Wprost przeciwnie - Branie głodem

Wprost przeciwnie - Branie głodem

Głodówki polskich lekarzy i pielęgniarek to kiepski kabaret
Głód jest rzeczą straszną, kiedy chce się jeść, a nikt nie poda kromki chleba. W Afryce głodują całe narody, z głodu umierają miliony dzieci. I my w Europie zaznaliśmy głodu w czasie wojen, okupacji i terroru. Z głodu zmarło kilka milionów Ukraińców, bo został użyty do spacyfikowania niepokornych chłopów. Jest jeszcze inna forma głodu - głodu dobrowolnego. W świecie dostatku objawiającym się otyłością głodują nastolatki, by osiągnąć szczupłość, aż po śmierć.
Znane są głodówki w więzieniach. Ale nie trwa to długo - więźniowie są karmieni przymusowo i wszystko wraca do normy. Takie głodówki zdarzają się najczęściej w bananowych republikach, gdzie warunki odsiadywania kary są nieludzkie. Głodówki ogłaszają też więźniowie polityczni dla zamanifestowania swoich poglądów, z nadzieją, że znajdzie to odbicie w mediach. Tak było w wypadku terrorystów Rote Armee Fraktion Andreasa Baadera i Ulrike Meinhof. To była chyba jedyna spektakularna głodówka w RFN.
Wydaje się, że strajki głodowe są w wolnej Polsce reliktem komuny. Nie tylko dlatego, że w tamtych czasach były ostatecznym, choć beznadziejnym aktem protestu, ale i z powodu wyjątkowego wydźwięku słowa "głód" w społeczeństwie, w którym się nie przelewa i wszystko jest na kartki. Już sama myśl, że zabraknie cukru do herbaty, wywoływała panikę.
Pamiętam, że po 1989 r. doszło do fali głodówek w Polsce, a potem w dawnej NRD. Tam zrezygnowano z tej metody nacisku na rządzących, jako że nie robiła wrażenia w zachodniej części zjednoczonych Niemiec. Nie będę się rozwodzić nad moralnym aspektem głodówek polskich lekarzy i pielęgniarek. Uważam, że to, co robią, jest kiepskim kabaretem, zważywszy na to, że mogą przestać odmawiać posiłków, kiedy zechcą, mają do dyspozycji soki i witaminy, i wszelką pomoc, w tym własną.
Efektowne pogłodowanie sobie kilka dni obraża godność wielodzietnych rodzin, rencistów i emerytów, którzy płacą składki zdrowotne jako pacjenci, a stać ich dziennie na pół litra mleka i bułkę. To porównanie powinno uprzytomnić entuzjastom buntu lekarzy, że życie tych staruszków jest uzależnione od pomocy publicznej służby zdrowia. Ich nie stać ani na łapówki, ani na prywatne kliniki. Trzeba przewieźć ciężko chorych pacjentów, bo jesteśmy zbyt słabi, by ich leczyć - takie oświadczenia słaniających się z głodu lekarek budzą grozę i obrzydzenie. No to zjedz coś, kobieto, i bierz się do pracy - chciałoby się powiedzieć. Bo to już nie jest protest, to jest branie głodem pacjentów i zarazem chlebodawców.
Okładka tygodnika WPROST: 28/2007
Więcej możesz przeczytać w 28/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 28/2007 (1281)


ZKDP - Nakład kontrolowany