Dieta grunwaldzka

Dieta grunwaldzka

Jak jadali Polacy w czasach piastowskich
Nie było ziemniaków, ryżu, pomidorów oraz większości warzyw i owoców. Sery były luksusem. Na cukier, herbatę i większość alkoholi trzeba było poczekać kilkaset lat. Nawet jeśli w początkach państwa polskiego klimat był nieco cieplejszy niż obecnie, przez połowę roku nie było świeżych warzyw, a latem - świeżego mięsa. Cóż więc robili nasi przodkowie, by nie umrzeć z głodu? Często nic.Aby poznać dietę Polaków w czasach piastowskich, musimy odrzucić wszystko to, co pamiętamy z książek. Nie było rozległych pól czy pastwisk z mlecznymi krowami.

Polowanie na jedzenie
Obszar dawnej Polski był gęsto zalesiony, co oznacza, że każde pólko pod uprawę trzeba było z trudem wydzierać lasom - karczując i wypalając. A po roku - oddawać je lasom z powrotem i wydzierać następne. Bo to poprzednie bez nawożenia szybko jałowiało. A wszystko trzeba było robić gołymi rękami, bo narzędzi metalowych prawie nie było. Ziemię spulchniano motykami, a do końca XII wieku używano prymitywnego radła. Rolnictwo było ogromnie pracochłonne. Na początku uprawiano mało wymagające żyto, ale jego wydajność była niska - z jednego wysianego ziarna uzyskiwano zaledwie 2-3 ziarna plonu. Bardziej wydajna pszenica pojawia się za Mieszka I, lecz nawet pod koniec panowania Piastów stanowiła jedynie 9 proc. upraw. Jasne pszenne pieczywo było rzadkością. Średniowieczni Polacy jedli czarny żytni chleb, początkowo w postaci niewyrośniętych placków. Każda rodzina sama piekła go raz w tygodniu. Pod koniec tygodnia można było sobie na nim połamać zęby. Kiedy był zbyt czerstwy, wrzucano go do zupy lub piwa.
Wołowina, którą jedzono najczęściej, pochodziła z dziko żyjących turów. Chroniono je już na początku XV wieku, obawiając się, by wszystkich nie zjeść. Podobnie było z żubrami i tarpanami. Najbardziej znaną wieprzowiną było mięso dzików. Fale głodu były efektem tego, że puszczy nie dało się traktować jak supermarketu. Polowania do czasu wynalezienia broni palnej były bardzo trudne. Nie wszyscy mogli polować. Szlachcic był myśliwym, ale już chłop - kłusownikiem. Dopiero Zygmunt August zakazał natychmiastowego wieszania za kłusownictwo. Na grubego zwierza mógł polować wyłącznie naczelnik plemienia, a później książę. Powód był oczywisty - książę musiał wyżywić dwór. Kmiecie musieli się martwić o siebie sami.
Część historyków przyjmuje, że przed X wiekiem nie było słowiańskiej stolicy właśnie z powodów żywnościowych. Wydajność rolnictwa była tak niska, a ludności tak mało, że książę z dworem musiał się przemieszczać od kasztelu do kasztelu, objadając je z zapasów.
Upowszechnienie chrześcijaństwa oznaczało w ówczesnej Polsce skok cywilizacyjny. Wiele wynalazków kulinarnych zapożyczyliśmy od Czechów. Co wtedy jedzono na dworze? Gall Anonim napisał, że Bolesław Chrobry każdego dnia "zastawiał czterdzieści stołów głównych, nie licząc pomniejszych". O to, co tam podawano, "dbali przynoszący codziennie świeżego mięsa ptasznicy i wszelkiej maści łowcy". W 1007 r. Chrobry wydał największą w czasach wczesnochrześcijańskich ucztę w Polsce. Wcześniej, podejmując w 1000 r. cesarza Ottona III, urządził trzydniową biesiadę. Wspaniałości potraw możemy się domyślać na podstawie opisu nakrycia stołów. Kronikarz wylicza złote i srebrne puchary, misy, czarki i rogi, które raz użyte, wymieniane były na kosztowniejsze, a biesiadujący dostawali je w prezencie.

Wielka kariera kapusty
Bogato jadali tylko książęta i królowie. Chłopska kuchnia była skromniejsza - jej podstawą były kasza i chleb. O roślinach uprawnych wiemy niewiele. W X wieku znane już były marchew, koper, cebula, ogórki, chmiel. Od XIV wieku najpopularniejszym warzywem była kapusta. Jej kariera wiązała się z tym, że dawała się kisić i w zimie stanowiła ważne źródło witamin. Opinie, że rzepa odgrywała wówczas rolę ziemniaka, są grubo przesadzone. Cebula na naszych stołach zagościła dopiero pod koniec XII wieku. Jadano wtedy dużo grochu i bobu. Z owoców znany były śliwki, wiśnie, czereśnie i brzoskwinie. Te ostatnie były popularniejsze niż jabłka i gruszki. Znane były też orzechy włoskie, które wymarzły najpewniej podczas "małej epoki lodowcowej" w połowie XVII wieku.
Niektórzy historycy twierdzą, że kuchnia plebejska i dworska do XV wieku nie różniły się jakością, lecz ilością. Chłop świeżą wieprzowinę jadał dwa razy do roku, bo świnie zabijano tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc. Tzw. mięsopust odbywał się na trzy dni przed rozpoczęciem postu. Jedzono wtedy "do oporu". Resztę konserwowano. Najwcześniejszym sposobem było suszenie. Mięso trzymano na słońcu, po czym, by dodatkowo je zabezpieczyć, nacierano ziołami. Natarte i wysuszone mięso zatapiano w tłuszczu. W późniejszych czasach dodawano ogromne ilości przypraw, np. pieprzu i szafranu. - Jagiełło na pół roku przed bitwą pod Grunwaldem kazał wykopać jamy, w których umieszczono razem z mięsem lód wyrąbany w czasie zimy - mówi prof. Janusz Tazbir. - Bitwa pod Grunwaldem na szczęście odbyła się w połowie lipca. Gdyby wojowie posilali się tylko półroczną dziczyzną przechowywaną w kiepskich warunkach, bitwa nie byłaby potrzebna.
Okładka tygodnika WPROST: 28/2007
Więcej możesz przeczytać w 28/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 28/2007 (1281)


ZKDP - Nakład kontrolowany