Z życia opozycji

Z życia opozycji

Aleksander Kwaśniewski ma wrażenie, że jest podsłuchiwany przez IV Rzeczpospolitą. Gotów jest się nawet o to założyć. My zaś gotowi jesteśmy się założyć, że były prezydent musiał odstawić jakieś proszki. No i są efekty.

Trwa festiwal Janusza Palikota. Słynący dotychczas wyłącznie z fryzury ? la prowincjonalny poeta polityk biznesmen wisi na co drugiej ulicy. Nie, nie zawieszono mu członkostwa, to jeszcze przed nim. Po prostu na billboardach reklamuje swoją nową książkę "Płoną koty w Biłgoraju". Nową? To była jakaś stara?

Ale płonące koty to pikuś. Znacznie ciekawsza jest polityczna ofensywa lubelskiego biznesmena. Zaczęła się od tego, że Palikot głośno domagał się obalenia Tuska za to, że ten nie wywala z partii Rokity. Jan Maria Władysław to - jego zdaniem - straszliwy szkodnik, a PO powinna przyhołubić takich ludzi jak premier na uchodźstwie Kazimierz Marcinkiewicz oraz słynny leń Andrzej Olechowski. Cóż, trochę to się kupy nie trzyma, ale czego można wymagać od człowieka, który pół życia spędził w Polmosie.

Sądząc z aktywności śniętego do niedawna Palikota, facet wszedł w kryzys wieku średniego. Zaraz po tym, jak przedstawił swoje teorie, wziął i zgłosił wniosek o wywalenie z PO Rokity. Poszedł z tym do zarządu partii, a także do sądu partyjnego. Platforma zbaraniała, bo nie w smak jej taka rozpierducha, ale Palikot bardzo jest z siebie dumny. Kurde, co tu dużo gadać - nam facet też imponuje. Pisze książki, jest twardzielem i ma ekstra fryzę. Ech, szkoda, że nie jesteśmy szesnastolatkami, które myślą tylko o seksie.

Palikot to bez wątpienia gość. Nie musi się dowartościowywać, tak jak na przykład taki Zdrojewski Bogdan. Nie tak dawno zajadał facet obiadek z Markiem Kuchcińskim, swym alter ego z PiS. I gdzie się umówili? Pod Gigantami! To się nazywa wishful thinking!

Donald Tusk stwierdził, że pomysł wywalenia Rokity "jest wzięty z kosmosu". No to już wiemy, kto odpowiada za pogonienie z PO Piskorskiego, Olechowskiego, Płażyńskiego i Gilowskiej. Kosmici!

Kim może zostać Aleksander Kwaśniewski w obozie lewicy? Jej obecni przywódcy proponują: ekspertem, doradcą, autorytetem. W przełożeniu na bardziej dosadną polszczyznę znaczy to: odwal się, grubasie!

Kwaśniewskiemu przydałby się ktoś w rodzaju upychaczy, jacy pracują w tokijskim metrze. Panuje tam taki tłok, że specjalni ludzie w uniformach upychają ludzi w wagonikach jak szprotki w puszce, żeby się ich więcej zmieściło. Z pomocą takiego specjalisty Kwaśniewski może znalazłby kącik w lewicowym wagoniku. Bo Szmajdziński czy Olejniczak sami miejsca nie zrobią. Zresztą ze Szmajdzińskim nie ma nawet co gadać - to buc przecież.

Wiosenny sezon zawieszania członków rozpoczęty na dobre! Zaczęła PO, teraz dołączył SLD i zawiesił wyjątkowo imponującego i dorodnego członka - Józefa Oleksego. Słoneczku naszemu zrobiło się przykro, że go tak zawiesili bez pytania. W końcu to wieloletni działacz, były premier, marszałek Sejmu A widzisz Józiu, Gudzowaty ma rację. Na lewicy są sami źli ludzie.

Oleksy postanowił nie wisieć za długo i rzucił legitymacją. Chwalebny czyn. Gdyby Oleksy wykonał go nieco wcześniej - na przykład w okolicach 13 grudnia 1981 r. - zaimponowałby nam jeszcze bardziej.

Sejm nie uchylił immunitetu Małgorzacie Ostrowskiej z SLD (ksywa Gorzelnia), oskarżanej o przyjęcie łapówki. Stało się tak głównie za sprawą Platformy Obywatelskiej, która jeszcze niedawno w ogóle domagała się likwidacji instytucji immunitetu. Widać Donald Tusk doszedł do wniosku, że coś takiego jak poglądy to kula u nogi w wyścigu po prezydenturę.



Fot: A. Jagielak (Kwaśniewski, Palikot, Szmajdziński); J. Marczewski (Oleksy)
Okładka tygodnika WPROST: 14/2007
Więcej możesz przeczytać w 14/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 14/2007 (1267)


ZKDP - Nakład kontrolowany