Salsomania

Salsomania

Królująca tego roku na parkietach salsa to sztuka erotycznego transu
W każdy weekend do końca roku gdzieś na świecie będzie organizowany kongres salsy. Tylko w Warszawie odbywa się codziennie salsoteka. Bez salsy nie byłoby tak popularnych w Polsce wykonawców jak Natalia Oreiro i Ricky Martin (gwiazda tegorocznego festiwalu w Sopocie). Karaibska mieszanka wybuchowa, czyli salsa, wtargnęła już do różnych gatunków muzyki, m.in. jazzu i hip hopu. - Salsa opowiada historię spotkania kobiety i mężczyzny i trzeba potrafić ją odegrać. Para powinna się umieć znaleźć w erotycznym transie, który jednak kończy się razem z muzyką. To, że razem tańczymy, w żadnym razie nie oznacza, że pójdziemy z sobą do łóżka - mówi Sylwia Raźna, tancerka i instruktorka salsy.

Pikantny sos
Salsa kojarzy się z Kubą, ale tak naprawdę składają się na nią rytmy przywiezione do Ameryki przez afrykańskich niewolników, elementy europejskich tańców salonowych i plemienne pląsy rdzennych mieszkańców Karaibów. Najpierw jednak było kubańskie son, które wywędrowało do Nowego Jorku, by zmieszać się ze swingiem i innymi gatunkami jazzu. Na koncertach Latynosi krzyczeli do artystów: "Więcej salsy!", co oznaczało, że mają grać ostrzej. I tak z salsy, pikantnego sosu, powstała nowa sztuka.
Do Europy salsa trafiła w latach 70. wraz z napływem południowoamerykańskich emigrantów, którzy spopularyzowali ją głównie w Niemczech, Austrii, Holandii i Szwecji. Moda na Kubę, mambo i salsę powróciła dzięki Amerykaninowi Ry'owi Cooderowi, który odkrył w Hawanie zapomnianych staruszków z Buena Vista Social Club. Pojawiła się ponownie również dzięki Niemcowi Wimowi Wendersowi, twórcy słynnego filmu o Buena Vista Social Club. Wystąpili w nim m.in. Omara Portuondo, Compay Seguendo (zmarł niedawno w wieku 95 lat) czy koncertujący do dziś Ibrahim Ferrer - najgłośniej oklaskiwana gwiazda tegorocznej Malty.
W Polsce salsę propaguje José Torres, Kubańczyk od dwudziestu lat mieszkający w Polsce, obecnie kierownik muzyczny programu "Wieczór z Jagielskim" w TVP 2. - Na kubańską modłę można przerobić nawet polskie pieśni ludowe - twierdzi Torres. By nie pozostać gołosłownym, założył grupę Salsa Tropical. Salsowa wersja starego hitu "Kuba wyspa jak wulkan gorąca" to dopiero przedsmak jej możliwości. Dzięki Torresowi już po raz drugi odbył się w Polsce wielki karnawał salsy, który tego lata przyciągnął do mazurskiego Niechorza kilka tysięcy miłośników gorących rytmów. Zamożniejsi mogą się wybrać na latynoską fiestę do Berlina (ostatni tydzień września), a marzeniem każdego szanującego się fana jest choć raz uczestniczyć w najbardziej prestiżowym święcie salsy na świecie - w San Juan na Portoryko.

Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia
Słuchać salsy może każdy, by tańczyć, trzeba jednak nieco umiejętności. Najwięcej problemów przysparza różnorodność rytmiczna salsy, w której łatwo się pogubić, bo z początku nie wiadomo, do jakiego rytmu należy tańczyć. - Jedna lekcja wystarczy, by zacząć się tym bawić, a po miesiącu tancerz czuje się już swobodnie - zapewnia Sylwia Raźna. Miesiąc to cztery lekcje po półtorej godziny w szkole tańca Los Bailadores, należącej do Sylwii Raźnej i Tomasza Łopacińskiego. Kurs kosztuje 85 zł. Można się jednak uczyć taniej: przed salsotekami odbywają się często pokazy instruktażowe, ich koszt wliczony jest w cenę wejścia do klubu (w stołecznym Tygmoncie latem wejściówka kosztuje 5 zł).
Powodzenie salsy to triumf dowolności: wprawdzie trzeba być w zgodzie z muzyką, ale sposobów na taniec jest tyle, ile tańczących par. W zasady salsy wpisana jest nawet możliwość wymyślania własnych kroków. Ze względu na zbyt sztywne reguły nastąpił zmierzch tańca klasycznego i przestaje istnieć taniec towarzyski. Salsa to alternatywa dla osobnego podrygiwania w stylu techno czy disco, choć można ją tańczyć nie tylko w parze, ale i w kole z udziałem wodzireja.
Salsoszaleństwa nie powstrzymała nawet śmierć królowej salsy - 77-letniej piosenkarki Celii Cruz, Kubanki mieszkającej od 40 lat w Miami. Jeszcze w lutym tego roku odebrała ona Nagrodę Grammy. Cruz uchodziła za najsławniejszą ambasadorkę kultury kubańskiej na świecie, choć Fidel Castro nie pozwalał jej odwiedzać ojczyzny. Piosenkarka - w krzykliwych kostiumach, niebieskich perukach i z paznokciami pomalowanymi na kanarkowo - była esencją i symbolem salsy. Żegnało ją sto tysięcy ludzi i wcale wśród nich nie dominowali Latynosi.
Biali wciąż uczą się od Latynosów swobody. Jeśli tańczenie salsy wychodzi im gorzej, to dlatego, że nad fantazję przedkładają reguły i nie potrafią się zapomnieć nawet na trzy minuty. A salsa to zaproszenie do zapomnienia, o którym śpiewała kiedyś Hanna Banaszak.
Okładka tygodnika WPROST: 33/2003
Więcej możesz przeczytać w 33/2003 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 33/2003 (1081)


ZKDP - Nakład kontrolowany