Lekcja manipulacji

Lekcja manipulacji

Wystawa "Manipulacje. O ekonomii kłamstwa" to popis modnego banału
Wsalach warszawskiego Centrum Sztuki Współczesnej oglądamy pokazy wideo i instalacje. Na podłodze jednej z nich artysta Michał Budny (Polska) ustawił klocki przypominające słupki w wykresach statystycznych. Kurator wystawy Adam Budak twierdzi, że jest to "wywrotowy i ryzykowny portret niestabilności społeczeństwa, oparty na przypuszczalnie pewnych statystykach i obiektywnych strukturach". Podobno "poetycki gest koresponduje z subtelną, choć zawsze zaskakująco trafną krytyką społeczną". W kogo wymierzoną - nie wiadomo.

Lampy demaskują
W innym pomieszczeniu Jorge Pardo (USA) powiesił, jak w sklepie, czterdzieści lamp elektrycznych. Zapalając je wszystkie jednocześnie "krytykuje wszechobecną standaryzację", a w jego dziele "korporacyjny słownik współczesnego, późnokapitalistycznego społeczeństwa i formalny język modernizmu wspólnie konspirują w pełnym manipulacji akcie przestrzennej transgresji". Lampy przestają być lampami, bo pod dyrekcją Jorge Pardo chórem demaskują kapitalistyczne korporacje.
Na wielkich ekranach wyświetla się sceny filmowane przez Catherine Sullivan (USA). Przebierańcy w dziwacznych mundurach stroją miny, salutują, maszerują. Z kartki na ścianie dowiadujemy się, że "artystka buduje wielowarstwową, polifoniczną strukturę odniesień, służących mapowaniu złożoności doświadczenia historycznego i odkryciu nieoczekiwanych prawd o manipulacjach politycznych". Co gorsza, "praca Sullivan oparta jest na brutalnym czeczeńskim ataku terrorystycznym w trakcie przedstawienia musicalu »Nord-Ost« w październiku 2002". Każdy, kto pamięta ówczesne transmisje z Moskwy: oblężenie teatru, szturm specnazu, setki ofiar, krzyk rodzin, demonstrowanie trupów bojowniczek, kłamstwa kremlowskich władz - może porównać dramatyzm tamtych wydarzeń z płaską, niezdarną inscenizacją pani Sullivan i przekonać się, że żadne "prawdy o manipulacjach politycznych" jej nie interesują. Performerka szuka tylko tematów do performansów.
Zbigniew Libera, który zyskał popularność zestawami klocków Lego o tematyce "Obóz koncentracyjny", idzie tym tropem dalej. W CSW pokazuje wielką fotografię ludzi za płotem, owiniętych w koce i kołdry. To replika jednego ze słynnych zdjęć z wyzwalania obozu koncentracyjnego. Tam były druty kolczaste i żywe szkielety. Tu modele chichoczą, a płot jest ze sznurka. Zdaniem kuratora "praca Libery jest szczególnym zapisem korupcji obrazu i jego korozji; to przekonujący dowód niesamowitej manipulacji naszej kolektywnej świadomości".
W jednym z dzieł Johana Grimonpreza (Belgia) dziewczyna z ustami ociekającymi czerwoną farbą trzyma w dłoniach gołębia - widać go zagryzła. Autor przywołuje atak na World Trade Center i opinię, że była to nowa wersja "Ptaków" Hitchcocka. Nic jednak z tego, co wiemy o tragedii na Manhattanie nie może się nam kojarzyć z ptakiem "zainstalowanym" przez pana Grimonpreza.

Klucz do nawigacji
Dla kuratora Adama Budaka ważniejsze od tego, co naprawdę dzieje się na świecie, wydaje się to, co wyczyniają performerzy zamknięci w galerii. Wystawę reklamuje słowami: "znaczona przez szerokie spektrum kwestii socjologicznych, filozoficznych i etycznych (...) ma na celu zbadanie nadużycia wartości kulturowej i kolektywnego posiadania". Artyście wystarczy więc uczynić niewyraźną aluzję, a ogłaszają jego sukces. Zmałpuje stare zdjęcie z kacetu - a już "uprawia wielowarstwową krytykę wizualnego słownika wszechobecnych mediów które stają się narzędziami dydaktycznego terroryzmu i reżimu". Artysta taki zachowuje się jak dziecko: machnie patykiem i oznajmia, że wygrał. To dziecko jednak wie, gdzie stoją konfitury. Wystawa "Manipulacje" ma teraz w Warszawie trzecie wydanie. Pierwsze odbyło się w Narodowej Galerii w Pradze, w ramach Biennale Sztuki Współczesnej (2005). Drugie - w gdańskim CSW Łaźnia (2006-2007). Zapewne będą dalsze. Obietnica demaskowania manipulacji i opłacalności ("ekonomii") kłamstwa jest ponętna. Zwłaszcza że Adam Budak posługuje się językiem skrajnie naukowym. Nie mówi, że ktoś "rozumie", lecz że "ma klucz do kodu nawigowania". Kiedy Paweł Althamer wywiesza skórzane spodnie i przyszywa do nich skórzanego siusiaka - też jest mądrze: "To, co indywidualne i instytucjonalne, łączy się z sobą w tym szczodrym geście społecznej [?!? - A.O.] rzeźby".

Weksel bez pokrycia
Kurator odmienia przez różne przypadki słowo "iluzja", tak jakby odnosiło się jedynie do tego, co robią pokazani przezeń artyści. Jakby iluzja nie była obecna w sztuce dawnej i najdawniejszej. Fidiaszowy posąg Ateny Partenos miał nieproporcjonalnie dużą głowę, bo uwzględniał skrót perspektywiczny. Malarstwo Pompejów czy renesansu opiera się na perspektywie zbieżnej - złudzeniu głębi płaskiej przestrzeni. Rzeźba i architektura baroku roją się od zabiegów trompe l'oeil - trików optycznych używanych dla rozrywki i zadziwienia wiernych w świątyni. Arcymistrzem złudzenia był Velázquez. Oglądając jego "Panny dworskie" ludzie mówili: "Piękne! Ale gdzie tu jest obraz?".
Korzystając z różnych form iluzji, artyści od tysięcy lat zajmowali się tworzeniem wizerunków i budowli, legend i mitów - w jakimś celu, z myślą o życiu osób prywatnych, plemion, narodów. Raz w sposób głęboki i piękny, kiedy indziej wredny - na użytek tyrana. Osoby zaangażowane w wystawę z CSW zachowują się, jakby nie było przeszłości. Czasem biorą z niej jakieś kawałki, by je przerobić i włączyć w swoje instalacje. Na konferencji prasowej dziennikarze z powagą notowali i nagrywali slogany o "ekonomii kłamstwa". Automatycznie przyjmowali, że tak trzeba. Ci dopiero są zmanipulowani. Pobrane mądrości o "szerokim spektrum kwestii" przekażą swym czytelnikom.
Okładka tygodnika WPROST: 14/2007
Więcej możesz przeczytać w 14/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 14/2007 (1267)


ZKDP - Nakład kontrolowany