Moje najdziwniejsze święta

Moje najdziwniejsze święta

Moje najdziwniejsze święta Manuela Gretkowska, Beata Pawlikowska, Artur Barciś, Władysław Bartoszewski, Paweł Althamer, Michał Ogórek, Krzysztof Krawczyk, Andrzej Żuławski, Stefan Chwin i Jan Nowicki opowiadają o swoich strasznych, dziwnych, egzotycznych, zabawnych, pamiętnych Wigiliach.
Kołysanka pod choinką

Stefan Chwin, pisarz

Chętnie wracam myślami do pierwszej Wigilii z moją świeżo poślubioną żoną, 40 lat temu. Oboje byliśmy bardzo młodzi – kiedy się pobraliśmy, ona miała 19 lat, ja 20. Zdecydowaliśmy się na ślub bardzo szybko, bo od  razu wiedzieliśmy, że to jest to. Byliśmy sami w naszym cudem zdobytym mieszkaniu na 10. piętrze gdańskiego wieżowca.

Na stole nie było za  wiele potraw, bo nie mieliśmy pieniędzy, ale mieliśmy za to siebie. Dopiero po naszej skromnej uroczystości pojechaliśmy do rodziców. Teraz będziemy obchodzić 40-lecie tego pierwszego wspólnego Bożego Narodzenia i z przyjemnością wspominam jego wyjątkowość. Takich momentów było więcej, chociażby wtedy, gdy tuż przed świętami urodził się nasz drugi syn, a jego kołyska stała pod choinką.

Często też wraca do mnie wspomnienie świąt z dzieciństwa. Miałem zaledwie kilka lat, kiedy ojciec pod choinką położył biały pakunek przewiązany czerwoną wstążką. I nagle paczka zaczęła się ruszać, a gdy rozwiązałem kokardę, wyskoczył z niej mały owczarek podhalański. Później ten pies uratował mi życie. Miałem pięć lat i poszedłem łowić ryby nad staw. Wpadłem do wody i zacząłem się topić. Na szczęście Kama złapała mnie za kołnierz i wyciągnęła na brzeg. Święta nie tylko wiążą się z przyjemnymi wspomnieniami, ale także z  czasem, kiedy zawsze, niezależnie od napięć, złych okresów życiowych, nastaje w naszym życiu spokój, następuje zawieszenie broni. To czas, kiedy taje dusza, która odmarza przy wigilijnym stole.

Zesłanie na eleganckiej Syberii

Manuela Gretkowska, pisarka

Kiedy myślę o świętach bożego narodzenia, przypominam sobie pierwszą Wigilię na emigracji, w 1988 r. I jestem szczęśliwa, bo mam wrażenie, że  gorszej już w moim życiu nie będzie, a przynajmniej taką mam nadzieję. Miałam wtedy dwadzieścia parę lat i byłam od paru miesięcy we Francji. Mieszkaliśmy z mężem w obozie dla uchodźców w Bretanii, w małym pokoiku, który bardziej przypominał wymalowaną na olejno celę niż mieszkanie. Nie  mieliśmy pieniędzy, więc nie było nas stać na choinkę ani na  przygotowanie świątecznych potraw. Zerwaliśmy jedynie kilka gałązek z  lasu i przystroiliśmy nimi stół, a na kolację zjedliśmy jakąś czerwoną zupę z proszku, która tylko kolorem przypominała tradycyjny wigilijny barszcz. Jednak nie to było najgorsze, najsmutniejsze było poczucie bezsilności i  osamotnienia.

To była moja pierwsza Wigilia poza Polską, z dala od  rodziny. Słuchaliśmy kolęd nadawanych z Wolnej Europy, ale słychać było kiepsko, raczej trzeba było się domyślać melodii, co dopełniało absurdalności naszego położenia. Miałam poczucie, że komunizm nigdy się nie skończy i nie wrócę już do  kraju. I to nie z własnej woli, ale z powodu decyzji politycznych, które zapadły gdzieś wysoko ponad moją głową. Za oknem rozciągała się sceneria zimowej Bretanii, leżącej na samym końcu Europy, za którą jest już tylko Ocean Atlantycki. Świadomość, jak daleko jesteśmy od Polski, jeszcze wzmagała poczucie osamotnienia.

Miałam wrażenie, że jestem jak na  zesłaniu na eleganckiej Syberii. Na domiar złego w pewnym momencie z  ogrzanych w pokoju leśnych gałązek powyłaziły przebudzone robaki. Zwisały zamiast choinkowych ozdób. Ta Wigilia stała się punktem odniesienia dla każdej następnej – to dzięki niej nauczyłam się doceniać święta, które spędzam z bliskimi, i cieszyć się każdą wigilijną potrawą.

Żurek w amazońskiej dżungli

Beata Pawlikowska, dziennikarka, podróżniczka

To był 2001 r., amazońska dżungla. Płynęłam rzeką przez okolicę rzadko odwiedzaną przez białych ludzi. W pewnym momencie mój przewodnik zauważył indiańską wioskę i postanowiliśmy przybić łodzią do brzegu. Nie  mogłam uwierzyć własnym oczom: na brzegu rzeki stały gliniane garnki pełne… świątecznego żurku! Tak przynajmniej wyglądało to na pierwszy rzut oka. Nieopodal siedziała w milczeniu wiekowa Indianka, która cały czas coś przeżuwała. Bardzo powoli, bez pośpiechu. Obserwowałam ją z  ciekawością, a w pewnej chwili ona pochyliła się nad garnkiem i wypluła do niego wszystko, co miała w ustach! Ha! Świąteczny indiański żurek okazał się piwem z manioku, fermentującym dzięki zawartości ludzkiej śliny.

Zgodnie z miejscowym zwyczajem musiałam wypić to indiańskie piwo pędzone na ślinie aż do dna. Po trzech czarkach masato wszyscy zaczęliśmy tańczyć. Kolęd rzecz jasna nie było. Nawet nie próbowałam wyjaśnić Indianom, czym jest Boże Narodzenie. Dla  Indian, którzy wcześniej nie zetknęli się nigdy z białym człowiekiem, nawet najprostsze pojęcia są zupełnie abstrakcyjne. Pamiętam, że kiedyś usiłowałam wytłumaczyć Indianom, co to jest klucz. Ale komuś, kto nigdy nie używał klucza, trudno to wyjaśnić. W przypadku narodzin Boga sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Dla niektórych plemion istnieją tylko złe duchy, nie mogłam więc powiedzieć, że Bóg się rodzi, bo  wywołałabym panikę.

Sam w celi

Władysław Bartoszewski, były minister spraw zagranicznych

Wigilię 1940 r. spędziłem w szpitalu obozowym w Oświęcimiu, miałem wtedy 18 lat. Do obozu trafiłem z łapanki we wrześniu, po tych kilku miesiącach w Oświęcimiu byłem już u kresu sił. Miałem wysoką gorączkę, zapalenie płuc, odmrożone ręce. Zawleczono mnie do szpitala po tym, jak zemdlałem na placu apelowym. Leżałem nieprzytomny przez wiele dni na  oddziale chorób zakaźnych. Ocknąłem się dzień przed Wigilią, byłem cały mokry. Leżałem na metalowym łóżku i było mi ciasno, bo obok mnie spał jeszcze jeden człowiek. Jego widok mną wstrząsnął: chory był straszliwie owrzodzony, bełkotał. Pamiętam, że SS-mani uczcili święta w szczególny sposób – pod dużą choinką stojącą na placu apelowym ułożyli górę ciał więźniów, którzy tego dnia zamarzli.

To była moja pierwsza i ostatnia Wigilia w obozie. Do dziś nie udało mi się ustalić, dzięki komu lub czemu wyszedłem z Auschwitz. Wiem tylko, że  o moje zwolnienie starali się jednocześnie ojciec i matka, każde na  własną rękę. Pewną rolę mogło odegrać to, że Niemcy szykujący się w 1941 r. do wojny ze Związkiem Radzieckim byli bardziej niż zwykle skłonni do  gestów mających świadczyć, że traktują więźniów humanitarnie. W niewoli spędziłem w sumie aż dziewięć Wigilii. Najbardziej zapamiętałem tę z  1946 r., którą spędziłem sam w celi izolacyjnej więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Aresztowano mnie kilka godzin wcześniej, a  strażnicy zamknęli mnie w celi i zapomnieli o moim istnieniu. Nie  dostałem nawet nic do jedzenia. Chodziłem w tę i z powrotem po małej celi, zastanawiając się, co przyniesie następny dzień. Najbardziej się martwiłem o to, czy rodzina wie, co się ze mną dzieje.

Czarno-biała Wigilia

Paweł Althamer, rzeźbiarz i performer

Najbardziej wbiła mi się w pamięć wigilia sprzed 18 lat, przede wszystkim dlatego, że ją sfilmowałem. W tym czasie miałem obsesję rejestrowania wszystkiego, chciałem zapisywać to, co wydawało mi się ważne, aby móc to ciągle na nowo przeżywać, na nowo interpretować. To  był jeden z moich pierwszych filmów, nakręciłem go przywiezioną z  Petersburga kamerą Łomo. Moi synowie mieli wtedy po dwa-trzy lata, przy stole była zgromadzona cała rodzina. Dość surowo oświetlona, czarno- To była moja pierwsza i ostatnia Wigilia w obozie. Do dziś nie udało mi się ustalić, dzięki komu lub czemu wyszedłem z Auschwitz.

Wiem tylko, że  o moje zwolnienie starali się jednocześnie ojciec i matka, każde na  własną rękę. Pewną rolę mogło odegrać to, że Niemcy szykujący się w 1941 r. do wojny ze Związkiem Radzieckim byli bardziej niż zwykle skłonni do  gestów mających świadczyć, że traktują więźniów humanitarnie. W niewoli spędziłem w sumie aż dziewięć Wigilii. Najbardziej zapamiętałem tę z  1946 r., którą spędziłem sam w celi izolacyjnej więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Aresztowano mnie kilka godzin wcześniej, a  strażnicy zamknęli mnie w celi i zapomnieli o moim istnieniu. Nie  dostałem nawet nic do jedzenia. Chodziłem w tę i z powrotem po małej celi, zastanawiając się, co przyniesie następny dzień. Najbardziej się martwiłem o to, czy rodzina wie, co się ze mną dzieje.

Przepowiednia dzikiego człowieka

Andrzej Żuławski, reżyser i pisarz

W 1973 r. byłem w Senegalu z moją ówczesną żoną Małgosią Braunek i  naszym synem. Mój ojciec był wtedy ambasadorem, miał dom w Dakarze. W  przeddzień Wigilii wyjechałem z miasta, by kupić prezent dla żony. W  pobliskim miasteczku znalazłem wyjątkową, ciężką, srebrną bransoletę. Gdy wróciłem do domu, zobaczyłem, że pilnuje go „dziki człowiek" –  szaman uzbrojony w łuk i zatrute strzały. Bali się go zarówno biali, jak i czarni, dlatego ojciec go zatrudnił. I rzeczywiście, nasz dom jako jedyny w białej dzielnicy nie został wtedy okradziony przez grasujące w  okolicy szajki rabusiów. Sama wieczerza zaczęła się normalnie. Były tradycyjne wigilijne potrawy: barszcz, pierogi, kutia. Złożyliśmy sobie życzenia i zaczęliśmy rozpakowywać prezenty.

I wtedy stała się niesamowita rzecz. Gdy chciałem założyć Małgosi bransoletę, ta wypadła mi z ręki i spadła na ziemię. Pękła dokładnie na pół. Do końca życia nie  zapomnę wyrazu twarzy mojej żony. Po zakończeniu Wigilii byłem jakiś nieswój. Coś mnie dręczyło, nie mogłem zasnąć, więc nie protestowałem, gdy „dziki człowiek", nasz nocny stróż, wyciągnął mnie z domu na  podwórze. Powiedział z przejęciem, że nasz dom jest oblężony przez złe duchy, pokazał mi nawet, jak te duchy się poruszają: twierdził, że  chodzą z rękami przyciśniętymi do ciała. Przekonywał, że grozi nam wszystkim niebezpieczeństwo. Gdy opowiedziałem mu o pękniętej bransoletce, ostrzegł: „Ona od ciebie odejdzie, ona ma już kogoś innego". A potem w kilku zdaniach przepowiedział mi przyszłość. Sprawdziło się wszystko, co od niego usłyszałem.

Ość w gardle

Michał Ogórek, satyryk

10 lat temu w wigilijny wieczór musiałem pojechać z mamą do laryngologa. W Katowicach, gdzie wtedy mieszkałem, ostry dyżur laryngologiczny był tylko w jednym szpitalu. Ogromny budynek był zupełnie opustoszały. Z  jednym wyjątkiem: na oddziale laryngologicznym było około stu osób, w  większości milczących. Nie mogli mówić z jednego powodu – wszyscy mieli w gardle ości z wigilijnego karpia, co wyjaśnił mi dyżurny lekarz. Nie  mogłem w to uwierzyć, ale on z największą powagą tłumaczył, że to  najzupełniej normalna sytuacja: „Jesteśmy na to przygotowani, co roku w  Wigilię mamy milczących".

Nóż, krew i kaletka maziowa

Artur Barciś, aktor

15 lat temu przeżyłem krwawą wigilię. Zaczęło się od błahostki: kupowałem choinkę i ukłułem się w oko igiełką drzewka, które trzymał stojący obok mężczyzna. Chwilę później zacząłem widzieć podwójnie, ale  zlekceważyłem to. Dopiero dzień przed Wigilią poszedłem do okulisty i  dowiedziałem się, że mam rozciętą rogówkę. Do domu wróciłem z zaklejonym okiem, ale to nie zwolniło mnie z przedświątecznych obowiązków. Wziąłem choinkę do łazienki i zacząłem ją ociosywać, by pasowała do stojaka. Ale  z zaklejonym okiem to nie jest proste: zamiast w pień wbiłem sobie nóż w  kolano. Tak głęboko, że straciłem przytomność. Żona w tym czasie odkurzała. Gdy weszła do łazienki, zobaczyła, że leżę bez ruchu w kałuży krwi. Zawiozła mnie do szpitala taksówką. Tam tłum, ale my nie mogliśmy czekać. Trafiliśmy na oddział transplantologii. Tam usłyszałem diagnozę: uszkodzona kaletka maziowa w kolanie. Ryknąłem śmiechem, na co lekarze spojrzeli na mnie jak na wariata. Nie mogli wiedzieć, że od dłuższego czasu intensywnie się zastanawiałem, co to jest kaletka maziowa i gdzie się znajduje. Grałem wtedy w sztuce „Mein Kampf" i jedna z  kwestii, jakie wygłaszał do mnie partner, brzmiała: „Nie interesuje mnie, czy masz grypę, czy chorą kaletkę maziową!".

Smutek i siła

Jan Nowicki, aktor

Na zawsze zapamiętam wigilię po ogłoszeniu stanu wojennego w 1981 r. W  kraju panował chaos. Zima była sroga, na drogach leżał śnieg, brakowało benzyny. Jechałem do domu siostry i zatrzymałem się, by zabrać człowieka, który też próbował dostać się do rodziny. Był podobnie jak ja rozbity psychicznie, ale w dziwny sposób rozmowa z nim dodała mi otuchy. Wieczorem dojechałem do celu. Było tak zimno, że gdy siostra otworzyła mi drzwi, buchnęła para. W czasie kolacji nie rozmawialiśmy o stanie wojennym. Zrozumiałem, że w takich okolicznościach Bóg wydaje się bliższy, choinka intensywniej pachnie. I uświadomiłem sobie, że ci, którzy odpowiadali za stan wojenny, nie są w stanie z nami wygrać. Bo  ludzie, którzy się spotykają w Wigilię z bliskimi, stanowią razem ogromną siłę.

Cudowne ozdrowienie

Krzysztof Krawczyk, piosenkarz

Boże narodzenie po wybuchu stanu wojennego spędziłem z moją żoną Ewą na  emigracji w USA. W naszej dzielnicy mieszkali głównie Polacy i we wszystkich oknach płonęły świeczki. Byliśmy odcięci od rodzin, nie  działały telefony, a z telewizji sączyły się tylko obrazy czołgów na  warszawskich ulicach. Zaprosiliśmy na wigilijną kolację didżeja pracującego w polskim radiu w Chicago. Tuż przed świętami rzuciła go  dziewczyna i kiedy mi o tym opowiadał, miał łzy w oczach. Pomyślałem, że  z nami przez chwilę o tym zapomni.

Tamten wieczór wspominałem z żoną kilkanaście lat później, już w Polsce, podczas zupełnie innej Wigilii. Ewa wyszła właśnie na przepustkę ze szpitala. Była bardzo chora, lekarze mówili, że nie ma już dla niej szans. A potem się okazało, że po Bożym Narodzeniu już nie wróciła do szpitala. I ta Wigilia już na zawsze będzie mi się kojarzyć z jej cudownym ozdrowieniem. Całkiem niedawno znajomy lekarz, zatwardziały ateista, powiedział mi, że musiały wtedy nad nią czuwać siły wyższe. A ja pamiętam, że w tamtą Wigilię śpiewaliśmy dokładnie te same kolędy co na emigracji. A „Lulajże, Jezuniu" brzmiało tak podobnie. Wigilijnych opowieści wysłuchali Anna Gram i Grzegorz Łakomski

Okładka tygodnika WPROST: 52/2010
Więcej możesz przeczytać w 52/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 4
  • aleksanderkara@gmail.com IP
    FARYZEUSZE KUPILI WPROST I ZAMIENIAJA JA W  DZIW..KE!! DA RADY LIS?? biale bedzie CZARNYM I AVICE WERSA
    • aleksanderkara@gmail.com IP
      POBOZNE ZDJECIE W BEZBOZNEJ GAZECIE obecnym WPROST DWULICOWOSC pierwsza KLASA
      • cdn IP
        Tak naprawdę to są święta brzucha. Makowiec, bigos, kluski z makiem, kiełbasa, kotlet schabowy, piwo itd, itd. Ale w święta brakuje Jezusa. Fakt, śpiewa się kolędy. Często pod wplywem alkocholu głośniej i częściej. O co chodzi? Czy na tym polega bycie chrześcijaninem? Jezus by zapewne wolał, żeby ludzie zamiast świętować jego urodziny, stosowali w codziennym życiu zasady, które podał. I tu mamy kolejny problem. Chrześcijanie nie znają Biblii, więc nie znają zasad. Bo gdyby znali wiedzieliby, że Jazus ani razu nie obchodził swoich urodzin. Jego pierwsi uczniowie też nie obchodzili jego urodzin. Zwyczaj ten był praktyką pogan. Jak podaje New Catholik Encyklopedia: \"Data narodzin Chrystusa jest nieznana. W ewangeliach nie podano dnia, ani miesiąca\"(1967, t.3 s. 656).Zasadą, której uczył Jezus, było mówienie prawdy. A tu proszę, zakłamanie.
        Jeszcze jedna sprawa. Ewangelia Łukasza podaje, że gdy Jezus się rodził, w krainie tej byli pasterze ze stadami przebywający nocą na polu.Wniosek: Jezus nie narodził się w grudniu! Kto w zimę wypasa owce nocą przebywając w polu? To nie była zima. Kler wmawia nam datę grudniową, ale to nie jest prawda!

        Spis treści tygodnika Wprost nr 52/2010 (1455)

        • Między Smoleńskiem a Big Brotherem 19 gru 2010, 12:00 Co w mijającym roku zrobiło największe wrażenie na zmysłach? Wzrok? Pewnie obraz wraku ze Smoleńska. Dźwięk – chyba wuwuzele w RPA. Dotyk – iPad. Węch – zapach ropy z wycieku BP w Zatoce Meksykańskiej. Smak? Pewnie smak najpopularniejszej u nas potrawy... 6
        • Łamanie opłatkiem i łamanie kołem 19 gru 2010, 12:00 Joachim Brudziński, jeden z frontmanów pis, ogłosił, że Donald Tusk „jest dziadowskim premierem i dlatego dzisiaj państwo polskie jest zarządzane po dziadowsku". Skąd u Brudzińskiego ta fascynacja „Dziadami"?... 10
        • Małaszyński, Rewiński i „brokeback mountain” 19 gru 2010, 12:00 Wszyscy wytykają Paulinie Papierskiej, zwyciężczyni „Tap Madl", że nie zna angielskiego. Chęć zorganizowania superintensywnego kursu dla laureatki wyraził producent Rinke Rooyens. Oj tam, oj tam – dziewczyna ma po prostu... 12
        • Tajemnice betlejemskiej nocy 19 gru 2010, 12:00 Czy Maria rzeczywiście była dziewicą? Czy Gwiazda Betlejemska to była kometa? Czego przestraszył się Herod? Ilu było mędrców – trzech, a może sześciu? I kiedy przyszli do Betlejem? 16
        • Moje najdziwniejsze święta 19 gru 2010, 12:00 Moje najdziwniejsze święta Manuela Gretkowska, Beata Pawlikowska, Artur Barciś, Władysław Bartoszewski, Paweł Althamer, Michał Ogórek, Krzysztof Krawczyk, Andrzej Żuławski, Stefan Chwin i Jan Nowicki opowiadają o swoich strasznych, dziwnych, egzotycznych, zabawnych, pamiętnych... 20
        • Szczęście już mieliśmy 19 gru 2010, 12:00 Właśnie odchodzi w przeszłość pewna epoka w polskiej polityce. Epoka niewiarygodnego wręcz fartu. Zła wiadomość jest taka, że ten fart się kończy. 26
        • Oświadczenie 19 gru 2010, 12:00 Agencja Wydawniczo-Reklamowa „Wprost" Spółka z o.o. w Warszawie, wydawca tygodnika „Wprost", oświadcza, że opublikowane w tygodniku „Wprost" w grudniu 2007 r. nr 51/52 w artykule „Taśmy Krauzego"... 33
        • Dobroczyńcy i złoczyńcy 19 gru 2010, 12:00 Jak zabijać na scenie, rozpaść się w życiu, posklejać się na podłodze i po 55 latach zobaczyć hipopotama na wolności – opowiada Anna Dymna. 34
        • Dom drży 19 gru 2010, 12:00 Wigilia u Henryki Krzywonos to małe wesele. Gdy zbiorą się wszystkie dzieci, ich żony i mężowie, wnuki, to do stołu zasiada 31 osób. A i dodatkowe miejsce jest zajęte przez niespodziewanego przybysza. 40
        • Byłeś wspaniały 19 gru 2010, 12:00 Staram się być dzielna, ale czasem się tej swojej dzielności dziwię. I zaczynam się wtedy zastanawiać, dlaczego nie płaczę od rana do wieczora. Może ze mną coś jest nie tak? Z Ewą Komorowską, wdową po wiceministrze obrony Stanisławie Komorowskim, który zginął w katastrofie... 44
        • Nowy alfabet Kisiela 19 gru 2010, 12:00 Kisiel. Czyli Tomasz Staliński. Czyli Jerzy Mrugacz. Czyli Julia Hołyńska. Kompozytor, prozaik, a przede wszystkim felietonista. Takim go znaliśmy. A jaki był prywatnie Stefan Kisielewski? Specjalnie dla Wprost „alfabet o Kisielu” przygotował jego syn Jerzy. 50
        • Przez śmierć do życia 19 gru 2010, 12:00 Popchnąć Kościół w przepaść, w którą sam zmierza. Paradoksalnie to dla niego jedyny ratunek – ocenia Tadeusz Bartoś. Bo polski Kościół zasługuje na jeszcze poważniejszą krytykę niż niedawny głośny list ojca Ludwika Wiśniewskiego. 56
        • Dusza jest w mózgu 19 gru 2010, 12:00 Lekarzowi nigdy nie wolno zwątpić. Wybitny neurochirurg Tomasz Trojanowski wie o tym dobrze, bo leczył pacjentów, którym nikt inny nie dawał już szans. 64
        • ABC książąt Podhala 19 gru 2010, 12:00 Komu nazwisko Bachleda-Curuś kojarzy się tylko z piękną Alicją, powinien odwiedzić Zakopane. Tam każdy mu powie, że klan Curusiów liczy ponad sto osób. Jest tak bogaty i potężny, że trzęsie całym Podhalem. 68
        • Justyna z Kasiny 19 gru 2010, 12:00 W zimie życie w Kasinie Wielkiej zamiera. Gdy Justyna Kowalczyk startuje w zawodach, przed telewizorami zasiadają całe rodziny. Nawet wiekowe staruszki, które nigdy sportem się nie interesowały, są teraz specjalistkami od narciarstwa biegowego. 74
        • Maratończyk 19 gru 2010, 12:00 Ta myśl pojawia się zawsze. Czasem na 20., czasem na 30., czasem na 37. kilometrze. Jakim idiotą trzeba być, żeby miesiącami skazywać się na wyrzeczenia i cierpienia tylko po to, żeby teraz móc pocierpieć jeszcze bardziej, tak do absolutnego kresu wytrzymałości. 80
        • Rodzina albo ucieczka 19 gru 2010, 12:00 Udręka, koszmar, nuda – narzeka większość polskich singli i opracowuje wymyślne strategie ucieczki od rodzinnej wigilii. Takich, którzy wigilijne spotkania lubią, jest wśród nich zaledwie garstka. Ale na koniec i jedni, i drudzy grzecznie zasiadają przy suto zastawionym... 86
        • Raz do roku w Ciechocinku 19 gru 2010, 12:00 Sylwester w Ciechocinku to dansingowe klimaty, wódeczka pod bryzola, dewolaj z zestawem surówek. Gusta muzyczne są konserwatywne, więc rock’n’roll nie cieszy się popularnością. 92
        • Straszne święta 19 gru 2010, 12:00 Czas świąt jest czasem okropnym. Zwłaszcza pod względem estetycznym i etycznym. Mówi się, że to czas rodzinny, duchowy, religijny i wspólnotowy. A to przecież czas kiczu i hipokryzji. I trudno powiedzieć – co gorsze? 96
        • Prawica czy bagno 19 gru 2010, 12:00 Nasze dwie główne partie nie są ani na prawicy, ani na centroprawicy. Obie zasiadają w bagnie. 98
        • Era możliwości 19 gru 2010, 12:00 Na naszych oczach rodzi się nowy porządek świata, ale wciąż jeszcze jest czas, by uniknąć gwałtownych wstrząsów, które zwykle towarzyszą podobnym przemianom. 100
        • Pięciu najdziwniejszych 19 gru 2010, 12:00 Może w szaleństwie jest metoda. Kaddafi, Berlusconi czy Zuma to przywódcy malowniczy do przesady. Ale wciąż są przy władzy. Czy ich ekscentryczność tylko przykrywa poważniejsze cele? 106
        • Wojna futbolowa po hiszpańsku 19 gru 2010, 12:00 Miliard ludzi na świecie obejrzał niedawne starcie Barcelony z Realem Madryt na Camp Nou. To potwierdzenie kilku tez. To nie jest wyłącznie mecz. To nie są tylko derby Europy. Tu idzie o piłkę w jej najlepszym i najbardziej globalnym wydaniu. 110
        • Gdy masz na imię Oprah 19 gru 2010, 12:00 Przez lata prowadziła najpopularniejszy program telewizyjny świata, kreowała mody, gusty, książki i gwiazdy. W Nowy Rok zainauguruje własną telewizję – Oprah Winfrey Network. Ma wszystko, chce jeszcze więcej. 114
        • To nie będzie koniec świata 19 gru 2010, 12:00 Ani rozpad strefy euro, ani hiperinflacja w Ameryce nie spowodują katastrofy w światowej gospodarce. No, może upadek Unii Europejskiej – ale ten przecież szalenie trudno sobie wyobrazić. Co nam grozi w przyszłym roku w ekonomii – opowiada prof. Witold Orłowski. 118
        • Złota wojna 19 gru 2010, 12:00 Wiele je łączy: dwie firmy z Poznania, dwie największe sieci jubilerskie w kraju. A jednak W.Kruk i Apart toczą z sobą zażartą walkę. Z wielkimi pieniędzmi w tle. 122
        • Świat w 10 osobach 19 gru 2010, 12:00 Oto subiektywny ranking 10 postaci, które były ważne dla światowej gospodarki w mijającym roku. Jedni byli po jasnej, inni po ciemnej stronie mocy. A kto gdzie był, niech czytelnik sam osądzi. 126
        • Wschód 19 gru 2010, 12:00 Nowa książka Andrzeja Stasiuka 132
        • Roman widmo 19 gru 2010, 12:00 Prawie cały rok spędził w areszcie, a jednocześnie święcił triumfy: na festiwalu w Berlinie, podczas gali Europejskich Nagród Filmowych. Roman Polański nie zostawia wątpliwości: co go nie zabije, to go wzmocni. 136
        • Hity na jeden dzień w roku 19 gru 2010, 12:00 Chwytliwa piosenka świąteczna to dla artysty interes życia, a często przepustka na wcześniejszą emeryturę. 140
        • Kultura 2010 19 gru 2010, 12:00 „Kapuściński non-fiction”, „The social network”, nowa płyta Kanye Westa. Jeśli tego nie czytaliście, nie widzieliście, nie słyszeliście, musicie szybko nadrobić zaległości. Bo zdaniem naszych recenzentów w kulturze w mijającym roku nie zdarzyło się nic... 144
        • Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Artystom 19 gru 2010, 12:00 Po moim pierwszym od lat koncercie rozbrzęczały się brzęczyki mojej komórki, przypomnieli sobie o mnie różni ludzie, posypały się gratulacje. Pojawiły się też zachęty, bym zagrał koncerty w całej Polsce. Pierwsze konkretne oferty zasmuciły mnie jednak bardzo. 148
        • Luksus. Ten prawdziwy 19 gru 2010, 12:00 Ubrań i butów z najwyższej półki nie zobaczymy w kolorowych magazynach ani na pokazach mody w Paryżu czy Mediolanie. aby je kupić, trzeba się zapisać na specjalne listy oczekujących, a na wykonanie czekać nawet kilka miesięcy. 150
        • W poszukiwaniu luksusu 19 gru 2010, 12:00 Rynek nieruchomości z segmentu premium jest w Polsce wciąż bardzo mały i poza kilkoma dużymi miastami właściwie nie istnieje. 156
        • Auto do podziwiania 19 gru 2010, 12:00 Do czego służy samochód luksusowy? Przede wszystkim ma dostarczać przyjemności z jazdy, ale także podkreślać prestiż społeczny właściciela. do prozaicznego przemieszczania się z punktu A do punktu B są przeznaczone zwykłe auta. 158
        • Sześć gwiazdek za sześć zer 19 gru 2010, 12:00 Najbardziej kosmiczną propozycję urlopu dla bogaczy przygotowała firma Space Adventures, która organizuje komercyjne loty poza ziemską atmosferę (www.spaceadventures.com). Podróż trwa od siedmiu do kilkunastu dni i jest poprzedzona... 160
        • Tiffany. I wszystko jasne 19 gru 2010, 12:00 Jest symbolem luksusu i elegancji. jego wyroby noszą najsłynniejsze gwiazdy, a przyszłe panny młode marzą o pierścionku zaręczynowym ukrytym w charakterystycznym niebieskim pudełeczku. Od ponad 150 lat firma Tiffany & Co. urzeka jubilerskim kunsztem, przyciągając klientów o... 164
        • Sekundy, godziny, miliony 19 gru 2010, 12:00 Zawieszamy na nich wzrok kilkadziesiąt razy dziennie, tak często, że staje się to odruchem. Dla wielu noszony na reku zegarek jest niczym wierny kompan, który zawsze służy pomocą. zdarza się, że z ulubionym zegarkiem nie rozstajemy się latami, by potem go przekazać następnemu... 168
        • Szampan na Nowy Rok 19 gru 2010, 12:00 Dobrze schłodzony kieliszek szampana potrafi dokonać cudów. Wraz z cudowną lekkością bytu zyskujemy przekonanie, że coś wygraliśmy, że właśnie naprawdę zostaliśmy królami życia. 172
        • Wigilijna historya chwalebna o Bronisławie, co naród w przyszłość prowadził 19 gru 2010, 12:00 Rok miał się już ku końcowi i – jak to zwykle bywa – nadeszła zima. Lecz ta, co przyszła, była inna niż zwykle. Tak zajadła i straszliwa, że wszelkie ptactwo – w tej liczbie i gołębie, i sikory – na kość... 174
        • Są granice, których nie przekroczy"oj tam, oj tam" 19 gru 2010, 12:00 Znajomy profesor opowiadał scenkę wczasową. wyjeżdżą człowiek, nie bardzo wie, kim są sąsiedzi w pokojach, ale proszę, znak za znakiem coś się klaruje. Widzi u sąsiada „tygodnik powszechny", aha… potem niewinny żart... 176
        • Jak bałwan z bałwanem 19 gru 2010, 12:00 Relacja z pierwszego kongresu bałwanów polskich. 178

        ZKDP - Nakład kontrolowany