Inwazja Starbucksa

Inwazja Starbucksa

Amerykańscy kanibale wchodzą na polski rynek
Konkurenci mówią o nich krótko: kanibale. W miastach, w których się pojawią, błyskawicznie likwidują konkurencję. Otwierają lokale jeden przy drugim, wykupują rywali albo doprowadzają ich do plajty. Starbucks, największa na świecie sieć kawowych barów (13 tys.), zamierza otworzyć swoje kawiarnie w największych polskich miastach. - Pierwsze bary mogą się pojawić już na początku 2008 r. - potwierdza "Wprost" Mateusz Sielecki z firmy AmRest, która będzie zarządzać siecią Starbucks w Polsce (kieruje u nas również siecią KFC).

Narodziny imperium
Twórcą sukcesu Starbucksa jest 53-letni Amerykanin Howard Schultz. W 2006 r. przychody koncernu wyniosły 7,8 mld USD, a wartość akcji firmy od debiutu giełdowego w 1992 r. wzrosła już o 6 tys. proc. W tym roku Schultz z majątkiem szacowanym na 1,1 mld USD zajął 840. miejsce na liście najbogatszych ludzi świata. Schultz z racji swojej drogi do fortuny jest porównywany do Raya Kroca, twórcy imperium McDonald's. Obaj zarobili na cudzych pomysłach. Kroc kupił licencję od braci Richarda i Maurice'a McDonaldów i uczynił z ich nazwiska markę globalnego koncernu. Schultz w podobny sposób odkrył Starbucks, kawiarnię założoną w 1971 r. przez trzech studentów z San Francisco: Geralda Baldwina, Gordona Bowkera i Zeva Siegla.
W 1981 r., kiedy pracował dla producenta sprzętu AGD Hammarplast, podczas jednej z kontroli odkrył, że pewna mała firma z Seattle zamówiła więcej młynków do kawy niż znana w USA sieć kawiarni Macy's. Chciał wiedzieć dlaczego. Wówczas o sprzedawaniu wiedział wszystko, o kawie nie wiedział nic. - Kiedy po raz pierwszy wszedłem do Starbucksa, poczułem się jak w domu. Wtedy też zdałem sobie sprawę, że do tej pory piłem zwykłą lurę, a nie kawę - wspomina Schultz. Rok zajęło mu przekonanie właścicieli Starbucksa, by przyjęli go do pracy. Potem bezskutecznie próbował przekonać ich do rozwoju firmy. Idea była prosta: Schultz chciał przenieść do Ameryki włoski typ kawiarni, gdzie ludzie przychodzą, aby napić się kawy i spotkać ze znajomymi. Jedyną różnicą było to, że kawy nie serwowano w porcelanie, ale w plastikowych kubkach. "Żaden ze współwłaścicieli nie miał zamiaru tworzyć imperium. Założyli Starbucks z jednego powodu - kochali kawę i herbatę" - wspomina Schultz. W końcu sam zdobył potrzebny kapitał (z 242 zapytanych przez niego biznesmenów, tylko 25 było skłonnych powierzyć mu swoje pieniądze) i otworzył własną kawiarnię "Il Gironale". Rok po założeniu "Il Gironale" Schultz za 3,8 mln USD przejął Starbucksa, którego rozbudował w kawowe imperium.

Samozwańczy guru
Nawet gdyby w Starbucksie nie serwowano kawy, ale jedynie pobierano opłatę za wstęp, i tak przychodziłyby tam tłumy. To nie kawa, lecz atmosfera (miękkie kanapy, pomalowane na pomarańczowo ściany, w tle muzyka Boba Marleya) sprawiła, że Starbucks stał się ulubionym miejscem spotkań milionów obywateli globu.
- Moim marzeniem jest to, żeby Starbucks był trzecim po domu i biurze najważniejszym miejscem w życiu naszych klientów - mówi Schultz. Dlatego sieć cały czas rozbudowuje swoją ofertę: oprócz gazet i możliwości bezprzewodowego, darmowego połączenia z Internetem oferuje możliwość (płatnego) ściągania plików muzycznych, sprzedaje książki, czasopisma oraz płyty. We współpracy ze znanymi artystami, takimi jak Paul McCartney, wydaje także płyty. Najnowszym pomysłem Starbucksa jest promocja i dystrybucja filmów. Jak napisał "USA Today", "tak jak Oprah Winfrey Starbucks staje się samozwańczym guru kultury. Przyciąga ludzi, którzy chcą się w swej kawiarni dowiedzieć, co jest na topie. Udaje mu się przedstawiać siebie zarówno jako bohatera, jak i buntownika".

Kawowa ofensywa
"Starbucks jest jak wirus" - tak Naomi Klein, znana antyglobalistka i autorka książki "No Logo" określiła strategię rozwoju tej amerykańskiej firmy. Starbucks rozrasta się w zawrotnym tempie. Tylko w latach 2003-2005 liczba kawiarni tej amerykańskiej sieci się podwoiła, a do 2008 r. ma być ich już cztery razy więcej niż trzy lata temu. Zawrotnie rośnie też liczba jej klientów. Mimo że firma na reklamę wydaje tylko 1 proc. przychodów, czyli dziesięć razy mniej niż konkurenci, przez kawiarnie Starbucksa przewija się 40 mln osób tygodniowo. Starbucks nie otwiera pojedynczych punktów, ale całe skupiska kawiarni - jedną przy drugiej. W Londynie w promieniu 5 mil od Regent Street znajduje się 166 kawiarni Starbucksa, a na Manhattanie jest ponad 150 punktów.
Amerykański magazyn satyryczny "The Onion" żartuje, że "nowy Starbucks zostanie otwarty w toaletach obecnego". W Polsce będą to kawiarnie ulokowane w bardziej ekskluzywnych miejscach. Menedżerowie Starbucksa trzymają te informacje w teczkach z adnotacjami "tajne".
Okładka tygodnika WPROST: 14/2007
Więcej możesz przeczytać w 14/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 14/2007 (1267)


ZKDP - Nakład kontrolowany