Francuski smok

Francuski smok

Nicolas Sarkozy zmienia europejską politykę na kilka pięter w głąb
Prezydent Nicolas Sarkozy w ciągu niespełna dwóch tygodni urzędowania rozkochał w sobie Waszyngton, zauroczył Berlin i skonfundował Moskwę. Zdążył też rozwścieczyć Ankarę oraz rozbudzić nadzieje w połowie państw Bliskiego Wschodu i Afryki. Polska także wiąże z nim wielkie oczekiwania.

Europejczycy z odzysku
"Francja wróciła do Europy" - zadeklarował Sarkozy tuż po ogłoszeniu jego zwycięstwa w wyborach prezydenckich. Już w dniu zaprzysiężenia rozpoczął pierwszą oficjalną wizytę zagraniczną. Po wylądowaniu w Berlinie, jeszcze przed rozpoczęciem rozmów z Angelą Merkel, ogłosił, że stosunki ze wschodnim sąsiadem uważa za "święte". Podkreślał, że jego celem jest stworzenie z niemiecką kanclerz wspólnego frontu w sprawie traktatu europejskiego. Oboje uważają, że należy go skrócić i uprościć, jak to tylko możliwe. Zgodni są też w tym, że powinien być zatwierdzany przez parlamenty państw członkowskich, a nie w referendach.
Sarkozy, Merkel i Gordon Brown namaszczony przez premiera Tony'ego Blaira na następcę, w Waszyngtonie zyskali miano "nowych Europejczyków". "To istotny moment dla Europy i relacji transatlantyckich" - uważa Dominique Mo?si z Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. Zwycięstwo Sarkozy'ego jest uważane w USA za dowód na to, iż Francuzi nie są amerykanofobami, a na tę przypadłość cierpieli jedynie poprzedni lokator Pałacu Elizejskiego i jego ekipa. Prezydent George W. Bush już zaczął zabiegać o ocieplenie stosunków z Paryżem. Był pierwszym politykiem, który zaledwie godzinę po zamknięciu lokali wyborczych we Francji zadzwonił do Sarkozy'ego z gratulacjami. Brown, który deklaruje, że chce wzmacniać oś Londyn - Paryż - Berlin, w stosunkach z USA będzie kontynuował politykę Blaira. Jest uważany za jeszcze większego amerykanofila niż nazywany "pudlem Busha" jego poprzednik. Mo?si jest przekonany, że sojusz Merkel, Browna i Sarkozy'ego może nadać zupełnie nową dynamikę zarówno unii, jak i jej stosunkom z USA.

Chłód ze wschodu
Skonfundowana nowym prezydentem Francji jest natomiast Moskwa. Sarkozy podczas swojej kampanii wyborczej ostro krytykował Władimira Putina za łamanie praw człowieka, m.in. w Czeczenii. Odpowiedź rosyjskiego prezydenta była jednoznaczna. Po zwycięstwie wyborczym Francuza nie zadzwonił do niego z gratulacjami, lecz wysłał z 48-godzinnym opóźnieniem lakoniczną depeszę. To długie milczenie samo w sobie było dość wymownym znakiem. "Gratulacje dla głowy państwa to więcej niż sprawa protokołu. To zapowiedź osobistych relacji" - wyjaśnia Jewgienij Wołk z moskiewskiej fundacji Heritage.
Władimir Putin, Jacques Chirac i były niemiecki kanclerz Gerhard Schröder nie tylko prywatnie się przyjaźnili, ale tworzyli też silną koalicję wymierzoną w USA, a zjednoczoną pod szyldem sprzeciwu wobec wojny w Iraku. Jednocześnie Chirac i Schröder wierzyli, że dzięki Putinowi w Rosji uda się wprowadzić europejskie standardy polityki. Jednak Kreml zamiast się "cywilizować", sprytnie rozgrywał animozje między Paryżem, Berlinem a Waszyngtonem. Sarkozy nie ma takich złudzeń. "Gwałtownych zwrotów w relacjach między Francją i Rosją nie ma się co spodziewać. Związki gospodarcze są zbyt silne. Francja pozostanie ważnym inwestorem w Rosji, a Rosja ważnym dostawcą surowców do Francji" - twierdzi Boris Kagarlicki, dyrektor moskiewskiego Instytutu Globalizacji.

Front śródziemnomorski
Ankara jest na Sarkozy'ego po prostu wściekła. Podczas kampanii wyborczej Sarko powtarzał, że jest przeciwny wstąpieniu Turcji do Unii Europejskiej. Większość tureckich polityków miała jednak nadzieję, że po wyborze na prezydenta już tego tak otwarcie nie powie. Turcy się przeliczyli.
W Ankarze podniosły się głosy, że unia będzie przetrzymywać Turcję w negocjacyjnym przedsionku bez końca. Dodatkowo atmosferę podgrzała propozycja Sarkozy'ego, by utworzyć składającą się z 16 państw południa Europy, Bliskiego Wschodu i północnej Afryki unię śródziemnomorską. Kluczową rolę miałaby odgrywać Ankara. "Współpraca śródziemnomorska to jedno, a członkowstwo w UE to inna sprawa" - skwitował propozycję Abdullah Gül, szef tureckiego MSZ. W państwach arabskich wizja stworzenia unii rozbudziła jednak spore nadzieje, że Paryż - jak napisał egipski "Al-Ahram Weekly" - "przełamie amerykańską hegemonię w regionie".
Sarkozy ma wyjątkowo duże szanse na realizację swych planów. Po Niemczech przewodnictwo w UE obejmie Portugalia. Lizbona za główny cel uznała wzmocnienie stosunków gospodarczych z Brazylią i państwami Afryki oraz unii śródziemnomorskiej. Potem UE będzie kierować mająca podobne priorytety Słowenia, a następnie Francja. To zapewnia Sarkozy'emu półtora roku na osiągnięcie celu. Prawdopodobnie wystarczy.


Sarko w Warszawie
Prezydent Sarkozy ma niebawem odwiedzić Polskę - zapowiada Jean-Pierre Jouyet, sekretarz stanu ds. europejskich we francuskim MSZ. Warszawa będzie drugą stolicą, którą prezydent Francji odwiedzi po zaprzysiężeniu. Przedmiotem rozmów z prezydentem Kaczyńskim będą stosunki UE z Rosją i traktat konstytucyjny. Sarkozy przypadł Polakom do serca już na etapie kampanii wyborczej. Zamierza on zerwać z koncepcją Europy, której spiritus movens byłby duet francusko-niemiecki, i przyznać szczególną pozycję sześciu największym krajom unii: Francji, Niemcom, Włochom, Polsce, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii.
Nicolas Sarkozy jako nowy lokator Pałacu Elizejskiego to pomyślna okoliczność dla Polski. Nowy prezydent Francji nie jest zwolennikiem przekształcenia unii w superpaństwo; zmierza jednak do wyrwania wspólnoty z impasu i usprawnienia jej modus operandi. Wszystko wskazuje na to, że nowa administracja wnosi - a priori - w politykę francuską wiele sympatii, zrozumienia i szacunku dla Polski. Przed polską dyplomacją otwiera to nowe możliwości, ale nie obejdzie się bez ustępstw. Jeżeli wybory parlamentarne utwierdzą silną pozycję Unii na rzecz Ruchu Ludowego, czyli partii prezydenta, wpływ Francji na kierunki polityki zagranicznej unii będzie znaczący, a zarazem po naszej myśli.
- Wybór Sarkozy'ego na prezydenta stwarza dużą szansę na ocieplenie relacji między Polską i Francją - mówi "Wprost" Peter Ludlow, założyciel Centre for European Policy Studies w Brukseli. Warszawę i Paryż łączy teraz znacznie więcej niż za prezydentury Chiraca. Sarko jest o wiele bardziej otwarty w stosunku do USA i nie będzie się bawił w budowanie antyamerykańskiego lobby w Europie. Także podejście do Moskwy powinno Warszawę napełnić lekkim optymizmem. Jeżeli Sarkozy się nie zmieni, to zapowiada się na europejskiego lidera. (MF)


Rewolucja w Paryżu
Zanim Sarkozy będzie mógł zacząć wprowadzać reformy, jego Unia na rzecz Ruchu Ludowego musi zdobyć większość w parlamencie. Po cichu rewolucja na paryskiej scenie politycznej już się jednak zaczęła. Sarko szefem rządu mianował swego przyjaciela François Fillona. W gabinecie zasiadło tylko 15 ministrów, czyli o połowę mniej niż w czasie, gdy rządził Jacques Chirac. Pierwszy raz do rządu weszła osoba pochodzenia północnoafrykańskiego - Rachida Dati, córka Marokańczyka i Algierki, została ministrem sprawiedliwości. Nowością jest także to, iż do gabinetu zaproszono polityka z przeciwnego obozu politycznego. Socjaliście Bernardowi Kouchnerowi, współzałożycielowi organizacji Lekarze bez Granic, który podczas kampanii krytykował Sarkozy'ego za "haniebne sięganie po skrajnie prawicowy elektorat", prezydent powierzył dyplomację. "Rząd otwartości" - jak nazwał go Sarkozy - bardzo się Francuzom podoba. Wedle sondażu przeprowadzonego przez "Journal de Dimanche", 69 proc. ankietowanych taki skład gabinetu uznało za bardzo dobry lub dobry. W perspektywie zbliżających się wyborów to absolutny nokaut Partii Socjalistycznej. Badania wskazują, że ta partia ma szansę najwyżej na 200 miejsc w 577-osobowym Zgromadzeniu Narodowym. Prezydencka Unia na rzecz Ruchu Ludowego może liczyć co najmniej na 317 mandatów, czyli na większość absolutną. (AJ)
Okładka tygodnika WPROST: 22/2007
Więcej możesz przeczytać w 22/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 22/2007 (1275)


ZKDP - Nakład kontrolowany