Dzieci po chemii

Dzieci po chemii

Lekarze doradzali im aborcję, ale one postanowiły donosić ciążę. Dziś przekonują inne kobiety, że można chorować na raka i urodzić zdrowe dziecko.
Magdalena Prokopowicz: – Gdy byłam w dziewiątym miesiącu ciąży, media rozpisywały się o Annie Radosz, chorej na złośliwego czerniaka Polce mieszkającej w Szkocji, która zrezygnowała z chemioterapii, by urodzić dziecko. Było mi ciężko, bo tamtą kobietę nazywano bohaterką i  proponowano, by ją beatyfikować, a ja wzięłam chemię, by się ratować. I  bez końca zadawałam sobie pytanie, czy nie zabijam mojego dziecka.
Ewelina Wszeborowska: – Strasznie się bałam. Nie o siebie, tylko o  dziecko. Gdy brałam drugą serię chemii, poszłam na pomiar tętna płodu. A  lekarz stwierdził, że należy usunąć ciążę, bo dziecko jest martwe. Wyszłam z jego gabinetu i prawie zemdlałam. Na szczęście w szpitalu okazało się, że nie miał racji.

Zofia Golba: – Miałam tylko dwa momenty paniki: gdy dowiedziałam się, że mam nowotwór, i trzy tygodnie później, gdy zrobiłam test ciążowy. Ale zaraz usiedliśmy z narzeczonym do  internetu i wklepaliśmy w Google dwa słowa: rak i ciąża. I od razu wyskoczyły informacje o doktorze Giermku z Centrum Onkologii, który zajmuje się chorymi na raka kobietami w ciąży.

Lekarz ostatniej nadziei
Magdalena Prokopowicz lubi mieć w życiu cel. Dlatego jeszcze w czasie ciąży wymyśliła, że skoro rak piersi tak wiele jej zabrał, to musi także jej coś dać. Zaraz po urodzeniu synka założyła fundację Rak’n’Roll. Wygraj życie, a w statucie zapisała: „Chcemy zmienić schemat myślenia na  temat choroby nowotworowej". Postanowiła, że dotrze do kobiet w podobnej sytuacji i przekona je, że nie muszą słuchać lekarzy doradzających aborcję. Że mogą chociaż spróbować ratować i siebie, i dziecko.

Bo gdy ona cztery lata temu zaszła w ciążę, lekarze przekonywali, że dla własnego dobra powinna ją usunąć. To samo powiedział jej słynny włoski lekarz z Mediolanu, do którego pojechała na konsultację. Magda jednak nie chciała aborcji. A lekarce z warszawskiego Centrum Onkologii powiedziała, że nie podda się chemioterapii, bo dziecko musi się urodzić zdrowe. – I wtedy zdarzył się pewnego rodzaju cud, do gabinetu wszedł doktor Jerzy Giermek. Najpierw trzy razy zapytał, czy naprawdę chcę mieć to dziecko, a potem opowiedział, jak wygląda leczenie, jakie są statystyki – opowiada.

Doktor Jerzy Giermek, ginekolog i onkolog z  warszawskiego Centrum Onkologii, nie jest jednak cudotwórcą. Ma po  prostu doświadczenie z podobnymi przypadkami, bo w ciągu kilkunastu lat leczył około 30 kobiet, które cierpiały na nowotwór i były w ciąży. I  wie, że można im pomóc. Nauczył się tego już wiele lat temu ze światowej prasy medycznej. Dlatego zawsze się denerwuje, gdy słyszy, że kobiecie z  wykrytym nowotworem sugeruje się aborcję. – Z mojego doświadczenia wynika, że większość chorych, którym w odpowiednim czasie podano chemioterapię, da się wyleczyć – mówi.

Najstarsze dzieci, którym pomógł przyjść na świat, mają już kilkanaście lat i wciąż przyjeżdżają ze  swoimi matkami na kontrolę do Centrum, bo tylko w ten sposób można zbadać odległe skutki terapii. A z badań wynika, że jest ona dość bezpieczna. Wprawdzie jeszcze w pierwszym trymestrze ciąży ryzyko, że  podanie chemioterapii spowoduje wady wrodzone u płodu, wynosi od 10 do  20 proc., ale już w drugim i trzecim trymestrze spada do około 1,3 proc.

Magdalena Prokopowicz pamięta, że wyszła wtedy z Centrum Onkologii oszołomiona, ale z poczuciem, że pojawiło się jakieś wyjście z sytuacji. A ta była dość skomplikowana, bo zanim spotkała doktora Giermka, w ogóle się nie leczyła. Jej rodzice umarli na raka, kiedy była jeszcze nastolatką, więc doszła do wniosku, że nie ma dla niej ratunku. –  Myślałam: mama i tata się leczyli, ale nic to nie dało. Miałam 27 lat i  wykombinowałam sobie, że nie chcę się męczyć tak jak oni – opowiada.

Zdecydowała się jedynie na częściowe usunięcie lewej piersi, a potem przerzuciła się na medycynę alternatywną. Przez osiem miesięcy odwiedzała gabinety bioenergoterapeutów i chińskich lekarzy. – To nie jest tak, że mi nagle rozum odebrało. Dziś wiem, że w tych wszystkich gabinetach, w których zresztą spotykałam ludzi z pierwszych stron gazet, szukałam przede wszystkim wsparcia. I dostawałam je. Bo lekarze w Polsce nie rozmawiają. Nikt nie zaproponował mi wizyty u psychologa, a ja bardzo tego potrzebowałam. Wystarczyłoby, gdyby jakiś onkolog powiedział mi, że miał pacjentkę, którą udało się wyleczyć z raka – wspomina.

Decyzję, że zacznie się leczyć, podjęła dopiero, gdy zaszła w ciążę. Nie  spodziewała się tego, bo po pierwszej operacji wprowadzano ją w stan menopauzy, więc myślała, że nie będzie mieć dzieci. Doskonale pamięta ten dzień: był 2 listopada 2006 r., jej urodziny. Mąż zaprosił gości do  restauracji, a ona stała w łazience z testem ciążowym w ręku i nie wiedziała, jak ma do nich wyjść. – Czułam się jak największa na świecie kretynka. Nie dość, że mam raka piersi, to jeszcze jestem w ciąży. Jak ja im o tym powiem?

Wstydziła się tak bardzo, że do końca ciąży poza mężem nikomu nic nie powiedziała. Nawet najbliższa rodzina nie  wiedziała, że przeszła podwójną mastektomię. Mężowi też zabroniła z  kimkolwiek o tym rozmawiać. – On chyba nie rozumiał, dlaczego się tak odcinam od ludzi, ale szanował moją decyzję. Dziś wiem, że musiało mu być bardzo ciężko – mówi.

Leon urodził się dwa tygodnie po ostatniej chemii. – Policzyliśmy mu paluszki u rączek i nóżek, wszystko się zgadzało. Nagle wstąpiły we mnie nadludzkie siły, odeszły wszystkie lęki. Gdy wychodziliśmy ze szpitala, na niebie pojawiły się równocześnie dwie tęcze. Do dziś się wzruszam, gdy o tym opowiadam.

Poród i operacja
Mimo że od porodu minęły już trzy lata, Ewelina Wszeborowska nadal nie  może patrzeć na jajecznicę. Jadła ją, zimną i niesmaczną, w stołówce Centrum Onkologii, gdzie codziennie przez miesiąc przyjeżdżała na  radioterapię. Dopiero co urodzone dziecko zostawiała z babcią i o  czwartej nad ranem wyruszała z mężem do Warszawy. Po ósmej byli już z  powrotem w domu.

O tym, że ma raka, dowiedziała się w czwartym miesiącu ciąży. Poszła się zbadać, bo wyczuła w lewej piersi guzek. USG potwierdziło podejrzenia: to był nowotwór. Miała wtedy 26 lat i  trzyletniego synka. Była przerażona. Na szczęście w szpitalu spotkała młodą lekarkę, która od razu skierowała ją do doktora Jerzego Giermka.

– Pojechałam do niego do Centrum Onkologii, a on pokazał mi zdjęcia dzieci, które urodziły się zdrowe, mimo że ich matki miały raka. Wtedy uwierzyłam, że wszystko będzie dobrze – opowiada. Doktor Giermek uprzedził ją, że lekarze w Łomży będą przerażeni tym, że zdecydowała się na chemioterapię. Dlatego gdy chodziła na wizyty kontrolne, w ogóle im o  tym nie mówiła. Udawała, że jest zwykłą pacjentką. – Akurat była zima, więc jak wchodziłam do gabinetu, nie zdejmowałam czapki. Nikt nie  widział, że jestem łysa.

Ostatnio Ewelina przeglądała zdjęcia zrobione w  czasie ciąży i aż się przestraszyła. Nie miała pojęcia, że tak źle wyglądała. Twarz obrzęknięta, sińce pod oczami. Źle znosiła leczenie. Wymiotowała, swędziała ją skóra na całym ciele, bolała głowa, miała owrzodzony układ pokarmowy. Przez jakiś czas nie mogła mówić, bo  śluzówka w ustach była tak wysuszona. – Ale nawet wtedy się nie  załamałam. Siedziałam i myślałam, co jeszcze muszę dziecku kupić, jak mu urządzę pokój. Dziś nie wiem, skąd miałam tyle siły – dziwi się. Cesarskie cięcie i mastektomię wykonano u niej równocześnie, podczas jednego zabiegu. Pamięta, że kiedy wybudzała się z narkozy, stojąca obok łóżka lekarka anestezjolog powiedziała z uśmiechem, że dziecko jest zdrowe. Poczuła wielką ulgę.

Dlaczego ja? Zofia Golba ma raka i termin porodu wyznaczony na 19 marca. Już wie, że  to będzie chłopiec, oboje z narzeczonym zdecydowali, że dadzą mu na imię Julian. W trzecim miesiącu ciąży Zofii amputowano lewą pierś, a w  czwartym przeszła pierwszą serię chemioterapii. – Bałam się, ale teraz nie mam żadnych lęków. W Centrum Onkologii poznałam kilka kobiet w  podobnej sytuacji, ich dzieci rozwijają się prawidłowo. Siłę czerpię z  tego, że rozwija się we mnie dziecko. Ona rośnie razem z moim brzuchem –  mówi.

Nie zawsze była jednak taka spokojna. Wiadomość, że ma raka, spadła na nią jak grom z jasnego nieba. – Gdy odebrałam w przychodni kartkę z wynikami biopsji, nie wierzyłam własnym oczom. Poszłam do  parku, usiadłam na ławce, bez końca czytałam ten świstek i płakałam. Jestem przecież taka młoda, mam dopiero 32 lata, skąd u mnie rak? Do Gabriela zadzwoniłam dopiero po kilku godzinach.

Narzeczony, który akurat pracował w innym mieście, wspomina to tak: Zosia nic wtedy nie powiedziała, ale wyczuł, że jest smutna. Potem dostał od niej krótkiego SMSa: „Mam raka". – Oddzwoniłem i zapytałem: „Żartujesz sobie?”. A ona, że z takich rzeczy się nie żartuje. Starałem się nie  rozkleić, ale jak się rozłączyliśmy, to się załamałem. Dobrze, że był przy mnie przyjaciel, silny facet. Dał mi w gębę i powiedział, że mam być twardy. Pomogło, pozbierałem się – opowiada Gabriel Woźniak.

Kolejny szok przeżył, gdy trzy tygodnie później Zosia wyszła rano z łazienki i  powiedziała: „Będziesz tatusiem". – A w środku dodała jeszcze brzydko słowo na „k” – śmieje się.

Zofia Golba pamięta, że jej pierwszą myślą było wtedy: na pewno każą mi zrobić aborcję, bo przecież kobietom w  ciąży nie podaje się chemii ani nie robi naświetlań. I rzeczywiście, gdy poszli z pierwszą wizytą do chirurga onkologa, ten natychmiast zasugerował usunięcie płodu. Na szczęście zanim go posłuchali, zajrzeli do internetu. Znaleźli doktora Giermka i zaczęli leczenie.

Zofii bardzo pomogła rozmowa z ciotką, która trzy lata temu chorowała na raka piersi. – Ciocia powiedziała, że z rakiem jest trochę jak z grypą, dzisiaj jest, a po operacji już go nie będzie. Uspokoiła mnie. Był jednak taki moment, w połowie cyklu chemii, że miałam wszystkiego dosyć. Gdyby nie Gabryś, pewnie wymyśliłabym jakiś pretekst, żeby nie iść do Centrum Onkologii. Ale on mówi: „Jedziemy". No to pojechaliśmy.

Będę żyć
Kiedy syn Magdaleny Prokopowicz miał rok, pojawiły się przerzuty do  wątroby i kości. Wróciła z wynikami do domu, spojrzała na małego Leosia i zaczęła strasznie płakać. – Myślałam, że to już koniec, że przede mną kilka miesięcy życia. Płakałam przez tydzień. Ale człowiek przyzwyczaja się do choroby. Bo kiedy niedawno dostałam informację, że choroba znów wróciła, otrząśnięcie się z szoku zajęło mi tylko dwa dni. Zaraz potem zaczęłam szukać pomocy i nowych metod leczenia – mówi. Prokopowicz przyznaje, że fundację Rak’n’Roll założyła między innymi po to, by na co dzień mieć do czynienia z przypadkami raka. Bo już wie, że ma tendencję, by uciekać od choroby, a prowadzenie fundacji jej na to nie pozwala. Zbiera więc pieniądze dla chorych, którym odmówiono terapii niestandardowej, i dla tych, którzy potrzebują leczenia za granicą.

Jest bardzo zajętą osobą: ma dwie firmy i kieruje fundacją. Teraz dopina sprawy związane z wydaniem albumu ze zdjęciami i historiami kobiet, które zdecydowały się na chemioterapię i urodzenie dziecka. Książka ukaże się w maju, dokładnie na Dzień Matki. Dochód ze sprzedaży zostanie przeznaczony na odremontowanie poczekalni w kilku ośrodkach onkologicznych. – Album zatytułowaliśmy „Boskie Matki", bo jego bohaterki podjęły walkę o siebie i dziecko. I pokazały, że można ją wygrać – tłumaczy.

Synek Eweliny Wszeborowskiej ma już trzy lata, a ona nadal co trzy miesiące przyjeżdża na kontrolę do Warszawy. – Wierzę, że  jestem zdrowa. Gdzieś na dnie jest we mnie ziarenko lęku, że znów zachoruję, ale nie mam czasu o tym myśleć. Zaraz po macierzyńskim wróciłam do pracy w Powiatowym Urzędzie Pracy w Łomży, mam dwójkę dzieci i cały dom na głowie. Ale wydaje mi się, że mam teraz więcej siły niż  dawniej.

Zofia Golba jest już przygotowana do porodu. W niewielkim mieszkaniu na warszawskim Bródnie, które wynajmuje razem z narzeczonym, stoi drewniane łóżeczko i wózek spacerowy. – Zostały jeszcze trzy tygodnie, ale wydaje mi się, że Julek zjawi się wcześniej. Będzie dobrze. Chciałabym kiedyś wrócić do pracy, przed chorobą byłam kucharzem w hotelu Ibis. A w lipcu weźmiemy z Gabrysiem ślub.

Doktor Jerzy Giermek nadal przyjmuje chore na raka pacjentki w warszawskim Centrum Onkologii. W swoim gabinecie trzyma duży album ze zdjęciami ich dzieci. Dostał go  od jednej z kobiet, która włożyła do niego fotografię swojego malucha. On tylko dokłada kolejne i pokazuje je pacjentkom, które przychodzą do  niego na pierwszą wizytę.

Współpraca: Katarzyna Iwanicka

Okładka tygodnika WPROST: 9/2011
Więcej możesz przeczytać w 9/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 9/2011 (1464)

  • O politycznej impotencji 27 lut 2011, 12:00 O politycznej impotencji Wystarczy spojrzeć na Europę, by problemy naszej polityki widzieć w szerszym kontekście i uznać, że nie jest u nas tak źle." Spoglądam więc i szerszy kontekst widzę, ale – co zrobić – wcale mi to nastroju nie poprawia. 4
  • NA SKRÓTY 27 lut 2011, 12:00 PJN zaprasza na listy PJN ma kłopot ze znalezieniem osób gotowych do startu w najbliższych wyborach parlamentarnych. Może go uratować umowa z nieco zapomnianym Stronnictwem Konserwatywno-Ludowym, partią założoną przez byłego ministra... 7
  • Cokolwiek by zrobił, jest źle 27 lut 2011, 12:00 Doszło do kolejnego nocnego spotkania Tusk – Schetyna. Panowie porozmawiali, i to podobno bez inwektyw. Następnego dnia Grzegorz Schetyna ogłosił, że nadal są przyjaciółmi. Jeszcze z pięć takich komunikatów i na pewno uwierzymy. 10
  • Rządy naćpanych Marsjan 27 lut 2011, 12:00 Edyta Górniak udzieliła wywiadu „Sukcesowi". Obwieszcza w nim marzenie o powstaniu filmowej biografii swojej skromnej osoby. „Dużo komedii i trochę sensacji, żadnego science fiction" – opisuje dzieło Edyta. Ja... 12
  • Gdzie prawda, gdzie fałsz 27 lut 2011, 12:00 Zostaliśmy wychowani w micie bezgrzeszności narodu ofiary. Żeby go jakoś przepracować, musimy odrobić lekcję historii. Są sprawy, które muszą zostać opowiedziane, potem przeżyte, przyswojone. Inaczej ciągle będą nas gryźć, straszyć – mówi Henryk Woźniakowski, prezes... 15
  • Minister słońce 27 lut 2011, 12:00 Premierowi się nie odmawia, ale on odmówił. Z człowieka Donalda Tuska stał się człowiekiem Bronisława Komorowskiego. Ale tak naprawdę gra głównie na siebie. 19
  • Błysk w oku 27 lut 2011, 12:00 Żeby zrobić w Polsce coś pozytywnego, moja partia musi wygrać wybory. Czy jest w tym coś złego? – pyta lider SLD Grzegorz Napieralski. 22
  • Łza 27 lut 2011, 12:00 Były szef CBA wymieniał nazwisko neurochirurga prof. Jana Podgórskiego jednym tchem z gangsterami Słowikiem i Batmanem. Właśnie zakończył się proces profesora. Sąd nie miał wątpliwości – jest niewinny. 26
  • Prawda nas zaboli/wyzwoli (niepotrzebne skreślić) 27 lut 2011, 12:00 Premier stanął przed ścianą. niech się odwróci do nas i powie szczerze, co Polskę czeka. I jak chce ścianę rozwalić. Niech nas przekona jak dorosłych, a nie usypia jak dzieci – namawia prof. Aleksander Smolar. 30
  • Platformo! Daj nam szansę! 27 lut 2011, 12:00 Nie jest źle, że powoli, jest źle, kiedy nie wiadomo dokąd. 35
  • Tusku: ko – mu – ni – ka – cja!!! 27 lut 2011, 12:00 Co chce zrobić z Polski Tusk? Tego do końca nie wiemy. A wiedzieć chcielibyśmy. 36
  • Rewolucja kulturalna 27 lut 2011, 12:00 Niszczenie ludzi stało się normą społeczną. W jakimś sensie sposobem na życie. 40
  • Wyższa szkoła lansu 27 lut 2011, 12:00 Wyższa szkoła lansu W polskim show-biznesie nie ma miejsca dla artystów. Jest zapotrzebowanie na celebrytów, którzy będą dostarczać atrakcji serwisom plotkarskim. Wylęgarnią celebrytów są programy typu talent show. Trzy z nich startują w najbliższy weekend. 43
  • Niania na podsłuchu 27 lut 2011, 12:00 Godzinami rozmawiają przez telefon, wyjadają zapasy z lodówki, a nawet upijają się w godzinach pracy. Spora część polskich niań jest zupełnie nieprzygotowana do pracy z dziećmi. I z pewnością nie zmieni tego podpisana właśnie przez prezydenta ustawa żłobkowa. 46
  • Seks, a potem szantaż 27 lut 2011, 12:00 Najpierw galerianki tylko polowały na mężczyzn, którzy za seks kupowali im wymarzony ciuch albo kosmetyk. Teraz nastoletnie prostytutki z centrów handlowych znalazły nową formę zarobku: szantaż. Często pomagają im w tym koledzy, a nawet rodzice. 48
  • Dzieci po chemii 27 lut 2011, 12:00 Lekarze doradzali im aborcję, ale one postanowiły donosić ciążę. Dziś przekonują inne kobiety, że można chorować na raka i urodzić zdrowe dziecko. 51
  • Ekstraklasa: ani ekstra, ani klasa 27 lut 2011, 12:00 Nowe stadiony sprawiły, że piłkarska liga bije u nas rekordy oglądalności. Ale coraz bardziej dominują w niej nieudolni zawodnicy, a czołówka polskich biznesmenów przegrywa z futbolem. 53
  • Libia – Państwo Ludu 27 lut 2011, 12:00 Fala arabskiej rewolty dotarła do Libii. Tym razem dyktator nie oddał władzy bez walki. W izolowanym od świata, sterroryzowanym kraju na manifestantów runęły czołgi. 56
  • Strzeż się marzeń 27 lut 2011, 12:00 Lepiej, by zachodni obserwatorzy i politycy porzucili złudne marzenia, że postępy demokracji na Bliskim Wschodzie oznaczają szerzenie się tam zachodnich wartości. 60
  • Zapaśnik 27 lut 2011, 12:00 Ambicja to jego religia. Wciąż jest twardzielem. Były sekretarz obrony USA właśnie wydał autobiografię. Donald Rumsfeld żałuje słów, ale nie czynów. 62
  • Pralka pani kanclerz 27 lut 2011, 12:00 Kanclerz Angela Merkel staje się ofiarą własnych sukcesów. Jej partia właśnie przegrała lokalne wybory w Hamburgu. Niemiecka gospodarka ma się świetnie, a wyborcy pokazują swoją złość. 64
  • Rosyjski kawałek Facebooka 27 lut 2011, 12:00 Song, Fabregas i Walcott. Bezbłędne strzały tych piłkarzy sprawiły, że 27 grudnia 2010 r. kibicom Chelsea skwaśniały miny. Arsenal wygrał wtedy z ich ukochaną drużyną 3:1 w derbach Londynu i od tej pory jest bliższy zwycięstwa w... 66
  • Chińska autostrada do Europy 27 lut 2011, 12:00 – Zdążymy – zapewnia dyrektor Sun Hang, stojąc w trzaskającym mrozie na skraju lasu. Jego firma buduje 50 kilometrów A2 pod Żyrardowem. Ma to być przepustka do wielkich kontraktów w całej Unii. 70
  • Pożegnanie z Afryką 27 lut 2011, 12:00 W Afryce zamieszki, więc wakacje będziemy musieli spędzić w Polsce? Bynajmniej. Tak przyzwyczailiśmy się do zagranicznych wyjazdów, że raczej dopłacimy kilkaset złotych i wybierzemy południe Europy. Rafał Pisera Mariusz Szaniawski z... 72
  • Jerzego Nowosielskiego światy równoległe 27 lut 2011, 12:00 W Krakowie mówią, że wreszcie jest szczęśliwy. Przecież całe życie malował świat, w którym będzie żył po śmierci. Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska Dom Jerzego Nowosielskiego, jednego z najwybitniejszych polskich malarzy, autora... 74
  • Starchitekt z Łodzi 27 lut 2011, 12:00 Architektów projektujących obiekty tak niezwykłe, że przypominają gigantyczne rzeźby, nie jest zbyt wielu. Tych, którzy swoje wizje realizują, jest jeszcze mniej. Jednym z nich jest Daniel Libeskind. 78
  • Jak Rubinstein, jak Bernstein 27 lut 2011, 12:00 Prowokator? Chorobliwy perfekcjonista? A może po prostu pasjonat i idealista? Krystian Zimerman znów budzi kontrowersje! Tym razem zapowiedział, że już nigdy nie zagra w Polsce! 80
  • Marky Mark w fabryce snów 27 lut 2011, 12:00 Świat usłyszał o nim w 1991 r., gdy nagrał piosenkę „Good Vibrations", która przez kilka tygodni okupowała pierwsze miejsce listy „Billboardu”. Promowana przez nią płyta „Music for the People” tylko w... 82
  • Biznes marką stoi 27 lut 2011, 12:00 Dobra marka pozwala uzyskać wyższą marżę, więc i wyższe zyski. W przypadku globalnych marek pozornie ulotne sympatie klienta przekładają się na realne miliardy dolarów. Najcenniejsza obecnie marka to Google. 87
  • Egipt: biznes i polityka 27 lut 2011, 12:00 W Egipcie staje przed sądem kilku ważnych biznesmenów, których działalność gospodarcza rozkwitła za czasów reżimu Mubaraka. Są wśród nich także ministrowie, którzy weszli do rządu z sektora prywatnego w ramach akcji mającej... 90
  • Czy Europa ma zapewniony dostęp do żywności? 27 lut 2011, 12:00 Mieszkańcy Unii Europejskiej znają głód już tylko z książek historycznych. Jednak kwestia bezpieczeństwa żywnościowego jest coraz goręcej dyskutowana w europejskiej polityce rolnej. Zapewnienie wystarczających zasobów żywności... 94
  • Nieznośna lekkość smalcu 27 lut 2011, 12:00 Nie chcemy pamiętać o smalcu. Nikt się do smalcu nie przyznaje. Gdy pytam o smalec w domach moich znajomych, ich oburzenie jest tak ogromne, że aż zabawne. Tymczasem to właśnie brak smalcu w kuchni powinien siać kulinarne zgorszenie, nie jego obecność. 96
  • Polaku, nie lecz się sam, czyli psychoterapia 27 lut 2011, 12:00 Opis: Doktor Sigmund Freud notuje coś szybko w małym czarnym notatniku. U szczytu kolejnej kartki starannie zapisuje „Pan Statystyczny Polak". Freud podnosi wzrok i spogląda na obiekt swojej kolejnej analizy, który w tym czasie... 97
  • No i co? Dymków sto 27 lut 2011, 12:00 Co mądrzejsi komentatorzy tzw. sprawy Szopena zauważają trafnie, że należy rozróżniać komiks – dzieło sztuki – od promocji Polski za pomocą komiksu pełnego wulgaryzmów. Pomysł ożenku obu tych zjawisk okazał się raczej nieudany – co daje nam niemal gwarancję,... 97
  • Potrzeba strachu 27 lut 2011, 12:00 Dawno, dawno temu odkryto, że oprócz uprawiania seksu i dobrego jedzenia ludzie uwielbiają się bać. 98

ZKDP - Nakład kontrolowany