Brzydkie, bo polskie

Brzydkie, bo polskie

Niemal wszystko, czym się posługujemy, zaprojektowali Włosi, Anglicy, Niemcy czy Holendrzy. Polski design nie istnieje
Nigdy nie stworzyliśmy liczącej się światowej marki. Nowoczesny design jest przede wszystkim tam, gdzie najnowocześniejsze technologie, materiały i możliwości wdrożenia do produkcji nowatorskich projektów. W Polsce jedynym rozpoznawalnym stylem jest - paradoksalnie - ten z PRL. Szkoda, że tylko jako ciekawostka z poprzedniej epoki.

Made in Poland
Choć w PRL istniał Instytut Wzornictwa, a w każdej ASP wydział zajmujący się projektowaniem, prawie wszystko, co wyszło spod ręki projektantów, szło do szuflady. Rynek nie istniał. Wszystko, co pojawiało się w sklepach, i tak się sprzedawało. Po co więc się starać, by było ładne. W III RP brak zrozumienia dla pięknych rzeczy pozostał.
"Coraz więcej osób chce mieć przedmioty z metką »made in Poland«" - tak twierdzą organizatorzy wystawy "Made in Poland", którą od 12 maja do 15 lipca 2007 r. będzie można oglądać w berlińskim Muzeum Sztuki Użytkowej (Kunsgewerbemuseum), a później w USA i Izraelu. To nieprawda. Odbiorcom nic nie mówią polskie, choć obco brzmiące firmy Kler, Balma czy Chrum Company. Światowe trendy i style nadal powstają we Włoszech, USA, Skandynawii czy Niemczech, a pokazane na wystawie przedmioty to także dowód na to, że projektanci znad Wisły masowo wzorują się na zagranicznych kolegach. Co też nie dziwi, bo naszych klientów nie interesuje, czy dany przedmiot został zaprojektowany właśnie w Polsce.
Polski design był w lepszej kondycji epizodycznie. Na przykład w latach 20. ubiegłego wieku. Na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej i Przemysłu w Paryżu w 1925 r. przyznano naszym artystom 172 nagrody, w tym 32 grand prix i 43 złote medale. Ale na trofeach się skończyło. Projektami z Polski nie udało się zainteresować wielkich zagranicznych koncernów. Polski design był wszak jedynie rodzimą odmianą stworzonej w Austrii secesji i hybrydą wielonarodowych odmian stylu art déco. Nikomu poza Polską nie były potrzebne kolejne projekty, wzorujące się na ogólnoświatowych trendach. W kraju z powodzeniem działała założona w 1926 r. grupa artystów związanych z warszawską ASP pod nazwą ŁAD, projektująca i produkująca meble. Ale już Powszechna Wystawa Krajowa w Poznaniu w 1929 r. udowodniła, że i twórcy z ŁAD-u, choć oryginalni, odwoływali się głównie do stylu biedermeierowskiego czy klasycyzmu. Bo takich mebli oczekiwał odbiorca.

Nysa nie Nissan
Berlińska ekspozycja to również dowód na to, że wszystko, co wychodzi spod ręki polskich projektantów, jest jedynie powieleniem światowych trendów. Można na niej zobaczyć szezlong, projektu Tomasza Augustyniaka produkowany przez firmę COM 40 Limited, niczym nie różniący się od setek podobnych mebli. Ostatnio serię dywanów dla polskiej firmy Moho zaprojektował słynny brytyjski designer Ross Lovegroove i są one wcieleniem poglądów innego słynnego współczesnego designera Luigi Colaniego, który wszystko projektuje "zaokrąglone". Prezentowaną na wystawie butelkę wódki Wyborowa zaprojektował zaś słynny amerykański architekt Frank Gehry. Prawie setka innych produktów (w tym ceramikę czy elementy dekoracyjne wnętrz) mogłaby nie mieć etykiety z napisem "made in Poland". Niczym nie różnią się one od produktów z metką "made in Europe". Z przedmiotami, które wymyślają obecnie polscy projektanci, nie przejdziemy do historii. Paradoksalnie, zostaniemy zapamiętani jako twórcy meblościanek, pralki Frania i zadziwiających samochodów z fabryki FSO.
Polscy projektanci nie stworzyli spójnego, oryginalnego stylu, jak choćby Raymond Loewy. Ten wizjoner działał nieprzerwanie od lat 20. ubiegłego wieku aż do końca lat 70. Nie bez powodu nazwano go człowiekiem, który bez mała zaprojektował współczesną Amerykę. To on twierdził, że "najlepszą formą walki z komunizmem jest dobrze zaprojektowany młynek do kawy, a nie przemówienie polityka".

Polski mebel
"Czy może być coś brzydszego od niemieckiej kobiety? Tak, polski mebel" - to tylko jeden z niewybrednych żartów drukowanych w książeczkach z polish jokes. Inne dowcipy na ten temat odnoszą się wprawdzie do minionej epoki, ale tak mocno wrosły w świadomość Amerykanów, że nikt tam nie marzy o produktach z napisem "made in Poland".

Wizjonerzy designuu
Luigi Colani sprzedał światu najpierw swoją wizję rzeczywistości, a później wziął się do projektowania jej poszczególnych elementów. Zainspirował się zakrzywieniem wszechświata. "Jesteśmy podnieceni krągłymi formami - ku przetrwaniu gatunku. Mam zamiar wyznawać filozofię Galileusza: mój świat również jest krągły" - twierdzi i konsekwentnie projektuje samoloty czy meble o charakterystycznym obłym kształcie. On również tworzy dla największych - od BMW, po Cannona, Sony, Ferrari czy Zeissa. Colani był szefem grupy projektowej w koncernie lotniczym McDonell Douglas.

Raymond Loewy narzucił swoje idee i styl ponad 200 największym firmom na świecie - od NASA po Studebakera. Dla NASA zaprojektował wnętrza statków Apollo czy Skylab. Swoją myśl, że "waga jest wrogiem designu" wprowadził w czyn: od projektu szminki po lokomotywę. To on wymyślił m.in. smukłą butelkę Coca-Coli, znaki firmowe Shella czy BP, autobusy dla słynnej linii Greyhound oraz samoloty, w tym ten najsłynniejszy - Air Force One dla prezydenta Kennedy'ego.
Okładka tygodnika WPROST: 19/2007
Więcej możesz przeczytać w 19/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2007 (1272)


ZKDP - Nakład kontrolowany