Wencel gordyjski - Mecz w pokrzywach

Wencel gordyjski - Mecz w pokrzywach

Nie warto przejmować się na wyrost - organizacją Euro 2012
Kiedy Michel Platini ogłaszał, że wspólnie z Ukrainą zorganizujemy finały Euro 2012, w polskich domach zapanowała euforia. Skończyły się "ciche dni" i szlabany na kompa. Mężowie biegli do sklepu po wódkę, żony wyciągały z zamrażarek resztki wielkanocnej szynki, a kochankowie wyskakiwali z szaf, żeby z całą rodziną odtańczyć zwycięskiego kankana. Minął jednak kolejny tydzień i wszyscy popadli w depresję. Czy zdołamy przeprowadzić największą piłkarską imprezę w Europie, skoro brakuje nam stadionów, autostrad i hoteli, a nasze ekipy budowlane wyjechały do Londynu?
To prawda, że sytuacja jest trudna, ale przecież nie beznadziejna. Zwłaszcza jeśli chodzi o część artystyczną, nasz potencjał wydaje się ogromny. Chęć odśpiewania Mazurka Dąbrowskiego podczas ceremonii otwarcia mistrzostw wyraziły już największe gwiazdy rodzimej estrady: Maryla Rodowicz, Michał Wiśniewski, Stachursky i Krzysztof Cugowski, a w rękawie trzymamy jeszcze doświadczoną Edytę Górniak. Wygląda więc na to, że ostatecznego wyboru będzie musiała dokonać specjalna komisja sejmowa, która najpierw ustali, czy kandydaci nie mają związków z korupcją w polskim futbolu. Prawdopodobnie z tego założenia wyszła Doda, która postanowiła się rozwieść z bramkarzem Radkiem Majdanem. Niestety, nie przewidziała, że na czele komisji stanie Marian Piłka, który w myśl zasady "piłka jest okrągła, a bramki są dwie" stanowczo broni nierozerwalności małżeństwa.
Oczywiście, występy muzycznych gwiazd to tylko jeden z elementów współtworzących futbolowy koloryt. Równie ważna jest kibicowska otoczka, która nierzadko przyjmuje formę happeningów. Podczas każdej wielkiej imprezy piłkarskiej na boisko wpada np. nagi osobnik, który biega ile sił w nogach, dopóki nie złapie go policja. Także w tej dziedzinie mamy spory potencjał. Wystarczy wpuścić na stadion Janusza Palikota, który będzie ścigał piłkarzy, wymachując sztucznym penisem i rewolwerem, żebyśmy zasłużyli na podziw zachodniej prasy.
Nieco gorzej przedstawia się problem komunikacji i infrastruktury, ale i on da się rozwiązać. Wprawdzie do takiego Gdańska można wjechać jedynie trzema ulicami, ale przecież wszyscy mamy w pamięci pielgrzymkę Jana Pawła II z 1987 r. Znów zrobi się parkingi przy obwodnicy, a dalej kibice pójdą pieszo. Jeśli my nie narzekaliśmy, maszerując na spotkanie z papieżem Polakiem, to niby dlaczego jakiś Włoch czy inny Niemiec miałby kręcić nosem, drepcząc przez Lasy Oliwskie na mecz swojej drużyny narodowej? Z kolei w Warszawie przyjezdnych fanów ulokuje się w blaszanych budkach wyniesionych ze Stadionu Dziesięciolecia. W końcu będzie lato, a najważniejsze i tak są emocje sportowe.
Jeśli chodzi o zagranicznych piłkarzy i trenerów, trzeba jednak pomyśleć o programie przybliżającym im obyczaje panujące nad Wisłą. Najlepiej, gdyby zajęli się tym byli reprezentanci Polski. W hotelu poselskim Roman Kosecki mógłby prowadzić wycieczki pod drzwi Sandry Lewandowskiej z Samoobrony. Każdy zawodnik puka dwa razy, a następnie wysyła SMS z przeprosinami. Wygrywa ta reprezentacja, która uzyska najwięcej odpowiedzi. Poza tym w pakiecie adaptacyjnym znalazłyby się takie atrakcje jak: prowadzony przez Janusza Wójcika kurs jazdy samochodem po torowisku tramwajowym; zorganizowana przez Grzegorza Latę akcja zbierania podpisów pod listem w obronie bohaterów afery starachowickiej; oglądanie kolejnej rozprawy z cyklu Zbigniew Boniek versus Jan Tomaszewski. Na koniec oczywiście wizyta u Fryzjera i polski futbol przestałby mieć dla naszych gości tajemnice.
Kiedy w meczu Orange Ekstraklasy jakiemuś piłkarzowi piłka zejdzie z nogi i trafi w "okienko" bramki rywali, zachwyceni komentatorzy krzyczą niezmiennie "Stadiony świata!". Nie warto zatem przejmować się na wyrost organizacją Euro 2012. Wystarczy wierzyć, że nam też noga się powinie i przypadkowo wybudujemy w pięć lat te wszystkie stadiony, szatnie i parkingi. A gdy już skończą się mistrzostwa Europy, boiska zarosną pokrzywami, bo nikt nie będzie chciał utrzymywać wielkich obiektów, żeby rozgrywać na nich mecze typu Lechia Gdańsk - Unia Janikowo. Zamiast jednego Stadionu Dziesięciolecia będziemy mieli ich kilka. W sumie to dobrze dla polskiej gospodarki, bo znów rozkwitnie wolny handel. Piłkarze rozjadą się po świecie, a kibice wrócą przed telewizory. I tylko nasi artyści wciąż będą śpiewać na arenach Euro 2012. Z kaset sprzedawanych przez Wietnamczyków.
Okładka tygodnika WPROST: 19/2007
Więcej możesz przeczytać w 19/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2007 (1272)


ZKDP - Nakład kontrolowany