Klątwa Balcerowicza

Klątwa Balcerowicza

Polscy politycy boją się siły, którą daje władza.
Powiedzieć, że władza paraliżuje, to banał. Ale w Polsce paraliżuje tych, którzy ją sprawują. Jarosław Kaczyński nie przestraszył się pielęgniarek. On przestraszył się własnej władzy. Polscy politycy jak ognia wystrzegają się siły, którą daje rządzenie.

Żelazny dobroduszny premier
Protest lekarzy i pielęgniarek to także seria niewiarygodnych wprost wpadek szefa rządu, który nie może się zdecydować, czy chce być żelaznym premierem, czy dobrodusznym przywódcą partii walczącej o "solidarną Polskę". Najpierw - jako ten drugi - pozwala pielęgniarkom rozpocząć okupację własnej kancelarii, bo poczucie historycznej niesprawiedliwości (atakują nas, którzy dajemy im tak wiele, i to atakują w takim momencie) uniemożliwia mu rozmowy z nimi. Trudno tu uciec od analogii z tak chętnie wyśmiewanym przez otoczenie szefa rządu Kazimierzem Marcinkiewiczem, który zapewne problemów służby zdrowia by nie rozwiązał, ale przynajmniej by się z pielęgniarkami spotkał, zapewnił o swym zrozumieniu, uśmiechnął się i do rozbicia żadnego miasteczka namiotowego pod jego oknami by nie doszło.
Kaczyński wybrał drogę twardego egzekutora prawa - protestujące nazwał "przestępcami" i pogroził im prokuraturą. Jak wiadomo jednak, była to twardość tylko na kilka dni i w końcu, kiedy już wszystkie pielęgniarki Europy poczuły się urażone, premier - zamiast wyrzucić je z kancelarii (czego wymagałaby konsekwencja w postawie) - zaczął z nimi rozmawiać jak gdyby nigdy nic. Nie chodzi jednak o wytykanie propagandowych błędów PiS, to w końcu problem tej partii, ale o pewną prawidłowość. Premier to nie pierwszy polityk w Polsce, który boi się użyć twardej ręki.

Mocni w gębie
Tuż po upadku komunizmu liberalni komentatorzy przestrzegali, że frustracje skonsternowanych wyborców mogą znaleźć ujście w postaci tęsknoty za rządami silnej ręki. Miało to dotyczyć wszystkich krajów wschodniej Europy, Polski nie wyłączając. Obawiano się więc - czy ktoś to jeszcze pamięta? - dyktatorskich zapędów Wałęsy, nieznanego Tymińskiego, aroganckiego Leppera. Dziś Waldemar Kuczyński i Kazimierz Kutz drżą przed Kaczyńskimi. Skończy się oczywiście na strachu, podsycanym co jakiś czas przez kolejne prowokacyjne wypowiedzi premiera i jego współpracowników.
Retoryka PiS zdradzałaby chęć wzięcia państwa w garść i trzymania żelazną ręką. A to Ludwik Dorn chce zapędzić lekarzy w kamasze, a to premier grozi palcem Trybunałowi Konstytucyjnemu, wreszcie przeciwnicy lustracji słyszą z ust prezydenta, że nie są prawdziwą inteligencją. Wystarczy jednak spojrzeć, co idzie za tymi, bardzo nieraz ostrymi wypowiedziami, by dostrzec pustkę. Nie dzieje się nic. Nawet przygotowany przez reżimowych siepaczy projekt ustawy o Trybunale Konstytucyjnym został uznany przez Ryszarda Kalisza za zgodny z konstytucją, co w powodzi oskarżeń o faszyzm i zbrojną dyktaturę należy uznać za komplement. Nie ma jednak wystąpienia szefa gabinetu, by nie pojawił się w nim znany ton: rząd nie ustąpi ani na krok, choć wielu by tego chciało, wrogowie IV Rzeczypospolitej zostaną pokonani.
Ta szorstkość i ostrość premiera byłaby jego szansą, wszak publicity Jarosława Kaczyńskiego gorsze być nie może. Skrajna niechęć mediów do niego (i nieważne już, czy zawiniona) jest faktem i nic jej nie zmieni. Zapewne do części wyborców trafiłaby żelazna ręka wymiatająca wszystkie nieprawości, a nawet przepędzająca łamiące prawo pielęgniarki. Premier jednak z miliona powodów takiej postawy nie przyjmuje. I nie dziwota, bo też nikt przed nim na to się nie zdobył. Najtwardszy z jego poprzedników, "żelazny kanclerz" Leszek Miller, twardy był tylko podczas sejmowych pyskówek z solidarnościowymi politykami. Uczciwie mówiąc, pozostali szefowie rządów nie zdobyli się nawet na tyle.

Strach przed siłą
Tęsknota za twardym przywódcą jest całkiem naturalnym zjawiskiem, występującym nie tylko w postkomunistycznym świecie. Dotyczy ona tyleż stosunków wewnętrznych, co polityki zagranicznej. Żelazna Dama, że odwołam się do oczywistego w tym wypadku przykładu Margaret Thatcher, była powszechnie znienawidzona w Europie za nieprzejednanie w walce o brytyjskie interesy. Kiedy polskie media i politycy opozycji zaocznie krytykowali już naszego prezydenta, czy aby nie przelicytował w Brukseli, czy nie okazał się zbyt twardy, media niemieckie biły brawo Angeli Merkel właśnie za bezkompromisowość. "Panzerkanzler", jak ją błyskawicznie ochrzczono, zyskała sympatię tym, że była twarda i harda. - Jeśli Kaczyńskiemu wystawią kiedyś pomnik, to za twardość w kontaktach z Europą - wybiegał w przyszłość tuż przed szczytem jeden z polityków PO, by kilka dni później okazać rozczarowanie: - Przestraszył się weta, przestraszył się swojej siły.
Gra jednak idzie nie o monument jednego z braci, ale o pewien styl polskiej polityki, który polega na nieustannych zalotach do elektoratu, próbach przypodobania się mu, nawet jeśli są to starania skazane na klęskę. Wszystko dlatego, że nad Polską ciąży klątwa Balcerowicza. On jeden do perfekcji opanował bycie niepopularnym, mówienie ludziom rzeczy przykrych i nieliczenie się z głosem ludu. I jak skończył? - pytają politycy, nawet ci pozbawieni populistycznych ciągot. Mylą jednak twardość z arogancją, a nieustępliwość z maniakalnym przeświadczeniem o własnej racji. Twarda polityka nie polega na obrażaniu wyborców, nawet tak w sumie niewinnym jak nazywanie ich "wykształciuchami". Polityk twardy może wszak uśmiechać się do narodu i z tymże uśmiechem na ustach robić swoje, nie zważając na protesty. Taki polityk musi być jednak konsekwentny.

Uparty Kaczyński
Jarosław Kaczyński popełnił typowy błąd rodzica, który najpierw upiera się przy swoim i grozi dziecku karą, by w końcu, kapitulując przed atakiem histerii, godzić się na wszystko. Taki ojciec uczy tylko swą progeniturę doskonałych metod stawiania na swoim i traci autorytet. Zadawane przez premiera pytanie - jak można walczyć z przestępczością, godząc się jednocześnie na nielegalną okupację rządowych budynków i negocjując z przestępcami - pozostaje więc aktualne. Tak jak pytanie generalne: czy polityk w ogóle musi być twardy? Rzut oka na współczesną Europę pokazuje, że nie tylko nie musi, ale wręcz bardzo rzadko jest. Niemniej wielki polityk nie ma wyboru. Wie, że nie wybrano go po to, by brylował w sondażach, lecz zmieniał swój kraj, sprzeciwiając się czasem wpływowym mediom i grupom nacisku. Jednym przychodzącym do głowy wyjątkiem od reguły, czyli politykiem wielkim i charyzmatycznym oraz zarazem miękkim, był Tony Blair, ale tym samym limit wyjątków się wyczerpał.
Jarosławowi Kaczyńskiemu jednego odmówić nie można - nie dba o sondaże, gwiżdże na to (oczywiście w ramach telewizyjnej demokracji), co powiedzą media, jest uparty jak mało kto. Tylko to jeszcze nie żelazna ręka, to nie twardość, a zdaje się, że właśnie do niej tęskni premier.
Okładka tygodnika WPROST: 28/2007
Więcej możesz przeczytać w 28/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 28/2007 (1281)


ZKDP - Nakład kontrolowany