Komando Kremla

Komando Kremla

Moskwa ściga opozycję na całym świecie
Służby Śledcze w Wielkiej Brytanii zażądały od Rosji ekstradycji Andrieja Ługowoja podejrzanego o zabójstwo Aleksandra Litwinienki. Moskwa natychmiast odpowiedziała, że o żadnej ekstradycji nie może być mowy. Sposób, w jaki Kreml pozbył się Litwinienki, oraz to, jak broni podejrzanych o jego zabójstwo, powinien urealnić ocenę nowej Rosji w oczach Brytyjczyków, Francuzów czy Niemców. Uciekanie się do morderstw, prowokacji, knowań staje się koronną metodą rosyjskiego wywiadu, dla którego nie ma granic.

Na liście likwidacyjnej
Jeszcze niedawno Leonid Niewzlin, współwłaściciel kolosa naftowego Jukos, był jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi w Rosji. Ulubiony chłopiec Jelcyna - mówiono o nim na salonach Moskwy i daczach oligarchów. Popełnił jednak fatalny błąd. Dał się wybrać na stanowisko przewodniczącego Rosyjskiego Komitetu Żydowskiego. I zamiast poprzestać na sprawach biznesowych, zaczął się zajmować wielką polityką. W konsekwencji musiał uciekać do Izraela.
Od czasu, gdy w Moskwie wyznaczono za głowę Niewzlina 5 mln dolarów, nie zawsze nocuje w domu i często zakłada koszulkę kuloodporną - istne dzieło sztuki stworzone przez rzemieślnika z Tel Awiwu. Niedawno Niewzlin miał dużo szczęścia - mina umieszczona pod mostkiem nie wybuchła. Od tego zdarzenia przestał polegać tylko na sobie. Współpraca z firmą ochroniarską, choć trochę uciążliwa, ma swoje dobre strony - zwiększa szansę przeżycia.
Następca Jelcyna Władimir Putin od początku nie znosił aroganckich bogaczy wtrącających się w nie swoje sprawy. Michaił Chodorkowski, przyjaciel Niewzlina, wylądował w więzieniu. Jego znajomy, Borys Bieriezowski, schronił się w Londynie, Władimir Gusinski kupił sobie gazetę w Ziemi Świętej. I tylko Roman Abramowicz, którego bardziej interesowała angielska piłka nożna niż Czeczenia i prawa człowieka, nie został oskarżony o malwersacje finansowe. Trzy lata temu prokuratura w Moskwie zaczęła wypytywać Niewzlina o jego działalność w Jukosie. Niewzlin nie chciał ryzykować, wsiadł do samolotu i uciekł do Izraela. Tak samo postąpiło kilkudziesięciu innych biznesmenów, którzy mogli się powołać na żydowskiego dziadka lub prababkę.
Początkowo wszystko układało się dobrze. Niewzlin odkrył, że woda w Morzu Śródziemnym jest o wiele cieplejsza niż w Bałtyku, a rafy koralowe w zatoce Akaba należą do najpiękniejszych na świecie. Włączył się w miejscowe interesy, ale już nie na taką skalę jak dawniej. Aby zaskarbić sobie sympatię sąsiadów, rozdał w ciągu dwóch lat kilkanaście milionów dolarów, głównie na potrzeby służby zdrowia i oświatę. Jego kilkumilionowa dotacja uratowała od zamknięcia słynny Instytut Diaspory na uniwersytecie w Tel Awiwie. Niewzlin mógłby bez przeszkód dalej prowadzić spokojne życie bogacza, gdyby nie to, że znowu zaczął się zajmować polityką. A to nie mogło nie zostać zauważone na Kremlu. Niewzlin już od pewnego czasu znajdował się na rosyjskiej liście likwidacyjnej, ale prawdziwe kłopoty zaczęły się pół roku temu, gdy wieczorem w jego biurze w Herzlii zadzwonił telefon. Na linii był Aleksander Litwinienko, stary znajomy i były oficer KGB. W wywiadzie dla dziennika "Haarec" Niewzlin ujawnił, że Litwinienko chciał ukryć w Izraelu dokumenty świadczące o ścisłych powiązaniach między rosyjskim rządem a zorganizowaną przestępczością. Niewzlin przekazał wszystko zaufanym kancelariom adwokackim w Izraelu z dopiskiem na każdej kopercie "otworzyć tylko po mojej śmierci".

Długie ręce Kremla
Leonid Niewzlin jest przekonany, że rosyjski wywiad zagraniczny SWR próbuje go dopaść w Izraelu. - Kilka razy byli już blisko - zwierzała się jego była żona, która po rozwodzie wróciła do Rosji. Rosyjskie służby próbowały już kilkakrotnie umieścić agenta w otoczeniu Niewzlina, ale kandydaci byli namierzani i dyskretnie deportowani.
Dopiero teraz ujawniono, że tuż przed przyjazdem do Izraela jesienią zeszłego roku Litwinienko, otruty niedługo potem w Londynie, spotkał się z byłym kadrowym pracownikiem rosyjskich służb specjalnych Jurijem Szwiecem. Nazwisko Szwieca nie jest obce oficerom Mossadu. W latach 80. przebywał kilka dni w Izraelu, później pod przykrywką korespondenta agencji TASS pracował w Waszyngtonie. Po upadku ZSRR poprosił o azyl w USA i najprawdopodobniej współpracował ze służbami amerykańskimi i izraelskimi. Dziś pracuje jako doradca firm, które prowadzą działalność biznesową w Rosji, Polsce, Czechach i na Słowacji. W Izraelu twierdzi się, że część dokumentów pozostawionych w Tel Awiwie przez Litwinienkę pochodzi z prywatnego archiwum Szwieca i że jest to materiał, który zabija.
Niewzlin i jego ludzie nie są naiwni. Zdają sobie sprawę, że długie ręce Kremla mogą dosięgnąć ich w każdym miejscu i o każdym czasie. Przez długi czas izraelska cenzura blokowała doniesienia dotyczące systemu ochrony niektórych emigrantów z Rosji. Dzisiaj już wiadomo, że do śmierci Litwinienki w listopadzie 2006 r. oligarchowie przebywający w Izraelu byli chronieni przez elitarną jednostkę angielskich sił powietrznych SIS, a dopiero później ochronę przejął Mossad i firma ochroniarska Modiin Ezrachi.
Na przystani w Herzlii, 14 km od Tel Awiwu, stoi przycumowany potężny jacht "Constelation" z załogą mówiącą po rosyjsku. Nawet izraelscy policjanci nie mają prawa wejścia na pokład. Jacht najeżony jest elektroniką i ma własny system radarowy. Ta pływająca baza Leonida Niewzlina zostanie uruchomiona po otrzymaniu zakodowanego szyfru wprowadzającego alarm czwartego stopnia.
Mimo kilku prób nie udało mi się skontaktować z zagrożonym milionerem. Jego rzecznik oświadczył: "Ekipa Putina nie od dziś próbuje zamknąć usta swoim przeciwnikom, Niewzlin nie przestanie walczyć o powstanie prawdziwie demokratycznej Rosji".

Współpraca: Marta Fita-Czuchnowska
Okładka tygodnika WPROST: 22/2007
Więcej możesz przeczytać w 22/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 22/2007 (1275)


ZKDP - Nakład kontrolowany