Samoobrona III RP

Samoobrona III RP

Ruch na rzecz Kwaśniewskiego
To że mogą przyjść do każdego z nas, nie jest niczym szczególnym. Najgorsze, że na każdego z nas mogą coś znaleźć. Te zdania powtarza dziś wielu działaczy SLD. Barbara Blida była jedną z nich. Oni wiedzą, że mają wiele na sumieniu, nie wiedzą tylko, co wyjdzie na jaw, a czego nigdy nie ustalą organy ścigania. I nie wiedzą, czy komuś nie puszczą nerwy i nie zacznie sypać. Blida najwidoczniej nie zamierzała ryzykować i wolała popełnić samobójstwo. Tym bardziej że zarzucano jej przyjęcie łapówek o wartości co najmniej pół miliona złotych. To tacy ludzie są ojcami chrzestnymi III RP, państwa, które niczym góra lodowa w ogromnej części było zanurzone w szarej, a nawet czarnej strefie. A politycznym ojcem wszystkich ojców był Aleksander Kwaśniewski

"Rządzący (...) nie rozumieją zasad demokracji, lekceważą zasady państwa prawa, dążą do jego upartyjnienia i ideologizacji. Próbują osłabić i zdezawuować istotne dla funkcjonowania demokratycznego państwa instytucje. (...) Społeczeństwo traktują nie jako zbiór obywateli, partnera dialogu, ale jako zawłaszczony obiekt swych rządów" - napisali sygnatariusze oświadczenia Ruchu na rzecz Demokracji. Nieformalnym liderem RRD mianowano Aleksandra Kwaśniewskiego. Jeśli przeanalizować dokonania rządów SLD, którym patronował były prezydent, najlepiej byłoby, gdyby RRD obronił Polaków przed powrotem Kwaśniewskiego i tamtych układów.
Kwaśniewski patronuje kolejnym ćwiczebnym inicjatywom, by sprawdzić, na kogo może liczyć - nie tyle nawet w polityce, ile w obronie jego samego. I wciąga do tej obrony takich politycznych frustratów, jak Andrzej Olechowski, Władysław Frasyniuk czy Włodzimierz Cimoszewicz. Jedni idą za nim z naiwności, inni z wyrachowania albo przekonania, że jadą na tym samym wózku. Tymczasem fakty o rządzącym Polską układzie, któremu patronował Kwaśniewski, są porażające. Tylko przeciwko politykom SLD w ostatnich kilku latach prowadzono prawie dwieście prokuratorskich postępowań. Zarzuty, akty oskarżenia lub wyroki ma na koncie ponad pięćdziesięciu byłych SLD-owskich ministrów, wiceministrów, posłów, prezydentów miast, wojewodów i innych urzędników. Wśród podejrzanych jest też około dziesięciu byłych baronów (szefów wojewódzkich struktur) sojuszu.

Mord założycielski
Przypadek Barbary Blidy, a wcześniej afery starachowicka, Pęczaka, opolska czy ta związana z fabryką osocza pokazują, że ojcowie chrzestni III RP działali tak jak opisane przez prof. Andrzeja Zybertowicza Antyrozwojowe Grupy Interesów. Bardzo istotna dla spójności układu była zasada "mordu założycielskiego" - wspólne przestępstwo (na przykład afera korupcyjna) integrowało i zapewniało lojalność. O awansie decydowała tam zasada "umoczenia" - nie awansowały osoby, na które nie było haków. A haki gromadzono nie tylko na przeciwników, ale też na sojuszników i współpracowników. Działała też zasada "ciągłości układu i reprodukcji bezkarności" - osoba opuszczająca kluczowe stanowisko dbała o to, by następcy nie stanowili zagrożenia dla interesów poprzedników oraz ich politycznych klientów. Istotna była również zasada "lokalizacji odpowiedzialności" (wedle reguły mafiosa Tony'ego Soprano, że "pieniądze idą w górę, a gówno spływa na dół").
Bezpieczeństwo układu zapewniała zasada "buforowania" - ryzykowne przedsięwzięcia brały na siebie osoby i instytucje pośredniczące między mocodawcą a kontrahentem. I w razie potrzeby te ogniwa brały winę na siebie. Prof. Zybertowicz powołuje się na casus Orlenu. Były minister skarbu Wiesław Kaczmarek opowiadał, że nazwiska pożądanych członków rady nadzorczej Orlenu przekazał nie ówczesny prezydent Kwaśniewski, ale jego zaufany urzędnik Marek Ungier. Bezpieczeństwo układu zapewniała też zasada "kooptacji" - zamiast walczyć z przeciwnikiem, często bardziej się opłacało przeciągnąć go do własnego obozu. Przykładem niech będzie kooptacja wielu przedstawicieli solidarnościowych elit do rad nadzorczych czy zarządów spółek.
Stabilizacji układu służyła zasada "karuzeli stanowisk" - osoba zarówno pożyteczna dla układu, jak i dla niego niebezpieczna (dysponująca hakami) wypadała z gry w ostateczności. Zwykle przesuwano ją na dalszy plan, ale zapewniając odpowiedni status materialny i towarzyski. Przykładem karuzeli stanowisk był kilka lat temu warszawski samorząd (tzw. układ warszawski). Urzędnicy zamieniali się tam miejscami, a awansując, kontrolowali to, co robili poprzednio. Z kolei dzięki zasadzie "rozprowadzania" członków układu umieszczano w takich miejscach, aby maksymalizować korzyści i minimalizować ryzyko.

Ruch obrony przed Kwaśniewskim
Poza Włochami trudno szukać w najnowszej historii Europy formacji bardziej uwikłanej w przestępcze związki niż polska postkomunistyczna lewica. Tangente - to w słowniku włoskiej mafii łapówka dla polityka. To na nich opierała się działalność kamorry. W Polsce przez wiele lat przekonywano, że u nas mafii nie ma, bo nie ma dowodów na związki gangsterów z politykami. Dopiero rządy SLD dostarczyły tych dowodów aż nadto. Dowiedzieliśmy się o istnieniu mafii paliwowej czy mafii w Ministerstwie Finansów. Usłyszeliśmy o tym, że polskie mafie świetnie prosperowały dzięki pomocy polityków, zwykle z SLD. Typowym przykładem jest afera w Ministerstwie Finansów. W ubiegłym roku policjanci z Centralnego Biura Śledczego zatrzymali kilku wysokich urzędników tego resortu. Zarzucono im wydawanie za łapówki korzystnych decyzji podatkowych dla gangsterów i niektórych przedsiębiorców. Choć ta mafia działała przez wiele lat, w czasie rządów SLD nikt nie podjął nawet próby wyjaśnienia zagadki wielomilionowych umorzeń podatkowych. Nowy wątek tej afery dotyczy działań podejmowanych przez SLD-owskiego wiceministra finansów Wiesława Ciesielskiego. Jak dowiedział się "Wprost", prokuratura bada obecnie jego decyzje dotyczące doradców podatkowych. Wraz z kilkoma aresztowanymi już urzędnikami ministerstwa zasiadał on w Państwowej Komisji Egzaminacyjnej ds. Doradztwa Podatkowego. Do śledczych dotarły doniesienia, że wiele osób zostało dopuszczonych do intratnego zawodu doradcy podatkowego w zamian za łapówki.
Jednym z beneficjentów mafijnego układu w resorcie finansów był poszukiwany dziś listem gończym były senator Henryk Stokłosa, któremu wielokrotnie umarzano podatki. Stokłosa mógł liczyć na pomoc nie tylko w Warszawie, lecz także w terenie. SLD-owski wojewoda poznański Andrzej Nowakowski tuż przed odejściem ze stanowiska w 2005 r. uchylił Stokłosie karę 326 tys. zł za nielegalne wydobycie żwiru.
Świadkowie twierdzą, że dzięki pomocy polityków mogła też świetnie funkcjonować mafia paliwowa. W ubiegłym roku media (m.in. Radio Zet) doniosły, że baronowie paliwowi składają zeznania obciążające Jacka Piechotę, byłego ministra gospodarki. Miał on forsować korzystne dla mafiosów przepisy prawne. Piechota wszystkiemu zaprzecza, ale śledztwo w tej sprawie trwa.

Baronowie
We włoskiej mafii wiele do powiedzenia mieli capo mandamento, czyli zwierzchnicy okręgów. Analizując materiały prokuratorskie, można dojść do wniosku, że podobną rolę mogli odgrywać w Polsce niektórzy baronowie SLD. Były szef pomorskiego SLD jest oskarżony w aferze spółki Stella Maris. Były baron łódzkiego SLD Andrzej Pęczak to główny bohater jednej z największych w Polsce afer korupcyjnych. Były świętokrzyski baron Henryk Długosz to z kolei jeden ze skazanych w aferze starachowickiej. A były szef opolskiego SLD Jerzy Szteliga trafił do aresztu w związku z aferą przy ubezpieczaniu Elektrowni Opole. Ostatnio pojawiły się też informacje, że prokuratura sprawdza, czy były szef poznańskiego SLD Paweł Grześkowiak bezprawnie grał na giełdzie państwowymi pieniędzmi.
Przez pewien czas liderką śląskiego SLD była Barbara Blida, była minister budownictwa, która zastrzeliła się podczas niedawnej akcji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w jej domu. Według zeznań śląskiej bizneswoman Barbary Kmiecik, Blida miała w zamian za łapówki lobbować w jej interesach. Według informacji "Wprost", Kmiecik opowiedziała też śledczym o swoich związkach z innymi znanymi politykami SLD - byłym wiceministrem gospodarki Andrzejem Szarawarskim, posłem Wacławem Martyniukiem i byłym ministrem w Kancelarii Prezydenta Stanisławem Cios-kiem. Miała też opowiedzieć o swojej znajomości z samym Aleksandrem Kwaśniewskim. Według śląskich mediów, córka Kwaśniewskiego spędziła nawet kilka lat temu wakacje w stadninie koni należącej do Barbary Kmiecik. Kwaśniewski zapewnia dziś, iż nie miał świadomości, że obiekt ten należał do Kmiecik.

Siła strachu
"Boję się o własne zdrowie i życie. Najpierw ktoś zniszczył samochód mojej gosposi, potem w aucie żony odpadło koło, aż wreszcie ktoś uszkodził opony w moim samochodzie" - ogłosił kilka tygodni temu na łamach "Wprost" Józef Oleksy. W nagranej rozmowie z Aleksandrem Gudzowatym Oleksy najwięcej złego mówił o Aleksandrze Kwaśniewskim. Potem skruszony pokornie go przepraszał. Dlaczego? Analizując wydarzenia ostatnich lat, można zauważyć, że ci, którzy ośmielili się zadrzeć z Kwaśniewskim, wpadali w poważne tarapaty. Leszek Miller nigdy nie ukrywał "szorstkiej przyjaźni", jaka łączyła go z byłym prezydentem. W ostatnich miesiącach nastąpił wysyp informacji o korupcyjnych propozycjach, które były składane rzekomo w imieniu Leszka Millera. Łapówek w imieniu byłego premiera domagano się m.in. od Aleksandra Gudzowatego. Czy rzeczywiście pośredników wysyłał Miller? Jak zauważyła blogerka Kataryna, nazywana królową polskiego Internetu, Miller byłby skończonym idiotą i samobójcą, gdyby po doświadczeniach z afery Rywina wysyłał kolejnych pośredników po łapówki. Czy ktoś zorganizował przeciwko Millerowi serię prowokacji?
Podobne intrygi dotyczyły też innego poróżnionego z Aleksandrem Kwaśniewskim byłego lidera SLD Wiesława Kaczmarka. W przeciwieństwie do wielu innych polityków SLD nie może on liczyć na zmowę milczenia partyjnych towarzyszy (we włoskiej mafii nazywaną omertą), bo jest uważany za zdrajcę. Dodajmy, jedynego ważnego zdrajcę. Co więcej, sam Kaczmarek w rozmowie z "Wprost" sugeruje, że kolejne zarzuty są stawiane mu "lawinowo", a prokuratura cierpi wręcz na nadmiar zeznających przeciwko niemu świadków.
Jak się dowiedział "Wprost", Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga postawiła niedawno Kaczmarkowi zarzuty dotyczące przekształceń własnościowych toru wyścigów konnych na warszawskim Służewcu. - Zarzuty w tej sprawie też stawiają mi lawinowo. Ostatnio dowiedziałem się, że na poczet przyszłej kary prokuratura chce mi zająć samochód - mówi "Wprost" Wiesław Kaczmarek. W tej sprawie zarzuty postawiono jeszcze sześciu innym osobom, m.in. byłemu wiceministrowi skarbu Ireneuszowi Sitarskiemu. Według śledczych, w wyniku działalności grupy urzędników doszło do obniżenia wartości spółki Służewiec Tory Wyścigów Konnych, a w ostateczności do jej upadłości. Zdaniem prokuratury, mogło to być celowe działanie, by sprzedać "bezwartościową" spółkę prywatnemu inwestorowi. Państwo na tej działalności miało stracić 47 mln zł.

Nieuchwytny patron
Taśmy Oleksego-Gudzowatego stały się przedmiotem zainteresowania prokuratury. Oleksy mówił m.in., że Kwaśniewski nie jest w stanie wytłumaczyć się ze swojego majątku. Według naszych informacji, już wkrótce prokuratura przesłucha w tej sprawie byłego prezydenta. W obliczu zagrożenia Kwaśniewski postanowił pozamykać wszystkie polityczne fronty. Niedawno "Wprost" ujawnił, że były prezydent zaprosił na pojednawcze spotkanie Leszka Millera. Również Józef Oleksy chce wrócić na łono "familii". Na niedawnym pogrzebie Barbary Blidy stał w jednym rzędzie z członkami "sitwy", o której opowiadał Gudzowatemu. Wiesław Kaczmarek pozostanie więc praktycznie jedynym "niepogodzonym" z Kwaśniewskim, bo nie okazał skruchy.
Mimo lawiny medialnych doniesień i kolejnych przesłuchań prokuratorom nie udało się postawić Aleksandrowi Kwaśniewskiemu żadnego poważnego zarzutu. Może stanąć przed sądem za błahe przewinienie. Według nieoficjalnych informacji, już za kilkanaście dni lubelska prokuratura może postawić Kwaśniewskiemu zarzut podawania nieprawdziwych informacji o wykształceniu. Na razie układ chroni swojego patrona. Jak długo jeszcze?


Ilustracja: D. Krupa
Okładka tygodnika WPROST: 19/2007
Więcej możesz przeczytać w 19/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2007 (1272)


ZKDP - Nakład kontrolowany