Na stronie - Pójść na ciałość

Na stronie - Pójść na ciałość

Dodano:   /  Zmieniono: 
Gdyby głupota bolała, w całej Polsce słychać byłoby wielki jęk.
W swoim czasie śp. Edward Gierek, do dziś kochany przez większość narodu, udał się był - jak poinformował mnie niegdyś jeden z jego bliskich współpracowników - incognito (włożył perukę i ciemne okulary?) do paru sklepów, stwierdzając naocznie brak pasty do butów. Nakazał potem, podczas posiedzenia Biura Politycznego KC PZPR, "zlikwidować niezwłocznie deficyt pasty do obuwia". Co zalecił, błyskawicznie spełniono. Przynajmniej w okolicy, gdzie zakupy robiła pani Stanisława, małżonka Pierwszego Towarzysza. Niestety, na ogół rzadko słowo polityków staje się ciałem, nawet w tak ograniczonym zakresie jak żerowisko pani Stanisławy Gierkowej. Pisał o tym problemie Adolf Nowaczyński, znany publicysta z okresu międzywojnia, dowodząc: "Rządzący idą na całość, zaklinając rzeczywistość, ale tak naprawdę, jeżeli coś mówią, że coś zrobią, to tylko mówią".
"Gdyby głupota bolała, w całej Polsce słychać byłoby wielki jęk. A w okolicach Alej Ujazdowskich i ulicy Wiejskiej w Warszawie jego natężenie przekroczyłoby dopuszczalne normy. Głupota jednak nie boli, ale kosztuje. A na dodatek - rachunek płacą nie głupcy, lecz podatnicy" - napisał Michał Zieliński w tekście "Paragraf 203". Politycy poszli na całość, obiecując, że chcą nas uzdrowić i poprawić nasz byt, a w rezultacie każą płacić każdemu podatnikowi za swoje głupie decyzje po 1000 zł rocznie. Politycy idą na całość, obiecując nam pogodną starość, co należy interpretować tak (vide: "OFErta dla ślepców"), że defraudują nasze pieniądze i w wieku emerytalnym dostanie nam się żebracza torba i kij. Premier Miller odmienia przez wszystkie przypadki pojęcie jak najbardziej sensownego podatku liniowego, ale - jak słusznie konstatuje na naszych łamach poseł PiS Wiesław Walendziak (vide: "Księgowość bolszewików") - "podatek liniowy stał się listkiem figowym rządu". Marek Pol mówi nam do znudzenia, że już wkrótce przejedziemy się po autostradach, ale ja po przeczytaniu artykułu "Kapitalny socjalista" bardziej jestem skłonny przypuszczać, że prędzej przejedziemy się na fantasmagoriach Marka Pola.
Tymczasem gdy politycy nas oszukują, idąc na tzw. całość, prawie 3 mln młodych Polaków idzie na ciałość. Tatuują się, kolczykują - jak wynika z okładkowego tematu tego numeru "Wprost" - na potęgę, co jest niesłychanie niebezpieczne, bowiem grozi alergiami, grzybicą, a nawet trądem, rakiem i AIDS! Jak temu przeciwdziałać? Nie wierzę w skuteczność jakichkolwiek apeli lekarzy i wszelkiej maści ekspertów. Sądzę jednak, że politycy mogliby coś wreszcie wartościowego zrobić dla przedstawicieli przyszłości narodu. Miller mógłby sobie na przykład umieścić maleńki kolczyk w lewym uchu. Pol mógłby się obwiesić breloczkami znanych firm samochodowych. A Andrzej Lepper mógłby sobie zafundować gigantyczny kolczyk w nosie na podobieństwo ozdób afrykańskich kacyków. Wtedy, domniemywam, polska młodzież, w zdrowym odruchu buntu wobec mody nieudolnej władzy, zrzuciłaby z siebie wszelkie szkodliwe żelastwo.
Jest tylko jeden kłopot. Zakolczykowani Lepper czy Pol nie mogliby przejść przez bramkę na lotnisku. A mnie szalenie zależy, żeby tych polityków z Polski wyeksportować.
Więcej możesz przeczytać w 33/2003 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 33/2003 (1081)