Młodzieżówka Białego Domu

Młodzieżówka Białego Domu

Kolejnego prezydenta USA wybiorą dwudziestokilkulatkowie
Hillary Clinton uważnie słucha rad 27-letniej córki Chelsea, nowojorskiej finansistki. Barack Obama zatrudnił stratega politycznego mającego zaledwie dwadzieścia klika lat. John Edwards jeździ po kampusach i stara się mówić językiem studentów. Wszyscy odmłodnieli. Piszą blogi, mają podstrony na portalach YouTube i MySpace. Starają się z siebie śmiać i udowadniają, że "tamci już byli". Nie bez powodu. Amerykańscy stratedzy wyborczy prognozują, że decydujący wpływ na wynik wyborów będzie miało pokolenie dwudziestoparolatków. I to oni zadecydują, kto w przyszłym roku zasiądzie w Białym Domu. Kilka miesięcy temu młodzi zadecydowali o przegranej republikanów w Wirginii i Montanie, pozbawiając ich przewagi w Kongresie.

Przebudzanie giganta
Prawie 43 miliony Amerykanów to ludzie w wieku 18-30 lat, z czego ponad 64 proc. ma prawo głosu. Jeszcze kilka lat temu ich głos się nie liczył. W wyborach prezydenckich w 2000 r. głosowało zaledwie 36 proc. wyborców w wieku 18-25 lat. Cztery lata później było ich o 11 proc. więcej. Według socjologów, w 2008 r. to oni wybiorą prezydenta. W dodatku w najbliższym czasie w wiek wyborczy wejdzie prawie 70 mln Amerykanów. To więcej niż całe pokolenie baby boomers, które właśnie odchodzi na emeryturę. Taka masa wyborców stała się naturalnym celem dla strategów politycznych, zwłaszcza że okazało się, iż młodzi interesują się polityką.
Tego pokolenia nie da się łatwo opisać. Nie ma ono nawet jednej nazwy. Nazywane jest generacją Y, generacją Milenium i generacją 9/11. Magazyn "National Journal" określił ich mianem generacji My, w odróżnieniu od poprzedniej generacji Ja, dodając, że to pod względem wyborczym "przebudzony gigant". To pokolenie wymyka się stereotypom. W mediach pojawiły się nawet przewodniki po nowej generacji. Elementy charakterystyczne dwudziestoparolatków: iPod słuchany na potężnych słuchawkach (Jessica Simpson brzmi lepiej z basami), marynarka do sportowych butów, BlackBerry, laptop, tekturowy kubek z kawą nonfat, która właściwie nie jest już kawą, oraz - koniecznie - cyfrowy aparat fotograficzny. Cechy charakterologiczne: są pewni siebie, ambitni, wymagający, mało lojalni zwłaszcza wobec korporacji, a przy okazji wszystko kwestionują. Jeśli będziecie próbowali ich zwolnić, opuszczą was bez oglądania się za siebie. Mają przecież tatę i mamę (73 proc. amerykańskich 25-latków dostaje pieniądze od rodziców).

Sklep polityczny
Z badań Instytutu Polityki Harwardzkiej Szkole Zarządzania im. Johna F. Kennedy'ego wynika, że poglądy młodych Amerykanów to mieszanka konserwatyzmu z liberalizmem. Z jednej strony, popierają małżeństwa gejów, zgadzają się na możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne, z drugiej zaś domagają się prywatyzacji systemu opieki społecznej i bonów edukacyjnych - a to jeden ze sztandarowych postulatów republikanów. Młodzi nie są izolacjonistami. Wśród najważniejszych dla Ameryki problemów wymieniają: Irak, wojnę, globalne ocieplenie, opłaty za studia i kryzys w Darfurze.
Hierarchia wartości odwraca myślenie o młodych Amerykanach i w zasadzie obala przekonanie, że identyfikują się oni z demokratami. U nich i prawica może ugrać kilka punktów. - Tu jest potężny potencjał. Wystarczy odpowiednio zaadresować i opakować swój przekaz - mówi "Wprost" John Della Volpe z Instytutu Polityki. Kath-leen Barr z George Washington University uważa, że zmienność tej grupy daje obu partiom szanse na przeciągnięcie młodych. - Oni traktują politykę jak sklep. Oczekują propozycji i wybierają najbardziej odpowiadający im produkt - mówi Barr.
Zarówno prawica, jak i lewica starają się pokazać, jak bardzo są cool. Republikanie mianowali szefem klubu (trzecie najważniejsze rangą stanowisko w Kongresie), 32-letniego Adama H. Putnama. Związani z partiami komentatorzy na każdym kroku podkreślają znaczenie młodych wyborców. Politycy wspierają kampanie Rock the Vote, YoungVote, Vote or Die, kandydaci na prezydenta odwiedzają kampersów, czyli polityczne grupy wsparcia na uniwersytetach, a "New York Times" napisał nawet, że atmosfera wśród młodych ma podobny "rewolucyjny charakter", tak jak w czasach wojny w Wietnamie.
Magazyn "Fortune" zarządzanie generacją My porównuje do układania puzzli. Demokraci i republikanie będą musieli ułożyć polityczne puzzle w nowy sposób. Tak jak to zrobił magazyn "GQ", wyrocznia generacji My. Na prezydenta proponuje on komika Stephena Colberta. Na zdjęciach w gazecie Colbert stoi pod napisem "Colbert na prezydenta" z wbitą w twarz małą amerykańską flagą. To właśnie taki przekaz trafia do generacji My.
Okładka tygodnika WPROST: 22/2007
Więcej możesz przeczytać w 22/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 22/2007 (1275)


ZKDP - Nakład kontrolowany