Chirurgia light

Chirurgia light

Operacje bez blizn, bólu i narkozy
 Operacje laparoskopowe mogą wkrótce powędrować do lamusa. Zamiast wykonywać kilka nacięć w powłokach brzusznych, chirurdzy coraz częściej wprowadzają mikronarzędzia do organizmu pacjenta przez nos, usta, odbyt lub pochwę. Pacjenci klinik neurochirurgicznych Śląskiej Akademii Medycznej i Akademii Medycznej w Białymstoku dzięki takim zabiegom opuszczają szpital najpóźniej trzeciego dnia po usunięciu guza przysadki mózgowej.
Nowa metoda operacji nie pozostawia blizn, poszerza pole operacji i ułatwia usuwanie guzów. - Chorzy nie mogą uwierzyć, że nie czują bólu i nie odczuwają żadnego dyskomfortu - mówi dr Adam Rudnik z Katowic. Zabieg jest wykonywany bez nacięć zewnętrznych i trwa najdłużej półtorej godziny. W śląskiej klinice w ten sposób zoperowano już ponad 350 pacjentów.

Endoskopem do guza
Jeszcze w latach 70. XX wieku większość guzów przysadki mózgowej operowano poprzez otwarcie czaszki i uniesienie mózgu. Tylko tak można było dotrzeć do ukrytego głęboko guza. W latach 80. ten sposób zastąpiono metodą mikrochirurgiczną, która wymaga nacięcia nozdrzy lub wargi i wprowadzenia mikroskopu oraz narzędzi. Do dziś jest ona stosowana w większości szpitali, choć uszkadza struktury nosa, powoduje silny ból pooperacyjny i pozostawia wewnętrzne blizny. Wszystko się zmieniło, gdy dr Amin Kassam i dr Carl Snyderman z University of Pittsburgh Medical Center w USA przeprowadzili pod koniec lat 90. pierwsze operacje mózgu przez nos. - Dziś jesteśmy w stanie zoperować około 60 proc. guzów mózgu i nadal rozwijamy naszą metodę. Zaglądamy w sam środek czaszki i głęboko do mózgu bez naruszania zewnętrznych części twarzy. Docieramy endoskopem prosto do guza i wysysamy go albo rozdrabniamy i wydostajemy przez nos - wyjaśnia w rozmowie z "Wprost" Kassam. Amerykański specjalista twierdzi, że w ten sposób jest w stanie usunąć nawet guzy wielkości grejpfruta.
Polscy neurochirurdzy specjalizują się w operacjach guzów przysadki, wszystkich znajdujących się w okolicach czoła, zatok i oczodołu. Podobną metodą przeprowadzają tzw. odbarczenie, czyli zmniejszenie ucisku na nerw wzrokowy u pacjentów po urazie głowy. - Szybkie wykonanie takiego zabiegu może uchronić chorego przed utratą wzroku - mówi wykonujący takie zabiegi prof. Zenon Mariak z Białegostoku.

Usuwanie woreczka
Chirurdzy G.V. Rao i Nageshwar Reddy z Asian Institute of Gastroenterology w Indiach usunęli wyrostek robaczkowy przez usta, gardło i przełyk choremu, u którego ze względu na blizny na brzuchu zabieg klasyczną metodą mógł spowodować powikłania. Od tego czasu kilku kolejnych pacjentów zostało zoperowanych metodą tzw. przezżołądkowej peritoneoskopii (FTP). Jest to połączenie gastroskopii pozwalającej zajrzeć do wnętrza żołądka za pomocą wziernika i laparoskopii, w czasie której chirurg operuje narządy wewnętrzne przez nacięcia w ścianie brzucha.
W marcu 2007 r. Marc Bessler, Peter Stevens i Dennis Fowler z New York-Presbyterian Hospital/Columbia University Medical Center usunęli pacjentce woreczek żółciowy przez pochwę. Posłużyli się giętkim endoskopem. Aby dotrzeć do woreczka żółciowego, przecięli od wewnątrz ścianę pochwy. Woreczek został odcięty narzędziami umieszczonymi w endoskopie i wyciągnięty tą samą drogą. - Taka operacja jest bezpieczna nawet dla kobiet planujących dziecko. Zrezygnowanie z przecinania zewnętrznych ścian brzucha oznacza, że nie naruszamy mięśni, czyli oszczędzamy najbardziej unerwiony i wrażliwy na ból obszar ciała. Wewnętrzne narządy nie są praktycznie unerwione, dlatego pacjent nie odczuwa bólu. Rany szybciej się goją i łatwiej wraca się do zdrowia - mówi "Wprost" dr Stevens.
- W przyszłości jelito grube i żołądek przestaną być wyłącznie miejscem docelowym operacji endoskopowych, a staną się też korytarzem prowadzącym do innych narządów - uważa dr Anthony Kalloo z Johns Hopkins Hospital, jeden z pionierów nowego typu zabiegów. Poza usuwaniem wyrostków i woreczków żółciowych będzie można również operować wątrobę, nerki, trzustkę. Nie trzeba będzie nawet stosować klasycznej narkozy. Pacjent będzie znieczulany dużą dawką środków uspokajających i relaksujących.
Ostatnim ograniczeniem, które nie pozwala wprowadzić takich zabiegów, jest brak narzędzi, przede wszystkim do bezpiecznego zszywania nacięć. Nowe instrumenty powinny się pojawić w najbliższych miesiącach. Pozostaje pytanie, czy taka metoda jest w pełni bezpieczna?

Zmiana pokoleniowa
Do nowych metod sceptycznie odnosi się wielu chirurgów. - Jeśli dysponujemy bezpieczną metodą, jaką jest laparoskopia, czy istnieje potrzeba wprowadzania nowych metod chirurgicznych? - pyta dr Barry Salky z Mount Sinai Medical Center w Nowym Jorku. Jego zdaniem, niewielkie blizny po laparoskopie są prawie niewidoczne już rok po zabiegu, ból jest niewielki i szybko mija. Nowe zabiegi mogą zaś doprowadzić do zakażenia bakteriami, które mogą się wydostać z jelita i żołądka.Stevens uważa, że kilkanaście lat temu podobnie krytykowano laparoskopię. Dziś trudno sobie wyobrazić chirurgię bez tej formy zabiegów. Jego zdaniem, podobnie będzie z nowymi zabiegami. - Rozumiem opory kolegów, ale wierzę w potencjał tej rewolucyjnej metody - mówi Stevens.
Wprowadzenie nowych metod operacji będzie wymagało zmiany pokoleniowej wśród lekarzy, tak jak było w wypadku laparoskopii. Część chirurgów niechętnie podchodzi do nowości, ponieważ muszą się nauczyć nowych metod. Młodzi lekarze już czekają na swoją szansę.
Okładka tygodnika WPROST: 22/2007
Więcej możesz przeczytać w 22/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 22/2007 (1275)


ZKDP - Nakład kontrolowany