Obywatel Bałtroczyk

Obywatel Bałtroczyk

Rolnik z Warmii nagrał się i puścił w radiu apel o niewybieranie skompromitowanego byłego prezydenta Olsztyna. Tak się zdarzyło po raz pierwszy w Polsce. I po raz pierwszy Bałtroczyk nie żartował.
Piotr Najsztub: Obywatelu Bałtroczyk, pierwszy raz się zdarzyło, żeby jakiś obywatel puszczał w radiu apel o głosowanie przeciw byłemu prezydentowi. Wyście to w Olsztynie uczynili. Co się nagle obywatelowi stało?

Piotr Bałtroczyk: Nie mam takiego przeświadczenia, że stałem się obywatelem nagle, znienacka, bo zawsze byłem stąd. Wróciłem do Olsztyna po latach mieszkania w Warszawie, jestem tu już znowu 20 lat, tu mam jakieś nieruchomości, tu mieszka mój młodszy syn, teraz ja też tu pomieszkuję z moją partnerką, kiedy nie mieszkamy na wsi.

Ale zamiast przy wódce psioczyć na kandydatów, zdecydował się obywatel na niestandardowe działanie.

Bo jak sobie uzmysłowiłem, że przez cztery lata mogę znowu patrzeć na Małkowskiego wychodzącego z ratusza, to pomyślałem sobie, że chyba tego nie wytrzymam. Już się napatrzyłem, widziałem, jak zarządzał tym miastem, znałem jego niecne uczynki i pomyślałem, że chyba już tego nie zniosę. Wyliczyłem sobie, że zaniechanie będzie mnie kosztowało więcej nerwów niż to, jak coś zrobię. I zrobiłem.

Pierwszy raz miał obywatel takie emocje?

Tak, nigdy wcześniej się tak nie angażowałem w politykę mimo wykształcenia w tym kierunku.

Zawsze obywatel chodzi na wybory?

Zawsze, od kiedy jestem pełnoletni.

Jak reagowali po apelu mieszkańcy? Ma pan rozpoznawalną twarz. Podchodzili, pukali się w czoło czy raczej pokazywali wyciągnięty kciuk?

Dzisiaj [rozmowa odbyła się w środę po wyborach] pierwszy raz szedłem przez miasto, przez moje Zatorze, gdzie się wychowałem i mieszkam, i kilka starszych osób groziło mi palcem, a kilka osób mówiło: panie Piotrku, gratulujemy, udało się, udało.

I tak stał się pan autorem nowego sposobu wpływania przez obywateli na wynik wyborów, jeśli mają pomysł i trochę pieniędzy.

Rzeczywiście, okazało się, że ja pierwszy na to wpadłem, co mnie zaskoczyło. A po prostu poszedłem do radia, w którym kiedyś pracowałem, bo pomyślałem sobie, że nadam tę antyreklamę. Zapytałem panią, ile kosztuje minuta, ona mi jeszcze powiedziała, jaki zwyczajowy rabat mogę dostać, nie wiedząc, o co chodzi. Pojechałem do domu, nagrałem to, przyniosłem, zapłaciłem i nadawali. Czy to jest pomysł do szerokiego stosowania? Nie wiem, ale sądzę, że już w następnych wyborach radio będzie miało więcej „obciążenia" w czasie reklamowym.

Czy angażowanie się w politykę to jest dobra droga dla ludzi rozrywki?

To jest moja praca. A poza tym jestem obywatelem. I w tym moim apelu o niegłosowanie na Małkowskiego nie było ani żartu, ani ironii, tylko raczej jazda po bandzie. Chciałem wpłynąć na wyborców, żeby ustrzegli Olsztyn przed domową hańbą i się udało, ale… Po pierwsze, 27 tysięcy ludzi na niego głosowało, a po drugie, 57 proc. olało głosowanie. Czyli ponad 60 tysięcy ludzi mieszkających w moim mieście płaci w nim podatki, śpi, ma dzieci, chodzi do szkół i ma gdzieś, kto nimi rządzi. To jest oczywista tragedia. A nie komedia. A w mojej dzielnicy on wygrał. A myślenie o tym, że dla 27 tysięcy ludzi w tym mieście jestem rodzajem publicznego wroga, trochę mnie obciąża.

A nie dodaje skrzydeł?

Nie jestem człowiekiem konfliktu.

W pańskim apelu było zdanie, że Małkowski to „obłudnik".

Bo jest obłudny.

Tak mi zapachniało konserwatyzmem parę sformułowań w tym apelu. Jest pan konserwatystą?

Myślę, że nie.

Na starość może?

Myślę, że nie. Dla mnie Małkowski nie miał prawa kandydować w tych wyborach jako człowiek, jako dawny wysoki urzędnik ministerstwa kłamstwa, facet, który po pierwsze, zaprzeczał istnieniu takiego państwa, jakie mamy teraz, po drugie, starał się zapobiec jego powstaniu. I teraz raptem, korzystając z pełni praw, usiłuje wmówić ludziom, że wszystko jest w porządku i nic się nie działo. Owszem, „kłamałem za pieniądze, kreśliłem teksty dziennikarzy za pieniądze, ale jestem w porządku". Do tego dochodzą obciążające go wciąż zarzuty obyczajowe. A on nie dokonał przecież żadnej ekspiacji, żadnej pokuty, oprócz tego, że był w Watykanie i tam raptem dostał…

Oleje święte?

Nie, przywiózł radnym różańce. To jest właśnie obłuda.

No to jest pan konserwatystą? Rodzina, honor, Bóg, ojczyzna?

Jako stary kawaler… No, nie mogę. Bóg raczej nie, bo ani nie jestem ochrzczony, ani wierzący. Honor? Myślę, że to jest coś takiego, co ułatwia patrzenie na siebie. A ojczyzna? Może gdybym zmienił tę ojczyznę na małą ojczyznę, toby było mi łatwiej.

Obywatelu kabareciarzu, czy dzisiaj kabarety mają do odegrania jakąś rolę społeczno-polityczną, kształtowania, formowania postaw politycznych albo oceniania polityki?

Myślę, że mogłyby mieć, ale sądzę, że uciekają od tego.

Dlaczego abdykują?

Kabaret stał się przekazem autorskim.

Zawsze taki był.

Nie zawsze tak było, teksty do przedwojennych kabaretów, teatrzyków pisali ludzie, którzy żyli z pisania tekstów. W tej chwili teksty, wszystkie niemal, są autorstwa ludzi, którzy w tych kabaretach występują, którzy grają często 20, 30 koncertów w miesiącu. Świat oglądają z samochodu, czasami z samolotu, bo raczej już nie z pociągu, gazety czytają w pośpiechu i w popłochu często, więc musi im brakować czasu na refleksję polityczno-społeczną. A nie mamy też w tej generacji autorów takiego kalibru jak Wojtek Młynarski, Stasiek Tym, którzy mogliby grać rolę podobnego „sumienia".

A najmłodsze kabarety mają emocje i teksty polityczne?

Nie, tworzywem są media, internet, konflikt potocznego myślenia z tym, co jest w sieci, świat reklamy. Polityki w tym nie ma.

Ma pan specyficzne doświadczenie, ogląda pan Polskę ze sceny. Jaka to widownia?

Branżowa bardzo, mniej gram biletowanych imprez. Raczej to są imprezy zamknięte. Wprowadziłem nawet taką typologię. Jak poznać, dla lekarzy jakiej specjalności występujesz? Jeśli to są kardiolodzy, to ze stołów najczęściej znika od razu szynka i wszyscy jarają szlugi bez filtra. Jak są okuliści, to narzekają, że siedzą za daleko. Jak są ginekolodzy, to występują chippendalesi.

Polacy chcą się śmiać?

Bardzo i chcą się śmiać coraz głośniej. Żeby natomiast wywołać ten głośny śmiech, potrzeba coraz mniej środków i to jest, myślę, bolączka naszego środowiska. Czytałem rozmowę z panem Krzysztofem Kowalewskim. On patrzy krytycznie na to, co widzi w telewizji, mówi, że to nie jest kabaret, tylko to jest wygłup, chłopak przebrany za babę i krzyczący coś tam. Kiedyś kabaret był kabaretem aktorów, to byli zawodowcy, dla których teksty pisali zawodowcy. I oni umieli grać „cienko", nie musieli „grubo". Jak w tej anegdocie o Sinatrze, którego Mick Jagger zapytał: „Dlaczego pan tak cicho śpiewa?". A Sinatra mu na to: „Bo umiem". Tak samo ci aktorzy mogli zagrać „miny”, bo oni to umieli zrobić. A teraz jak patrzę na takie „dociśnięte” rzeczy, z przerysowanymi puentami, to nie za bardzo mi się to podoba.

To tworzy taką spiralę, która was zabije, bo będziecie musieli coraz „grubiej" i w końcu już tylko trzeba będzie bekać na scenie, żeby wywołać salwy śmiechu.

Jest takie niebezpieczeństwo. Już po zeszłorocznym festiwalu Top Trendy powiedziałem mojemu agentowi, że nie chcę prowadzić więcej telewizyjnych, estradowych rzeczy, tych maratonów kilkugodzinnych. Towarzystwo nie zawsze mi się podoba, a poza tym w tym wieku powinienem ograniczać czas pobytu na scenie, a nie sześć godzin siedzieć za kulisami i czekać, aż się skończy.

A wstydził się pan kiedyś na scenie za...

Za koleżeństwo?

Tak.

Miewałem takie dojmujące poczucia hańby.

Jak to się czuje?

Mam takie pojmowanie swojego zawodu: to jest funkcja usługowa, mam zrobić dobre miejsce koledze, który wejdzie na scenę, i wyegzekwować oklaski, gdy kolega zejdzie ze sceny. To jest czasami trudne. A ten rodzaj hańby to nie jest jakieś fizjologiczne uczucie, że mnie coś piecze, ale myślę sobie: Bałtroczyk, k…a, po co ci to!? Dlaczego!? Przecież nie musiałeś tego robić ty?! Kilka razy mi coś takiego towarzyszyło.

I tam m.in. zleciało panu 49 lat. Czy aby nie przeputał pan tych ostatnich 25 lat?

W znacznej mierze przeputałem… Chociaż jak wracam do domu po kilku dniach w trasie, to jestem najszczęśliwszym człowiekiem na całym świecie albo w okolicach przynajmniej, a potem posiedzę cztery, pięć dni i zaczyna mnie nosić.

Rolnikiem jest pan ze strachu przed ostatecznym przeputaniem życia? Ubawiłem się, czytając, że uprawia pan sto hektarów, zboża jare i ozime...

Teraz jeszcze gospodarstwo zmienia profil na ekologiczny, więc mam już orkisz posiany, będę łubiny uprawiał i zajmował się przetwórstwem, od dawna mam już zabytkowy wodny młyn.

Niewierzący chłop polski to jest mało standardowe. A pan jest takim prawdziwym gospodarzem, chodzi po polu i patrzy, jak rośnie?

Chodzę i patrzę. Mam zarządcę, kwalifikowanego rolnika, jednak strategię ustalamy razem. Gospodarstwo jeszcze nie funkcjonuje bez zewnętrznego finansowania. Mam nadzieję, że może w przyszłym roku się wyzeruje. Już mam wszystkie maszyny, kombajn, dwa ciągniki, jakieś rozrzutniki, siewniki, mam bazę magazynową na zboża i będę sprzedawał mąkę. Zacząłem kupować ziemię, żeby nikt się z boku nie zbudował, ale w którymś momencie stwierdziłem, że już jest tego tyle, iż można coś z tym zrobić, potem trochę wydzierżawiłem i już poszło! To bardzo wciągające, chociaż dziczeję od tego, bo jak tam mieszkam głównie sam i kiedy wychodzę na te pola zaśnieżone, nic się nie dzieje, zwłaszcza zimą, to mnie to skłania do rozpasanego alkoholizmu.

Wymyślił pan nawet dla siebie termin „alkoholista", żeby uniknąć podejrzeń o alkoholizm.

Niestety, w związku z podupadłym chwilowo zdrowiem jest z tym trochę gorzej, ale robię, co mogę.

Potrafi pan sobie siebie wyobrazić za pięć, dziesięć lat, jako już tylko rolnika?

Potrafię i to mi sprawia dużą przyjemność. Chociaż ostatnio myślę, że chcę zostać milionerem, na wszelki wypadek. Ostatnio znowu leżałem w szpitalu, bo tworzą mi się jakieś zakrzepy, nie wiadomo dlaczego, trwa ustalanie przyczyn mojej choroby, jakiś nowotwór czy co, robię sobie zastrzyki codziennie w brzuch, żeby się nie tworzyły skrzepliny, a miałem już dwa zawały.... I zacząłem się zastanawiać, co to będzie, gdybym nagle teraz odjechał? Jedno dziecko jest na swoim, drugie dziecko ma 18 lat, mieszka z matką, jakoś wspomagam ich wszystkich. A gdybym teraz odleciał, to co oni zrobią beze mnie? I postanowiłem, że zostanę milionerem, i teraz będę jadł tylko suchy chlebek i wszystko odkładał.

Myśli pan, że milionerem zostaje się, oszczędzając? Milionerem się zostaje, zarabiając miliony!

Nie ma już takiej woli. Jak się wraca po kolejnej nocy przesiedzianej w samochodzie, a ja robię to od 25 lat, to myśl o wyjeździe staje się dolegliwie przykra. A później wyjeżdża się i trafia do brudnej sali, jakiegoś organizatora, który nie kuma. To nie jest świat dla mężczyzny w moim wieku.

Pan jest chałturnikiem?

Nie, jeżeli za chałturnika uważa się kogoś, kto jest nieprzygotowany i daje ciała albo traktuje tę pracę tylko i wyłącznie zarobkowo. Nie jestem chałturnikiem, nie było tak, żebym odpuścił.

Sporo osób uważa, że głównie pan się śmieje z własnych dowcipów. Bolą takie opinie?

Nie, bo nie da się na szczęście zaspokoić wszystkich. Ale śmieszą mnie niektóre żarty, które opowiadam, i rzeczywiście, jak zaczynam je mówić, a znam puentę, to sam się gotuję.

Na przykład?

Bardzo bogaty Amerykanin kupił sobie najlepszy na całym świecie sejf, żeby w tym sejfie schować swoje precjoza. Ale nie był przekonany, czy jest rzeczywiście najlepszy. Wezwał trzy najlepsze ekipy kasiarzy, żeby spróbowały ten sejf otworzyć. I mówi im: wchodzicie do tego pomieszczenia, tu jest sejf, w nim są brylanty, diamenty, tajne akta IPN, wszystko, co chcecie, gaszę światło i macie 30 sekund na otwarcie tego sejfu. Jak otworzycie, wszystko jest wasze. Pierwsi weszli Rosjanie, po 30 sekundach zapalił światło, wódka była rozlana do kieliszków, ale nic nie było zrobione. Potem weszli Francuzi, po 30 sekundach zapalił światło, rogalik nadgryziony, fajka zapalona, ale nic się nie zaczęło z sejfem dziać. Weszli Polacy, po 30 sekundach zapala światło, ale światło się nie zapala… I w ciemności słychać głos: Jarek, mamy w cholerę kasy, po co ci jeszcze ta żarówka?! I jak zaczynam to opowiadać, to już się śmieję.

Starzy kabareciarze uważają, że dowcipy należy opowiadać z kamienną twarzą…

Są takie rzeczy, które opowiadam z kamienną twarzą, ale kiedy już jesteśmy „na fali" razem z publicznością, wtedy mnie to niesie.

Są tabu w kabarecie, był papież, teraz Smoleńsk… Czy myśli pan, że przyjdzie czas, że Smoleńsk pojawi się w kabarecie?

Już się pojawiła krypta wawelska i prezydent Kaczyński, ale to w takiej konkurencji hardcore podczas festiwalu kabaretowego, gdzie trzeba zrobić dowcip nieakceptowany. U mnie Smoleńsk się nie pojawi nigdy i też prywatnie nie opowiadam żartów związanych z tą katastrofą. Papież się u mnie pojawił… Przychodzę do kolegi, który ma wypożyczalnię DVD, a on płacze ze śmiechu, kula się po podłodze… Pytam: co ci się stało, Witek? A on: słuchaj, nie uwierzysz… Przyszła do mnie taka blondynka miła, znajoma i mówi: „Panie Witku, czy ma pan może film »Jan Paweł«, bo dwójkę już widziałam?".

Więc nie jest pan zwolennikiem żydowskiego wynalazku, że śmiejemy się z wszystkiego, żadnych tabu, bo to jest tylko żart, nieświadczący o naszym braku szacunku?

We mnie są takie tabu na pewno. I dla mnie Smoleńsk jest wciąż za świeżą raną.

Zdarzają się panu takie występy, kiedy nic nie działa, jest orka w betonie?

Kilka razy mi się zdarzyło, to była branża mechaniczna, byli też jacyś inżynierowie. Było ciężko.

I co się wtedy dzieje?

Stoisz obok siebie i patrzysz na tego człowieka, który się męczy na scenie. I trzeba jakoś dojść do tego upragnionego końca tak, żeby nie było hańby. Wszystko robisz najlepiej, jak potrafisz, a tutaj nie ma żadnej reakcji. To nierówna walka, ale „gra się tak, jak przeciwnik pozwala".

I mówi pan ze sceny: no, ludzie, śmiejcie się...

Nigdy. A często na takich imprezach zamkniętych – szczególnie jeśli jest zasiadana, przy stolikach, sala duża, szerokości stu metrów, a ja stoję na środku, nie ma telebimów, pokazujących moją twarz, która czasem jest ważna – ten pierwszy stolik siedzi i tak znudzony patrzy na mnie ze wzrokiem mówiącym „baw mnie, baw mnie".

Czy polski widz nie jest już znudzony wszechobecnymi kabaretami w telewizji?

Po słupkach oglądalności widać, że jest. Kabarety do pewnego momentu dobrze się sprawdzały w telewizji, ale już przestały, zwłaszcza w telewizji publicznej. Kabaretony Dwójki, tak popularne kiedyś Mazurska Noc Kabaretowa czy koszaliński festiwal osiągają ułamkową część tego, co osiągały kiedyś. Rynek jest przesycony.

Czyli jakaś epoka się kończy?

Już się skończyła. Programów kabaretowych jest tak dużo i są często tak niedobre, chaotyczne albo estetycznie dla mnie nie do przyjęcia, że zamienia się to powoli w jakiś rodzaj telewizyjnego obciachu.

Okładka tygodnika WPROST: 51/2010
Więcej możesz przeczytać w 51/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 15
  • A fe PO   IP
    Co za radość mnie opanowała,gdy usłyszałam ,że pan Bartłoczyk publicznie potępił tego zboczeńca Małkowskiego.Skutek jest znany i też bardzo się cieszę.Jednak co do autora tego artykułu,to mam wrażenie,że raczej potępił pana Bartłoczyka.
    Szkoda,że w Sopocie nikt nie odważył się na krytykę Karnowskiego z siedmioma zarzutami prokuratorskimi.Za to sam Przewodniczący PE Buzek wsparł skorumpowanego urzędnika ,żeby nadal mógł być korumpowany.To się nazywa majestat i powaga urzędnicza.Gratuluję.
    • Wroc   IP
      Jakie wartości są podkreślane najczęściej w tekstach pisanych przez tego pana?
      Czy pan Najsztub podkreślał wartości patriotyczne?
      Czy był/jest dziennikarzem profesjonalnym?

      Ktoś mi napisał, że jest przekonany o niedorozwoju wychowawczym pana Najsztuba, pana Lisa i .... (oj lista długa )odziedziczonym po przodkach!
      Czy to jest prawda?
      Częściej chciałbym móc przeczytać teksty, które mówią nam o patriotyźmie niż przypominaniu jak potrafimy być narodem kłótliwym.
      A może drodzy nam \"pismacy\" nie potrafią pisać do ludzi nie dzieląc ich na takich czy owakich wywołując w ten sposób wojenki małe i duże.
      Jakimi ci ludzie są obywatelami kraju w ocenie publiczności? Czy ktoś kiedyś się pokusił informację zwrotną na swój temat?
      Pozdrawiam wszystkich serdecznych ludzi
      • cadyk z Radomska   IP
        Zajrzałem zobaczyć czy ten przejęty prze UBekistan tytuł już padł. Jeszcze dyszy gadzina !
        • betti   IP
          Panie Najsztub myślałam ,że będzie pan nie zależneym uczciwym dziennikarzem, a kończy pan jako lew salonowy bez charakteru.
          • łobuzerka   IP
            Ten bydlak przegrał i to jest ważne. A Bałtroczyk, no cóż ślubu nie ma, dzieci nieślubne ma, sodoma i ta druga. Każdy robi to, co najlepiej umie. A Piotrek najlepiej z kogoś lubi się ponabijać, chociaż samokrytykę też uprawia, sama słyszałam.

            Spis treści tygodnika Wprost nr 51/2010 (1454)

            • Sojusznik czy protegowany 12 gru 2010, 12:00 Na świecie zastanawiają się, jakie będą dalekosiężne skutki przecieków z WikiLeaks. U nas zastanawiać się nie trzeba. Już wiadomo. Wskutek wycieku nastąpiła zmiana filozofii naszej polityki zagranicznej. 4
            • Na skróty 12 gru 2010, 12:00 Prezydent na łowach – Jeśli mamy razem iść na wielkie polowanie, to najpierw musimy mieć pewność, że nasz dom, nasze kobiety, nasze dzieci są bezpieczne – powiedział Bronisław Komorowski po spotkaniu z Barackiem Obamą.... 6
            • Wielkie Polowanie 12 gru 2010, 12:00 Bronisław Komorowski odniósł pierwszy dyplomatyczny sukces. Podczas wizyty w Waszyngtonie umówił się na polowanie z Barackiem Obamą. Polski prezydent postawił warunek. „Jeśli mamy iść na wielkie polowanie, to musimy mieć... 9
            • Breakdance w Ostrołęce 12 gru 2010, 12:00 Gdy zobaczyłem okładkę płyty „Tomasz Szymuś Orkiestra", myślałem, że to projekt charytatywny, a Szymuś to taki studencki Owsiak, który walczy o zniżki w barach mlecznych dla swoich kamratów z uniwerku. Okazało się, ze... 10
            • Bez znieczulenia 12 gru 2010, 12:00 Czas taryfy ulgowej się skończył. Leszek Balcerowicz nie jest już adwokatem rządu. Jest jego wybitnie surowym krytykiem. 16
            • Skok pulsu 12 gru 2010, 12:00 Cztery miesiące letargu i nagłe ożywienie – to najkrótsze podsumowanie prezydentury Bronisława Komorowskiego. Ale niewiele wskazuje na to, że po spotkaniach z Dmitrijem Miedwiediewem i Barackiem Obamą prezydent utrzyma tempo. 22
            • Zachód jest fikcją 12 gru 2010, 12:00 Wojna polsko-polska to okres wymiotów – ocenia wybitny historyk Norman Davies. 26
            • Sami swoi 12 gru 2010, 12:00 PiS i PJN są niczym potiomkinowskie wsie. Nieźle wyglądają oglądane z większej odległości. Jednak w rzeczywistości jedna z tych formacji właśnie została boleśnie upokorzona, a druga dostaje kosza za koszem. 32
            • Oświadczenie 12 gru 2010, 12:00 Agencja Wydawniczo-Reklamowa „Wprost" Spółka z o.o. w Warszawie, wydawca tygodnika „Wprost", oświadcza, że opublikowane w tygodniku „Wprost" w grudniu 2007 r. nr 51/52 w artykule „Taśmy Krauzego"... 35
            • Dyzma w mieście Zulusów 12 gru 2010, 12:00 W Wałbrzychu od dawna nikt już nie udaje. Wybory się kupuje, stołki obsadza swoimi. Działacze wymieszali się z lokalnymi mediami tak bardzo, że już nikt nie wie, kto z kim gra. I o co. 36
            • Obywatel Bałtroczyk 12 gru 2010, 12:00 Rolnik z Warmii nagrał się i puścił w radiu apel o niewybieranie skompromitowanego byłego prezydenta Olsztyna. Tak się zdarzyło po raz pierwszy w Polsce. I po raz pierwszy Bałtroczyk nie żartował. 40
            • Prezydencki komiks 12 gru 2010, 12:00 Wizyta pana prezydenta w USA dostarczyła materiału na kolejny rozdział komiksu „Sarmata prezydentem”. 46
            • Słodkie idee PJN 12 gru 2010, 12:00 Deklaracja PJN to dokument nadzwyczaj sympatyczny, tylko kompletnie niemożliwy do zrealizowania w polityce. 48
            • Atak Świętego Mikołaja 12 gru 2010, 12:00 Rozpylany w powietrzu aromat pieczonego ciasta, zapach igliwia oraz nastrojowa muzyka – to triki handlowców, którzy już od listopada starają się przekonać nas, że czas ruszyć na świąteczne zakupy. Siła marketingowej manipulacji jest tak wielka, że nawet połowę... 52
            • Swietłany, Ludmiły, Iriny 12 gru 2010, 12:00 Sprzątają nasze domy od świtu do nocy, nie dojadają i nie dosypiają, każdy uciułany grosz wysyłają do domu na Ukrainę. Choć teraz przed świętami słaniają się ze zmęczenia, nie narzekają na harówkę ani na wygórowane wymagania pracodawców. Socjologom, którzy zbadali, jak żyje im... 56
            • Szczęki 2010 12 gru 2010, 12:00 Po atakach rekinów w Szarm el-Szejk lekka panika. Ale winni są raczej ludzie, a nie rekiny. 60
            • Uśmiech, optymizm, praca, praca, praca 12 gru 2010, 12:00 "Wielki sukces książki Krzysztofa Ibisza! Widać, że jak pisze się z pasji, czytelnicy to doceniają. Oby tak dalej, a będziemy wszyscy zdrowi, szczęśliwi i wysportowani" – ogłosił prezenter na swojej stronie internetowej,... 62
            • Car futbolu 12 gru 2010, 12:00 To będzie opowieść o jednym z najpotężniejszych ludzi na świecie. O korupcji i wielkich pieniądzach. Szef FIFA Sepp Blatter rządzi futbolem niczym wschodni satrapa – jego wola jest prawem. Organizacja, którą włada, to dziś prawdziwe mocarstwo. 66
            • Baron germański 12 gru 2010, 12:00 Młody, przystojny, bogaty, arystokrata, z piękną żoną. Niemcy za nim szaleją. Jeśli nie nastąpi polityczny kataklizm, baron Karl-Theodor zu Guttenberg będzie kolejnym kanclerzem. 70
            • Murdoch kontra Obama 12 gru 2010, 12:00 Tym razem odpowiedź będzie bez niuansów. Nie przesadziła. Prawda jest bowiem taka, że to nie Biały Dom zdecydował się wypowiedzieć wojnę kanałowi Ruperta Murdocha za to, że kanał ów wykazał się dziennikarską dociekliwością. Nie:... 72
            • Lew podnosi głowę 12 gru 2010, 12:00 Nawet przywódcy państw arabskich namawiali USA na zbombardowanie Iranu, by „uciąć głowę węża”. Świat się boi, że Teheran chce wyprodukować broń nuklearną. 74
            • Euro – stary pieniądz 12 gru 2010, 12:00 Ewentualny upadek euro nie opłaci się nikomu. Ale w czasach, gdy zaczyna o nim mówić nawet kanclerz Angela Merkel, coraz trudniej go wykluczyć. 76
            • Władca długów 12 gru 2010, 12:00 Bill Gross zarządza majątkiem trzykrotnie większym niż roczne PKB polski, a swoją pozycję umacnia, gdy… wybuchają kryzysy. Liczą się z nim nawet w Białym Domu, bo systematycznie pomaga ratować dolara. Czy uratuje go również teraz i czy znów zarobi na tym fortunę? 80
            • Nie drażnić limfocytów! 12 gru 2010, 12:00 Choć nadciśnienie tętnicze dotyka 30 proc. dorosłych ludzi, jego przyczyny wciąż są dla naukowców tajemnicą. Jej rąbka uchyla polski badacz prof. Tomasz Guzik, alergolog. Co alergolog może wiedzieć o nadciśnieniu? Na tyle dużo, by dokonać ważnego odkrycia w tej dziedzinie. 84
            • Dziewięć lat po „Pasji” 12 gru 2010, 12:00 W 2001 roku pokazała „Pasję”, fotografię męskich genitaliów wkomponowanych w krzyż. Później był wielki skandal, wieloletni proces, wreszcie uniewinnienie. Dorota Nieznalska rozlicza się z tym czasem na otwartej właśnie w Gdańsku wystawie „Selekcja”. 86
            • Hajs, hajs, hajs 12 gru 2010, 12:00 Niedawno rapował o katastrofie smoleńskiej. Dla sukcesu zdecyduje się na wszystko? Tede – pierwszy polski raper, który zauważył, że muzyka to biznes – wraca z płytą „Notes 3D”. 90
            • Kicz ponadczasowy 12 gru 2010, 12:00 W czasach PRL Marek Piestrak chciał być polskim Stevenem Spielbergiem. Jednak po latach częściej jest porównywany do Eda Wooda. Jego filmy wciąż się ogląda, bo są tak złe, że aż dobre. 92
            • Instrukcja obsługi człowieka 12 gru 2010, 12:00 Wielu rzeczy mógłbym uniknąć, gdybym w odpowiednim czasie dostał instrukcję obsługi własnego ciała. 98
            • Święta Magdy Gessler - Tradycja 12 gru 2010, 12:00 Polska choinka musi być kolorowa i radosna, wywołująca emocje. Trwa moda na choinki jednokolorowe, która mi się nie podoba. Choinka ma cieszyć, więc musi być trochę kiczowata. 100
            • Święta Magdy Gessler - Kapusta z grzybami 12 gru 2010, 12:00 To danie wyjątkowe. Ja i moje dzieci co roku bardzo na nie czekamy. Kapusta z grzybami była popisową potrawą mojej mamy i chyba w takiej wersji, w jakiej ją pamiętam, jest nie do odtworzenia. Nie mam pojęcia, jakie czary odprawiała nad kapustą moja mama, ale to danie co roku... 102
            • Święta Magdy Gessler - Barszcz i zupa grzybowa 12 gru 2010, 12:00 W moim domu barszcz przyrządza się z pieczonych buraków. Nie ma mięsa, bo nie ma prawa mieć, ale są prawdziwki, które świetnie je zastępują i poza smakiem zmieniają również kolor barszczu. Robi się bardziej brunatny, bardziej wigilijny. 106
            • Święta Magdy Gessler - Ryba? Karp! 12 gru 2010, 12:00 Po podzieleniu się opłatkiem delektujemy się najlepszym śledziem na świecie, od którego w dużej mierze zależy udana wigilia. To bardzo trudne danie, niewiele osób potrafi je dobrze przygotować. Wyręczają nas supermarkety, gdzie można kupić formy filetowe, które zdecydowanie... 108
            • Święta Magdy Gessler - Prezenty! I coś słodkiego... 12 gru 2010, 12:00 Wigilijny deser jest szczególnie wyczekiwany przez dzieci, bo właśnie przed deserem pędzą pod choinkę po prezenty. Każdy podarunek musi być zapakowany ręcznie i z miłością. Stawianie pod choinką prezentów w torbach, w których je kupiliśmy, odziera je z indywidualności.... 110
            • Orła wrona nie pokona 12 gru 2010, 12:00 Zima wydobywa z nas to, co najgorsze? Uważajcie na dziką lustrację zimową. Oto kilka zasad, których trzeba się trzymać: 112
            • 13 grudnia, czyli jak działa Magiczna Zasłona 12 gru 2010, 12:00 Opis: Ten posępny zamek znamy wszyscy. To oczywiście wymarzona szkoła każdego malucha, czyli Hogwart. Trwają wakacje, więc Harry’ego Pottera akurat nie ma. Są natomiast uczniowie z kursów wakacyjnych, którymi szkoła dorabia sobie... 112
            • Świąteczna okazja 12 gru 2010, 12:00 Premier Donald Tusk, gdy ma pustą kasę, zawsze napada na ten zamek w królestwie, który jest najsłabiej broniony. 114

            ZKDP - Nakład kontrolowany