Prawda nas zaboli/wyzwoli (niepotrzebne skreślić)

Prawda nas zaboli/wyzwoli (niepotrzebne skreślić)

Premier stanął przed ścianą. niech się odwróci do nas i powie szczerze, co Polskę czeka. I jak chce ścianę rozwalić. Niech nas przekona jak dorosłych, a nie usypia jak dzieci – namawia prof. Aleksander Smolar.
Piotr Najsztub: I po Tusku?
Aleksander Smolar: Nie sądzę. Po pierwsze: Tusk pokazywał wielokrotnie zdolność przeżycia, podnoszenia się, dowodzącą siły charakteru i  inteligencji politycznej. Nie ma więc żadnych powodów, żeby sądzić, że  obecny pewien kryzys zaufania rozłoży go. Drugi powód jest merytoryczny. Znamy fakty, które wpływają na pogorszenie atmosfery wokół PO i Tuska: raport rosyjski, atak ekonomistów, i przede wszystkim ogólne rozczarowanie małym dorobkiem trzyletnich rządów Platformy i PSL.

Ewa Milewicz w „Gazecie Wyborczej" napisała, że premier zszarzał.
To prawda, ale zszarzenie nie oznacza upadku. A jeżeli chodzi o fakty, to przynajmniej niektóre z nich są przejściowe. Wszystko zależy od tego, jaka będzie odpowiedź premiera.

A zszarzenie?
Donald Tusk cieszył się niezwykłą opinią polityka kolorowego.

Niezasłużoną?
Nie, jest na pewno barwną postacią na tle szarzyzny polskiej polityki, ma przymioty, które pociągają, uwodzą. Na tę barwność wpływ miało też jego wyczucie nastrojów społecznych. Jednak faza popularności kolorowej nie jest zjawiskiem trwałym. Przykładem polityka, niesłychanie uwodzicielskiego, który przez wiele lat fascynował nie tylko swój kraj, jest Tony Blair. Wiemy, jak to się skończyło. Dzisiaj jest politykiem bardzo nielubianym w Wielkiej Brytanii. Samo zszarzenie nie determinuje losów Tuska. Zadecyduje zdolność budowania kontraktu polityka ze  społeczeństwem na trwalszych podstawach niż sympatyczność i strach przed PiS. Nie chodzi o popularność osobistą, tylko o poparcie polityki, którą prowadzi.

Przyjęło się mówić, że we współczesnej polityce, która ulega mediatyzacji, popularność jest ważniejsza od prowadzenia prawdziwej polityki. Właściwie ostatnie trzy lata trochę tego dowodziły.
To był jeden z poważnych błędów PO od początku. Oczywiście, problem ma  znacznie dłuższą historię i obejmuje nie tylko Polskę; chodzi o pewien cynizm w polityce. Uważa się, że ważniejsza od samej rzeczywistości jest percepcja rzeczywistości. Innymi słowy, wpływając na to, jak ludzie postrzegają politykę, możemy osiągnąć znacznie więcej, jeżeli chodzi o  trwałość władzy, niż mogą to sprawić zmiany realne, które przeprowadziliśmy. W dzisiejszej polityce w związku z rolą mediów, 24-godzinnej telewizji zdolność uwodzenia, nierzeczywistość wypiera częściowo rzeczywistość.

Uwodzenia, czyli ogłupiania?
To jest bardzo pejoratywna ocena. Samo uwodzenie, jak wiemy...

Też prowadzi do ogłupienia…
To jest cyniczna interpretacja. Uwodzenie może na przykład oznaczać, że  dominuje dostrzeganie elementów pozytywnych. Tylko jeżeli nie ma  trwalszych podstaw zauroczenia, to później może pojawić się druga faza, w której zaczyna się dostrzegać przede wszystkim elementy negatywne. Groźba takiej sinusoidy w polityce jest tym większa, im bardziej ten wykreowany obraz jest oderwany od rzeczywistych działań. Jeżeli rzeczywiste działania są solidne, to nawet brak popularności osobistej może być przezwyciężony. Np. następca Blaira premier Gordon Brown był nielubiany, nie miał cech uwodzicielskich swojego poprzednika. A w  czasie kryzysu Anglicy nagle zaczęli postrzegać jego wielkie zalety, zdolność stawiania czoła kryzysowi. Był moment, w którym on był czołową postacią Zachodu potrafiącą odpowiedzieć na pytanie, co robić w sytuacji kryzysu. W polityce to, jak jest się postrzeganym, jest rzeczą bardzo ważną, ale najważniejsza jest rzeczywistość prowadzonej polityki.

Wobec Tuska padają zarzuty, że nie uprawiał polityki, tylko administrował.
To tylko częściowo prawdziwy zarzut. Zapomina się o bardzo poważnym osiągnięciu tego rządu już w punkcie wyjścia. Przecież po dwóch latach permanentnej agresji werbalnej i korumpowania instytucji demokratycznych przez rządy PiS rząd Platformy i PSL przywrócił pewną normalność, która pozwalała odetchnąć z ulgą.

Ale przyzwyczailiśmy się już do tej normalności, już nam to nie wystarcza?
To prawda. Dlatego też prawie od początku krytykowałem ten rząd. Często wbrew moim przyjaciołom, którzy straszyli mnie, że ułatwię powrót do  władzy PiS. Ale też dlatego dzisiaj mam skłonność do bardziej umiarkowanych jego ocen, bo nagle zaczynam słyszeć głosy ludzi, którzy mają pewną pozycję społeczną i mówią, że już nigdy nie zagłosują na  Platformę. Czytam też np. słowa wybitnego publicysty, który powiada, że  krytyczni wobec rządu ekonomiści są groźniejsi niż „kołtuństwo PiS". Mnie to szokuje, w tym widzę niebezpieczeństwo.

Jakie?
Że w wyniku normalizacji sytuacji nagle zaczynamy tracić zdolność wyobrażania sobie groźnych alternatyw. Z drugiej strony obrońcy rządu, kierujący się często strachem, milczą o jego błędach i zaniechaniach, przyczyniając się do obecnego załamania zaufania do PO i premiera.

A może odzywa się w nas to, że raz na jakiś czas lubimy jakiegoś polityka „zabić" w sferze politycznej i teraz padło na Tuska?
Taki odruch istnieje. On ma dwa źródła: jedno takie, że polityka dziś to  są najbardziej popularne igrzyska. Ludzie nie mogą oderwać oczu od tych gadających głów, ludzi, którzy często po polsku źle mówią, nie mają nic interesującego do powiedzenia. Widać, że to są nudziarze, ale fascynuje walka, bo to są gladiatorzy.

A gladiatorzy muszą ginąć.
I stąd pewna ekscytacja zwycięstwem, ale jeszcze większa klęską, bo ona jest czymś bardziej spektakularnym. To w jakimś sensie kompensuje nasze własne kompleksy, brak naszych osiągnięć, że „temu też się nie udało, a  taki był cwany i wydawało mu się, że wszystko mu się uda". Jest też drugi element – też psychologiczny – pewnego zużycia się, znudzenia i  woli odnowienia. Można powiedzieć, że telewizja powoduje przyspieszone zużycie się osób. Nieustanne obcowanie z tymi samymi twarzami, uśmiechami, powoduje, że chcielibyśmy zobaczyć wreszcie kogoś innego.

Równocześnie nasi rządzący nie potrafią reagować konstruktywnie na  krytykę. To pokazała np. reakcja na akcję Balcerowicza.
Balcerowicza ludzie słuchają z wielką uwagą, bo jest głębokie przekonanie, że to człowiek uczciwy, że może się mylić, być może ma  skrajne poglądy ekonomiczne, ale na pewno nie kieruje się niskimi pobudkami. A ludzie władzy zaczęli go personalnie atakować, często takie motywy mu przypisując. To był fatalny błąd. Społeczeństwo wyczuwa, że to  nie jest prawda, że można merytorycznie dyskutować z Balcerowiczem, ale  nie można podważać jego integralności moralnej.

A może można powiedzieć „i po Tusku", dlatego że – jak sugerują media –  przestał kierować w sposób jednoznaczny swoją partią?
Problem z Donaldem Tuskiem sytuuje się na paru poziomach. Po pierwsze, nie mogę zapomnieć, że w paru momentach okazał nie tylko silny charakter, ale również wyobraźnię i siłę woli. Przypomnę o jednym fakcie, często zapominanym, który legł u podstaw jego autorytetu w PO. Odmówił tworzenia koalicji z Lepperem, LPR i SLD po to, żeby obalić rząd Kaczyńskiego. Odmówił i zaryzykował wybory, właściwie wbrew własnej partii. Ta decyzja świadczyła o odwadze. Nie mogę też zapomnieć np. momentu jego spotkania z Putinem 7 kwietnia 2010 r. Sposób, w jaki Donald Tusk mówił do Putina, pełen kurtuazji i równocześnie tłumaczący Putinowi, dlaczego dla nas jest ważna każda jednostkowa ofiara. Zrobił to na przykładzie dziewczyny, która tam zginęła w bardzo młodym wieku –  dla mnie to były wstrząsające słowa. Wskazywały na jego siłę. Tusk pokazał, że ma zdolność wczuwania się, nawiązania kontaktu ze  społeczeństwem. Dziś została w jakimś sensie zakwestionowana siła tej jego więzi i zdolność komunikacji. Tutaj dochodzimy do prawdziwej polityki. Otóż Donald Tusk, dochodząc do władzy, sformułował pewną diagnozę sytuacji kraju, że społeczeństwo jest głęboko pokaleczone, zestresowane kosztownymi czasami transformacji i dwoma latami rządów PiS. Diagnoza polityczna była taka, że najważniejszym celem jest spokój, leczenie snem, uśmiechem, depolityzacja. Sam byłem bardzo krytyczny wobec tego, co się nazywało polityką miłości i było przedmiotem drwin. Ale uważam, że diagnoza była słuszna. Porównałbym to do okresu po  pierwszych latach transformacyjnych, kiedy lewica doszła do władzy. Częściowo mieliśmy podobne objawy zmęczenia, frustracji i stresu społecznego. Pierwsze dwa rządy lewicy, Pawlaka i Oleksego, to było też leczenie snem, rządy zachowawcze. Pamiętamy Tuska, kiedy mówił, że jak mu będą przychodzili ludzie Platformy i mówili o konieczności bolesnych reform, to niech idą do dentysty. Wtedy samo słowo „reformy" dzięki propagandzie PO zaczęło się kojarzyć z bólem. A przecież można powiedzieć, że reformy w normalnym języku to są konieczne zmiany. Natomiast premier dawał prosty przekaz: możecie się nie bać, możecie żyć spokojnie, nikt nie będzie wam aplikował gorzkiej mikstury zmian. Nawet polityka stała się słowem obelgą, jak w kampanii wyborczej PO do  samorządów lokalnych.

I strumień czasu pruł, a Tusk dotrwał z terapią snu do 2011 r.?
Właśnie problem polegał na tym, że Platforma przegapiła moment, w którym powinni...

...nas obudzić?
Nie trzeba było nas budzić, bo jak popatrzy się na sondaże, to  społeczeństwo jest w znacznym stopniu gotowe do podjęcia dalszego wysiłku, jest świadome zagrożeń. Władza tego nie zauważyła i byliśmy dalej usypiani, np. za pomocą koloru zielonego, dyskursem o Zielonej Wyspie. Co nie znaczy, że to nie było prawdą, Polska była na tle Europy w sytuacji wyjątkowej, mieliśmy wzrost gospodarczy. A władza to  dyskontowała, ponad miarę przypisując sobie wszelkie zasługi. Skutek był taki, że usypiało to społeczeństwo w obliczu sytuacji, która nie była łatwa, a dziś jest jeszcze trudniejsza. A przecież jedną z najważniejszych funkcji polityki demokratycznej jest funkcja dydaktyczna: ułatwianie społeczeństwu poznania rzeczywistości! Wielkie były słowa premiera Churchilla: „mogę wam obiecać krew, pot i  łzy". Dziś Polska nie potrzebuje tak dramatycznych słów. Jest stabilna, ma za sobą znakomite wyniki 20 lat. Potrzebuje jednak języka prawdy, pozwalającego rozpoznać rzeczywistość, zrozumieć problemy wymagające rozwiązania. I społeczeństwo jest w stanie to zaakceptować, bo wyczuwa szczerość.

Mówi pan: polskie społeczeństwo rozumie, że sytuacja jest trudna, ale  słyszymy dalsze uspokajające słowa premiera... Może on nie rozumie, co  się dzieje?
Dzisiaj już nie słyszymy tych uspokajających słów, ale faktem jest, że  politycy Platformy nie tłumaczyli społeczeństwu, jak złożona jest sytuacja, żeby je przygotowywać do trudnych wyborów. Przykładem są problemy finansów publicznych. Tak długo zwlekano ze stawieniem czoła narastającym trudnościom, że powstała sytuacja, w której trzeba szukać środków nadzwyczajnych i OFE są takim środkiem. Nie podejmuję się oceny argumentów padających z różnych stron. Po stronie rządu są pewne racje, ale sposób podjęcia sprawy OFE spowodował, że większość społeczeństwa uwierzyła, że „oni chcą zabrać nasze pieniądze, żeby ratować swój budżet". W ten sposób PO podkopuje zaufanie społeczne do siebie, a to jest w polityce najpoważniejszy kapitał. Społeczeństwo straciło wiarę w  to, że władza mówi prawdę i jeżeli nawet robi rzeczy niepopularne i  trudne, to dlatego, że to jest konieczne. To być może był najpoważniejszy błąd Platformy. I zwolennicy milczenia o błędach Platformy są temu współwinni.

Tym bardziej że złych wieści nie koniec. Jest groźba, że UE każe nam w  budżecie na 2012 r. ściąć deficyt do 3 proc., co oznaczałoby 80 mld rocznie mniej wydatków. Może się skończyć sen PO o pierwszym w wolnej Polsce powtórnym zwycięstwie partii rządzącej?
Nie uważam, żeby ten sen się kończył, zresztą to nie jest jakiś najpiękniejszy sen. Np. we Francji przez 25 lat żadna partia nie  rządziła dwa razy...

Więc to nie jest lek na nieproduktywność polityki.
Sama trwałość może być ważnym atutem, jeżeli się ma wizję tego, co chce się osiągnąć, i kapitał zaufania społecznego zdobyty w wyborach służy jej realizacji. A nasz problem polega na tym, że władze parokrotnie obiecywały, że już za najbliższym zakrętem „zabierzemy się do roboty". Ostatnim razem tak było w wieczór po wyborach prezydenckich. Po  radykalnym skręcie Jarosława Kaczyńskiego, jego powrocie do języka permanentnego konfliktu usłyszeliśmy, że musimy wszystko zrobić, żeby nie narażać wyborców na możliwą naszą przegraną. Innymi słowy, nie  możemy podejmować żadnego ryzyka w postaci jakichkolwiek reform. A  Donald Tusk powinien był wtedy powiedzieć: mamy poważne osiągnięcia, ale  jesteśmy w sytuacji trudnej. Widzimy nieodpowiedzialnego polityka, który zagraża naszym osiągnięciom, macie jeszcze świeżo w pamięci te dwa lata jego rządów, a dziś on pokazuje, że się niczego nie nauczył. Jednak miejcie świadomość, że my, jako odpowiedzialni politycy, ryzykując, że  się od nas odwrócicie, proponujemy wam kontrakt społeczny – zmiany, które są konieczne. Jestem przekonany, że społeczeństwo by to  zaakceptowało. Mamy interesujący przykład Łotwy, gdzie obcięto płace realne o 10 proc. i gdzie mimo to społeczeństwo wybrało tę samą ekipę.

Ale premier tego nie zrobił. Na czym więc buduje pan przekonanie, że to  nie jest kres jego władzy?
Po pierwsze, na sondażach – jednak PO znacznie wyprzedza zarówno PiS, jak i SLD. Nie widzę powodów, żeby nastąpiło poważne odwrócenie sympatii.

A jeśli drakoński budżet będzie trzeba ujawnić przed wyborami?
Najpoważniejsze dziś zagrożenie dla PO leży gdzie indziej. Sądzę, że  ludzie Platformy zdają sobie sprawę, że pozostanie ona pierwszą partią, ale bardzo osłabioną.

I będzie miała koalicjantów, którzy utrudnią jakiekolwiek reformy. Można ich wyliczyć, przede wszystkim PSL, SLD i być może, jeżeli wejdzie do parlamentu, PJN.
Jeżeli byłyby takie trzy znacznie słabsze od PO formacje, to wtedy sytuacja Platformy mogłaby być dość wygodna. Ale dziś konflikty wokół katastrofy smoleńskiej i raportu MAK, wokół OFE i  poczucia zagrożenia kryzysem, prowadzą do podważenia w oczach części społeczeństwa zaufania do rządu i autorytetu osobistego Donalda Tuska. Szokująca była dla mnie odpowiedź na pytanie sondażowe, czy Tusk służy polskim interesom. 50 proc. odpowiedziało, że służy interesom polskim –  to mnie nie zaskoczyło. Ale ponad 30 proc. oskarża go o zdradę narodową – to było dla mnie przerażające.

To może grozić jakim scenariuszem?
W tej chwili mamy osłabienie pozycji osobistej Donalda Tuska i Platformy oraz niesłychany wzrost popularności Grzegorza Napieralskiego, który z  kilkunastu procent wzniósł się do poziomu popularności 51 proc. i jest w  tej chwili na równi z premierem.

Wyprzedza go nawet.
Być może ten wynik człowieka, który niczym specjalnym się nie wyróżnił, jest przejściowy, ale nie przejściowe jest jego umocnienie. Popularność przywódcy SLD jest zresztą dla mnie tajemnicą. Obawiam się, że może to  oznaczać m.in, iż dla młodzieży nie tylko PiS, ale teraz i PO staje się partią obciachu. Dziś nie można wykluczyć, że SLD osiągnie ponad 20 proc., że PSL wejdzie do Sejmu, że dobry wynik będzie miało PiS, a wtedy Platforma, żeby móc rządzić, będzie musiała zawrzeć sojusz nie tylko z  PSL, ale również z SLD. Samo współrządzenie z SLD nie jest żadnym dramatem, tylko dzisiaj SLD jest zupełnie inne niż 10-15 lat temu. Napieralski nie ma żadnych kompleksów PRL, bo dla niego przeszłość nie  istnieje. Nie ma też reformatorskiego porywu, poczucia obowiązku modernizowania Polski. Ani też przekonania, że to jest warunek przetrwania lewicy, jakie mieli Aleksander Kwaśniewski, Włodzimierz Cimoszewicz i nawet Leszek Miller. Napieralski należy do innego pokolenia. To populistyczny polityk, który dbać będzie przede wszystkim o własną pozycję, wpływy SLD, o popularność w elektoracie, który nie  jest elektoratem Polski nowoczesnej. A sen Platformy – który gdzieś tam ciągle w szczelinach realizmu politycznego żyje – o tych prawdziwych zmianach, których nie mogli czy nie chcieli przeprowadzać, które odkładali, może się okazać mrzonką. I to będzie tak naprawdę wielka klęska PO, a nie ewentualnie przegrane wybory. Bo wierzę, że oni je  wygrają, tylko może się okazać, że nie będą w stanie zrobić z tą wygraną niczego dobrego.

Jest inny scenariusz, którego nie można wykluczyć: koalicja antyplatformerska.
Tak, PiS, SLD, PSL i być może PJN. Z dominacją PiS, chociaż prawdopodobnie nie z premierem Kaczyńskim, tylko z premierem Pawlakiem.

Albo z Napieralskim.
Z Napieralskim albo z Pawlakiem. To jest hipoteza, przed którą wzdraga się nawet Leszek Miller. Scenariusze te nie są nieuchronne. Zablokowanie niebezpiecznego rozwoju wydarzeń zależy w dużym stopniu od PO i  premiera. Potrzebny jest ożywczy szok języka prawdy, przedstawienie prawdziwych dylematów, przed którymi stoi Polska, i zaproponowanie społeczeństwu kontraktu politycznego. Powinien on zawierać realistyczne obietnice: co rząd może zrobić przed wyborami, ale też do czego zobowiązuje się w wypadku zwycięstwa wyborczego. Nie jestem naiwny. Wiem, że prawda nie zawsze zapewnia sukces w polityce. Jestem jednak przekonany, że odbudowa naruszonego zaufania, odzyskanie wiarygodności wymaga dziś prawdy o stanie Polski. I o tym, co można i trzeba koniecznie zrobić.
Okładka tygodnika WPROST: 9/2011
Więcej możesz przeczytać w 9/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 19
  • smalllady3@hotmail. IP
    Nie w tym jest watek, a w tym, ze  Polacy
    czuja sie oszukami i maja slusznosc, poniewaz Tusk zadluzyl Polske na taka sume,ze lepiej jej nie wypowiadac i nadal udaje Greka.
    Zblizaja sie wybory,wiec pan premier robi sie laskawy, dominuja w wypowiedziach o nim pewne osoby, ale Polacy nie sa naiwni ,widza,slysza i maja opinie co bylo, co jest i co nas czeka za rzadow Tuska ktoremu nawet nie drgnelo serce na krzywde POwodzian..Slowa premiera to pustka i nicosc........
    • bez-nazwy IP
      Najsztub ty niekompetantna ignorancka sz! Przyklad nierzetelnego stronniczego dziennikarstwa raziem z Zakowskin´m nadajecie sie najwyzej do pisnia bajek dla dzieci!
      • Bubu IP
        Tow.Koszerny,po Tusku niechby potop!Niech żyją rządy Rychów,Zbychów,Grzechów i ich \"REFORMY\"!
        • A te......job ich mat jewreje.....masowo opusz IP
          Israel......nawet mr. Netanjahu od tygodnia sra ze strachu....gdzie jak gdzie, najlatwiej okrada sie Amerykanow....w Europie dobry wciaz Holocaust Industry.
          • J E R Z Y U R B A N....... IP
            pachnaca mocno ryba tam na dole zona mowi.....sluchaj Jerzy , zaprosmy Kadafiego, niech mnie spenetruje i ciebie analnie.........no , to zaprosilem i czekamy w niepewnosci......

            Spis treści tygodnika Wprost nr 9/2011 (1464)

            • O politycznej impotencji 27 lut 2011, 12:00 O politycznej impotencji Wystarczy spojrzeć na Europę, by problemy naszej polityki widzieć w szerszym kontekście i uznać, że nie jest u nas tak źle." Spoglądam więc i szerszy kontekst widzę, ale – co zrobić – wcale mi to nastroju nie poprawia. 4
            • NA SKRÓTY 27 lut 2011, 12:00 PJN zaprasza na listy PJN ma kłopot ze znalezieniem osób gotowych do startu w najbliższych wyborach parlamentarnych. Może go uratować umowa z nieco zapomnianym Stronnictwem Konserwatywno-Ludowym, partią założoną przez byłego ministra... 7
            • Cokolwiek by zrobił, jest źle 27 lut 2011, 12:00 Doszło do kolejnego nocnego spotkania Tusk – Schetyna. Panowie porozmawiali, i to podobno bez inwektyw. Następnego dnia Grzegorz Schetyna ogłosił, że nadal są przyjaciółmi. Jeszcze z pięć takich komunikatów i na pewno uwierzymy. 10
            • Rządy naćpanych Marsjan 27 lut 2011, 12:00 Edyta Górniak udzieliła wywiadu „Sukcesowi". Obwieszcza w nim marzenie o powstaniu filmowej biografii swojej skromnej osoby. „Dużo komedii i trochę sensacji, żadnego science fiction" – opisuje dzieło Edyta. Ja... 12
            • Gdzie prawda, gdzie fałsz 27 lut 2011, 12:00 Zostaliśmy wychowani w micie bezgrzeszności narodu ofiary. Żeby go jakoś przepracować, musimy odrobić lekcję historii. Są sprawy, które muszą zostać opowiedziane, potem przeżyte, przyswojone. Inaczej ciągle będą nas gryźć, straszyć – mówi Henryk Woźniakowski, prezes... 15
            • Minister słońce 27 lut 2011, 12:00 Premierowi się nie odmawia, ale on odmówił. Z człowieka Donalda Tuska stał się człowiekiem Bronisława Komorowskiego. Ale tak naprawdę gra głównie na siebie. 19
            • Błysk w oku 27 lut 2011, 12:00 Żeby zrobić w Polsce coś pozytywnego, moja partia musi wygrać wybory. Czy jest w tym coś złego? – pyta lider SLD Grzegorz Napieralski. 22
            • Łza 27 lut 2011, 12:00 Były szef CBA wymieniał nazwisko neurochirurga prof. Jana Podgórskiego jednym tchem z gangsterami Słowikiem i Batmanem. Właśnie zakończył się proces profesora. Sąd nie miał wątpliwości – jest niewinny. 26
            • Prawda nas zaboli/wyzwoli (niepotrzebne skreślić) 27 lut 2011, 12:00 Premier stanął przed ścianą. niech się odwróci do nas i powie szczerze, co Polskę czeka. I jak chce ścianę rozwalić. Niech nas przekona jak dorosłych, a nie usypia jak dzieci – namawia prof. Aleksander Smolar. 30
            • Platformo! Daj nam szansę! 27 lut 2011, 12:00 Nie jest źle, że powoli, jest źle, kiedy nie wiadomo dokąd. 35
            • Tusku: ko – mu – ni – ka – cja!!! 27 lut 2011, 12:00 Co chce zrobić z Polski Tusk? Tego do końca nie wiemy. A wiedzieć chcielibyśmy. 36
            • Rewolucja kulturalna 27 lut 2011, 12:00 Niszczenie ludzi stało się normą społeczną. W jakimś sensie sposobem na życie. 40
            • Wyższa szkoła lansu 27 lut 2011, 12:00 Wyższa szkoła lansu W polskim show-biznesie nie ma miejsca dla artystów. Jest zapotrzebowanie na celebrytów, którzy będą dostarczać atrakcji serwisom plotkarskim. Wylęgarnią celebrytów są programy typu talent show. Trzy z nich startują w najbliższy weekend. 43
            • Niania na podsłuchu 27 lut 2011, 12:00 Godzinami rozmawiają przez telefon, wyjadają zapasy z lodówki, a nawet upijają się w godzinach pracy. Spora część polskich niań jest zupełnie nieprzygotowana do pracy z dziećmi. I z pewnością nie zmieni tego podpisana właśnie przez prezydenta ustawa żłobkowa. 46
            • Seks, a potem szantaż 27 lut 2011, 12:00 Najpierw galerianki tylko polowały na mężczyzn, którzy za seks kupowali im wymarzony ciuch albo kosmetyk. Teraz nastoletnie prostytutki z centrów handlowych znalazły nową formę zarobku: szantaż. Często pomagają im w tym koledzy, a nawet rodzice. 48
            • Dzieci po chemii 27 lut 2011, 12:00 Lekarze doradzali im aborcję, ale one postanowiły donosić ciążę. Dziś przekonują inne kobiety, że można chorować na raka i urodzić zdrowe dziecko. 51
            • Ekstraklasa: ani ekstra, ani klasa 27 lut 2011, 12:00 Nowe stadiony sprawiły, że piłkarska liga bije u nas rekordy oglądalności. Ale coraz bardziej dominują w niej nieudolni zawodnicy, a czołówka polskich biznesmenów przegrywa z futbolem. 53
            • Libia – Państwo Ludu 27 lut 2011, 12:00 Fala arabskiej rewolty dotarła do Libii. Tym razem dyktator nie oddał władzy bez walki. W izolowanym od świata, sterroryzowanym kraju na manifestantów runęły czołgi. 56
            • Strzeż się marzeń 27 lut 2011, 12:00 Lepiej, by zachodni obserwatorzy i politycy porzucili złudne marzenia, że postępy demokracji na Bliskim Wschodzie oznaczają szerzenie się tam zachodnich wartości. 60
            • Zapaśnik 27 lut 2011, 12:00 Ambicja to jego religia. Wciąż jest twardzielem. Były sekretarz obrony USA właśnie wydał autobiografię. Donald Rumsfeld żałuje słów, ale nie czynów. 62
            • Pralka pani kanclerz 27 lut 2011, 12:00 Kanclerz Angela Merkel staje się ofiarą własnych sukcesów. Jej partia właśnie przegrała lokalne wybory w Hamburgu. Niemiecka gospodarka ma się świetnie, a wyborcy pokazują swoją złość. 64
            • Rosyjski kawałek Facebooka 27 lut 2011, 12:00 Song, Fabregas i Walcott. Bezbłędne strzały tych piłkarzy sprawiły, że 27 grudnia 2010 r. kibicom Chelsea skwaśniały miny. Arsenal wygrał wtedy z ich ukochaną drużyną 3:1 w derbach Londynu i od tej pory jest bliższy zwycięstwa w... 66
            • Chińska autostrada do Europy 27 lut 2011, 12:00 – Zdążymy – zapewnia dyrektor Sun Hang, stojąc w trzaskającym mrozie na skraju lasu. Jego firma buduje 50 kilometrów A2 pod Żyrardowem. Ma to być przepustka do wielkich kontraktów w całej Unii. 70
            • Pożegnanie z Afryką 27 lut 2011, 12:00 W Afryce zamieszki, więc wakacje będziemy musieli spędzić w Polsce? Bynajmniej. Tak przyzwyczailiśmy się do zagranicznych wyjazdów, że raczej dopłacimy kilkaset złotych i wybierzemy południe Europy. Rafał Pisera Mariusz Szaniawski z... 72
            • Jerzego Nowosielskiego światy równoległe 27 lut 2011, 12:00 W Krakowie mówią, że wreszcie jest szczęśliwy. Przecież całe życie malował świat, w którym będzie żył po śmierci. Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska Dom Jerzego Nowosielskiego, jednego z najwybitniejszych polskich malarzy, autora... 74
            • Starchitekt z Łodzi 27 lut 2011, 12:00 Architektów projektujących obiekty tak niezwykłe, że przypominają gigantyczne rzeźby, nie jest zbyt wielu. Tych, którzy swoje wizje realizują, jest jeszcze mniej. Jednym z nich jest Daniel Libeskind. 78
            • Jak Rubinstein, jak Bernstein 27 lut 2011, 12:00 Prowokator? Chorobliwy perfekcjonista? A może po prostu pasjonat i idealista? Krystian Zimerman znów budzi kontrowersje! Tym razem zapowiedział, że już nigdy nie zagra w Polsce! 80
            • Marky Mark w fabryce snów 27 lut 2011, 12:00 Świat usłyszał o nim w 1991 r., gdy nagrał piosenkę „Good Vibrations", która przez kilka tygodni okupowała pierwsze miejsce listy „Billboardu”. Promowana przez nią płyta „Music for the People” tylko w... 82
            • Biznes marką stoi 27 lut 2011, 12:00 Dobra marka pozwala uzyskać wyższą marżę, więc i wyższe zyski. W przypadku globalnych marek pozornie ulotne sympatie klienta przekładają się na realne miliardy dolarów. Najcenniejsza obecnie marka to Google. 87
            • Egipt: biznes i polityka 27 lut 2011, 12:00 W Egipcie staje przed sądem kilku ważnych biznesmenów, których działalność gospodarcza rozkwitła za czasów reżimu Mubaraka. Są wśród nich także ministrowie, którzy weszli do rządu z sektora prywatnego w ramach akcji mającej... 90
            • Czy Europa ma zapewniony dostęp do żywności? 27 lut 2011, 12:00 Mieszkańcy Unii Europejskiej znają głód już tylko z książek historycznych. Jednak kwestia bezpieczeństwa żywnościowego jest coraz goręcej dyskutowana w europejskiej polityce rolnej. Zapewnienie wystarczających zasobów żywności... 94
            • Nieznośna lekkość smalcu 27 lut 2011, 12:00 Nie chcemy pamiętać o smalcu. Nikt się do smalcu nie przyznaje. Gdy pytam o smalec w domach moich znajomych, ich oburzenie jest tak ogromne, że aż zabawne. Tymczasem to właśnie brak smalcu w kuchni powinien siać kulinarne zgorszenie, nie jego obecność. 96
            • Polaku, nie lecz się sam, czyli psychoterapia 27 lut 2011, 12:00 Opis: Doktor Sigmund Freud notuje coś szybko w małym czarnym notatniku. U szczytu kolejnej kartki starannie zapisuje „Pan Statystyczny Polak". Freud podnosi wzrok i spogląda na obiekt swojej kolejnej analizy, który w tym czasie... 97
            • No i co? Dymków sto 27 lut 2011, 12:00 Co mądrzejsi komentatorzy tzw. sprawy Szopena zauważają trafnie, że należy rozróżniać komiks – dzieło sztuki – od promocji Polski za pomocą komiksu pełnego wulgaryzmów. Pomysł ożenku obu tych zjawisk okazał się raczej nieudany – co daje nam niemal gwarancję,... 97
            • Potrzeba strachu 27 lut 2011, 12:00 Dawno, dawno temu odkryto, że oprócz uprawiania seksu i dobrego jedzenia ludzie uwielbiają się bać. 98

            ZKDP - Nakład kontrolowany