Kapitalny socjalista

Kapitalny socjalista

Marek Pol - najbardziej niekompetentny minister III RP
Aż trudno uwierzyć, że kanwą ostatniego filmu braci Coenów "Człowiek, którego nie było" nie jest historia Marka Pola. Do tytułu nasz minister pasowałby idealnie. O Ministerstwie Infrastruktury słyszymy bowiem tylko dlatego, że czegoś nie zrobiło, więc czegoś nie ma (na przykład budowa autostrad, mieszkań).
Dzięki połączeniu Ministerstwa Transportu i Gospodarki Morskiej z resortem łączności i niektórymi departamentami Ministerstwa Gospodarki zaoszczędzimy dużo pieniędzy - przekonywał posłów w grudniu 2001 r. wicepremier i minister infrastruktury Marek Pol. Andrzej Fedorowicz, poseł LPR, poprosił o przedstawienie dokładnych wyliczeń, ile zarobi budżet państwa na tej fuzji. Marek Pol obiecał, że na następnym posiedzeniu sejmowej Komisji Infrastruktury przedstawi takie wyliczenia. Minęło już ponad półtora roku, a minister - mimo parokrotnych upomnień szefa komisji - wyliczeń nie przedstawił. To tylko jedna z wielu wpadek Marka Pola, który w snuciu ambitnych, kosztownych i nierealnych planów przebił - w co trudno uwierzyć - samego Grzegorza W. Kołodkę.

Napoleon biznesu
Tuż po objęciu urzędu Marek Pol jako panaceum na problemy polskiej gospodarki przedstawił program "Infrastruktura - klucz do rozwoju". W latach 2002-2005 miało powstać 550 km autostrad i 200 km dróg ekspresowych. Docelowo - 250 km dróg rocznie (ponad dwa i pół razy więcej niż zbudowano w dawnej NRD po zjednoczeniu, a przecież Niemcy dysponowali ogromnymi pieniędzmi). Finanse na inwestycje miały pochodzić z tzw. opłaty winietowej - haraczu ściąganego co roku od właścicieli samochodów. Pol tłumaczył, że za niepowodzenia winę ponosi Sejm, który - mimo że koalicja ma większość - nie zaakceptował wprowadzenia winiet. Co ciekawe, gdyby Sejm je uchwalił, to budżet państwa by na tym nie zarobił, lecz stracił! Po odjęciu podatku VAT (180 mln zł), kosztów druku i dystrybucji winiet (80 mln zł) oraz rekompensaty dla firm, które nie mogłyby pobierać opłat z budowanych przez siebie płatnych autostrad, wpływy z winiet wyniosłyby... minus 760 mln zł!
Następnym pomysłem na pobudzenie wzrostu gospodarczego lansowanym przez Pola był rozwój budownictwa. Od 2004 r. miało powstawać w Polsce 140 tys. mieszkań rocznie. Zakładano, że pieniądze (bagatela - 110 mld zł, czyli 70 proc. dochodów budżetu państwa!) w większości będą pochodzić od prywatnych osób, które - zachęcone nisko oprocentowanymi kredytami dotowanymi przez państwo - zadłużałyby się i budowały lub kupowały mieszkania. Zamiast rozwoju budownictwa Marek Pol zafundował jednak polskim firmom budowlanym trudną szkołę przetrwania. W najlepszym wypadku rocznie powstanie dwa razy mniej mieszkań, niż chciał minister. A może być jeszcze gorzej. VAT na materiały budowlane wzrośnie po naszym wejściu do Unii Europejskiej z 7 proc. do 22 proc. Pol uważa jednak, że rząd odniósł sukces w negocjacjach i uratował budownictwo, bo stawka podatku VAT na gotowe mieszkania będzie wynosić 7 proc., a nie 22 proc. - Na tej samej zasadzie pewien skin uratował życie staruszce, bo przestał ją kopać - ironizuje Tadeusz Jarmuziewicz, poseł PO, członek Komisji Infrastruktury.

Cudowne dziecko gospodarki socjalistycznej
Zanim Marek Pol trafił do polityki, uchodził za "cudowne dziecko gospodarki socjalistycznej". Z wykształcenia jest inżynierem mechanikiem i ekonomistą. Do 1990 r. pracował w Fabryce Samochodów Rolniczych w Poznaniu (produkt sztandarowy - "samochód" dostawczy Tarpan). W 1981 r., mając 27 lat, objął tam stanowisko zastępcy dyrektora. Na scenie politycznej pojawił się w 1989 r., kiedy został posłem na Sejm kontraktowy z ramienia PZPR, której był członkiem od 1976 r. Po samorozwiązaniu się partii komunistycznej Pol był jednym z założycieli Polskiej Unii Socjaldemokratycznej. PUS - w przeciwieństwie do innego pogrobowca PZPR, Socjaldemokracji RP (poprzednik SLD) - odcięła się od korzeni, a przy okazji majątku komunistycznej partii i szybko odeszła w niebyt. W 1991 r. Marek Pol startował do Sejmu (bez sukcesu) już z listy Unii Wielkopolan. Bez pracy nie był jednak długo - został ekspertem ekonomicznym... Polskiego Stronnictwa Ludowego. W czerwcu 1992 r., kiedy Waldemar Pawlak bezskutecznie próbował utworzyć rząd, Marek Pol był odpowiedzialny za negocjacje dotyczące programu ekonomicznego ludowców. W tym samym roku Pol współtworzył już Unię Pracy. Rok później zasiadał w poselskich ławach z listy krajowej UP (wybory w okręgu przegrał). W rządzie Waldemara Pawlaka został ministrem przemysłu, mimo że Unia Pracy oficjalnie nie zdecydowała się na koalicję z SLD i PSL. Kiedy UP przeszła do opozycji, Marek Pol wolał pozostać w rządzie. Wystąpił z Klubu Parlamentarnego UP, zawiesił (sic!) członkostwo w partii i zachował stanowisko. Po zmianie premiera nie znalazł się w rządzie, ale został pełnomocnikiem rządu Józefa Oleksego (a później Włodzimierza Cimoszewicza) do spraw tzw. reformy centrum, która miała odbiurokratyzować i usprawnić zarządzanie gospodarką.

Lewicowy prawicowiec
W 1997 r. Marek Pol przegrał wybory z kretesem, podobnie jak cała Unia Pracy. Nie pomogło mu nawet lansowanie koncepcji wprowadzenia pięćdziesięcioprocentowego podatku dla najbogatszych. "Nie przyniesie to specjalnych dochodów do budżetu, ale zwiększy zakres sprawiedliwości społecznej" - mówił wówczas Pol. Po przegranych wyborach Pol zastąpił Ryszarda Bugaja na stanowisku szefa UP. Przez trzy lata nie był jednak specjalnie widoczny. Trudnił się "doradzaniem warszawskim firmom" - jak stwierdził w jednym z wywiadów. W 2000 r. nieoczekiwanie został członkiem rady nadzorczej Daewoo-FSO. Nie przeszkadzało mu, że reprezentował w niej Koreańczyków, z którymi pięć lat wcześniej jako minister przemysłu negocjował warunki ich inwestycji w Polsce. Okazało się także, że socjalista, który w telewizji broni zwalnianych pracowników i bezrobotnych, podpisał się pod zwolnieniem 1200 ludzi - bo tego wymagały ekonomiczne realia. - W 2000 r. było już jasne, że władzę przejmie SLD, najprawdopodobniej w sojuszu z UP. Pol trafił do rady, bo liczono, że dzięki tej nominacji nowy lewicowy rząd wesprze firmę - opowiada jeden z pracowników Daewoo. - Teraz, kiedy jest już wicepremierem, nie zrobił dla nas nic.

Minister bezruchu
Marek Pol rozczarował nie tylko pracowników Daewoo. - Gdy w 2001 r. został wicepremierem i ministrem infrastruktury, zmienił się na niekorzyść. Każdą krytykę swoich pomysłów traktuje jak personalny atak - mówi Janusz Piechociński, poseł PSL, szef Komisji Infrastruktury. - Do tego stopnia nas lekceważył, że podejrzewałem nawet, iż ogłuchł - dodaje Tadeusz Jarmuziewicz. Do wściekłości doprowadził Pola krążący w sejmowych kuluarach żart, że jest "ministrem, który nawet winiety nie potrafi zrobić". Przestał się konsultować z innymi członkami rządu. W pewnym momencie w Sejmie znalazł się projekt Ministerstwa Infrastruktury o oddłużeniu operatorów telefonicznych (zamiana długu na obowiązkowe inwestycje) i rządowy projekt budżetu... uwzględniający dochody ze spłaty długu operatorów.
Zdesperowany szef Unii Pracy chciał koniecznie odnieść jakiś sukces, więc podpisał z Rosją umowę o renegocjacji warunków dostaw gazu. I znowu klapa. Okazało się, że to bubel skazujący nas na kupowanie gazu po jednych z najwyższych cen na świecie. "Głupota tłumaczy się sama i zachwala się sama" - mawiał Stefan Kisielewski. Marek Pol bardzo zachwalał swoje plany budowy autostrad, ekspresowych dróg, mieszkań itp. W sposób równie zaangażowany tłumaczył również niepowodzenia - zawsze wskazując winnych. Leszek Miller ma już dość tych tłumaczeń i chętnie pozbyłby się niepopularnego ministra, ale nie może tego zrobić bez utraty cennych dla rządu mniejszościowego (przynajmniej teoretycznie mniejszościowego) głosów posłów Unii Pracy. Dlatego na razie mierny minister będzie trwał na swoim stanowisku, konstruując nowe znakomite programy.


Imperium Pola

Czym zarządza minister infrastruktury
  • budownictwo
  • drogi publiczne
  • kolejnictwo
  • poczta
  • telekomunikacja
  • transport morski

Kariera Marka Pola

1981 - zostaje zastępcą dyrektora Fabryki Samochodów Rolniczych Polmo w Poznaniu
1989 - jako poseł PZPR wchodzi do Sejmu kontraktowego
1990 - po likwidacji PZPR współtworzy Polską Unię Socjaldemokratyczną
1991 - przegrywa wybory do Sejmu z listy Unii Wielkopolan; zostaje doradcą ekonomicznym PSL
1993 - zostaje posłem z listy krajowej Unii Pracy (wybory w okręgu przegrywa) i ministrem przemysłu w rządzie Waldemara Pawlaka
1995 - obejmuje stanowisko pełnomocnika rządu ds. reformy centrum gospodarczego, przewidującej m.in. redukcję liczby ministerstw
1997 - razem z Unią Pracy przegrywa wybory parlamentarne
1998 - zastępuje Ryszarda Bugaja na stanowisku szefa UP
2000 - wchodzi w skład rady nadzorczej Daewoo-FSO
2001 - po wyborach wygranych przez koalicję SLD-UP zostaje wicepremierem i ministrem infrastruktury
Więcej możesz przeczytać w 33/2003 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 33/2003 (1081)