2 x 2 = 4 - Synowie niemarnotrawni

2 x 2 = 4 - Synowie niemarnotrawni

Późną jesienią 2007 roku czeka nas wielki powrót emigrantów
Polacy zawsze wyjeżdżali za chlebem - przyjęło się uważać. Pogląd ten jest ugruntowany w literaturze, ale niezupełnie zgodny z realiami. Ilu znamienitych Polaków opuściło kraj po powstaniu listopadowym! Ilu zostało za granicą po roku 1945! Nie tyle nie mieli do czego, ile nie mieli po co wracać.
Dzisiejsze wyjazdy do Anglii, Irlandii czy Holandii mają oczywiście charakter zarobkowy, ale wystarczy się trochę dokładniej przyjrzeć naszym i zagranicznym realiom, by zauważyć, że ten pęd do zarabiania za granicą nie jest tylko skutkiem XX-wiecznej przeszłości. To nie tylko fatalny poziom i struktura gospodarki odziedziczonej po PRL, nie tylko zwichnięta przez centralizm mentalność i luka edukacyjna przyczyniły się do exodusu. Prawdą jest też, że 17 lat temu, w 1990 r., nie chcieliśmy Balcerowicza, woleliśmy czcze obiecanki niejakiego Tymińskiego od uczciwości Mazowieckiego i żądaliśmy jedynie zachodniej stopy życiowej.

Sukces z o.o.
W ciągu ostatnich 13-14 lat za mało inwestowaliśmy, a za bardzo się zadłużaliśmy, co zresztą z niewiadomych powodów czynimy nadal. Wobec tego nie byliśmy w stanie dokonać takiego skoku jak w ostatnich latach Irlandia, a wcześniej, po roku 1949, zrujnowane Niemcy Zachodnie. Przypomnijmy jedynie, że jeszcze w roku l960, 15 lat po wojnie, średnie płace w tym kraju były dwukrotnie niższe niż u zwycięskich sąsiadów - Anglii czy Francji, ale Niemcy jakoś nie wyjeżdżali za granicę w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy. Niemcy wtedy zabrali się za inwestycje i modernizację, dzięki czemu do dziś są największym eksporterem świata z nadwyżką 200 miliardów USD rocznie nad importem.
My uznaliśmy, że nam się od świata należy, i wprawdzie po roku 1989 poszliśmy mocno do przodu, ale nie tak ostro i twardo jak ostatnio Irlandczycy. W rezultacie nie osiągnęliśmy jeszcze tego poziomu nowoczesności i wydajności gospodarki, który zapewnia wysokie płace. Przy bardzo niskiej stopie bezrobocia wyspiarze chętnie otworzyli dla nas swój rynek pracy, bo dobrze wiedzieli, że oferując naszym emigrantom płace znacznie niższe od własnych, znajdą wielu chętnych, którzy i tak zarobią znacznie więcej niż w Polsce. Oczywiście, niejednemu z naszych gastarbeiterów udało się osiągnąć sukces materialny. Ale jaki to odsetek tych, którzy wyjechali, i jaką cenę muszą płacić za wtapianie się w obce społeczeństwo - o tym mówi się mniej chętnie. Obawiam się, że znaczny odsetek naszych poszukiwaczy dobrobytu pozostał na poziomie zmywania talerzy i innych zajęć niegodnych człowieka z przyzwoitymi kwalifikacjami. Wiadomo natomiast, że wielu naszych zarobkowych emigrantów stawia sobie pytanie: co dalej?

Wielki powrót?
Na otwartych rynkach pracy pojawi się lada chwila konkurencja Rumunów i Bułgarów, a także przybyszów z jeszcze dalszych stron świata. Będą to ludzie gotowi do pracy za jeszcze niższe wynagrodzenie. Czy miłość Anglików do Polaków przeważy nad taniością tej oferty? Wątpię. Jestem natomiast niemal przekonany (obym się choć trochę mylił!), że późną jesienią 2007 r. czeka nas powrót zarówno naszych nieudaczników, jak i tych, którzy na porażkę nie zasługiwali, ale przegrali z tańszą, choć gorszą jakościowo konkurencją.
Z makroekonomicznego punktu widzenia nie będzie zresztą podstaw do traktowania tego powrotu jako klęski. Polska gospodarka rozwija się w porządnym tempie, a popyt na siłę roboczą i płace rosną. Nawet ta oficjalna stopa bezrobocia spada, a dość liczne obserwacje wskazują, że rzeczywiste bezrobocie jest o połowę mniejsze od statystycznego. Polska się bogaci, a nie ubożeje. Powrót tysięcy chwilowych emigrantów Polski nie zrujnuje. Wręcz przeciwnie. Skorzystamy z nabytej przez nich wiedzy o świecie, o normach działań i zachowań w krajach wysoko rozwiniętych. Nasi reemigranci nie będą w wyborach głosować na oszołomów. Upowszechni się w Polsce pogląd, że rzeczywisty awans wymaga nauki i ciężkiej pracy, że trzeba liczyć na siebie, a nie na świadczenia państwa opiekuńczego. Tak więc chciejmy powrotu naszych zarobkowych emigrantów. Wzrośnie nam odsetek tych, którzy coś umieją, poznali świat, jego atrakcje i niebezpieczeństwa. To wielka szansa na przezwyciężenie luki edukacyjnej, tak nam doskwierającej. To szansa ukształtowania się społeczeństwa, które nie będzie głosować na obiecujących gruszki na wierzbie.
Okładka tygodnika WPROST: 22/2007
Więcej możesz przeczytać w 22/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 22/2007 (1275)


ZKDP - Nakład kontrolowany