W pogoni za Amy

W pogoni za Amy

Dlaczego Amy Winehouse, jedna z najlepszych wokalistek naszych czasów, zmarła 23 lipca? Bo poza muzyką uwielbiała alkohol, narkotyki i najbardziej ponure ulice Londynu.
W Southgate, północnej dzielnicy Londynu, w której Amy spędziła dzieciństwo, jest pięć synagog, kilka niedużych klubów i szpital odwykowy Priory, znany z leczenia sław. Po raz ostatni Amy trafiła tam kilka miesięcy przed śmiercią. Stałym bywalcem kliniki jest Pete Doherty, inny enfant terrible brytyjskiej sceny muzycznej, zaprzyjaźniony z Winehouse. Barmani z lokalnych knajp pamiętają uroczą nastoletnią Żydówkę, która dziesięć lat temu z piwem siadała na barze i  swoim śpiewem uciszała rozmowy. Wyglądała jak młoda Ronnie Spector, śpiewała jak Sarah Vaughan i żyła jak Billie Holiday. Muzykę lat 50. i  60. połączyła z elementami hip-hopu i tekstami pisanymi współczesnym brytyjskim slangiem. Niemal od początku miała wszystko, czego trzeba, żeby stać się legendą – wizerunek, talent, nieodpowiedniego faceta i  potężne skłonności do autodestrukcji. Zdążyła wydać tylko dwie płyty –  obiecującą „Frank" (2003) i wybitną „Back To Black” (2006).

Ostatnie lata jej życia były tabloidowym spektaklem, z narkotykami i wódką w  rolach głównych. Prasa brukowa publikowała zdjęcia nieprzytomnej Winehouse wytaczającej się z klubów, leżącej w swoim, zamienionym w  narkotykową melinę domu, wśród brudnych strzykawek i rurek do palenia cracka. Dramatyczne wyznania członków rodziny piosenkarki trafiały na  czołówki gazet, a jej były mąż Blake Fielder-Civil stał się ulubionym antybohaterem brukowców. Mimo to wszyscy wciąż czekali na zapowiadaną od  lat trzecią płytę artystki.

Niezwykle trudny do zniesienia musiał być dla niej świat ponurych dzielnic Londynu. Do Southgate wracała po każdym koncercie i każdym wywiadzie. Za wszystkimi nagrodami, milionami sprzedanych płyt, sesjami zdjęciowymi kryła się biedna dziewczyna z  biednej dzielnicy. 23 lipca, po trwającym 36 godzin maratonie alkoholowym, Amy wróciła do domu, gdzie, jak nieoficjalnie donoszą brytyjskie media, wstrzyknęła sobie miks heroiny, ecstasy i ketaminy. Niedługo później zmarła.

Ulice i jazz

Ukształtowała nowe pokolenie wokalistek. Otworzyła drzwi do kariery nowym gwiazdom brytyjskiej muzyki, takim jak Duffy czy Adele. Ją samą najbardziej inspirowali artyści niewspółcześni. W czasach kiedy jazz kojarzył się wyłącznie z klubami dla podstarzałych melomanów, mówiła o  sobie „jestem wokalistką jazzową". Fascynowała ją muzyka Theloniousa Monka, Cole’a Portera, Milesa Davisa, Dinah Washington i Franka Sinatry. Fascynacją tym ostatnim zaraził ją ojciec Mitch, którego Amy nazywała Sinatrą w wersji karaoke.

Mitch, z zamiłowania jazzman, z zawodu taksówkarz, wpoił jej przekonanie, że najlepsza muzyka skończyła się w  latach 60., a najważniejsze w życiu to iść własną drogą, czego dowiódł, wyprowadzając się od rodziny i na jakiś czas znikając z życia dziesięcioletniej wtedy córki. Amy własną drogą szła już w szkole. Dwukrotnie wyrzucano ją za brak postępów w nauce i karygodne zachowanie. Gdy cudem udało jej się ukończyć gimnazjum, postanowiła, że ze szkołą koniec. Miała 15 lat, właśnie zaczęła śpiewać w zespole jazzowym i  odkryła marihuanę. – Jeśli masz skłonności do uzależnień, po prostu zmieniasz swoje trucizny, od lekkich do coraz cięższych – powiedziała kilka lat temu dziennikarce magazynu „Rolling Stone".

Nastoletnia Winehouse była zmorą właścicieli klubów jazzowych w  północnym Londynie. Zjawiała się z grupką znajomych i zostawała do  późna. Czasem wywoływała awantury. Steve, kiedyś barman w The Vortex Jazz Club, klubie jazzowym w Dalston w Hackney, tak wspomina jej pierwszy, nieoficjalny występ: – Nie dała się wyprosić. Wszyscy barmani ją znali, zawsze była bardzo uprzejma. Ale kiedy zaczynała pić, zmieniała się nie do poznania. Potrafiła zabrać komuś piwo i wylać je na głowę. A potem, kiedy zespół przestawał grać, siadała na barze z gitarą i zaczynała śpiewać. Nie można było się na nią złościć. Kiedy przyszła tu pierwszy raz, miała może 18 lat. Wyglądała, jakby przed wejściem zdążyła wziąć wszystkie narkotyki świata. Podeszła do mnie chwiejnym krokiem, z przymkniętymi powiekami i zapytała, czy może zaśpiewać. Zanim zdążyłem ją wyprosić, zaczęła i wszystkie rozmowy ucichły.

Steve od  dawna nie pracuje już w Vortex, handluje marihuaną i dla niepoznaki dorabia w popularnej knajpie Three Crowns przy Stoke Newington, ma więc wiele do powiedzenia o przynajmniej kilku gwiazdach brytyjskiej sceny. Lubi pogadać, zwłaszcza z cudzoziemcami, którzy na pewno nie doniosą do  Starego Jaśka (Old Bill), jak policję nazywają mieszkańcy wschodniego Londynu.

Od samego początku najlepszą wymówką Amy był talent. – Któregoś razu dołączyła do grającego u nas zespołu. Kiedy była w połowie piosenki, przestali grać. Kiedy zaczynała śpiewać, wybaczało się jej wszystko – wspominał na łamach „Rolling Stone" Sam Shaker, właściciel klubu Jazz After Dark w Soho. – Była uroczą młodą dziewczyną z depresją. I z wielkim głosem. Zawsze nieszczęśliwie zakochana.

Love story

Wydana w 2003 r. debiutancka płyta Amy – „Frank" – była dedykowana jednej z takich miłości. Przyniosła jej prestiżową nagrodę Mercury, nominację do Brit Awards i opinię jednej z najbardziej utalentowanych wokalistek w Wielkiej Brytanii. Piosenki, które śpiewała, brzmiały świeżo, choć nawiązywały do muzyki z innej epoki. Oszczędne, zagrane na  gitarze podkłady jazzowe ze współczesnością łączył jedynie pulsujący hiphopowy bit, zasługa producenta Salaama Remiego, który wcześniej pracował m.in. z Fugees. Głęboki alt Amy i frywolne teksty o  nieszczęśliwej miłości sprawiły, że piosenki z „Franka” spodobały się krytykom. „Ta piękna i bardzo utalentowana młoda dama zapewne jeszcze nieraz o sobie przypomni” – pisał „The Guardian” kilka dni po premierze płyty. Przypomniała bardzo szybko. Kiedy zabierała się do pracy nad drugim albumem, była już ulubioną bohaterką brytyjskich tabloidów.

Swojego przyszłego męża poznała tuż po premierze „Franka", w jednej z  knajp w Camden. Blake Fielder-Civil lubił mówić o sobie, że na pół etatu asystuje przy produkcji teledysków. W praktyce nie robił nic. Miał słabość do twardych narkotyków i to właśnie jego ojciec piosenkarki najczęściej oskarża o sprowadzenie Amy na złą drogę.

Winehouse zakochała się bez reszty, już kilka miesięcy później wytatuowała sobie imię ukochanego na piersi. Ich burzliwy, pełen rozstań i powrotów romans stał się inspiracją do piosenek na jej drugą płytę, „Back To Black". Do pracy oprócz Salaama Remiego włączył się Mark Ronson. To on zamienił gitarowe ballady w rodzaju „Rehab”, „Back To Black” czy „I’m No Good” w wielkie przeboje.

Płyta rozeszła się w kilku milionach egzemplarzy, otworzyła Amy drzwi do Ameryki i przyniosła pięć nagród Grammy. Ale wtedy Winehouse nie mogła ich już odebrać. Cofnięto jej wizę ze względu na  powracające problemy z narkotykami. Tuż po premierze „Back to Black" była już kimś innym niż w czasach płyty „Frank”. Z pulchnej dziewczyny zmieniła się w schorowaną, wysuszoną anorektyczkę z wyraźnymi śladami po  nakłuciach i samookaleczeniach na rękach.

Jej życie zaczęło przypominać klasyczny narkotykowy schemat, którego ofiarami, oprócz samej piosenkarki, byli wszyscy ci, którym na niej zależało. Raz na kilka miesięcy tabloidy cytowały opinie lekarzy, których zdaniem piosenkarka miała przed sobą ledwie kilka miesięcy życia. Pojawiały się informacje o grożącej jej rozedmie płuc i powracających problemach z  ciężkimi narkotykami. „Wciąż była wielką gwiazdą, diwą z niespotykanym talentem. Ale gdyby go nie miała, pewnie skończyłaby jak wielu innych na  ulicach Hackney czy Camden. Stałaby się jednym z tych wampirów, które proszą cię o drobne na jedzenie, a w rzeczywistości zbierają na  narkotyki" – pisał „The Telegraph”.

Przez ostatnie lata Amy żyła równocześnie w dwóch światach. W Camden miała dom za trzy miliony funtów, parę przecznic dalej drugi świat, w którym talent jest już zupełnie nieistotny.

Wampiry z Hackney

Hackney, ciesząca się złą sławą dzielnica we wschodnim Londynie, to  ulubione miejsce artystów i poczekalnia dla tych wszystkich, którzy chcieli zostać gwiazdami, ale im nie wyszło. Szkot Chris przyjechałtutaj z Glasgow z gitarą i kilkoma piosenkami. Zamierzał zrobić karierę, ale  czeka na swój moment, pomieszkuje więc gdzie się da, a w ciągu dnia zbiera pieniądze. Ma dobre miejsce, tuż pod sklepem, do którego przychodzą głównie starsze panie, a te, jak wiadomo, się litują. O wiele lepsze miejsce miała Serena, ale ją narkotyki zniszczyły tak bardzo, że  tylko siedzi na chodniku pod wielką kołdrą. Policjantki od czasu do  czasu sprawdzają, czy jeszcze żyje. Serena marzyła kiedyś o karierze w  telewizji, więc rzuciła wszystko i z Birmingham przyjechała do Londynu. Wystąpiła nawet w reklamie, lecz miała słabego agenta i nic wielkiego z  tego nie wyszło. Teraz marzy tylko, żeby mieć dziesięć funtów na  heroinę, kiedy zacznie ją łamać w kościach.

Do Hackney najlepiej dojechać pociągiem z Liverpool Station. Na stacji Hackney Downs stała rama roweru, który ktoś przypiął do latarni. Miejscowe dzieciaki wzięły wszystko, co dało się odczepić od ramy. Jeszcze kilka lat temu obok roweru stał Mike, który zawsze miał przy sobie cały swój majątek – sfatygowaną gitarę, plecak z ciepłą bluzą i  czapką. Grał smętne dylanowskie piosenki, zbierał co łaska, niektórych słuchaczy zapraszał na koncert. W 1993 r. był jednym z producentów płyty „Fate Of Nations" Roberta Planta, który proponował Mike’owi dołączenie do zespołu. Trudno powiedzieć, kiedy coś poszło nie tak. Trzynaście lat po udziale w sesji jednego z najlepszych albumów byłego lidera Led Zeppelin Mike’owi nie został złamany grosz. Raz na dwa tygodnie, jak każdy biedak, dostaje zapomogę w wysokości 120 funtów, ale ponieważ jego nałóg kosztuje 20 funtów dziennie, musi zarabiać. Dlatego gra. Od dawna nie nagrywa płyt, jednak w przeciwieństwie do Winehouse przynajmniej żyje.

Nowa legenda

Trzecia płyta Amy miała być pożegnaniem z dręczącymi ją demonami. Wokalistka znów zaczęła pracować z Markiem Ronsonem, który od czasu „Back To Black" dorobił się opinii producenta cudotwórcy. W kolejnych wywiadach zapewniała, że skończyła z narkotykami i stara się mniej pić. Rozwiodła się z mężem, zerwała kontakty z Petee’m Dohertym i innymi znajomymi, z którymi wcześniej brała narkotyki. Mimo to trasa koncertowa po Europie, która miała być początkiem wielkiego powrotu artystki, została przerwana po tym, jak w czasie koncertu w Belgradzie Winehouse nie była w stanie utrzymać się przy mikrofonie i wygwizdana przez publiczność zeszła ze sceny.

W marcu w słynnym studiu przy Abbey Road nagrała duet z Tonym Bennettem. To było jej ostatnie nagranie. Wtedy też udzieliła ostatniego wywiadu. W rozmowie z dziennikarzem „The Telegraph" nie wspomniała ani słowem o narkotykach, swoim byłym mężu ani problemach osobistych. Mówiła o muzyce i swoich idolkach – Dinah Washington, Sarah Vaughan, Minnie Ripperton. – Chciałabym śpiewać tak jak one. I  chciałabym nauczyć się porządnie grać na gitarze – mówiła. – Śpiewanie z  Tonym Bennettem to dla mnie wielki zaszczyt. Będę o tym opowiadać wnukom.

W czasie uroczystości pogrzebowych jeden z jej przyjaciół powiedział: – Wszyscy staraliśmy się ją ocalić, ale nikomu z nas nie  udało się jej dogonić i naprawdę zajrzeć w jej wnętrze. Świat stracił wielką bohaterkę, ale zyskał nową legendę.
Okładka tygodnika WPROST: 31/2011
Więcej możesz przeczytać w 31/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 31/2011 (1486)

  • Zamach pożyteczny 31 lip 2011, 12:00 Nie ma znaczenia, że żadnego zamachu na tupolewa nie było. Dla wielu zamach albo przynajmniej przypisywanie Rosjanom odpowiedzialności za katastrofę są obiektywnie użyteczne. Obiektywnie więc zamach był. 4
  • Na skróty 31 lip 2011, 12:00 Apple ma więcej gotówki niż rząd USA Jedni zbierają znaczki, inni motyle, a koncern Apple zbiera pieniądze. Najświeższe wyniki finansowe informatycznego giganta pokazują, że dysponuje on gigantycznymi rezerwami finansowymi, większymi... 7
  • Wewnętrzne piękno 31 lip 2011, 12:00 Znany i sławny atonom (tak o tej specjalności mówią fachowcy), autorytet w dziedzinie wewnętrznej budowy człowieka, profesor Ryszard Aleksandrowicz zwykł mawiać do studentów medycyny, że nawet człowiek brzydki może mieć piękne organy... 9
  • Witaj w krainie, gdzie obcy ginie 31 lip 2011, 12:00 Jest człowiek, który wie, jak uczynić z polskich gwiazdek artystki pokroju Madonny i Lady Gagi. Nazywa się Brian Allan, jest Szkotem, pracuje przy projekcie „Poland... Why Not?" i udzielił wywiadu portalowi Interia, w którym... 10
  • Raport smoleński 31 lip 2011, 12:00 Nie poznaliśmy jeszcze całej prawdy o katastrofie smoleńskiej – tak odpowiedziała zdecydowana większość Polaków w sondażu przeprowadzonym na zamówienie "Wprost" w połowie zeszłego tygodnia. Czy ogłoszenie raportu komisji Millera może cokolwiek w tej kwestii zmienić? 12
  • Ostatnia wersja prawdy 31 lip 2011, 12:00 Najbardziej oczekiwany dokument ostatnich lat. Czy po 475 dniach od katastrofy uznamy go za ostateczne wytłumaczenie przyczyn wypadku? Czy jedno z trzech istniejących? 16
  • Nie chcę odwetu 31 lip 2011, 12:00 Chcę tylko, by ktoś, kto ponosi winę, poniósł też konsekwencje. I polityczne, i karne. Doprowadza mnie do szału ta nasza bylejakość. Katastrofa, bez precedensu w dziejach świata, zdarzyła się przez słabość naszego państwa – mówi wdowa po Jerzym Szmajdzińskim. 18
  • Niech uderzą się w piersi 31 lip 2011, 12:00 Oczekuję, że politycy, którzy mówili, że Lech Kaczyński wywierał naciski, by lądować, a pijany generał zmusił do tego pilotów, będą teraz mieli odwagę powiedzieć „przepraszam” – mówi córka posła PiS Zbigniewa Wassermanna, który zginął w katastrofie smoleńskiej. 20
  • Zderzeni 31 lip 2011, 12:00 Jeden uchodzi za twardego, drugi za miękkiego. Jeden przygotował raport, który doprowadził do dymisji drugiego. Jerzego Millera i Bogdana Klicha łączy więcej – obaj pochodzą z Krakowa i obaj są bez szans na rządową posadę po wyborach. 22
  • Katastrofy po katastrofie nie było 31 lip 2011, 12:00 Smoleńsk i po-smoleńsk pokazał, że Tusk nie mówi, tylko odpowiada, Kaczyński nie ma o czym mówić, a Palikot tylko gada – uważa politolog Aleksander Smolar. I tłumaczy, że nasz sondaż na temat katastrofy pokazuje Polskę normalnych ludzi. 26
  • Wojna na billboardy 31 lip 2011, 12:00 Plakaty wyborcze – 3000 zł. Wynajęcie billboardu na miesiąc – 500 zł. Sesja fotograficzna z retuszem zmarszczek, wybieleniem zębów i oprawieniem „psich oczu” – 500 zł. Cztery lata spokojnej pracy na Wiejskiej – bezcenne. 32
  • Mam skłonność do bycia sobą 31 lip 2011, 12:00 Nieznośna lekkość politycznego bycia Ryszarda Kalisza potrwa kolejne cztery lata. Ale tym razem na warunkach ściśle określonych przez szefa SLD Grzegorza Napieralskiego. 35
  • Dwa wyroki, dwie Polski 31 lip 2011, 12:00 W obronie wolności słowa liczy się zapewne nie tylko, co się mówi, ale kto mówi. Prawdziwy patriota może więcej. Nieprawdziwy – znacznie mniej. 38
  • Jak bronić demokracji? 31 lip 2011, 12:00 Demokracja jest zbudowana na tak niepewnych podstawach, jak zaufanie, solidarność i kompromisy, więc nie można ustawać w jej obronie. 39
  • Emocje, emocje, emocje 31 lip 2011, 12:00 Gwiazdy tańczą i cierpią. A przy okazji nawiązują romanse, czasem nawet zakładają rodziny. Tak wyglądają kulisy „Tańca z gwiazdami”. Właśnie trwają przygotowania do kolejnej edycji programu – mocno odmienionej. 40
  • Zastaw się, a ożeń się 31 lip 2011, 12:00 Śmigłowiec zrzuca na nowożeńców pół tony płatków róż, na scenie wita gości sobowtór Dody, Maryli Rodowicz albo Michaela Jacksona. Pożegnaliśmy przaśne zabawy typu „poznaj żonę po kolanku”. Nie tylko pod względem budżetów polskie wesela zaczynają przypominać... 44
  • Nolajfy zarywają nocki 31 lip 2011, 12:00 Na zdobywanie itemów i goldu, by przechodziĆ kolejne levele, poświęcają coraz więcej czasu. Gry online to ulubiona rozrywka rosnącej grupy Polaków. 47
  • Pedofil pokazowy 31 lip 2011, 12:00 Premier chce dokończyć wojnę, którą wypowiedział pedofilom. Kilkanaście dni temu z pompą otworzył dla nich specjalny oddział psychiatryczny w Choroszczy. Na razie jest tam jeden pacjent, ale on i tak leży na innym oddziale. 50
  • Diabeł w krainie tabloidów 31 lip 2011, 12:00 Jedyny dzisiaj w Polsce mistrz świata w boksie Krzysztof „Diablo” Włodarczyk znokautował samego siebie: po awanturze z żoną zażył proszki, trafił do szpitala, otarł się o śmierć. Przeżył, ale z desek nie pozwalają mu się podnieść romanse. Zwłaszcza ten najgorętszy,... 52
  • Breivik nie jest sam 31 lip 2011, 12:00 Czy naśladowcy i sympatycy zbrodniarza z wyspy Utoya są większym zagrożeniem dla Europy niż brodaci mułłowie, których tak się obawialiśmy po 11 września 2001 r.? 54
  • Milicja obywatelska atakuje 31 lip 2011, 12:00 Zamach w Oslo przypomniał Amerykanom o zagrożeniu ze strony rodzimych radykałów. Od czasu ataku terrorystycznego z 11 września 2001 r. władze obawiają się głównie ekstremistów muzułmańskich. A niebezpieczeństwo może być bliżej, niż się zdaje. 57
  • Granice tolerancji 31 lip 2011, 12:00 Społeczeństwo wielokulturowe jest potężnym blefem. To absolutne kłamstwo we wszystkich krajach europejskich – mówi jeden z najwybitniejszych francuskich intelektualistów Alain Finkielkraut. 60
  • Blade Runner jedzie na igrzyska 31 lip 2011, 12:00 Oscar Pistorius biegający na protezach z włókien węglowych zakwalifikował się na igrzyska w Londynie! Wywołał zachwyt nad sukcesem człowieka w walce z przeciwnościami. Ale i strach, że to furtka do technologicznego wyścigu zbrojeń. 64
  • Kubuś i jego pan 31 lip 2011, 12:00 Kim jest człowiek, który zapomnianą przez boga i konsumentów markę Kubuś wykreował na rynkowy hit, a ostatnio jednym kiwnięciem palca uratował Dariusza Michalczewskiego przed biznesowym nokautem? 68
  • Szwajcarska moc franka 31 lip 2011, 12:00 Szwajcarzy korzystają z uroków mocnego franka – zwiedzają świat, robią zakupy za granicą i ani myślą, żeby osłabiać swoją walutę. 71
  • W pogoni za Amy 31 lip 2011, 12:00 Dlaczego Amy Winehouse, jedna z najlepszych wokalistek naszych czasów, zmarła 23 lipca? Bo poza muzyką uwielbiała alkohol, narkotyki i najbardziej ponure ulice Londynu. 74
  • Śmierć, która niczego nas nie nauczy 31 lip 2011, 12:00 Już po wszystkim. Ciało zostało skremowane, prochy wsypane do kilku urn, otrzymali je członkowie rodziny i przyjaciele. Grobu nie ma i nie wiadomo, czy będzie. Amy Winehouse znikła. 77
  • Herosi w służbie Ameryce 31 lip 2011, 12:00 W latach 40. ubiegłego wieku Kapitan Ameryka zagrzewał młodych marines do walki z Hitlerem, później nakazywał czujność wobec moskiewskich intryg, a dziś dostarcza jedynie czystej rozrywki. Film o amerykańskim herosie wchodzi właśnie do kin. 80
  • O miłości i innych demonach 31 lip 2011, 12:00 Niepotrzebnie boicie się zapytać: wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, już… wiecie. W filmach seks od dawna nie jest wstydliwą tajemnicą. Ale zakończony właśnie festiwal Nowe Horyzonty dowiódł, że wciąż jest wiele tabu, o których może opowiedzieć kino dla... 82
  • Zaszumienie 31 lip 2011, 12:00 Z sondażu SMG/KRC przeprowadzonego dla „Wprost" przed ogłoszeniem raportu Millera: Czy opinia publiczna zna już prawdę o przyczynach katastrofy smoleńskiej? Tak, wszystkie istotne fakty zostały już ujawnione – 20 proc. Nie,... 95
  • Na bezrybiu i rak ryba 31 lip 2011, 12:00 Tytuł przewrotny, bo o raka trudniej dziś w Polsce niż o rybę, co nie znaczy, że z rybami na polskich stołach jest świetnie. Nie jest. Nie rozumiem braku morskich ryb w nadmorskich restauracjach. Odwiedziłam niedawno targ rybny w Gdyni,... 96
  • Spryciarze i Frajerzy 31 lip 2011, 12:00 TO NA POCZĄTEK O SOBIE. Teren zabudowany, ograniczenie do 50, a ja 90, bo przecież budynki dosyć daleko od drogi i nikogo w pobliżu. Jadę więc tak jak większość polskich kierowców – szybko i bezpiecznie. I dostaję w nagrodę osiem... 97
  • Od POPiS-u do narodu nienawiści 31 lip 2011, 12:00 „Naród kolaborantów" (@ J.M. Rymkiewicz) czy „Gniazdo nienawiści” (@D. Tusk)? Główne listy wyborcze wyglądają tak smacznie, że chciałoby się zagłosować na obie. Pamiętacie POPiS? Teraz byłoby pewno... 97
  • Mądra rodzina 31 lip 2011, 12:00 To była bardzo mądra rodzina. Ludzie oczytani, wykształceni i na poziomie. „Pełna kultura" – jak mówi młodzież, choć to niezbyt zgrabne określenie, bo pełna to może być lodówka lub szafa. To byli niezwykle mili i... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany