Piekło emerytów

Piekło emerytów

Polski system emerytalny jest skazany na bankructwo
Dzieci w przedszkolu pytane, "kim chciałbyś zostać", odpowiadają - emerytem. Bo emeryt ma w Polsce - wbrew obiegowym opiniom - klawe życie. Jest najmłodszym emerytem świata - na emeryturę przechodzi w wieku 57 lat. Do czasu. Odkryliśmy, że obecny system emerytalny nie ma żadnego zabezpieczenia.Emerytury w Polsce są w proporcji do zarobków najwyższe na świecie. Ten raj już wkrótce się skończy. Obecne pięćdziesięciolatki będą mieć relatywnie znacznie niższe emerytury i nie jest takie pewne, czy będą je otrzymywać regularnie. Utworzony dziesięć lat temu Fundusz Rezerwy Demograficznej, który miał być "polisą" systemu, praktycznie nie istnieje. Zaprzestano też gromadzenia części wpływów z prywatyzacji, mających wspomóc system emerytalny skazany bez tego na bankructwo.

Bomba demograficzna
Polska weszła w fazę ujemnego przyrostu demograficznego i wszystko wskazuje na to, że spadek liczby ludności będzie się pogłębiał. Za 15 lat będzie nas o milion, a za 25 lat o dwa i pół miliona mniej. Ujemny przyrost demograficzny niekorzystnie wpłynie też na strukturę ludności. Obecnie relacja liczby ludności w wieku produkcyjnym do ludności w wieku poprodukcyjnym wynosi cztery do jednego (24 mln i 6 mln osób). Za piętnaście lat będzie to 3,5 do 1 (22,6 mln i 8,6 mln osób), a w roku 2030 - już tylko dwa do jednego (20,7 mln i 9,6 mln osób). Wskaźniki demograficzne bardziej fałszują, niż przedstawiają stan rzeczywisty. Dzisiaj na 24 mln osób w wieku produkcyjnym liczba pracujących poza rolnictwem wynosi tylko 12,8 mln osób, a liczba osób otrzymujących świadczenia emerytalno-rentowe z ZUS wynosi 8 mln osób. W rzeczywistości zatem na jedno świadczenie składa się nie cztery, lecz tylko półtorej osoby płacącej składki.
Nie powinno dziwić, że Fundusz Ubezpieczeń Społecznych nie jest w stanie się utrzymać z gromadzonej składki (mimo jej wysokości znacząco wpływającej na koszty pracy) i musi być zasilany przez budżet. Plan tegoroczny przewiduje dotację budżetową "na zadania statutowe" w wysokości 22,1 mld zł oraz na refundację składek przekazanych do OFE - w wysokości 14,5 mld zł. Ten niemal 37-miliardowy niedobór ma szansę się utrzymać - przy zachowaniu dobrej koniunktury - na podobnym poziomie jeszcze przez pięć lat. Od roku 2015 zacznie gwałtownie rosnąć i, wedle oficjalnej prognozy ZUS, w 2015 r. wyniesie już 40,6 mld zł, w 2020 r. - 61,3 mld zł, a w 2030 r. - 87,3 mld zł.
Oficjalna prognoza, mimo że wystarczająco zastraszająca, opiera się na kilku optymistycznych założeniach. Po pierwsze, zakładała sprawną likwidację uprawnień emerytalnych (co jest możliwe, ale nie takie pewne) i nie przewidywała zwiększenia (co już chyba przesądzone) waloryzacji emerytur. Po drugie, przewiduje stałą poprawę koniunktury, co wyraża się w założeniu, że stopa bezrobocia będzie systematycznie spadać (w 2025 r. - do 8,5 proc., w latach następnych - do 7 proc.). Nie uwzględnia też nowego zjawiska, jakim jest odpływ siły roboczej za granicę. A jak wykazały ostatnie badania, w najbliższych latach w celach zarobkowych wyemigrować chce 3 mln osób (wśród osób w wieku 18-25 lat - co drugi). Jeżeli - co wielce prawdopodobne - tak się stanie, będą oni pracować na emerytury Irlandczyków, Brytyjczyków czy Niemców, a nie Polaków.

Zjedzona rezerwa
O tym, że w Polsce nastąpią niekorzystne zmiany demograficzne, było wiadomo od dawna. Dlatego w pod koniec lat 90. zrobiono wiele, aby im zapobiec. Rozpoczęto reformę polegającą na przejściu do systemu kapitalizacji składki. Uchwalono w 1997 r. ustawę o wykorzystaniu wpływów z prywatyzacji części mienia skarbu państwa na cele związane z reformą systemu ubezpieczeń społecznych. A w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych (z 1998 r.) przewidziano utworzenie Funduszu Rezerwy Demograficznej. Miał on zacząć działać w 2002 r., gromadząc co roku 1 proc. podstawy wymiaru składki. Leszek Miller postanowił "nieco" zaoszczędzić i jednym z pierwszych jego posunięć było przeprowadzenie nowelizacji ustawy redukującej wysokość odpisu na FRD dziesięciokrotnie. Obniżka ta miała obowiązywać przez rok, potem przez dwa, aż w następstwie kolejnej nowelizacji postanowiono utrzymać odpis zmniejszony, choć w nieco łagodniejszej postaci (coroczne jego zwiększenie - od roku 2004 - o 0,05 proc. podstawy wymiaru).
Manipulacja odpisem na Fundusz Rezerwy Demograficznej sprawiła, że do końca jego funkcjonowania (1 stycznia 2009 r.,) na koncie FRD zamiast około 17,5 mld zł znajdą się niecałe 4 mld zł. Fundusz miał być też zasilany wpływami z prywatyzacji. Specjalnie w tym celu zmieniono ich kwalifikację budżetową, przenosząc z dochodów "pod kreskę". Tyle że w ramach owego "rozdysponowania dochodów z prywatyzacji" FRD nie otrzymał ani złotówki. Po części dlatego, że owe przychody są ostatnio nikłe, a po części ze względu na to, iż wykorzystuje się je do bieżącego łatania dziury budżetowej. Do tych dwóch powodów członek rady nadzorczej ZUS Jeremi Mordasiewicz dodał niedawno trzeci. Gdy zapytał Wojciecha Jasińskiego, co się dzieje z przekazywaniem pieniędzy z prywatyzacji do systemu emerytalnego, nie dość, że nie otrzymał odpowiedzi, to odniósł wrażenie graniczące z pewnością, że minister skarbu nie wiedział, o co jest pytany.

Czarne perspektywy
Obecnie tzw. stosunek zastąpienia, czyli relacja przeciętnej emerytury do przeciętnej płacy, wynosi nieco ponad 60 proc. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują jednak, że wskaźnik ten za dziesięć lat zacznie znacząco się obniżać, spadając poniżej połowy wynagrodzenia. Będzie to, jak mówią ekonomiści, kombinowany efekt niekorzystnych zmian demograficznych, czyli niewykorzystanie stosunkowo dobrego dla ZUS okresu dla nagromadzenia wystarczających rezerw. Sytuacja przyszłych emerytów nie musi być jednak tragiczna, bo jest jeszcze dostatecznie dużo czasu, aby ją poprawić. W tym celu należałoby wydłużyć okres gromadzenia pieniędzy przez FRD do 2015 r., przywrócić pierwotnie założoną (1 proc. podstawy) wysokość odpisu, powrócić do prywatyzowania gospodarki oraz na serio potraktować zobowiązanie prawne, nakazujące przekazywanie przychodów z prywatyzacji na cele emerytalne.
Nie jest to wiele i niemal nie wymaga zmian prawnych. Wymaga tylko jednej rzeczy - aby o funkcjonowaniu państwa myśleć w nieco dłuższej perspektywie niż okres do następnych wyborów.
Okładka tygodnika WPROST: 22/2007
Więcej możesz przeczytać w 22/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 22/2007 (1275)


ZKDP - Nakład kontrolowany