Izraelska akuszerka

Izraelska akuszerka

Hamas wyrósł na potwora, bo to nieślubne dziecko ze skrajnym islamem
Major Z. miał spędzić koniec tygodnia na górze Tabor, ale jego szefowie zdecydowali inaczej. W Amsterdamie czekała na niego Marlen, kochanka Ibrahima z Wielkiego Meczetu w Gazie. Mimo że spotkał ją tylko raz i to kilkanaście lat temu, dobrze pamiętał piękną dziewczynę z małym koziorożcem wytatuowanym na opalonym przedramieniu. Jej ojciec był generałem SS wydobytym przez Izraelczyków z amerykańskiego obozu dla zbrodniarzy wojennych w Karlsruhe. Matka, francuska Żydówka, działała w ruchu oporu. Marlen urodziła się w kibucu. Gdy miała 12 lat, jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Wychowywała się u obcych. Po odbyciu służby wojskowej wstąpiła do Mossadu. Miała żelazne nerwy i oryginalne pomysły. Brała udział głównie w akcjach związanych z Palestyną.Emerytowani funkcjonariusze tajnych służb twierdzą, że to Marlen była autorką planu, który doprowadził do powstania nowej organizacji islamskiej w Strefie Gazy mającej być przeciwwagą dla OWP. Al-Islami (taka była jej początkowa nazwa) została zarejestrowana w 1979 r. Tylko nieliczni krytykowali tę inicjatywę. Jednym z nich był płk Awner Cohen, który już wtedy zrozumiał, że izraelska akuszerka nie powinna odbierać porodu islamskiego potworka. Dwadzieścia osiem lat temu Cohen przewidział to, co się stało latem 2007 r. w Strefie Gazy. - Robiłem co mogłem. Protestowałem, wysyłałem listy do premiera, ostrzegałem, ale nikt nie zwracał na to uwagi. Dla nich najważniejsze było osłabienie i zneutralizowanie Arafata - mówi Cohen w rozmowie z "Wprost".

Nieświęte przymierze
Niefortunna przygoda Izraela ze skrajnym islamem zaczęła się jednak wcześniej. W ramach umowy pokojowej z Egiptem rząd zgodził się przyznać Palestyńczykom ograniczoną autonomię samorządową. Ale OWP Jasera Arafata wyśmiała ten plan, zapowiadając, że w grę wchodzi tylko powstanie samodzielnego państwa palestyńskiego. W Jerozolimie nie wiedziano, co z tym zrobić. W Mossadzie zrodził się pomysł utworzenia muzułmańskiej organizacji, z którą Izrael będzie robić interesy. Wtedy pojawił się szejk Ahmed Jasin. Sparaliżowany duchowny był postacią nieznaną. Zadecydowała opinia ministra obrony Ezera Weizmana: "To fajny gość. Jest mało ruchliwy i nie będzie porywał samolotów". Inne zdanie miały tradycyjne organizacje islamskie w Strefie Gazy. "Własnymi rękami budujecie palestyńską filię Braci Muzułmańskich" - pisał derwisz Hassan Karati do brygadiera Beniamina Ben-Eliezera. W tym czasie nowa organizacja w Strefie Gazy zmieniła nazwę na Hamas i utworzyła struktury na Zachodnim Brzegu. Jasin stał się pupilkiem wyższych oficerów izraelskiego Zarządu Okupacyjnego. Z jego inicjatywy Hamas budował szkoły, szpitale i meczety.
Jednym z najbardziej energicznych zwolenników nowej taktyki był Ben-Eliezer. Udało mu się przekonać polityków, że nieświęte przymierze między państwem żydowskim a ruchem islamskim zdemoralizuje Palestyńczyków i osłabi motywację organizacji Arafata. Izraelczycy nie zdawali sobie sprawy, że pokój z Allahem może się okazać bardziej niebezpieczny niż wojna ze świeckim terrorem. Gdy zorientowano się, czym naprawdę jest Hamas, było już za późno. Nadeszła intifada, a w Izraelu zaczęli wybuchać samobójcy.
Hamas rządzi dziś w Gazie żelazną ręką. Kupienie butelki piwa jest marzeniem ściętej głowy. Zamknięto prawie wszystkie gazety, świeckie stacje telewizyjne, sklepy z zagranicznymi towarami i wypożyczalnie DVD. Czystka nie ominęła też małej społeczności chrześcijańskiej. Spalono dwa kościoły, a ich ołtarze zamalowano zieloną farbą. Tłumy łamały krzyże i ostrzelały rakietami RPG pobliską katolicką szkołę. Żadna stacja telewizyjna nie ośmieliła się relacjonować na żywo tych wydarzeń.
Podczas niedawnej wizyty premiera Ehuda Olmerta w Waszyngtonie Amerykanie zaproponowali Izraelowi nową taktykę: bojkot Hamastanu w Strefie Gazy i przyjazne stosunki z Fatahlandem na Zachodnim Brzegu. Nie jest jasne, czy na dłuższą metę Olmert zechce być komiwojażerem Abu Mazena. Izrael już kilkakrotnie poparzył sobie ręce, wyciągając z ognia palestyńskie kasztany wskutek błędów popełnionych przy montowaniu Hamasu.
"Nie oglądam wiadomości" - powiedział Bush premierowi Izraela. "Ja też nie. A co pan ogląda?" - spytał Olmert. "Futbol" - odpowiedział Bush. "Ja też - ożywił się Olmert. - Ostatnio oglądałem w Tel Awiwie Real Madryt". Bush może słyszał o Madrycie, ale o Realu z pewnością nie. Sport jest ostatnią przystanią, w której chronią się politycy ścigani przez złe wiadomości. Gdy Olmert wrócił do Jerozolimy, okazało się, że za zwolnienie żołnierza Gilada Szalita Hamas żąda uwolnienia 1200 terrorystów.
Rafik Tirawi, były współpracownik Arafata, nie kryje pesymizmu. "Hamas nie ograniczy się do Strefy Gazy. Spróbuje opanować Zachodni Brzeg - mówi. - I pomyśleć, że to wy stworzyliście poczwarę, która zagraża teraz nam wszystkim". Abu Mazen nie zamierzaj zrezygnować z Gazy, ale nie mając innego wyjścia, chce ją wziąć głodem. Nie mówi tego otwarcie, ale chciałby, by Izrael zamknął drzwi do Gazy na klucz, który wrzuciłby do morza.

Niemoc demokracji
Najgorsze jest to, że w imię opacznie pojętej demokracji rząd toleruje działalność Izraelskiego Ruchu Islamskiego na swoim terytorium. Ta skrajna organizacja jest największą samorządową strukturą w izraelskim sektorze arabskim i ma przedstawicieli w Knesecie. Impotencja władz we wszystkim, co dotyczy izraelskich fundamentalistów islamskich, to co innego niż błędna polityka w stosunku do wczesnego Hamasu, ale jej skutki mogą być nie mniej groźne.
Marlen jest już na emeryturze. Mieszka pod Tel Awiwem i uważa, że kłopoty w Gazie zaczęły się w chwili, gdy miejsce doświadczonych agentów tajnych służb zajęli niekompetentni politycy. Major Z. zginął kilka lat temu w nie wyjaśnionych okolicznościach. Szejk Jasin został zabity przez Izraelczyków. Ben-Eliezer jest ministrem w rządzie Olmerta i nie chciał się ustosunkować do faktów zawartych w tym artykule. Awner Cohen pisze kolejną książkę o Hamasie.
Okładka tygodnika WPROST: 28/2007
Więcej możesz przeczytać w 28/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 28/2007 (1281)


ZKDP - Nakład kontrolowany