Terroryści z sąsiedztwa

Terroryści z sąsiedztwa

Zamachom w Londynie zapobiegli zwykli obywatele
Po aresztowaniu tego lekarza czuję się, jakby wojna iracka niepostrzeżenie zaczęła się toczyć tuż pod moim domem. Jakby jej front przebiegał między moimi drzwiami a drzwiami sąsiada - mówi mieszkanka miasteczka Neuk Crescent pod Glasgow.
Od ponad tygodnia z okna swej kuchni mieszkanka Neuk Crescent widzi śledczych przeszukujących dom i ogród jej sąsiada, pochodzącego z Iraku 27-letniego lekarza Bilala Abdullaha. Do niedawna pracował w Royal Alexandra Hospital w Paisley. Okazało się jednak, że na wyspy przyjechał nie po to, by leczyć, ale by się zemścić za śmierć przyjaciół zamordowanych w Bagdadzie przez szyickie bojówki. 30 czerwca próbował wjechać w szklane drzwi głównego terminalu lotniska w Glasgow samochodem-pułapką. Drugi z zamachowców, dr Khalid Ahmed, jest poparzony w 90 proc. W szpitalu w Paisley, gdzie lekarze walczą o jego życie, wcześniej pracował.
Al-Kaida znów przechytrzyła służby bezpieczeństwa. Miały one wszelkie dane o tym, kto i kiedy będzie próbował przeprowadzić zamach, ale je zignorowały. Ofiar udało się uniknąć tylko dlatego, że kilka przypadkowych osób wykazało się zdrowym rozsądkiem, a zamachowcami byli źle przygotowani do akcji partacze.

Spisek białych fartuchów
Już w kwietniu 2007 r. Dipesh Gadher z "Sunday Times", powołując się na raporty MI5, pisał, że iraccy terroryści planują przeprowadzenie z pomocą Iranu serii zamachów, najpierw w Wielkiej Brytanii, a później na inne zachodnie cele. Wedle tych raportów pierwsze ataki miały się zbiec w czasie z - jak to określała Al-Kaida - "zmianą szefa towarzystwa", czyli zastąpieniem Tony'ego Blaira na stanowisku szefa rządu przez Gordona Browna. Z Bliskiego Wschodu płynęły też dane, kto będzie próbował przeprowadzić atak. "The Times" ujawnił kilka dni temu, że pracujący w Bagdadzie duchowny Canon Andrew White po rozmowie z jednym z szefów tamtejszej Al-Kaidy już dwa miesiące temu alarmował MSZ w Londynie, że Brytyjczyków będą chcieli "zabijać ci, którzy ich leczą". Podobne dane wywiad jordański słał po kwietniowej konferencji religijnej w Ammanie. Tymczasem Eliza Manningham-Buller, dyrektor generalna Security Service, zapewniała, że agencja działa na najwyższych obrotach. Pod lupą miało się znajdować "1600 czynnych bojowników" przebywających w Wielkiej Brytanii, w tym członkowie ponad 200 stowarzyszeń imigrantów, konwertyci, ale też zdolni do przeprowadzenia ataków ekstremiści z rozwiązanej IRA, z grup prawicowych, a nawet działacze skrajnych organizacji obrony praw zwierząt. Manningham-Buller twierdziła, że agenci, czekając na odpowiedni moment, obserwują organizowanie 30 spisków, "których celem jest zabicie ludzi i zniszczenie gospodarki". I to wszystko na nic. Gordon Brown objął obowiązki w środę 28 czerwca. Kilkadziesiąt godzin później, w piątek nad ranem, przed nocnym klubem w pobliżu londyńskiej Piccadilly znaleziono pierwszy samochód-pułapkę. Kilkanaście godzin później policja poinformowała o rozbrojeniu w pobliżu Hyde Parku takiej samej bomby w aucie. Pierwszy samochód nie wybuchł, bo z prymitywnego ładunku unosił się dym i zaniepokojona tym ekipa pogotowia, która przejeżdżała w pobliżu, zaalarmowała policję. Na drugi ładunek policja zwróciła uwagę, bo był w źle zaparkowanym aucie. W sobotnim ataku na terminal w Glasgow poza zamachowcami lekko rannych zostało pięć osób.
Security Service uznała za zbyt nieprawdopodobne doniesienia od White'a i Jordańczyków. Za pomyłkę uznano to, iż w bazie danych osób związanych z radykalnymi ugrupowaniami islamskimi znaleźli się 27-letni Bilal Abdullah czy o rok od niego młodszy, uznawany za geniusza neurochirurgii Jordańczyk Mohammed Asha ze szpitala w Birmingham. Służby najpewniej nie obserwowały żadnego z ośmiu imigrantów aresztowanych po atakach. "The Guardian", powołując się na źródła w sztabie antyterrorystów, ujawnił, że "spisek białych kitli" - jak media nazwały sprawę - został wymyślony za granicą, a zamachowcy kontaktowali się z przywódcą grupy poza Wielką Brytanią.

Bomba z Internetu
- Wcześniej Al-Kaida atakowała autobusy i metro. Teraz wzięła na celownik kluby nocne i ulice pełne ludzi. To czytelne przesłanie: "Nigdzie nie jesteście bezpieczni" - uważa Bob Ayers, były oficer wywiadu USA, obecnie analityk londyńskiego Królewskiego Instytutu Spraw Zagranicznych. Jego zdaniem, to, że zamachowców wybrano z innej niż dotychczas grupy, świadczy o "nieznacznej zmianie taktyki, ale nie o zmianie strategii". Autorami ataków dwa lata temu (56 zabitych, 700 rannych), podobnie jak próby wysadzenia samolotów do USA rok temu, byli muzułmanie, którzy urodzili się w Wielkiej Brytanii. Tym razem za zamachami stali doskonale wykształceni imigranci.
Premier Brown zapowiedział, że Londyn wkrótce zacznie ściślejsze kontrole pochodzenia i powiązań cudzoziemców podejmujących pracę wymagającą kwalifikacji. W samej jednak służbie zdrowia może się to okazać trudne, bo 40 proc. jej pracowników to imigranci. O ile można sobie wyobrazić obserwację konwertytów, których jest na wyspach około 14 tys., o tyle trudno starannie sprawdzać emigrantów np. z Pakistanu, których jest milion, z czego 400 tys. regularnie podróżuje do ojczyzny. Mało tego, 13 proc. z 1,8 mln brytyjskich muzułmanów w sondażu uznało za słuszne ataki na USA w 2001 r. i na Wielką Brytanię w 2005 r. To prawie 200 tys. osób, które w Zjednoczonym Królestwie sympatyzują z terrorystami. - Ludzie doskonale wykształceni są zaangażowani w terroryzm tak samo jak młoda biedota. Wyznają tę samą radykalną ideologię i często to jedyne, co łączy te grupy - uważa Ayers. - Aresztowani w ostatnich dniach są podobni do poprzedników: młodzi i wściekli - mówi Paul Cornish, dyrektor studiów nad obronnością w think tanku Chatham House w Londynie.
Choć "ósemka w białych fartuchach" miała dyplomy uczelni, Al-Kaida gorzej niż poprzedników przygotowała ich do ataku. - Materiały, których użyli, są powszechnie dostępne, a sposób konstrukcji takiego ładunku łatwo znaleźć w Internecie. Akurat do tego nie trzeba dyplomu. To amatorszczyzna - uważa MJ Gohel z zajmującego się obronnością Royal United Services Institute. Nowo mianowany przez premiera doradca ds. bezpieczeństwa międzynarodowego lord John Stevens porównał londyńskie bomby do tych użytych na Bali. - Tu tkwi największa innowacyjność tego zamachu, bo londyńska policja nie może przeszukiwać każdego auta w mieście - zaznacza Gohel. Tyle że na Bali w 2002 r. użyto azotanu amonu, a podczas kolejnego ataku - TNT. Brytyjska wersja samochodów-pułapek nafaszerowana była gwoździami, benzyną, butlami z gazem i nie było w niej detonatora. - To niedorzeczne, by Al-Kaida ze swym potężnym doświadczeniem z materiałami wybuchowymi wysłała na akcję do innego kraju aż takich amatorów. Ci ludzie musieli przyjechać tu nieprzygotowani i dopiero u nas się zradykalizowali - podkreśla inny ekspert, Sajjan Gohel, zajmujący się terroryzmem w Asia-Pacific Foundation. Jego zdaniem, Al-Kaidzie nie chodziło o zabicie ludzi, lecz o zastraszenie Brytyjczyków i pokazanie im, jak blisko jest zagrożenie i na jak wielką skalę możliwe ataki. Lord Stevens stwierdził pod koniec ubiegłego tygodnia: "Al-Kaida w Wielkiej Brytanii zmieniła sposób działania. To jednak nie oznaka jej słabości. Przeciwnie, zapowiedź nasilenia się wojny, którą nam wypowiedziała".

Krykietem w bin Ladena
- Tym, co identyfikuje nasze społeczeństwo, jest kultura. Jeśli obok siebie żyją ludzie dwóch nie przenikających się kultur, mamy dwa społeczeństwa na tym samym terytorium. Rozglądając się po świecie, łatwo zauważyć, że to murowany sposób na problemy - uważa lord Norman Tebbit, były przewodniczący Partii Konserwatywnej. Na początku lat 90. proponował on - co spotkało się z powszechnym oburzeniem - by zasymilowanie imigrantów z nową ojczyzną sprawdzać, pytając ich, czy kibicują drużynie krykieta brytyjskiej czy z kraju, skąd pochodzą (to sport narodowy na wyspach, ale też w Pakistanie i Indiach). Tebbit uważa, że porażka systemu asymilacji jest fundamentem problemu domorosłych zamachowców. - Zamachowcy pochodzący z Wielkiej Brytanii to owoc kombinacji permisywnego społeczeństwa i mniejszości, które żyją wedle własnego, ściśle przestrzeganego kodeksu moralnego. Zestawienie tych dwóch grup to mieszanka wybuchowa, której trzeba tylko zapalnika - mówi Tebbit. Detonatorem - jak utrzymuje - jest wojna w Iraku.
To właśnie konflikt w Iraku i wojna afgańska uczyniły Al?Kaidę groźniejszym wrogiem niż kiedykolwiek wcześniej. "[Od 2001 r.] cele bin Ladena nie zmieniły się, podobnie jak strategia" - przypomina w ostatnim "Foreign Affairs" Bruce Riedel, członek Saban Center for Middle East Policy w Brookings Institution. "Chciał - co mu się udało - »prowokować i wciągać« Stany Zjednoczone w »krwawe wojny« w świecie islamskim; chciał bankructwa tego kraju w taki sam sposób, w jaki, jak utrzymuje, przyczynił się do bankructwa Związku Sowieckiego w Afganistanie w latach 80. A kiedy zniechęcony »daleki wróg« wróci do domu, pozwoli to Al-Kaidzie skupić uwagę na »bliskim wrogu«, Izraelu, oraz »skorumpowanych« reżimach w Egipcie, Jordanii, Pakistanie i Arabii Saudyjskiej. Okupacja USA w Iraku od początku pomogła mu w realizacji tego planu, a bin Laden pracował ciężko, by wciągnąć Waszyngton w tę pułapkę" - podkreśla Riedel. Jego zdaniem, teraz szejk knuje, by w swej strategii "cynglem" uczynić wojnę między Ameryką a Iranem. Jednocześnie zarówno podczas wojny w Iraku, jak i w Afganistanie Al-Kaida skoncentruje się na atakowaniu wojsk sojuszników USA. Bin Laden chce, aby z powodu ofiar opinia publiczna w tych państwach wywarła presję na rządy, by osamotniły Amerykę. Próba zamachów na Wielką Brytanię dwa tygodnie temu doskonale wpisała się w tę strategię. Gordon Brown musiał jednak srogo rozczarować przywódców Al-Kaidy - zamiast wdawać się w dyskusje o słuszności uczestnictwa w obu wojnach, zapowiedział zmianę prawa tak, by decyzje w tego typu sprawach podejmował nie premier, lecz parlament.

Oswojeni
Dzień po tym, jak rozbrojono bombę pod nocnym klubem w pobliżu Piccadilly, pojawiło się tam więcej ludzi niż zwykle. - Początkowo turyści robili zdjęcia miejsca, gdzie stał samochód-pułapka, a potem jak zawsze kupowali u nas kanapki - mówił menedżer Matthias Werner trzy dni po atakach. - Londyńczycy są przyzwyczajeni do takich sytuacji po tym, jak przeżyli trzy dekady narażeni na ataki IRA i cztery samobójcze zamachy dwa lata temu. Do tego można się przyzwyczaić - twierdzi odźwierny w Theatre Royal Haymarket. - To, co można wyczuć teraz w Londynie, to nie strach, lecz złość. Ulice są zapchane, wciąż wolniej jedzie się do pracy i z powrotem. To nie przeraża, lecz wkurza - przyznaje Bob Ayers.
Premier Brown tuż po atakach stwierdził, że Brytyjczycy nie dadzą się zastraszyć ani nie mają zamiaru zmieniać swego sposobu życia z powodu zagrożenia. Miał rację. Mimo że pięć dni po zamachach obniżono stan zagrożenia w kraju z najwyższego do wysokiego, premier wezwał Brytyjczyków do wzmożonej czujności. Nie musiał. Atakom udało się zapobiec właśnie dzięki czujności zwykłych obywateli. W "The Washington Post" Anne Applebaum tak skomentowała ostatnie wydarzenia: "Londyńskie bomby to złowrogie przypomnienie, że wojna terrorystów z Zachodem trwa. To też doskonałe przypomnienie, że my - nasze otwarte społeczeństwa z naszymi liberalnymi wartościami - wciąż wygrywamy".


Dr Mohammed Asha
Palestyńczyk wychowany w Jordanii. Do Wielkiej Brytanii przyjechał, by specjalizować się w neurochirurgii. Jego współpracownicy w Royal Shrewsbury Hospital oraz Princess Royal Hospital w Telford, a później w University Hospital of North Staffordshire uważają, że jest geniuszem tej specjalizacji. Jego ojciec i przyjaciele twierdzą, że to niemożliwe, by miał coś wspólnego z zamachami. Mieszkał w Staffordshire z żoną i dwuletnim synem.

Marwah Dana Asha
Pochodząca z Palestyny 27-latka ukończyła University of Science and Technology w jordańskim Irbidzie. Od 2004 r. jest żoną Ashy. Pracowała w tym samym co on szpitalu jako technik medyczny. Jej matka twierdzi, że córka nie jest zbyt przykładną muzułmanką.

Dr Bilal Abdullah
Irakijczyk aresztowany na lotnisku w Glasgow. Prowadził płonący samochód wypełniony benzyną. Pracował w szpitalu Royal Alexandra w Paisley. Specjalizował się w powikłaniach cukrzycy. W 2004 r. ukończył medycynę na uniwersytecie w Bagdadzie, dwa lata później został zarejestrowany przez brytyjską izbę lekarską. Jego licencja była ważna do 11 sierpnia 2007 r.

28-letni lekarz - tożsamości nie ujawniono.
Aresztowany w Paisley. Brytyjskie media podały, że był studentem medycyny odbywającym staż w Royal Alexandra Hospital.

Dr Mohammed Haneef
Ma 27 lat, obywatelstwo Indii. Został aresztowany na lotnisku Brisbane z biletem w jedną stronę do Indii. Studiował medycynę na Rajiv Gandhi University w Bangalurze. W Wielkiej Brytanii pracował jako lekarz od września 2006 r. Współpracownicy ze szpitala mówią, że był "przykładnym obywatelem o doskonałych kwalifikacjach zawodowych".

25-letni student medycyny - tożsamości nie ujawniono.
Aresztowany w Paisley. Mówi się, że to również student medycyny na stażu w tym samym szpitalu.

Dr Khalid Ahmed
Aresztowany na lotnisku w Glasgow, pasażer płonącego samochodu wypełnionego benzyną. Jego ciało jest w 90 proc. poparzone. Jest leczony w Royal Alexandra Hospital w Paisley, gdzie wcześniej pracował.

Dr Sabeel Ahmed
Ukończył medycynę na indyjskim Rajiv Gandhi University w Bangalurze. Od kilku miesięcy pracował w szpitalach Warrington i Halton. Ma 26 lat.
Okładka tygodnika WPROST: 28/2007
Więcej możesz przeczytać w 28/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 28/2007 (1281)


ZKDP - Nakład kontrolowany