Szczęśliwa wieś

Szczęśliwa wieś

Duńczycy to najbardziej zadowoleni mieszkańcy Europy
Słynna kwestia z "Hamleta" - "Źle się dzieje w państwie duńskim" - jest już nieaktualna. Według marcowego sondażu Eurobarometru, 49 proc. Duńczyków uważa się za bardzo szczęśliwych. Żaden kraj w Unii Europejskiej nie ma większego odsetka zadowolonych mieszkańców. Uniwersytet Leicester opracował "światową mapę szczęścia". Pokazała ona, że Duńczycy to najszczęśliwsza nacja globu. - Nie mamy wygórowanych ambicji, a te, które mamy, łatwo zaspokoić dzięki dobrze prosperującej gospodarce. To czyni Duńczyków tak szczęśliwymi ludźmi - tłumaczy Peter Gundelach, socjolog z Uniwersytetu Kopenhaskiego.Życie profesora Gundelacha jest proste. Codziennie jedzie na uniwersytet, po zajęciach bierze udział w spotkaniu jednego z kilku stowarzyszeń (naukowych, sportowych, hobbystycznych), do których należy. Te spotkania często przeradzają się we wspólny obiad oraz towarzyskie pogawędki i kończą około 22. Weekendy dla Gundelacha to czas dla rodziny.
Ten scenariusz powiela większość Duńczyków. - Rutyna codziennych zajęć jest jedną z naszych cech narodowych - zauważa prof. Bent Greve z Uniwersytetu Roskilde. Pod tym względem Dania przypomina dużą wieś. Jej mieszkańcy, podobnie jak chłopi pracujący na roli, każdego dnia o tej samej porze wykonują te same zadania. Wiejski charakter Danii przejawia się nie tylko w rutynie. - Typowy dla Duńczyków jest kompleks niższości. Tak jak chłop odruchowo schyla głowę przed możnowładcą, tak my czujemy się słabsi od innych - tłumaczy prof. Uffe Ostegaard, historyk. "Uwielbiamy słuchać, jak ktoś nas wyzywa. To taki nasz narodowy sport" - twierdzi Lars von Trier, duński reżyser. Z poczuciem niższości Duńczycy radzą sobie, praktykując zasadę "w tłumie raźniej". 80 proc. z nich należy do różnych stowarzyszeń. Do tego dochodzą silne więzy rodzinne. - W naszej kulturze nie ma rywalizacji. Najważniejsze jest dobro wspólnoty. Próby wyróżniania się są tępione. Dzięki temu nikt nie czuje się wyrzucony poza nawias - podkreśla Gundelach.
Dostosowanie się do ogółu to jeden z fundamentów duńskiego szczęścia. Drugim jest niewielki poziom oczekiwań. W badaniu Eurobarometru 47 proc. Duńczyków stwierdza, że następny rok będzie lepszy, a  45 proc. nie spodziewa się żadnych zmian. Dla porównania 53 proc. Brytyjczyków oczekuje, że najbliższe 12 miesięcy zmieni ich życie na lepsze, a tylko 34 proc. uważa, że wszystko zostanie po staremu. Efekt? 49 proc. Duńczyków odpowiada, że teraz czuje się bardzo dobrze (zadowolonych z życia Brytyjczyków jest o 10 proc. mniej).
Zadowolenie przychodzi im łatwiej niż innym narodom, bo Duńczyków wspiera rząd. Płacą jedne z najwyższych podatków w Europie, ale w zamian mają gwarancję pełnej opieki. - Mieszkańcy Danii przypominają trzydziestolatków, którzy ciągle mieszkają u rodziców. Niby są dorośli, ale boją się w pełni wziąć odpowiedzialność za siebie - zauważa Henrik Dahl, socjolog i pisarz.
Jak bardzo państwo rozpieściło swoich obywateli, widać było niedawno, gdy władze Kopenhagi próbowały usunąć członków komuny, nielegalnie mieszkających w kamienicy w centrum miasta. Doszło do walk na ulicach duńskiej stolicy. Członkom komuny nie mieściło się w głowie, że państwo może traktować ich tak bezdusznie. Miejsce po komunie stało się "kopenhaskim ground zero". Młodzi ludzie przynosili tam naręcza kwiatów. Składano także pluszowe misie - symbol utraconej niewinności Kopenhagi.
Okładka tygodnika WPROST: 14/2007
Więcej możesz przeczytać w 14/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 14/2007 (1267)


ZKDP - Nakład kontrolowany