Skibą w mur - Zebranie

Skibą w mur - Zebranie

Tłok był wielki, a pomniki co rusz ocierały się o siebie i zderzały, co zwiększało gruz na podłodze
Informacje o zebraniu rozniosły w środowisku pomników zaprzyjaźnione gołębie pocztowe. Przekazując wiadomość z dziobka do dziobka, dotarły do najdalszych nawet zakątków kraju. Układ koleżeński między pomnikami a gołębiami przetrwał jeszcze z dawnych czasów i polegał na prostej zasadzie. Pomniki pozwalają gołębiom na toaletę, czyli obsrywanie, a gołębie w zamian za to pomagają pomnikom w komunikacji.Współpraca ta przez wiele lat układała się niemal bez nieporozumień. Oczywiście były czasem małe zgrzyty. Gołębie w czasie godów głupiały na punkcie miłosnych igraszek i zapominały przekazywać informacje. Kilka wojskowych pomników zdenerwowanych takim brakiem dyscypliny chciało nawet się dogadać z bocianami. Ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu, po tym jak bociany bez porozumienia próbowały uwijać sobie gniazda na hełmach pomnikowych żołnierzy.
Gołębie wielokrotnie informowały pomniki stojące na cokołach w całym kraju o sprawach środowiska. Uprzedzano się o silnych wiatrach, mroźnych zimach, roznoszono ploteczki, co komu zardzewiało i kto się mocno kruszy. W środowisku pomników było wiele podziałów. Literaci trzymali się z naukowcami (pomnik Mickiewicza z Krakowa miał dobry układ z Kopernikiem z Torunia, z kolei Kopernik z Warszawy trzymał się z popiersiem Sienkiewicza i płaskorzeźbą Konopnickiej). Wyraźne były podziały polityczne. Pomniki solidarnościowe bogate w symbolikę chrześcijańską unikały raczej kontaktów z pomnikami sławiącymi słynnych komunistów, gdzie nie brakowało czerwonych gwiazd, a także sierpów i młotów.
Zwykle arystokracja lgnęła do arystokracji, a wodzowie do wodzów. Zdarzały się odstępstwa. Pomnik Józefa Piłsudskiego prowadził ożywioną korespondencję z pomnikiem króla Jana III Sobieskiego, z kolei pomnik generała Charles'a de Gaulle'a nawiązał bliskie kontakty z kolumną Zygmunta. Bywały całkiem egzotyczne przyjaźnie. Smok wawelski zakochał się w pomniku Matki Polki, a pomnik Chopina z Łazienek w betonowej robotnicy z filarów Pałacu Kultury. Pomniki żołnierzy radzieckich trzymały się raczej na uboczu w gronie swoich, mimo pokojowych znaków ze strony kilkudziesięciu pomników Jana Pawła II.
Raz na jakiś czas pomniki zwoływały zebranie, by obgadać wspólnie sprawy dotyczące środowiska. Wszyscy pamiętają, jak przed laty jedno z takich zebrań zakończyło się gorącym romansem pomiędzy królem mórz Neptunem z Gdańska a warszawską Syrenką. Zebrania zwoływano rzadko i tylko w sprawach naprawdę ważnych. Tym razem spotkanie miało charakter konspiracyjny i dotyczyło tylko części społeczności pomnikowej. Zaproszeni zostali jedynie żołnierze radzieccy i polscy komuniści.
Tuż po północy w jednym z pustych magazynów pod Wałbrzychem zaczęli się zjawiać pomnikowi spiskowcy. Obok wojskowych w pełnym uzbrojeniu nie brakowało dziwnych konstrukcji będących pomnikami czynów rewolucyjnych oraz wielkich czerwonych gwiazd. - Włazić ciszej, bo zbudzicie całą okolicę - grzmiał porządkowy spotkania, piechur z granatem i rozdartą koszulą. Tłok w magazynie był taki, że co rusz pomniki ocierały się o siebie i zderzały, co wywoływało panikę wśród organizatorów i zwiększało gruz na podłodze. Zebranie prowadził lejtnant Sasza Kopiejkin z pomnika wdzięczności Armii Czerwonej w Dąbrowie Górniczej. - Pamiętacie, jak usuwali Dzierżyńskiego z placu w Warszawie? W trakcie usuwania połamał się na kawałki. - Hańba! - krzyknął służbiście stalowy oficer NKWD z pomnika w Moskwie, jedyny gość zagraniczny zlotu. - Teraz też tak może być - ciągnął lejtnant. - Czy to pewne, że będą usuwać? - dopytywał się czerwonoarmista z pomnika w Olsztynie, poprawiając nerwowo pepeszę. - To już postanowione. Mamy przecieki, że tym razem to nie przelewki. Kilkanaście lat temu rozprawili się z Leninem i Dzierżyńskim, teraz przyszła kolej na nas. Jest tylko jedno wyjście, towarzysze - tu Sasza zrobił wymowną przerwę - zostawiamy cokoły i ruszamy w las, tworząc ostatni oddział partyzancki.
W magazynie rozległy się nieco zakłopotane chrząknięcia. Kilku sołdatów potakująco, acz bez przekonania kiwnęło głowami. - Liczę na wasze wyszkolenie bojowe. A oto przygotowane już zadania i kryjówki dla każdego z was - zakończył, rozkładając coś na stole. Zebrani z zainteresowaniem pochylili się nad wojskową mapą Borów Tucholskich.
Okładka tygodnika WPROST: 22/2007
Więcej możesz przeczytać w 22/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 22/2007 (1275)


ZKDP - Nakład kontrolowany