Europa na piasku

Europa na piasku

Deklaracja berlińska to przykład intelektualnej amnezji
Deklaracja berlińska ma podobno stanowić nowy fundament aksjologiczny wspólnej Europy. Ma wytyczać kierunek procesu integracji. Tyle że zapomina o dorobku tejże Europy. A nie można budować wspólnej Europy, negując jej wielowiekowy dorobek aksjologiczny. To on stanowi prawdziwą treść europejskiej tożsamości, a próby jego odrzucenia zagrażają jedności naszego kontynentu.

Spadkobiercy Protagorasa
Aksjologia integracji europejskiej od początku była niekompletna. Ojcowie założyciele wspólnot na pierwszym miejscu umieścili bowiem wartości o charakterze ekonomiczno-politycznym, a nie duchowo-moralnym. Postawili na wzrost gospodarczy, podniesienie poziomu życia, rządy prawa, demokrację parlamentarną itp. Kiedy jednak integracja zaczęła wykraczać poza zakres stricte ekonomiczny i obejmować kolejne obszary życia społecznego, nierównowaga między filarem ekonomiczno-politycznym a fundamentem wartości coraz silniej rzucała się w oczy. Tak było i w Maastricht (1992), i w Amsterdamie (1997). Dopiero w Nicei (2001) niemiecka chadecja uczyniła bardziej stanowczy krok. W niemieckojęzycznej preambule Karty Praw Podstawowych umożliwiono odwołanie się do „duchowo-religijnego i moralnego dziedzictwa unii" (inne teksty zawierają odwołanie do „duchowego i moralnego dziedzictwa unii").
W Berlinie tak naprawdę podpisano manifest relatywizmu. Źródłem przyjętej deklaracji nie jest ani dominująca w UE lewicowo-liberalna ideologia poprawności politycznej, ani oświeceniowa kontestacja światopoglądowa. Jeśli wczytać się dokładnie, deklaracja odsyła nas 25 wieków wstecz - do myśli starogreckich sofistów. Kluczowe dla zrozumienia sensu deklaracji jest na pierwszy rzut oka ociekające humanizmem zdanie, zawarte na początku pierwszego rozdziału: „W Unii Europejskiej urzeczywistniamy nasze wspólne ideały: dla nas centralnym punktem odniesienia jest człowiek [„bei uns steht der Mensch im Mittelpunkt"]". Wyznanie to przy jednoczesnym braku jakichkolwiek odniesień wobec tego, co pozaludzkie, transcendentne, można interpretować jako równoznaczne ze słynną formułą Protagorasa z Abdery (ok. 480-410 p.n.e.), wedle której „człowiek jest miarą wszechrzeczy". Protagoras nie miał w istocie zamiaru wyniesienia człowieka (tak przynajmniej wykłada się jego myśl od setek lat na europejskich uniwersytetach), chodziło mu o coś zgoła innego, a mianowicie o to, że nie ma jakiejś rzeczywistości samej w sobie. Nie istnieją więc takie byty, jak substancja i istota rzeczy, idee, pierwszy poruszyciel czy bogowie. Nie ma żadnej stałej miary, żadnego fundamentu. Dlatego też jedynie człowiek może się stać miarą wszechrzeczy, tyle tylko, że za każdym razem ta miara jest inna, ponieważ nie ma żadnej pewnej wiedzy. Dokładnie taki sam sens ma deklaracja berlińska, gdyż nie ma w niej odniesienia ani do Boga, ani do religii, ani do niezależnych od człowieka wartości.

Trzecia antyaksjologia
Czy humanizm redukujący transcendentalny wymiar człowieczeństwa ma coś wspólnego z europejskim humanizmem? Niewiele. Tradycja myśli europejskiej opiera się na przekonaniu, że człowieka wywyższa to, co transcendentne: dusza ludzka lub (i) Bóg. W chrześcijaństwie człowiek został wywyższony przez wyniesienie (ukrzyżowanie) Boga człowieka. Tak ludzką istotę rozumieli wszyscy wielcy myśliciele.
Myśl relatywistyczna powróciła w wieku XIX w pracach Nietzschego, Marksa i Freuda. Swój szokujący „triumf" odniosła w wieku XX, gdy „nadludzie", absolutyzując miarę klasową i etniczną, wymordowali dziesiątki milionów „podludzi". Dopiero wojenny szok zawrócił ludzkość z tej drogi. Do tradycji konstytucyjnej państw, choć na krótko, powróciły idee naturalizmu. W preambułach ustaw zasadniczych zaczęto umieszczać klauzule odwołujące się do Boga. W 1949 r. także naród niemiecki nadał sobie ustawę zasadniczą „świadomy swej odpowiedzialności wobec Boga i ludzi". Tego rodzaju invocatio Dei stanowić miały dowód odpowiedzialności władzy politycznej człowieka i wiary, że potrafi on ograniczyć swą władzę nad innymi ludźmi.
Dziś jednak europejskie elity najwyraźniej znów zapomniały lekcję najnowszej historii. Intelektualna amnezja nakazuje im odrzucić fundamentalne doświadczenia, które są tak jednoznaczne. A przecież bez transcendentnie ugruntowanych wartości nie udało się do tej pory stworzyć żadnej trwałej wspólnoty ludzkiej. Dlatego w przyszłym traktacie konstytucyjnym konieczne jest zawarcie takiego elementu. Tworzenie europejskiej wspólnoty przeciwko Platonowi, Arystotelesowi, św. Augustynowi, Kartezjuszowi, Leibnizowi, Kantowi, Bergsonowi to stawianie zamków na piasku. Potwierdziły to już dwie XX-wieczne próby stworzenia totalitarnej antyaksjologii. Jaki jest więc sens budowy trzeciej, nawet w dobrej wierze i opierając się na polityczno-ekonomicznych prawach człowieka? Czy nie stanowi ona najkrótszej drogi do zaprzepaszczenia tego najważniejszego projektu politycznego współczesnej Europy?


Jak integrowała się Unia Europejska
1951 - traktat paryski
Niemcy, Belgia, Francja, Włochy, Luksemburg,Holandia zdecydowały o utworzeniu Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, czyli „fundamentu instytucji zdolnej do kierowania odtąd ich wspólnym losem".

1957 - traktaty rzymskie
Na Kapitolu te same państwa ustanowiły Europejską Wspólnotę Gospodarczą i Europejską Wspólnotę Energii Atomowej. Zadeklarowały, że są świadome odpowiedzialności za „zjednoczenie swoich rynków, zbliżenie swoich gospodarek oraz określenie zasad i szczegółów wspólnej polityki w tym zakresie".

1986 - Jednolity Akt Europejski
Podpisany w Luksemburgu i Hadze. Sygnatariusze zobowiązywali się w preambule „wspólnie popierać demokrację (…), a w szczególności wolność, równość i sprawiedliwość społeczną".

1992 - traktat o Unii Europejskiej
Podpisany w Maastricht przez dwanaście państw. Potwierdzały one w nim „przywiązanie do zasad wolności, demokracji, poszanowania praw człowieka i podstawowych wolności oraz państwa prawnego, pragnąc pogłębić solidarność między swymi narodami w poszanowaniu ich historii, kultury i tradycji".

1997 - traktat amsterdamski
Wprowadził zmiany w traktacie z Maastricht. Zobowiązano się m.in. „popierać postęp gospodarczy i społeczny swych narodów poprzez urzeczywistnienie rynku wewnętrznego oraz umacnianie spójności i ochrony środowiska naturalnego, przy uwzględnieniu zasady stałego rozwoju oraz prowadzenia polityk, które zapewnią, że integracji gospodarczej towarzyszyć będzie równoczesny postęp w innych dziedzinach".

2001 - traktat w Nicei
To za jego ustalenia chciał umierać Jan Rokita. Traktat ustanawiał zmiany instytucjonalne po rozszerzeniu wspólnoty o państwa postkomunistyczne, m.in. korzystny dla Polski system przeliczania głosów w Radzie Europejskiej.
Okładka tygodnika WPROST: 14/2007
Więcej możesz przeczytać w 14/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 14/2007 (1267)


ZKDP - Nakład kontrolowany