Teatr oligarchów

Teatr oligarchów

Chcesz robić interesy w Rosji? Siedź cicho i dziel się z władzą
W Anadyrze, miejskim muzeum stolicy Czukotki, centralne miejsce zajmują niepozorne eksponaty, na przykład kły morsa ozdobione rysunkami. Na jednym z nich wódz światowego proletariatu Włodzimierz Lenin stoi w otoczeniu Czukczów. Na drugim też są Czukcze, ale góruje nad nimi Roman Abramowicz. Ten gubernator regionu, właściciel londyńskiego klubu piłkarskiego Chelsea, to jeden z najbogatszych ludzi w Europie. Ekspozycja znakomicie oddaje to, jak mieszkańcy Czukotki traktują Abramowicza. Jest dla nich niemal Bogiem. Największym człowiekiem po Leninie.Czukotka jest większa od Ukrainy, a zamieszkuje ją tylko 300 tys. ludzi. Dla mieszkańców tej zimnej krainy nikt nie zrobił tyle dobrego, co Abramowicz. Dzięki podatkom z jego firm mieszkańcy Czukotki mogą normalnie żyć. Ich dzieci wyjeżdżają na studia do Moskwy, a nawet do Anglii.
Jest jednak i czarna strona rządów oligarchy. Jego dawni wspólnicy oskarżają go o oszustwa. Jego dawny przyjaciel Borys Bieriezowski nie mówi o nim inaczej niż "bandyta, który wykonuje wszystkie polecenia Kremla". Jedno jest pewne: władze w Rosji się zmieniają, a Abramowicz wciąż jest taki sam. Wciąż jest jednym z najbogatszych ludzi w tym kraju. Wśród rosyjskich oligarchów to odosobniony wypadek.

Kopciuszek miliarderem
Prezydent Putin powoli odsuwał od wpływów tzw. rodzinę, czyli stronników byłego prezydenta Borysa Jelcyna. Odszedł szef kancelarii Aleksandr Wołoszyn i najbliższy doradca Jelcyna Anatolij Czubajs. Biznesmeni Borys Bieriezowski i Władimir Gusinski uciekli za granicę. Najgorzej skończył były szef kampanii naftowej Jukos Michaił Chodorkowski. Za to, że miał ambicje polityczne, szyje teraz worki w kolonii karnej na Syberii. Jedyną osobą "z drużyny Jelcyna", która ciągle ma na Kremlu wysokie notowania, jest Abramowicz. Ten, który był nazywany bankierem "rodziny Jelcyna", ma znakomite kontakty z jego następcą.
Jego przeciwnicy twierdzą, że Abramowicz jest jak kameleon. Nie ma poglądów i dostosowuje się do otoczenia. Prawda jest jednak chyba i taka, że on zrozumiał oczekiwania władzy wobec biznesu. Po Moskwie krąży anegdota, która - nawet jeśli nieprawdziwa - oddaje klimat, który tam panuje. "Spotkanie na Kremlu. Urzędnicy, biznesmeni. Zabrakło piwa. Kto przyniesie piwo? Wszyscy patrzą po sobie z wyczekiwaniem. Podnosi się Roman Abramowicz i z uśmiechem idzie po butelki". - On nie zapyta: "Dlaczego ja?". Nie przypomni, że jego majątek gazety wyceniają na 10 mld funtów. Bez słowa odgaduje intencje władzy - twierdzi politolog Aleksiej Muchin.
Życiorys Abramowicza to typowy przykład kariery w czasach przełomu. Jak to się stało, że człowiek, który ma 40 lat, dorobił się tak ogromnej fortuny? Tak jak wszyscy rosyjscy oligarchowie za grosze wykupił państwowy majątek, który kilka lat później był wart fortunę. Aby to zrobić, trzeba było spełniać jedno kryterium: znać właściwych ludzi. Abramowicz miał zawsze znajomości wśród polityków, biznesmenów, agentów KGB i zwykłych bandytów.
W każdym związku Roma pozostawał jednak w cieniu. Działalność gospodarczą zaczął na początku lat 90. jako założyciel studenckiego Kooperatywu Przyjemność. Początkowo sprzedawał odzież dziecięcą. Szybko zajął się jednak handlem ropą naftową. - Woziliśmy ropę cysternami z Kazachstanu - wspomina jego wspólnik Walery Oif. Nie byłoby fortuny Abramowicza, gdyby nie jego znajomość z Bieriezowskim. Jak biznesmeni się poznali, nie wiadomo. Obaj mówią o tym niechętnie. Dlaczego Bieriezowski, już wówczas współwłaściciel firmy samochodowej Łogowaz, wziął sobie młodszego wspólnika? Jak twierdził, zdecydował przypadek. Nikt nie udowodnił, czy i jaką rolę odegrały wtedy służby specjalne, choć według rosyjskich mediów, obaj biznesmeni mieli kontakty w KGB.
Interesem życia okazał się dla Abramowicza zakup w 1995 r. syberyjskich złóż ropy i rafinerii w Omsku. Powstała firma Sibnieft. Jak wspominał Bieriezowski, jego zadaniem było przekonanie prezydenta Jelcyna do "prywatyzacji" zakładów. Abramowicz kontrolował operację na Syberii. Nie było łatwo, gdyż w dużych przedsiębiorstwach rządzili wówczas czerwoni dyrektorzy - działacze partyjni, nominowani przez partię komunistyczną. Dyrektor omskiej rafinerii Iwan Lickiewicz był przeciwny prywatyzacji. Zginął w tajemniczych okolicznościach. Jego kierowca zeznał, że Lickiewicz pojechał się wykąpać w rzece i tam się utopił. Kolejny zarządca, Oleg Czertow, został zastrzelony. Milicja uznała, że było to zabójstwo na tle rabunkowym i umorzyła śledztwo. Kolejny dyrektor był już człowiekiem Abramowicza. Za 51 proc. akcji Sibnieftu Bieriezowski i Abramowicz zapłacili 100 mln dolarów. Kiedy sześć lat później Abramowicz odsprzedał firmę Gazpromowi, dostał - według rosyjskiej prasy - 12 mld dolarów.

Bankier Kremla
Abramowicz i Bieriezowski stali się nierozłączni. Według podobnych schematów kupowali kolejne zakłady. Weszli do wielkiej polityki. Zwalczali frakcję ówczesnego szefa ochrony prezydenta Aleksandra Korżakowa. W tym duecie to Bieriezowski dominował. To on wprowadził Abramowicza na Kreml, zapoznał z wpływową córką Jelcyna Tatianą Diaczenko. Wtedy Abramowicz zyskał przydomek "bankier Kremla". Podobno z uśmiechem i bez zbędnych pytań wyciągał pieniądze dla rodziny prezydenta.
Wszystko się zmieniło po dojściu do władzy Putina. Wprawdzie Abramowicz ciągle dawał pieniądze i biegał po piwo, ale Bieriezowskiemu już taka rola nie wystarczała. Spychany na margines, został zmuszony do ucieczki z kraju. Interesów miał pilnować Abramowicz. Dziś Bieriezowski mówi, że był to błąd jego życia. "Abramowicz jest złodziejem, oddał Kremlowi moje pieniądze. Anglicy powinni się dowiedzieć, czym się zajmuje właściciel ich drużyny" - przekonuje.
Najcięższy zarzut dotyczy wymuszonej przez państwo sprzedaży firmy Sibnieft. Według rosyjskich mediów, tylko część z 12 mld dolarów trafiła do Romy, bo prawie połowę zainkasowali ludzie Kremla. Bieriezowski nie dostał nic. Przyjaźń zamieniła się w nienawiść. Do rosyjskiego sądu ma ponownie trafić sprawa tajemniczych śmierci "czerwonych dyrektorów". Tym razem Bieriezowski jest też głównym oskarżonym. - Nie ma wątpliwości, że obaj byli wspólnicy doskonale wiedzieli o morderstwach - twierdzi dziennikarz Aleksiej Kuprianow. A jednak to Bieriezowski jest na straconej pozycji. Na Kremlu jest uważany za wroga numer 1. Przyczyna jest jedna: Bieriezowski, który sam ma na sumieniu wiele ciemnych spraw, chce doprowadzić do obalenia Putina. Wspiera finansowo opozycyjne siły - od Partii Narodowo-Bolszewickiej po liberalne Jabłoko. Abramowicz to ulubieniec Putina, "swój" człowiek w biznesie.

Kapitalizm państwowy
- Najistotniejszą cechą putinizmu jest kontrola nad głównymi gałęziami gospodarki - mówi "Wprost" politolog Michaił Dieliagin. - Wolny rynek jest więc w dużej mierze fikcją - dodaje. Władze podsycają społeczną nienawiść do bogatych. Przyznawanie się do tego, że jest się bogatym, stało się nie tylko niemodne, ale i groźne.
Wyśmiewani pionierzy rosyjskiego kapitalizmu przestali być ideałem dla rosyjskich mediów. Zostali zastąpieni przez zimnych i teoretycznie ascetycznych urzędników, często wywodzących się z KGB. Oczywiście, są i nowi oligarchowie - jak Timczenko czy bracia Kowalczukowie. Ci jednak pilnie strzegą swej prywatności. Zdaniem wielu mediów, nie są też właścicielami fortun, które im się przypisuje, lecz tak zwanymi słupami. Prawdziwymi bogaczami mogą być inni ludzie - może urzędnicy z kancelarii prezydenta, a może i sam Putin.
Starzy oligarchowie wiedzą, że jeśli chce się robić interesy w Rosji, trzeba siedzieć cicho i dzielić się z władzą. Możliwości są dwie: wyjazd na emigrację - jak w wypadku Gusinskiego czy Bieriezowskiego - albo kolonia karna - jak w wypadku Chodorkowskiego. Dlatego nie słychać sprzeciwów, gdy Putin żąda "składki" na remont swojej letniej rezydencji w Strzelnie.
Starzy oligarchowie, jak Michaił Potanin czy Piotr Awien, chcą, by media o nich zapomniały. Jednak w prasie pojawiają się ataki na rozwiązłość klasy wyższej i jej brak patriotyzmu. Często są one inspirowane przez Kreml. Cyniczni urzędnicy chętnie biorą stronę "przeciętnego obywatela", ofiary prywatyzacji z lat 90. Jest jednak wyjątek. To Roman Abramowicz. Jemu prokremlowska telewizja wybaczyła nawet kupno angielskiego klubu piłkarskiego. Dzięki służalczości wobec Kremla Roma może spać spokojnie. Może sprzedać nawet najbliższego przyjaciela.
Okładka tygodnika WPROST: 28/2007
Więcej możesz przeczytać w 28/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 28/2007 (1281)


ZKDP - Nakład kontrolowany