Konstytucyjne opium

Konstytucyjne opium

Dobra konstytucja określa wzajemne relacje między organami władzy
Polska konstytucja jest jedną z wielu tysięcy obowiązujących w naszym kraju ustaw. Można ją falandyzować tak jak inne przepisy prawa. Nie służy więc obywatelom Rzeczypospolitej, lecz wyłącznie politykom. Okazuje się, że pisali ją dla siebie samych. Takiego zdania jest aż 62 proc. Polaków ankietowanych na zlecenie "Wprost" przez Pentor.
Materia konstytucyjna stanowi najzwyklejszy przedmiot politycznej walki. Niedawno brak zmiany zapisu o wzmocnieniu ochrony życia był powodem rozłamu w PiS i odejścia z tej partii marszałka Sejmu Marka Jurka. Ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie lustracji większość ankietowanych także uważa za przejaw "walki z lustracją i obrony agentów", a nie za wyraz "troski o zgodność tworzonego prawa z polską konstytucją". Preambuła naszej konstytucji z 1997 r. zawiera odniesienie do III Rzeczypospolitej. To niefortunne sformułowanie jak na mający być trwałym i ponadczasowym konstytucyjny zapis. Szczególnie zaś w sytuacji, gdy premier i prezydent cały czas usiłują zbudować IV RP. Czy dla urzeczywistnienia tego celu potrzebna będzie teraz zmiana preambuły? Szlak został przetarty. Już w 1989 r. samozwańczy prezydent Polski Józef Gawęda z Kęt postanowił zmienić ustrój Polski, wprowadzając własną konstytucję i stanowił: "Na podstawie zasad sprawiedliwości społecznej zmieniam barwy narodowe z biało-czerwonych na biało-czerwono-żółte (złote). Na czerwonej części sztandaru dwugłowy Orzeł Biały. Lewa głowa bez korony, prawa z koroną".

Amerykański wzorzec
Problemów z konstytucją nie mają Amerykanie. Różnicę doskonale oddają słowa sędziego Sądu Najwyższego USA Anthony'ego Kennedy'ego, który podczas wizyty w Polsce powiedział, że "najważniejszą podstawą konstytucji jest idea, wedle której państwo żyje w świadomości obywateli". Tej w Polsce absolutnie brakuje.
"We The People" (My, Naród) - tak rozpoczął swoje przemówienie Lech Wałęsa przed połączonymi izbami Kongresu USA podczas swojej historycznej wizyty w USA w 1989 r. Na dźwięk pierwszego zdania amerykańskiej konstytucji kongresmani wstali z miejsc. Który z polskich parlamentarzystów powstałby, słysząc: "W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny"? A tak zaczyna się nasza konstytucja.
Konstytucja Stanów Zjednoczonych - uchwalona 17 września 1787 r. - jest bowiem dla obywateli USA nie tyle zbiorem przepisów regulujących funkcjonowanie państwa, ile symbolem i urzeczywistnieniem wszystkich amerykańskich ideałów. Jest także - poprzez inny sposób redagowania - zbiorem kart historii amerykańskiego narodu. Tych wspaniałych i chlubnych, ale także będących dzisiaj przedmiotem krytycznej refleksji. Ku przestrodze kolejnych pokoleń.
Z amerykańskiej konstytucji nie usuwa się bowiem żadnych artykułów. Jedynym zabiegiem, jaki mogą uczynić legislatorzy, jest wprowadzanie poprawek. Pierwszych dziesięć - nazwanych The Bill of Rights - zostało wprowadzonych już w 1791 r. i dotyczyło zagwarantowania obywatelom praw osobistych. W 1919 r. uchwalono XVIII poprawkę, wprowadzając absolutną prohibicję. Jej zniesienie odbyło się poprzez przyjęcie w 1933 r. XIX poprawki, uchylającej swoją poprzedniczkę.
Amerykańska konstytucja jest stale, przez ponad dwieście lat swojej historii, interpretowana przez Sąd Najwyższy, który tak naprawdę określa faktyczną - w danym momencie historycznego i społecznego rozwoju - treść praw obywatelskich. W sprawie McCulloch v. Maryland (1819 r.) przyznał rację kasjerowi, który odmówił płacenia lokalnych podatków. Tym samym przesądził, iż jest to wyłączne uprawnienie Kongresu. W 1857 r. w sprawie Dred Scott v. Stanford odmówił natomiast przyznania praw obywatelskich niewolnikom. Decyzja ta przyspieszyła przyjęcie XIII, XIV i XV poprawki do amerykańskiej konstytucji i zadeklarowania, iż "nie będzie w Stanach Zjednoczonych lub jakimkolwiek miejscu podległym ich władzy ani niewolnictwa, ani przymusowych robót". Konsekwencją tych przemian społecznych było - wydane prawie 100 lat później - orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie Brown v. Bard of Education of Topeka. Uznano wtedy, iż separacja rasowa w szkole, jak i we wszystkich miejscach publicznych jest niekonstytucyjna. To także Sąd Najwyższy wyinterpretował z VI poprawki, iż prawo do rzetelnego i uczciwego procesu karnego oznacza, iż policjant, zatrzymując podejrzanego, musi wygłosić do niego - doskonale znaną nam z filmów - formułkę: "Masz prawo do zachowania milczenia. Wszystko, co od tej chwili jednak powiesz, może być użyte przeciwko tobie w postępowaniu sądowym. Możesz skontaktować się z adwokatem albo wnosić o wyznaczenie obrońcy z urzędu" (Miranda v. Arizona, 1966 r.).

Symbol państwa
Konstytucja Stanów Zjednoczonych pod względem popularności ustępuje w tym kraju wyłącznie Biblii i razem z gwiaździstym sztandarem oraz hymnem The Star-Spangled Banner stanowi symbol państwa. Dla obywateli USA, zróżnicowanych pod względem rasy, religii i języka, jest elementem integrującym, wskazującym na przywiązanie nie tylko do wspólnych idei i wartości, ale także do samego państwa.
W polskiej tradycji jedyną analogię może stanowić Konstytucja 3 maja, będącą symbolem patriotyzmu oraz troski o dobro wspólne. Jest to jednak wyłącznie historyczna projekcja, pozbawiona autentycznego i witalnego zakorzenienia w świadomości społecznej. Karykaturalną próbę legislacyjnej reanimacji Konstytucji 3 maja podjął przed laty regent Leszek Wierzchowski. Ten kandydat do tronu króla Polski chciał, aby w jego paszporcie umieścić wszystkie posiadane godności i tytuły szlacheckie. Spotykając się z odmową organów państwowych, argumentował, że w konstytucji z 1921 r. zadeklarowano, iż "państwo polskie nie uznaje żadnych tytułów i przywilejów dziedzicznych", ale następnie konstytucja z 1935 r. zniosła ten przepis, a późniejsze ustawy zasadnicze w ogóle nie wypowiadały się na ten temat. Tym samym Wierzchowski dowodził, że nastąpił powrót do stanu sprzed 1921 r., czyli do Konstytucji 3 maja, a obowiązująca ustawa o paszportach jest z nią sprzeczna. Absurdalny wywód prawniczy wskazuje jednak na ważną kwestię - ciągłości polskiego państwa i prawa.
W dużym stopniu ta historyczna kontynuacja została przerwana przez PRL i stalinowską konstytucję z 1952 r. Niestety, wiele z jej pustych zapisów zostało wprost inkorporowanych do obecnej ustawy zasadniczej. Jej art. 68 mówi o tym, że "obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych". Takie skrajnie egalitarne regulacje stanowią prawną przeszkodę w przeprowadzeniu jakiejkolwiek reformy służby zdrowia. Podobnych artykułów - dotyczących praw socjalnych i ekonomicznych - w ogóle nie zawiera amerykańska konstytucja, koncentrującą się na określeniu wzajemnych relacji pomiędzy organami władzy oraz zapewnieniu praw politycznych i obywatelskich.

Prawo do wszystkiego
W Polsce przeświadczenie - w znacznej mierze słuszne - o tym, iż w naszej konstytucji są zapisane wszelkie możliwe prawa i przywileje, jest powszechne. Stąd też aż 62,5 proc. ankietowanych przez Pentor dla "Wprost" uważa, iż w ustawie zasadniczej znajduje się postanowienie gwarantujące obywatelom pięciodniowy tydzień pracy. Nieco mniej osób (61 proc.) uważa, iż konstytucja zapewnia prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy.
A tak jest w rzeczywistości. Mówi o tym wprost w art. 66.
O tym, że nikt naszej ustawy zasadniczej nie traktuje w szczególnie poważny sposób, świadczy także to, iż tekst polskiej konstytucji z 2 kwietnia 1997 r. - w dodatku zatwierdzonej w powszechnym referendum - zawierał dwa błędy. W art. 31 ust. 3 zamiast wyrazu "być" znalazło się "by", a przyjęty zapis brzmiał: "Ograniczenie w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą by ustanawiane tylko w ustawie". Podobny błąd znalazł się w art. 91 ust. 1. Potrzeba było aż czterech lat, żeby te tzw. literówki zostały poprawione. Dopiero 26 marca 2001 r. premier Jerzy Buzek wydał w tej sprawie stosowne obwieszczenie.
Na pytanie, "czy znasz Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej?", aż 61 proc. ankietowanych odpowiedziało twierdząco. Ciekawe, ilu z nich, przeświadczonych o swojej dobrej wiedzy, zdałoby egzamin z zapisów naszej ustawy zasadniczej? A taki właśnie test dla osób ubiegających się o obywatelstwo amerykańskie odbywa się w USA. W puli najczęściej zadawanych pytań połowa dotyczy właśnie materii konstytucyjnej. Wśród nich znajdują się tak abstrakcyjne, jak: "czym jest konstytucja?" (odpowiedź: "najwyższym prawem") albo "kogo chroni konstytucja i kodeks praw obywatelskich" (odpowiedź: "wszystkich obywateli i nieobywateli mieszkających na terenie Stanów Zjednoczonych"). Większość pytań dotyczy jednak konkretów: "w którym roku została napisana konstytucja?", "jak nazywa się wstęp do niej?", "wymień jedno prawo obywatelskie gwarantowane w pierwszej poprawce".
Obywatele RP powinni umieć odpowiadać na podobne pytania, bo - powtarzając za Konstytucją 3 maja - "los nas wszystkich od ugruntowania i wydoskonalenia konstytucji narodowej jedynie zawisł".


Ilustracja: D. Krupa
Okładka tygodnika WPROST: 22/2007
Więcej możesz przeczytać w 22/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • studentka   IP
    Prohibicję zniesiono w 1933 roku - XXI uzupełnieniem, a nie jak napisano XIX.

    Spis treści tygodnika Wprost nr 22/2007 (1275)


    ZKDP - Nakład kontrolowany