Junak na froncie

Junak na froncie

Polska lat 50.: budować duszę nowego człowieka jest zadaniem zaszczytnym i bohaterskim
W głośnikach pieśń masowa, na kartofliskach amerykańska stonka, na szosach samochód Mikrus. Tyle zapamiętała z lat 50. Polska Kronika Filmowa. Bardzo mało i bardzo wybiórczo. Ale i kronika szła w pierwszym szeregu odbudowy i propagandy. Zresztą, zobaczmy sami. Już za tydzień - lata 50. na dołączanej do "Wprost" płycie z wyborem najciekawszych felietonów filmowych.

Front walki o nową duszę
Ofensywa propagandowa sunęła szerokim frontem. Na przedzie - "inżynierowie dusz". "Budować duszę nowego człowieka, rodzącego się w nowym ustroju, jest zadaniem zaszczytnym i bohaterskim. Los umieścił pisarza w pierwszym szeregu frontu walki o nową duszę człowieka. My, literaci, nie zawsze dorośliśmy jeszcze do tego zadania" - ubolewał pisarz Eugeniusz Paukszta. Reklamę nowego ustroju umieszczano na wszystkim. Na przykład na tabliczkach z nazwami ulic. W Poznaniu Półwiejską zmieniono na Dzierżyńskiego, a Jasnogórską na Chocimską. Nowością były "socjalistyczne pocztówki". Widoczek z wakacji, a pod nim hasło "W każdej wsi - czytelnia". Z okazji spartakiady 1951 r. wydano serię kart ze sloganem "Przyjaźń, pomoc i przykład sportowców radzieckich - źródłem osiągnięć sportu polskiego".

Potopić karaluchy
W ogniu walki klasowej formował się "socjalistyczny styl życia". "Zauważyłam, że na każdym zebraniu wielu obecnych zajmuje się jakąś mechaniczną czynnością. Obgryzają emalię z paznokci albo czyszczą sobie zapałką zęby" - protestowała w 1951 r. czytelniczka "Zielonego Sztandaru". "Czy pracownicy wypada siedzieć, rozmawiając z przewodniczącym Rady Narodowej?" - drążyła inna wielbicielka tego rolniczego tygodnika. "Czy wypada I sekretarzowi KW PZPR ukłonić się koleżance spotkanej w delikatesach?" - dociekały czytelniczki "Przekroju". Dyskusjom nie było końca.
Żyło się biednie, więc rzeczy przerabiało się aż do zdarcia. Instrukcja obsługi kalki biurowej nakazywała, by po jej całkowitym zużyciu potrzymać ją jeszcze nad płonącą świecą. Wówczas pozostałości tuszu rozleją się na nowo i z kalki można będzie jeszcze korzystać. W sprawach domowych radzono sobie podobnie: "Chcąc się pozbyć plagi karaluchów - czytamy w "Pani Domu" (1959) - stawiamy na noc naczynie szklane lub porcelanowe do połowy wypełnione ciemnym słodkim piwem. Łakome karaluchy, znęcone przysmakiem, potopią się".

Junak forever
Ale i w siermiężnym komunizmie zdarzały się cuda. Jednym z nich był junak. Motor - ciężki, jednocylindrowy, posapujący jak harley. Bito na nim rekordy prędkości: w 1959 r. potrafił się rozpędzić do 150 km na godzinę. Od razu spodobał się Milicji Obywatelskiej, która zamówiła u producenta własną wersję - z szybą z pleksiglasu i przewoźną radiostacją o zasięgu 20 km. Niestety, junaka zgubiła własna doskonałość. W roku 1965 okazał się zbyt kosztowny, by mogła się nim rozbijać klasa robotnicza. Produkcję przerwano. Pół wieku później rodzima firma Junak Motor próbowała ponownie wprowadzić junaka na polskie drogi. Polska roku 2000 nie była jednak w stanie wyprodukować junaka z roku 1954. Przejęła go więc koreańska firma Hyosung Corporation i wypuściła na światowe rynki jako Junaka Millenium. Świetnie sprzedaje się na świecie - poza Polską. Junaka z roku 1954 r. nie sprowadzimy nawet w roku 2007. Nie stać nas.
Okładka tygodnika WPROST: 19/2007
Więcej możesz przeczytać w 19/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2007 (1272)


ZKDP - Nakład kontrolowany