Ryba po polsku - Łojenie za kanon

Ryba po polsku - Łojenie za kanon

Następca Giertycha może narobić gorszego zamieszania i kazać dzieciakom czytać turpistów albo marksistów
Ciekaw jestem, czy Roman Giertych czytał kiedyś Witolda Gombrowicza, czy też tatuś mu nie pozwolił. A jeśli czytał, to czy zrozumiał. Ktoś kiedyś ładnie powiedział - strzeż się człowieka, który przeczytał tylko jedną książkę. Bardzo to trafne, nawet gdyby chodziło o "Listy Nikodema" Dobraczyńskiego. Oprócz Gombrowicza ofiarą nowego kanonu padło jeszcze dwóch pisarzy bardzo mi bliskich. Leszek Serafinowicz, czyli Jan Lechoń, i Stanisław Lem. Nie wiem, za co spotkał ten los Lechonia, twórcę jednej z najpiękniejszych fraz w poezji polskiej: "Mochnacki, jak trup blady, siadł przy klawikordzie...". Napisał to jako smarkacz kilkunastoletni. Ale uczniom nie zaszkodziłaby przede wszystkim lektura jego "Pamiętników" z dość miażdżącymi charakterystykami wielu pisarzy, którzy uchowali się w kanonie Giertycha. Może to jest powód? A może ktoś w Ministerstwie Edukacji uwierzył w niezbyt poprawne pochodzenie Lechonia, czyli plotkę rozpuszczaną przez Słonimskiego i Tuwima, że Serafinowicz naprawdę nazywa się Serafimowicz i jest krewnym rabina? Któż to może wiedzieć. Natomiast wyrugowanie Lema jest chyba dość zrozumiałe - Lem został ukarany za grzech poczucia humoru. Jeden z najdowcipniejszych pisarzy polskich nie nadaje się do realizacji poważnych zadań, jakie stoją przed polską szkołą. Tylko dzieci wychowane na literaturze ponurej i mrocznej wyrosną na prawych obywateli Rzeczypospolitej, świadomych swych obowiązków, do których w pierwszej kolejności należy bycie ponurym i pryncypialnym. A Lem co? Z czym do gości, z cybernetycznymi bajkami i recenzjami z nie istniejących książek? To już "Biesy" Dostojewskiego bardziej pasują do współczesnej szkoły.
Giertycha łoi teraz za kanon kto może, a ja zastanawiam się, po co nam w ogóle taki odgórny, centralny, zadekretowany kanon obowiązkowych lektur. Czy nie rozsądniej byłoby zostawić tę sprawę do własnej decyzji poszczególnym szkołom, a nawet poszczególnym nauczycielom? To są w końcu fachowcy. Z ogólnopolskim kanonem będą zawsze kłopoty i awantury. Traktowany jest on, niestety, jako narzędzie polityki, i to wcale nie edukacyjnej. Dlatego będzie się zmieniał w rytmie wyborów wraz z każdą nową ekipą rządową i nowym ministrem edukacji. I raz będzie kontestowany powszechnie, jak dziś, kiedy minister nie jest specjalnie lubiany, a drugi raz przemilczany, kiedy ministrem zostanie taka pieszczotka mediów jak pani Łybacka. Ja dopiero teraz się dowiedziałem, że w poprzednim kanonie nie było Sienkiewicza. Teraz rozumiem, dlaczego młodzież mówi tak strasznie niechlujnie, tak kaleczy język polski. Odebrano jej najświetniejszy wzorzec. Można mieć różne zdanie o pisarstwie Sienkiewicza, ale językowo to jest właśnie kanon.
Wyjeżdżając na emigrację wiele lat temu, zabrałem z sobą własny kanon literatury polskiej. Z myślą o córce. Byli tam i Gombrowicz, i Lem, i Sienkiewicz. W latach 80., kiedy przychodziły paczki z gazetami z PRL, a dostawałem wszystko, od "Trybuny Ludu" po "Żołnierza Wolności", naczytawszy się bełkotu partyjnej nowomowy, łapałem się za Sienkiewicza, żeby nie zapomnieć, jak się mówi i pisze po polsku. I proszę, nie zapomniałem, w odróżnieniu od tych, co mieli wówczas w kanonie Machejka i Bratnego.
Oczywiście, gdyby przyszło mi dziś układać kanon lektur obowiązkowych dla szkół - co nie daj Boże- też bym przegiął. Zrobiłbym kanon satyryczny, powstawiał poetów dawno (a szkoda) zapomnianych, takich jak Światopełk Karpiński, kazałbym dzieciom czytać "Pisma wszystkie" Andrzeja Waligórskiego i uczyć się na pamięć wierszy Hemara z lat 50. Co najwyżej, aby iść z duchem czasu, dodałbym obscena Fredry i sprośne wierszyki Morsztyna czy Trembeckiego. Żeby młodzież mogła się przekonać, iż rozmaitych figielków nie wymyślono dopiero ostatnio i nie wprowadzono w Polsce dyrektywą Unii Europejskiej. I że też nie jest to tematyka wyłącznie ponura i otchłanna.
Giertych w porównaniu z tym, co mnie chodzi po głowie, i tak jest powściągliwy, skoro nie wpisał do kanonu ani Rostworowskiego, ani Womeli, ani nawet Irzykowskiego. A przecież mógł. A jego następca może narobić jeszcze gorszego zamieszania i kazać dzieciakom czytać turpistów albo marksistów, co na jedno wychodzi. Dlatego dajmy sobie spokój z kanonem.
Okładka tygodnika WPROST: 28/2007
Więcej możesz przeczytać w 28/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 28/2007 (1281)


ZKDP - Nakład kontrolowany