 gru 2010, 12:00 Najbardziej kosmiczną propozycję urlopu dla bogaczy przygotowała firma Space Adventures, która organizuje komercyjne loty poza ziemską atmosferę (www.spaceadventures.com). Podróż trwa od siedmiu do kilkunastu dni i jest poprzedzona... 160
        • Tiffany. I wszystko jasne 19 gru 2010, 12:00 Jest symbolem luksusu i elegancji. jego wyroby noszą najsłynniejsze gwiazdy, a przyszłe panny młode marzą o pierścionku zaręczynowym ukrytym w charakterystycznym niebieskim pudełeczku. Od ponad 150 lat firma Tiffany & Co. urzeka jubilerskim kunsztem, przyciągając klientów o... 164
        • Sekundy, godziny, miliony 19 gru 2010, 12:00 Zawieszamy na nich wzrok kilkadziesiąt razy dziennie, tak często, że staje się to odruchem. Dla wielu noszony na reku zegarek jest niczym wierny kompan, który zawsze służy pomocą. zdarza się, że z ulubionym zegarkiem nie rozstajemy się latami, by potem go przekazać następnemu... 168
        • Szampan na Nowy Rok 19 gru 2010, 12:00 Dobrze schłodzony kieliszek szampana potrafi dokonać cudów. Wraz z cudowną lekkością bytu zyskujemy przekonanie, że coś wygraliśmy, że właśnie naprawdę zostaliśmy królami życia. 172
        • Wigilijna historya chwalebna o Bronisławie, co naród w przyszłość prowadził 19 gru 2010, 12:00 Rok miał się już ku końcowi i – jak to zwykle bywa – nadeszła zima. Lecz ta, co przyszła, była inna niż zwykle. Tak zajadła i straszliwa, że wszelkie ptactwo – w tej liczbie i gołębie, i sikory – na kość... 174
        • Są granice, których nie przekroczy"oj tam, oj tam" 19 gru 2010, 12:00 Znajomy profesor opowiadał scenkę wczasową. wyjeżdżą człowiek, nie bardzo wie, kim są sąsiedzi w pokojach, ale proszę, znak za znakiem coś się klaruje. Widzi u sąsiada „tygodnik powszechny", aha… potem niewinny żart... 176
        • Jak bałwan z bałwanem 19 gru 2010, 12:00 Relacja z pierwszego kongresu bałwanów polskich. 178

        ZKDP - Nakład kontrolowany