Kopalnia przekrętów

Kopalnia przekrętów

Firmy kolegów wygrywały ustawione przetargi i brały pieniądze za nie wykonane usługi
Czy tragiczny wypadek w kopalni Halemba mógł być efektem wadliwie działających wykrywaczy gazu? Czy w kopalniach bezpieczeństwo górników może nie być priorytetem? "Wprost" dotarł do wyników kontroli przeprowadzonej za zlecenie rady nadzorczej w Kopalni Węgla Kamiennego Budryk w Ornontowicach. Znajdują się w niej dwie z ośmiu najbardziej zagrożonych wybuchem metanu ścian w polskim górnictwie. Kontrola zlecona po wybuchu w Halembie dowodzi, że osoby decydujące o zamówieniach i przetargach w kopalni przesadnie się nie przejmowały bezpieczeństwem górników.Na kopalni Budryk żerowały firmy zewnętrzne, które wygrywały ustawione przetargi i brały pieniądze za nie wykonane usługi. W procederze brali udział m.in. pracownicy z dozoru górniczego, a nadużycia tolerowały kolejne zarządy i związki zawodowe. Praktycznie każda skontrolowana umowa wykazała nieprawidłowości na sumy od kilku do kilkuset tysięcy złotych. Kontrolerzy zawiadomili organy ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Gdy w zeszłym tygodniu odwiedziliśmy Budryk, działali tam akurat funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Przetarg z ograniczoną otwartością
Sposób zawierania przez kopalnię umów z wykonawcami umożliwiał powierzanie lukratywnych zleceń zaprzyjaźnionym spółkom i wyprowadzanie pieniędzy z kasy Budryka. Dobrze ilustruje to kontrakt na zabudowę części trasy spalinowej kolejki podwieszanej. W wyniku przetargu wybrano firmę, która zaoferowała najniższą cenę. W protokole z postępowania przetargowego czytamy, że spółka Remagum Serwis z Mysłowic za jeden metr bieżący zabudowy zażądała 65 zł, a konkurencja 74 zł. W umowie podpisanej z wykonawcą w maju 2005 r. cena za metr zniknęła. Pozostała tylko cena ogólna, jaką kopalnia zobowiązała się zapłacić za wykonanie robót. Podobnie jest na fakturach. Komisji kontrolnej udało się jednak znaleźć dokument, który pozwolił wykryć przekręt. Okazało się, że wykonawca wykonał jedynie część robót, nie zrealizował 40 rozjazdów kolejki, ale zainkasował całą zapłatę. Zamiast ustalonych w przetargu 65 zł za metr bieżący zabudowy trasy kolejki kopalnia płaciła więc spółce Remagum Serwis aż 97 zł, czyli znacznie więcej niż podczas przetargu zażądał konkurent tej firmy.
Inny sposób na wygranie ukartowanego przetargu zastosowano wobec firmy WPBK Bis - Marek Wysocki z Częstochowy. Spółka ta pokonała konkurencję, chociaż złożyła droższą ofertę. "Biorąc pod uwagę wynegocjowane ceny komisja proponuje przyjąć ofertę firmy () na warunkach określonych podczas negocjacji" - czytamy w uzasadnieniu werdyktu, który przyznał zwycięstwo częstochowskiej firmie. Z informacji zebranych przez "Wprost" wynika, że WPBK Bis nie wygrałaby bez pomocy sekretarza komisji przetargowej, który na protokole z jej posiedzenia wprowadzał ręczne poprawki. Kiedy konkurenci firmy popieranej przez władze kopalni obniżyli cenę w czasie negocjacji, sekretarz komisji potajemnie wydłużył im długość odcinka, który miały objąć prace.

Zapłacone, nie wykonane
Kontrola przeprowadzona na zlecenie nowej rady nadzorczej wykazała, że niektórzy wykonawcy otrzymywali od kopalni Budryk nienależne wynagrodzenie. Spółce Eko-Żory kopalnia zapłaciła za wykonanie tam przeciwwybuchowych w wyrobiskach w okresie od stycznia do lipca 2006 r., chociaż tamy te zostały zainstalowane wiele lat wcześniej. Potwierdzili to pomiarowcy z Budryka, którzy codziennie pobierają próbki zawartości metanu, chodząc po chodnikach. Z kolei faktury wystawione przez spółkę Geo-Wiert zupełnie nie zgadzają się ze stanem realizacji robót opisanym w tzw. książkach raportowych, w których firma szczegółowo odnotowuje, kiedy i co robił każdy pracownik na terenie kopalni. Wynika z nich, że w styczniu 2006 r. Geo-Wiert wymienił 15 szyn spalinowej kolejki naziemnej. Tymczasem na zapłaconej fakturze widnieje liczba 1620 szyn. W dokumentacji dotyczącej robót zlecanych przez Budryk spółce Geo-Wiert wręcz roi się od podobnych nieścisłości. Odbiór niewykonanych robót zawsze jednak zatwierdzali pracownicy kopalni. Do nadużyć finansowych dochodziło nawet przy rozliczaniu posiłków profilaktycznych dla górników.
- Gdyby pieniądze nie były ustawicznie marnotrawione i sprzeniewierzane, rentowność naszej spółki na pewno byłaby znacznie wyższa - mówi Wiesław Wójtowicz, który jako reprezentant załogi w radzie nadzorczej Budryka uczestniczył w kontroli. Jego zdaniem, koszt wydobycia tony węgla w Budryku mógłby się wówczas obniżyć nawet o 10 zł. Według Wójtowicza, spółki, które wypompowywały pieniądze z kopalni, niejednokrotnie mają rentowność dziesięciokrotnie wyższą niż Budryk. Z przychodem rocznym rzędu 20 mln zł osiągają nawet 2 mln zł zysku. Tymczasem całkowity przychód KWK Budryk w 2006 r. wyniósł ok. 600 mln zł, a zysk netto kopalni - 5 mln zł.

Folwark węglowych baronów
Państwowa kopalnia była eksploatowana jak prywatny folwark, bo przez lata przyzwalał na to właściciel. W tej sytuacji nie dziwi, że Budryk był prawdziwą żyłą złota dla emerytowanych polityków, którzy przez lata rozdawali karty w polskim węglu.
Gdy po ostatnich wyborach parlamentarnych Jerzy Markowski z SLD zakończył swoją kadencję w Senacie, postanowił wrócić na stare śmieci. Do marca 1995 r., kiedy został wiceministrem przemysłu i pełnomocnikiem rządu ds. restrukturyzacji górnictwa węglowego w rządzie Józefa Oleksego, kierował kopalnią Budryk. W październiku 2005 r., kilka tygodni po klęsce wyborczej SLD, znalazł zatrudnienie jako pełnomocnik zarządu Budryka ds. techniki. Otrzymał wynagrodzenie takie jak prezes kopalni, a ponadto nagrody - roczną, barbórkową i jubileuszową. Dodatkowy komfort stanowił zadaniowy system pracy, oznaczający możliwość przychodzenia do pracy o dowolnej porze z wyjątkiem szczególnych sytuacji. Ówczesny zarząd kopalni Budryk zawarł z Markowskim umowę w postaci aneksu do jego poprzedniej umowy o pracę z 1993 r. Problem polega na tym, że stara umowa wygasła już w połowie lat 90.
Kiedy walne zgromadzenie akcjonariuszy kopalni odwołało dawnego barona węglowego z synekury, jaką była posada pełnomocnika zarządu, był styczeń 2006 r. Zarząd zwlekał z wręczeniem Markowskiemu wypowiedzenia aż do czerwca, podczas gdy pieniądze zasilały konto polityka co miesiąc. Od balastu finansowego w postaci byłego senatora kopalnia Budryk uwolniła się dopiero wypłaciwszy mu odprawę za wrzesień.
Okładka tygodnika WPROST: 14/2007
Więcej możesz przeczytać w 14/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • paranoja   IP
    Obejrzycie sobie co się we Włocławku wyrabia:
    http://www.youtube.com/watch?v=MRYOWcVMYYk&list=UUKmb526PHR_xPCKLXWYY6DQ&index=57&feature=plcp

    najpierw sadzą drzewka zimą, potem ukrywają o co chodzi:

    http://www.youtube.com/watch?v=rCjeiMNIR4U&list=UUKmb526PHR_xPCKLXWYY6DQ&index=56&feature=plcp

    a tutaj firma która sie powinna nazywać fukstom

    http://www.youtube.com/watch?v=FgBPeOvzTTc

    może ktoś by się tym zajął?
    • JANUSZ JANECZKO   IP
      jerzeli trafilem i z biski oferujecie prace w czeskiej kopalni lazy to chce wszystkich ostrzec WIEKSZYCH OSZUSTOW I KLAMCOW NIE ZNALEM LUDZIE TAM PRACUJA JAK NIEWOLNICY ABY DOSTAC DZIEN WOLNEGO TRZEBA DWA DNI ODROBIC W GRAFIKU OSZUKUJA LUDZI NIE DAJA UMOW O PRACE TAKICH JAKIE POWINNY BYC WYDANE PO OKRESIE PROBNYM BIEDA KOMUS JAK SIE POSTAWI TO WOGOLE NIE MA NIC DO POWIEDZENIA

      Spis treści tygodnika Wprost nr 14/2007 (1267)


      ZKDP - Nakład kontrolowany