Na stronie - Więcej czadu!

Na stronie - Więcej czadu!

Doliny Krzemowej nie założyliśmy i musimy z tym żyć
Jesteśmy mocarstwem. W nauce. Przynajmniej gdy spytać naszych naukowców. Luminarzom tak się robota w rękach pali, że nie spoczywają i po godzinach. Karcą polityków, recenzują lustrację i w ogóle w tzw. ważkich kwestiach są na zawołanie. Słowem - ostatnia deska dla tonących. Kiedy jednak zeskrobać politurę z tego obrazka, rzecz wygląda żałośnie. Otóż pod względem innowacyjności polska gospodarka jest na 21. miejscu w unii (ale za to przed Albanią!). I przez najbliższe 50 lat nie osiągnie choćby średniego poziomu innowacyjności gospodarek UE (vide: "Nauko polo"). Czy to jednak powód, by listami zbiorowymi niepokoić prezydenta, media, a choćby i naród? Skąd!
Skłamałbym, pisząc, że się dziwię. Bo przecież to zaczadzenie ciągnie się od stu lat z kawałkiem. Weźmy Kraków, matecznik inteligencji, gdzie spierniczały, ale i liberalny Franciszek Józef otwierał przed Polakami najlepsze uniwersytety swej monarchii. Kariery były na wyciagnięcie ręki: pod Krosnem ruszała właśnie budowa największego zagłębia naftowego w Europie. Czy przeczytamy o tym choć pół wersu w biblii ówczesnej inteligencji - w "Weselu" Wyspiańskiego? Skąd! Setki stronic dramatu, które dzieciaki do dziś obkuwają na pamięć, to epopeja inteligencji, która nie doje, nie dośpi, byle tylko pojednać drobną szlachtę z małorolnym chłopstwem. A że ta szlachta i chłopstwo są od dawna "na wycugu"? Że na świecie od dawna się już nie liczą? A kogo to? Jak się zgrabnie zrymuje, nikt nie zauważy.
Ale żeby nie było, że nie mieliśmy alternatywy. Bo w tym mniej więcej czasie i miejscu, gdzie składał rymy Wyspiański, operował niejaki Henryk Machalski. Nie słyszeli Państwo o Machalskim? A szkoda! Rzeczony Machalski wynalazł taki drobiazg jak mikrofon na węgiel proszkowy. Urządzenie przewodziło dźwięk idealnie, tylko w niewłaściwym miejscu. Bo Machalski swoim mikrofonem transmitował koncert symfoniczny z Żółkwi do Lwowa (30 km) i psa z kulawą nogą to nie obeszło. Gdyby przesyłał tę symfonię między Nowym Jorkiem a Waszyngtonem, miałby pomniczek przed każdym studiem nagraniowym i furę dolarów za patent. Ale u nas zyskał tyle uwagi, ile niedźwiedź na odpuście. Co nie dziwi, skoro inteligencja pochylała się właśnie nad szlachtą, która czytała ledwo, i chłopstwem, co nie czytało wcale. Machalski nie jest wyjątkiem. Na pstryknięcie służę setką podobnych. Z przykładem koronnym - byle partyzant, co zastrzelił pięciu gefrajtrów, ma u nas pomnik i trzy ulice. Byle wierszokleta ma 10 szkół swego imienia. A spece, którzy złamali Enigmę i skrócili wojnę o dwa lata, z bidą po pół wieku doczekały się pamiątkowej monety.
No, ale spuśćmy z tonu. Doliny Krzemowej nie założyliśmy i musimy z tym żyć. Ale po przodkach mamy jeszcze łany rozkołysane w słońcu, wierzby nad strumieniem, parę zamków, które postawili Krzyżacy, i kilka kamienic zafundowanych przez Żydów. Więcej - mamy frajerów, którzy zjeżdżają z całego świata, by to oglądać za ciężkie dolary (vide: "Pomroczność turystyczna"). My jednak - paniska w turystycznym biznesie - nie będziemy się zniżać do usługiwania różnym takim, co to wpadli zobaczyć, gdzie się ulągł ten facet od mazurków. A jak już zobaczyli, to by się chcieli napić piwa, zakąsić i nie skończyć z salmonellą w jelitach. Dlatego w Żelazowej Woli obok znanego dworku śmierdzi sobie rzeczułka - to jeszcze jeden powód zaczadzenia. A w lokalach gastronomicznych nawet miejscowi siadają plecami do ściany.
Tak to nam czas płynie w mocarstwie intelektu i inwencji. Ale ciągle przed Albanią!
Okładka tygodnika WPROST: 14/2007
Więcej możesz przeczytać w 14/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 14/2007 (1267)


ZKDP - Nakład kontrolowany