Wprost przeciwnie - Strajk umiarkowany

Wprost przeciwnie - Strajk umiarkowany

Protestów mamy o wiele mniej niż w poprzednich latach
Strajk lekarzy i zapowiadana akcja protestacyjna nauczycieli nie są niczym zaskakującym. W ostatnich miesiącach większość polskich pracowników przekwalifikowało się z walki o "być" na walkę o "mieć". Także lekarze i nauczyciele. Bo nawet jeśli ich pensje są marne, to obydwie grupy nie walczą przecież o przetrwanie na rynku (z małymi wyjątkami), lecz starają się dołączyć do przedstawicieli innych zawodów, którzy coraz skuteczniej wymuszają na pracodawcach dzielenie się zyskami z dobrej koniunktury gospodarczej.
Marsze gwiaździste, demolowanie Warszawy przez podpitych manifestantów, rzucanie w budynki rządowe i policjantów butelek z benzyną - tak do niedawna wyglądały demonstracje pracownicze w Polsce. Bywały lata, że strajki trzeba było liczyć w setkach, podobnie jak rannych podczas demonstracji związkowych. Tymczasem w 2005 r. w całej Polsce zarejestrowano raptem osiem strajków, a w 2006 r. - 27. Zmiany są nie tylko ilościowe, ale i jakościowe. Prawie nie słychać już o protestach w obronie miejsc pracy, za to niemal wszystkie grupy zawodowe głośno domagają się podwyższenia płac. Według danych GUS, wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w ostatnim kwartale aż o 8 proc. Coraz mniej boimy się zwolnień, coraz pewniej czujemy się na rynku pracy i coraz lepiej zarabiamy. Dostrzegają to pracownicy budżetówki i nie chcą zostać w tyle. O podwyżki walczą bądź niedawno je wywalczyli m.in. strażacy, policjanci, kolejarze, listonosze, leśnicy, kierowcy MPK.
Sondaże dowodzą, że Polacy popierają wszelkie akcje protestacyjne, co można tłumaczyć sentymentem (pamiętamy, że w latach 80. strajkujący zmusili władze PRL do ustępstw). Kolejka po wzrost wynagrodzeń jest już jednak tak długa, że ekonomiści biją na alarm: zbyt silna presja płacowa może obudzić uśpioną inflację, a wtedy i wyższa pensja niewiele pomoże.
Jeszcze kilka lat temu wysoka temperatura sporów i masowość akcji protestacyjnych powodowały, że siła ich rażenia wystarczała do wywołania politycznych trzęsień ziemi. Dziś się na to nie zanosi. W wypadku lekarzy i nauczycieli można wprawdzie mówić o masowości (nauczyciele to najliczniejsza grupa zawodowa), ale temperatura sporu już nie ta. Z inną determinacją walczy się o podwyżki, a z inną o utrzymanie miejsc pracy. Zwłaszcza że bez większego ryzyka można przewidzieć, że o podniesienie zarobków lekarze i nauczyciele będą walczyć jeszcze wielokrotnie. Także ci, którzy wyjechali pracować na Zachód.
Okładka tygodnika WPROST: 22/2007
Więcej możesz przeczytać w 22/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 22/2007 (1275)


ZKDP - Nakład kontrolowany