Pogoń za króliczkiem

Pogoń za króliczkiem

Na 82. urodziny twórca "Playboya" dostanie w prezencie film fabularny o  sobie
Dobra wiadomość jest taka, że przed kamerę trafi życie jednego z filarów popkultury XX wieku. Zła, że za kamerą stanie Brutt Ratner, który do kina wszedł harcerskimi komedyjkami o policjantach z serii "Godziny szczytu". A przecież historia Hugh Hefnera i jego "Playboya" to kawał dziejów Ameryki.

Hugh Hefner
(ur. 1926)
jest sponsorem litery Y w sławnym napisie Hollywood na zboczu góry pewien podgatunek królika (Sylvilagus palustris hefneri) został ochrzczony jego nazwiskiem  wykupił grobowiec na cmentarzu w Westwood, obok Marilyn Monroe
Ślicznotki do przypinania
Imperium "Playboya" Ameryka wyhodowała sobie na własne życzenie. Była to spontaniczna odpowiedź na fakt, iż mocarstwo, które wygrało II wojnę światową, nie umiało dać sobie rady z erotyką. Bo z wojennych frontów płynęło zamówienie na nowy typ kobiet. Karierę robiły nie słodkie ślicznotki w kloszowych spódnicach, lecz "pin-up girls" - panienki w kusej bieliźnie, przypinane (pin-up) do maty nad koszarowym łóżkiem. Żartowano nawet, że całe pokolenie amerykańskich chłopców wyrosło w przekonaniu, że kobieta składa się w czerech miejscach - jak na rozkładówkach. Rita Hayworth, sfotografowana w samej bieliźnie, została "przypięta" do eksperymentalnej bomby atomowej, nazwanej "Gilda" i zdetonowanej na atolu Bikini.
Seks stawał się monetą przetargową w karierze, a najdalej idące wnioski wyciągnął z tej sytuacji John Edgar Hoover, dyrektor FBI. Aż 60 tys. jego informatorów pracowało w tzw. wywiadzie seksualnym. Przesiadywali w barach dla gejów, by przyłapać homoseksualistów z rządowych posad. Robili naloty na hoteliki pod miastem. Co miało też zapomnianą dziś przyczynę - w latach 40. ruszyła masowa produkcja penicyliny, która unieszkodliwiła kiłę. "Żyj chwilą, lekarstwo się znajdzie" - mawiano. Tymczasem senator MacCarthy grzmiał w telewizji, że dysponuje listą 200 gejów - sowieckich szpiegów, bo tajne homoseksualne sitwy trzęsą Ameryką. Służbom śledczym wyrosła konkurencja - brukowce w typie pisma "Confidential", polujące na seksualne skandale, nie brzydzące się szantażem. "Amerykanie lubią czytać o rzeczach, które wstydzą się robić" - brzmiało motto "Confidentiala", rozchodzącego się w 4 mln egzemplarzy. To te pisma zastosowały po raz pierwszy do sporządzania kompromitujących fotek aparaty na podczerwień i teleobiektywy.

Miss Monroe na rozkładówce
Ale prawdziwy przełom w amerykańskim myśleniu o seksie przyniosła nudna praca naukowa - 800 stronic tabel, liczb i wykresów. Nazywała się "Sexual Behavior In The Human Male" (1948), a do historii przeszła jako "Raport Kinseya". Ów Kinsey, z zawodu badacz owadów, zajął się seksualnością współczesnych mu Amerykanów. I badał ją analogicznymi metodami, które stosował do żuczków. Obserwował, pytał, sumował. Wyszło mu, że 85 proc. białej populacji miało stosunki przedmałżeńskie. Aż 69 proc. mężczyzn miało stosunki z prostytutkami, a onanizm uprawiał prawie każdy. Te dane wstrząsnęły Ameryką.
Raport Kinseya wstrząsnął także pewnym byłym żołnierzem, studentem psychologii uniwersytetu w Illinois, który poświęcił mu pracę semestralną. Składała się właściwie z samych pytań. "Dlaczego »Webster's Colegiate Dictionary« definiuje masturbację jako »samozbrukanie«? Dlaczego rozpowszechnianie informacji o metodach kontroli urodzin i chorobach wenerycznych jest w niektórych stanach sprzeczne z prawem?". Ten student nazywał się Hugh Hefner i po czterech latach własną odpowiedź rozrysował na blacie kupionego na kredyt stołu, ustawionego w skromnej kawalerce w Chicago. Tą odpowiedzią był "magazyn dla wyrafinowanych mężczyzn z miasta", zatytułowany "Playboy". Hefner miał w ręku trzy atuty: pomysł na nowego klienta, kredyt u drukarza i rozebrane zdjęcia wschodzącej gwiazdki filmowej o pseudonimie Marilyn Monroe.
Pomysł polegał na wypełnieniu niszy na rynku prasy dla panów. Stolik do pokera, lokalny bar i łowisko ryb - to były miejsca, w których widzieli Amerykanów redaktorzy pism. Dyskretna garsoniera, luksusowe auto i fotel przed kolumnami hi-fi - odpowiadał na to Hefner. No i ta "miss Monroe"! Kiedy Hefner rozesłał jej zdjęcia hurtownikom prasy, natychmiast spłynęło 70 tys. zamówień na pismo. Mimo to pierwszy numer ukazał się w listopadzie 1953 r. bez daty - Hefner nie był pewien, czy drugi numer w ogóle się ukaże. Ale i ten, i kolejne sprzedały się do zera. "Kinsey udzielił amerykańskiemu mężczyźnie pozwolenia na zmianę stylu życia. Hefner pokazał mu, jak ma to zrobić" - wyjaśniał socjolog Max Lerner. Pod koniec dekady lat 50. każdy numer miesięcznika sprzedawał się już w milionowym nakładzie.
Hefner poszedł za ciosem: 29 lutego 1960 r. otworzył w Chicago pierwszy Klub Playboya, reklamowany jako "Disneyland dla dorosłych". Kluby po dwóch latach prosperowania liczyły 300 tys. członków, a po dziesięciu już milion. Przyciągała do nich atmosfera snobistycznej rozrywki, ale przede wszystkim panienki z obsługi, zwane "króliczkami". "Nosiły stroje, które uwydatniały biodra, krępowały talię, wyszczuplały ją i przechodziły w falliczny stanik, w którym każda pierś wyglądała jak ogromna kula na przednim zderzaku cadillaca" - notował w 1963 r. pisarz i bywalec Norman Mailer.
Co ważne - kluby nie stosowały segregacji rasowej. W latach 60. na południu, np. w Nowym Orleanie, czarni i biali mężczyźni siadywali przy tym samym stoliku. Ale obiad w mieście jedli już w osobnych barach, dzieci też uczyły się w szkołach "dla białych" i "dla czarnych". Kiedy więc Hefner zaczął pokazywać swoje kluby w telewizji, przy stolikach siedzieli Ella Fitzgerald, Duke Ellington czy Ray Charles. Na łamach miesięcznika Hefnera swoje teorie na temat seksu, polityki i sztuki prezentowali najwięksi - od Bertranda Russella, przez Milesa Davisa, po Martina Luthera Kinga. Wówczas miesięczna sprzedaż sięgała jednak już 6 mln egzemplarzy.
Najgłośniejszym bywalcem Klubów Playboya był jednak James Bond. W filmie "Diamenty są wieczne" przedstawiał się jako klubowicz ze złotą kartą. Kiedy prezydent Kennedy wydawał przyjęcia na basenie w Białym Domu, również wzorował się po cichu na Hefnerze i jego klubach.

Playboy pod obcasem
Snobizm i wysoki styl "Playboya", który przyniósł mu takie wzięcie w latach 60., mocno obniżył jego pozycję dekadę później. Po pierwsze, gorszy towar wyparł lepszy. Sieć klubów ze striptizem - bez żadnej dodatkowej ideologii - zaczął od 1970 r. rozkręcać Larry Flint, który w 1974 r. wszedł na rynek z "Hustlerem" - zamiast wykwintu dawał "kobiece mięso". Po drugie, Hefnera wzięły ostro pod obcas feministki. W latach 70. przez Amerykę przetoczyła się kampania pod hasłem: "Jesteśmy partnerkami mężczyzn, a nie królikami, na które polują oni w wolnej chwili". Hefner się bronił, ale pamiętano mu, że to on przypominał Amerykanom: "Twoja sąsiadka też ma »to coś«". I wreszcie, "Playboy" ze swoim przywiązaniem do przebieranek, wyszukanych klubów i czytanek literackich stał się anachroniczny. Zapachniał operetką.
Dziś, ponad pół wieku po wejściu pisma Hefnera na rynek, stylu i dobrego smaku szukamy ciągle w "Playboyu". Ale seksu już gdzie indziej.
Okładka tygodnika WPROST: 28/2007
Więcej możesz przeczytać w 28/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 28/2007 (1281)


ZKDP - Nakład kontrolowany