Ani nie burzą, ani nie budują

Ani nie burzą, ani nie budują

Rozmowa z Janem Rokitą, posłem PO
"Wprost": Dlaczego Fotyga musi odejść?
Jan Rokita: "Musi" to za ostro powiedziane. Rzecz w tym, że polska polityka zagraniczna ma nieźle wytyczone cele, ale jest fatalnie na co dzień prowadzona. Pani minister sobie z tym nie daje rady. Podobno premier też jest tego świadom.

- Podobno wszyscy w Europie mówią, że nasi negocjatorzy odnieśli sukces.
- Szczerze mówiąc, nie zauważyłem, żeby ktoś poza samymi negocjatorami mówił o sukcesie. Ale oni zawsze tak mówią, nawet jak jest klęska.

- A jest klęska?
- Jest tak sobie. Polskę, jak w Biblii, czeka najpierw siedem lat tłustych, a potem siedem chudych.

- Anna Fotyga zapowiada, że za siedem lat wynegocjujemy nowe, lepsze warunki.
- Chwała Bogu, już nie ona będzie je negocjowała. Pani minister nie jest najsilniejszym atutem naszej polityki zagranicznej. Gdyby nie ona, byłoby dużo lepiej.

- Pan negocjowałby lepiej?
- Dla mnie przykładem są Anglicy. Nigdy nie grożą zerwaniem negocjacji, a osiągają, co chcą. Tymczasem PiS-owski sposób negocjacji jest anachroniczny.

- W jakim sensie?
- Kiedy bracia walczą o pozycję Polski w Europie, jestem w dwustu procentach za nimi. Problem w tym, że oni myślą kategoriami z innej epoki. Są anachroniczni. Boją się rozszerzenia unii i pogłębienia integracji. Tacy gaulliści czterdzieści lat po de Gaulle'u.

- Może walczą z "partią białej flagi"?
- Nie używam tego określenia, bo nie lubię obrażać ludzi. Ale problem rzeczywiście jest. Mamy w Polsce całkiem dużą część świata intelektualno-politycznego, która jest przekonana, że jesteśmy gorsi, słabi i nieefektywni. Taki zbiorowy kompleks polskiej inteligencji.

- Pan też krytykuje "wykształciuchów"?
- Mówię tylko o myśleniu części elit, które powtarzają: "Skoro nas już w tych pałacach europejskich tolerują, to siedźmy cicho". Tadeusz Konwicki mógłby o tym napisać kolejny tom "Kompleksu polskiego"!

- Głównym bohaterem byłby pana dawny kolega partyjny Bronisław Geremek?
- Zasługi prof. Geremka w budowaniu autorytetu Polski w latach 90. są ogromne. Zresztą uważam go za swojego politycznego mistrza. Ale, jak to bywa, drogi ucznia i mistrza się rozchodzą. Dziś kompletnie nie podzielam ani jego linii polityki zagranicznej, ani chęci zbliżenia z SLD.

- A pan chce się zbliżyć z braćmi Kaczyńskimi? Podobno przesłał pan życzenia urodzinowe premierowi.
- Wysłałem, bo uważam go za wybitnego polityka. Nawet jeśli dostrzegam mnóstwo błędów, które popełnia.

- Jakim jest premierem?
- Silnym.

- To dobrze?
- Bardzo dobrze. Problem w tym, że właśnie doszedł do ściany. Utracił misję, nie wie już, po co ma rządzić. Od pół roku nie słyszałem ani jednej jego wypowiedzi, w której by wyjaśnił wyborcom, co PiS chce dalej robić.

- Przecież robi. Jedni mówią, że ratuje Polskę, inni, że prowadzi ją ku przepaści, ale nikt nie zarzuca mu bierności.
- To zabawne! Zwolennicy PiS mówią, że bracia dokonują rewolucji moralnej, a przeciwnicy, że likwidują ład demokratyczny. Ale jedno i drugie to polityczna histeria. Kaczyńscy ani nic nie burzą ani niczego nie budują. Tak naprawdę zmian jest mało.

- A wymiar sprawiedliwości?
- Na podstawie konferencji prasowych ministra Ziobry rzeczywiście można by sądzić, że panuje u nas jakobinizm. Na poziomie czynów tkwimy jednak w marazmie.

- A sprawy zagraniczne?
- To nieporadna kontynuacja polityki Leszka Millera, który też lubił się szarpać na arenie międzynarodowej. W tym sensie Kaczyński jest uczniem Millera. Zresztą nie tylko w tym. W polityce rozszarpywania państwa jak sienkiewiczowskiego sukna uczeń zdecydowanie przeszedł mistrza.

- Mówi pan językiem spotów, na które ostatnio walczą PO i PiS.
- Każdą kampanię negatywną przyjmuję z ciężkim sercem. Ale przesłanie przygotowanego przez platformę spotu jest prawdziwe: standardy w Polsce Kaczyńskich nie są lepsze niż w czasach Millera.

- Doczekamy się wreszcie lustracji?
- Jestem średniookresowym optymistą. Problem w tym, że PiS nie do końca chce tę przeszłość rozliczyć.

- Twierdzi przecież, że jest za.
- Tyle że w ostatnich miesiącach mamy do czynienia z bezprecedensowym awansowaniem dyspozycyjnych prokuratorów stanu wojennego. Bo przywódcy PiS nadali sobie władzę rozgrzeszania ludzi.

- To znaczy?
- Jeśli jesteś komunistą czy konfidentem, ale przyjdziesz do PiS, dostajesz absolucję ze swego życiorysu. Jak w konfesjonale. Dlatego dla braci Kaczyńskich minister Jasiński nigdy nie był w PZPR, Andrzej Kryże nie skazywał za opozycyjną działalność Bronisława Komorowskiego, a komendant Kornatowski nie występuje w raporcie Rokity.

Rozmawiali
Katarzyna Nowicka i Marcin Dzierżanowski


Fot: Z. Furman
Okładka tygodnika WPROST: 28/2007
Więcej możesz przeczytać w 28/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 28/2007 (1281)


ZKDP - Nakład kontrolowany