NATO przyszedł czas

NATO przyszedł czas

Amerykanie winni szukać sojuszników wśród tych, którzy nie boją się bać
Zlikwidowanie rozłamu geopolitycznego między Stanami Zjednoczonymi a Europą - Europa oznacza w tym kontekście przede wszystkim Niemcy i Francję - nie będzie krótkim procesem. Dzielą nas dwie istotne kwestie: jak należy podejść do problemów pojawiających się w świecie islamskim i jak postępować w sytuacjach, w których można zasadnie użyć sił zbrojnych.
Część Europejczyków od pewnego czasu nie nadąża za zmianami, które nastąpiły w polityce i strategii Stanów Zjednoczonych po 11 września 2001 r. Po atakach terrorystycznych na USA George W. Bush stworzył nową listę zadań, przed którymi stoi jego kraj. Te założenia stopniowo okrzepły, powstała tzw. doktryna Busha, którą najlepiej uznać za nową wizję roli sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w świecie. Po dziesięcioleciu wahań i niepewności okazało się, że USA, przyjmując doktrynę Busha, podjęły decyzję, jaką drogę obrać na rozwidleniu, na którym znalazła się polityka amerykańska. Przyszłym prezydentom nie będzie łatwo z tej drogi zawrócić. Stany Zjednoczone postanowiły zostać aktywnym przywódcą światowym. Podjęły też ambitną próbę wprowadzania reform politycznych na Bliskim Wschodzie. Rezygnacja z tych zamierzeń byłaby równoznaczna z przyznaniem się do klęski.

Europa w czasie przeszłym
Wielu Europejczyków nadal nie jest skłonnych zaakceptować rodzącego się w Amerykanach poczucia misji ani nie ma ochoty rozważać konsekwencji, jakie wynikają dla nich z przyjęcia doktryny Busha. Można odnieść wrażenie, że tempo wydarzeń wprawia niekiedy w osłupienie zarówno europejskich przywódców, jak i tamtejszą opinię publiczną. Zdecydowanie i konsekwencja, z jaką amerykański prezydent wciela się w rolę światowego przywódcy, dodające w czasie kryzysu tak wiele otuchy Amerykanom, wywołują w Europie zaniepokojenie.
George W. Bush łączy w nierozerwalną całość - co akceptuje większość Amerykanów - terroryzm, zagrożenie stwarzane przez broń masowego rażenia oraz chaos polityczny w świecie islamskim. Tych argumentów nie przyjmuje jednak wielu Europejczyków. Francja, Niemcy i inne kraje Europy Zachodniej uważają terroryzm raczej za zbrodnię niż wypowiedzenie wojny. Ich zdaniem, należy zmierzać do ustabilizowania sytuacji w państwach arabskich, podejmując działania dyplomatyczne. Trzeba w tym celu wspierać istniejące rządy, choć ciemiężą one własne narody. W Europie rozpowszechnione jest też przekonanie, że należało osłabić reżim Saddama Husajna, lecz go nie obalać.
Wielu Europejczyków obawia się również, że będą narażeni na częstsze ataki terrorystów, jeśli zaczną podejmować działania zmierzające do realizacji doktryny Busha, której celem jest upowszechnienie demokracji na Bliskim Wschodzie. Popsułyby się ponadto ich pieczołowicie pielęgnowane kontakty z przywódcami islamskimi, a tym samym zagrożone byłyby ich interesy i koncepcje strategiczne. Mimo to Europejczycy zaczynają sobie zdawać sprawę, że polityka zmierzająca do utrzymania stabilnej sytuacji poprzez wspieranie autorytarnych przywódców zakończyła się fiaskiem. Z pewnością nie pozwoliła im uniknąć znalezienia się na czarnej liście wrogów Osamy bin Ladena.
Przyszłość transatlantyckiego układu strategicznego nadal nie jest rozstrzygnięta. Nawet po wojnie w Iraku wielu Europejczyków żyje jeszcze w świecie sprzed ataków terrorystycznych z 11 września. Mają złudną nadzieję, że instytucje międzynarodowe lub rozwiązania prawne pozwolą zachować zamożny i wolny świat w pokoju.

Społeczność atlantycka
Dla Wielkiej Brytanii i innych państw Europy, przede wszystkim dla narodów tzw. nowej Europy dopiero od niedawna cieszących się wolnością, nowa wizja roli Stanów Zjednoczonych jest koncepcją tworzenia społeczności atlantyckiej. Te państwa pragnęłyby, aby Stany Zjednoczone nadal były w pełni zaangażowane w politykę europejską, gdyż są świadome zagrożeń wynikających ze zdominowania Unii Europejskiej przez Francję i Niemcy. Coraz chętniej też angażują się w innych częściach świata, by wspierać działania podejmowane przez USA. Zasmakowawszy liberalnego ładu świata pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych, czyli pax Americana, nie widzą korzyści w tworzeniu europejskiej "przeciwwagi".
Z amerykańskiego punktu widzenia, nawet tak spękany i rozwarstwiony fundament wystarcza, by NATO mogło być przydatnym instrumentem realizowania polityki i strategii Stanów Zjednoczonych, pod warunkiem że sojusz przekształci struktury wojskowe, aby się uporać z militarnymi słabościami Europy.

Sojusz konferencyjny?
Od niedawna część ekspertów krytykuje pakt, lekceważąco twierdząc, że stał się on salą konferencyjną, w której prowadzi się jałowe dyskusje. Jak na ironię jednak, żyjemy w czasach wielkiego chaosu geopolitycznego i zatargów międzynarodowych, co oznacza, że spotkania przedstawicieli społeczności transatlantyckiej nigdy nie były bardziej potrzebne. Jeżeli Francja i Niemcy mają przyjąć polityczny punkt widzenia wynikający z doktryny Busha; jeżeli Unia Europejska ma się znacznie przyczynić do utrzymania bezpieczeństwa międzynarodowego; jeżeli cieszące się od niedawna wolnością kraje Europy Środkowej i Wschodniej mają zostać integralną częś-cią Zachodu; jeżeli wreszcie społeczność atlantycką należy uznawać raczej za zespół wspólnych zasad niż terytorium, to istnieją nader istotne powody, by nadal prowadzić rozmowy. To po pierwsze.
Po drugie, NATO musi kontynuować reformy procesów biurokratycznych. Należy wreszcie zmienić struktury, które były skuteczne niegdyś. Coraz trudniejsze okazuje się bowiem osiąganie porozumienia w stale rozszerzającej się koalicji.
Po trzecie, reformować biurokrację powinno się przede wszystkim po to, by zagwarantować, że NATO nadal w razie potrzeby będzie zapewniać skuteczność działania sił zbrojnych. A w tym wypadku bez udziału marines się nie obejdzie.
Po czwarte - a jest to punkt integralnie powiązany z ciągle aktualnym znaczeniem NATO jako paktu gotowego przeprowadzać interwencje militarne na obcych ziemiach - sojusz musi zadbać o reformę polityki obronnej w Europie. Proces przekształcania sił zbrojnych ma sprawić, że przepaść między możliwościami wojsk Stanów Zjednoczonych (oraz Wielkiej Brytanii) a umiejętnościami najnowocześniejszych nawet oddziałów francuskich i niemieckich uda się zasypać.
Po piąte, należy zmienić geopolityczną rolę NATO, rozszerzając pakt na południe i na wschód. Jest to konieczne z powodów strategicznych, aby rozwiązywać problemy bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Byłoby dobrze, gdyby NATO przeniosło siedzibę z Brukseli, być może powiększając bazę dowództwa sił NATO dla południowej Europy w Neapolu lub tworząc nową siedzibę, przypuszczalnie w Stambule.

Małe NATO i wielkie NATO
W Europie można usłyszeć opinie, że tzw. małe NATO - nie w sensie rozmiaru, lecz zamierzeń - to wszystko, co sojusz może osiągnąć. To koncepcja paktu, który miałby jedynie zapewnić bezpieczeństwo Europie - taka organizacja mogłaby interweniować na przykład na Bałkanach i próbować rozwiązać kilka pomniejszych konfliktów. To przepis na powolny upadek potęgi wojskowej sojuszu. Gdyby jedynym celem NATO były tego rodzaju akcje zbrojne, nie byłoby powodu, aby którekolwiek państwo członkowskie tworzyło nowoczesne siły zbrojne lub modernizowało istniejące.
Część ekspertów jest innego zdania. Są przekonani, że NATO utrzyma się przy życiu i będzie odgrywać istotną rolę tylko wówczas, gdy w pełni zaangażuje się w nowe misje wojskowe na Bliskim Wschodzie i w innych częściach świata. Jak często można usłyszeć, NATO musi zacząć działać poza granicami państw członkowskich albo przestanie się liczyć. Jedno nie ulega wątpliwości: Amerykanie muszą dziś szukać sojuszników wśród tych, którzy nie boją się bać podejmowania wyzwań współczesności.

Thomas Donnelly
Artykuł został przygotowany na podstawie raportu opracowywanego przez Project for the New American Century oraz German Marshall Fund of the United States. Tekst publikujemy dzięki współpracy z New Atlantic Initiative. Skróty pochodzą od redakcji, cały tekst w języku polskim dostępny jest na stronie internetowej "Wprost", a w języku angielskim na stronach American Enterprise Institute (www.aei.org)
Więcej możesz przeczytać w 33/2003 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 33/2003 (1081)