Skibą w mur - Siedzę, więc jestem

Skibą w mur - Siedzę, więc jestem

Szczęśliwe narody, które żyją skandalami Paris Hilton czy operacją plastyczną Jennifer Lopez
Dlaczego w Polsce wszystko stoi na głowie? "To sprawa szatana" - odpowiedziałby premier, który ostatnio wszystkie kłopoty swego rządu tłumaczy mocą diabelską. Do diabła jednak z takim tłumaczeniem. Normalność jest nudna. Kochamy, jak jest inaczej i dziwnie. I to nie tylko w książkach i filmach, ale w życiu. Uwielbiamy, żeby wszystko stało na głowie. Uwielbiamy wyzwania z szatańskim ogonkiem. W Polsce nie ograniczamy swej miłości do dziwactw, a raczej twórczo ją rozwijamy. Są kraje, w których barwni szaleńcy nie zapełniają przestrzeni publicznej zwanej polityką. Ich domem jest zwykle literatura, film i estrada. Chuck Palahniuk, modny pisarz, autor słynnego "Fight Clubu", którego książki pełne są psychopatów, dziwaków i szaleńców, w jednym z wywiadów powiedział, że los zwykłego człowieka jest bardziej nudny niż regulamin hotelu robotniczego w Odrzywołach. Oto odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzi interesuje seryjny morderca spod Skierniewic, nowe buty Tomka Kammela czy kobieta, która urodziła żyrafę.
W wielu normalnych krajach obywatele nawet nie wiedzą, kto jest premierem czy ministrem finansów. Nie mają takiej potrzeby. Skoro gospodarka się kręci, a dochody rosną, to nie ma znaczenia, że ministrem przemysłu jest Heniek czy Stefan. Politycy urządzają konferencje prasowe raz w roku, gdy jest jakaś ważna okazja. I rzeczywiście mają coś do powiedzenia. U nas skandaliści i kabaret zamieszkali w polityce, dlatego konferencje prasowe trzeba urządzać pięć razy dziennie. A to, że premier powołuje się na szatańskie moce, minister rolnictwa chce wprowadzić cenzurę, a licealiści i kierowcy piszą ekspertyzy dla LPR, jest dowodem na to, że do normalności droga jeszcze daleka.
W krajach, w których lekarza stać na ferrari, a pielęgniarkę na mercedesa, by nie umrzeć z nudów, wymyśla się takie blond idiotki jak Paris Hilton. Córka Zbigniewa Brzezińskiego, która jest dziennikarką w amerykańskiej telewizji MSNBC, zaprotestowała ostatnio na antenie i odmówiła podania informacji o wyjściu z więzienia słynnej skandalistki. Mika Brzezinski na oczach widzów wsadziła wiadomość o Hilton do niszczarki i wyznała, że nikt nie zmusi jej do podania informacji o tej pani. Ten happening spowodował jednak tylko tyle, że o pustej jak butelka po mleku dziedziczce hotelowej fortuny mówiło się jeszcze więcej niż zwykle.
Szczęśliwe narody, które żyją skandalami Paris Hilton, nowym kochankiem Angeliny Jolie czy operacją plastyczną Jennifer Lopez. Poziom zainteresowania aferami wywoływanymi przez ludzi show-biznesu, świadczy o stopniu zamożności społeczeństwa. Im kraj bardziej normalny i bogaty, tym większa tolerancja dla takich głupot. W Iraku, Afganistanie czy Somalii stopień zainteresowania karierą Johna Travolty, trzecią częścią "Shreka", piątą edycją "Tańca z gwiazdami" czy pięćdziesiątą mutacją "Big Brothera" jest raczej znikomy.
Ponieważ w obecnych czasach w krajach o ustabilizowanej gospodarce dobrze sprzedają się wariaci, dewianci i zdemoralizowane blond skandalistki, a Polska jako członek Unii Europejskiej ma ambicje dołączyć do krajów bogatych, to być może już niedługo nasze gwiazdy zaczną naśladować swoje odpowiedniki na Zachodzie. Paris skazano za kierowanie autem bez ważnego prawa jazdy. Wyrok amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości zakładał 90 dni odsiadki, ale już po odsiedzeniu połowy darowano jej resztę kary. Te czterdzieści kilka dni w mało komfortowej celi musiały być dla niej szokiem, gdyż regulamin więzienny zakazuje chodzenia w szpilkach, a na śniadanko wyjątkowo nie podają kawioru i szampana Dom Perignon. Jak się okazuje, odsiadka w życiorysie to nie żadna plama na honorze, tylko ubarwienie kariery. O tym, że pobyt w ciupie można przekuć na sukces, przekonała wszystkich gwiazda amerykańskiej telewizji Martha Stewart, która po wyjściu z więzienia za przekręty podatkowe tylko zyskała na popularności.
Zgodnie z modą o drobnym wyroku powinna pomyśleć Doda Elektroda (np. za seks w miejscu publicznym z udziałem wszystkich kibiców Legii Warszawa) czy Edyta Herbuś (np. za głośne śpiewanie w tramwaju, w wyniku czego doszłoby do zderzenia z walcem drogowym). Odsiadka przydałaby się Ewelinie Flincie (np. za posiadanie broni bez zezwolenia) i Monice Brodce (np. za parkowanie maluchem na dachu Sejmu). Jak wykazują badania, nawet kilkudniowy areszt wzbudza zainteresowanie i sympatię publiczności. Dziewczyny, spieszcie się, póki za te sprawy odpowiada ambitny bohater piosenki Rosiewicza. Następni nie będą już tak chętnie wsadzać popularnych osób.
Okładka tygodnika WPROST: 28/2007
Więcej możesz przeczytać w 28/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 28/2007 (1281)


ZKDP - Nakład kontrolowany