Wencel gordyjski - Misie kłamią dzieciom

Wencel gordyjski - Misie kłamią dzieciom

Najmłodsi obywatele IV RP muszą poczekać na upamiętnienie swojego idola przez polityków
Kto by pomyślał, że zjednoczona Europa i miś Uszatek są rówieśnikami. A jednak. W cieniu obchodów pięćdziesięciolecia podpisania traktatów rzymskich odbył się w Łodzi benefis sympatycznej kukiełki, która w 1957 r. urodziła się w czasopiśmie "Miś", a kiedy nieco podrosła, stała się gwiazdą peerelowskiej telewizji. Okazało się, że dzieci wciąż uwielbiają animowaną postać, obdarzoną wyjątkowym głosem nieżyjącego już Mieczysława Czechowicza. W epoce dominacji amerykańskich kreskówek, opartych na dylemacie "Wyrwie mi pan serce czy wątrobę?", problemy związane z lepieniem bałwanka, wycieczką, nagłą zmianą pogody czy gromadzeniem zapasów na zimę wydają się oazą spokoju. Rzeczywistość jak z dawnego elementarza: życie biegnie miarowo, każda czynność ma swój cel, a bohaterowie współtworzą rozległy ład natury. Nic dziwnego, że nasi milusińscy czują się w tym świecie bezpiecznie jak w społecznym przedszkolu.
Niestety, w latach 90. ubiegłego wieku rodzima animacja praktycznie przestała istnieć. Kojarzone z największymi hitami łódzkie Studio Se-Ma-For, bielskie Studio Filmów Rysunkowych i krakowskie Studio Filmów Animowanych zajmują się obecnie przede wszystkim produkcją reklam, sporadycznie realizując zlecenia z zagranicy. Telewizja publiczna nie ma czasu zamawiać nowych odcinków, bo od lat jest zajęta ściąganiem abonamentu od emerytów i rencistów. Rodzicom i dzieciom pozostaje gromadzenie kaset wideo z przygodami Uszatka oraz Reksia, Bolka i Lolka, Baltazara Gąbki, misia Koralgola, Koziołka Matołka czy kota Filemona.
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki kryzysowi animacji przed pełniącym obowiązki prezesa TVP Andrzejem Urbańskim otwiera się możliwość zapisania się złotymi zgłoskami w historii telewizji publicznej. Wystarczy, że wyłoży kasę na nowe odcinki "Misia Uszatka". Nie oszukujmy się: prawdopodobieństwo, że znany polityk zrobi dla nas coś pożytecznego w zakresie innych programów, jest niemal zerowe. A inwestycja w film dla dzieci może mu przynieść wymierne korzyści już za kilkanaście lat, kiedy najmłodsi dorosną i zajmą się polityką.
Wróble ćwierkają, że Studio Se-Ma-For złożyło już w TVP projekt dotyczący Misia Uszatka. Niepokój budzi tylko fakt, że wcześniej, bo już 9 kwietnia, na ekrany wejdzie konkurencyjny serial o "Misiu Fantazy", którego bohater nosi błękitne futro i szuka magicznego kryształu, żeby uratować Krainę. Wprawdzie polityczny kontekst Uszatka również był czytelny dla dorosłych, ale pozostawiał miejsce na interpretacyjną dowolność. Jedni kojarzyli misia z prymasem Józefem Glempem, inni z Jerzym Urbanem; w zależności od poglądów. Tymczasem błękitna postać to ewidentne nawiązanie do Unii Wolności, Platformy Obywatelskiej i Aleksandra Kwaśniewskiego, co bez trudu odczytają nawet dzieci, które są dziś roz-
politykowane znacznie bardziej niż wczoraj.
Miejmy nadzieję, że prezes Urbański zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i szybko wycofa agitacyjny serial z programu. Musi też dopilnować, by prawdziwy Uszatek zachował neutralnie brązową barwę futra. W przeciwnym razie połowa naszych milusińskich ucieszy się ze wznowienia bajki, ale druga połowa wymusi na rodzicach rezygnację z płacenia abonamentu. A w przedszkolu zanuci potomstwu "wykształciuchów" złośliwą piosenkę: "Pora na dobranoc,/ bo już księżyc świeci./ Dzieci lubią misie,/ misie kłamią dzieciom".
W epoce politycznej gorączki Uszatek spędza zresztą sen z powiek nie tylko decydentom z TVP. Prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki wysłał kilka dni temu list do dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 70, które domagały się, by w centrum miasta stanął pomnik misia z klapniętym uszkiem. Poinformował w nim, że zgadza się na monument, ale wyłącznie w formie fontanny. Nie wiadomo jednak, skąd będzie się lała misiowi woda, bo prezydent stanowczo odciął się od pomysłu, by spiżowy Uszatek używał siusiaka jak słynny chłopiec z pomnika w Brukseli.
Trudno rozstrzygnąć, o co chodzi Kropiwnickiemu, ale nie sposób wykluczyć, że za całą sprawą kryje się polityczna intryga. Być może prezydent przeciąga sprawę pomnika, bo szuka papierów na Uszatka. Jak zareagowałby nasz rząd, gdyby się okazało, że popularny miś, a choćby i użyczający mu głosu lektor, ma coś za uszami? Dla dobra IV RP dzieci muszą więc poczekać na upamiętnienie swojego idola przez polityków. Pomnik misia Uszatka? Tak. Ale dopiero po lustracji.
Okładka tygodnika WPROST: 14/2007
Więcej możesz przeczytać w 14/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 14/2007 (1267)


ZKDP - Nakład kontrolowany